O mapach i UAZach, czyli transport kołowy w Mongolii

Dworzec kolejowy w Erdenet nie zaskoczył nas zbytnio swoją wystawnością. Ot, jakaś tam buda, trochę kolejowych bambetli i betonowy „postument”, który sam w sobie był pewnym ewenementem, zważywszy na częstotliwość występowania tego materiału w tym pięknym kraju. Trochę, jakbyście wyskoczyli z pociągu w Radzyniu Podlaskim.

Wytarabaniliśmy się z pociągu niczym dom starców na odpust, zebraliśmy bagaże, po czym rozprawiczyliśmy przewodnik w poszukiwaniu mapy miasteczka. Mapa była. Jak się po pewnym czasie okazało – oznaczona tak samo dobrze, jak pola minowe w Kambodży. Po godzinie prób ustalenia, gdzie właściwie znajduje się postój „autobusowy”, postanowiliśmy zdać się na nasze języki. Z pomocą przyszedł nam podstarzały i nieco śmierdzący mongolski dziadek, który z radością wskazał nam właściwe miejsce. Dziadek ten towarzyszył nam potem aż do samego Hatgal, sam właściwie nie wiem, czemu.

Co się okazało? Po pierwsze – mapy z przewodnika nie tyle kłamały, co bardzo oszczędnie gospodarowały prawdą. Ta konkretna, z której korzystaliśmy z samego rana, wskazywała jako punkt orientacyjny pole, na którym odbywały się doroczne wyścigi konne. Problem polegał na tym, że pole owo zostało w międzyczasie przesunięte w zupełnie inne miejsce, co skutecznie utrudniło nam znalezienie czegokolwiek innego. Drugą rzeczą było błędne założenie z naszej strony. Mianowicie, szukaliśmy postoju autobusowego, to jest wyasfaltowanego pola, na którym stałoby kilka dużych, podłużnych wehikułów o wyglądzie zbliżonym do klasycznego Autosana. To, czym faktycznie okazał się wzmiankowany postój, przypominało raczej zakurzony krater, w którym dostrzec można było parę kilkudziesięcioletnich UAZów, prawdopodobnie używanych pierwotnie do transportu wojsk radzieckich na front wschodni.

Tu należy się kilka słów wyjaśnienia.

Niemal każdy kraj azjatycki ma swój charakterystyczny środek transportu. W Tajlandii są to tuk-tuki, na Filipinach Jeepneye, w Gruzji Łady 2100+ (do tego wszystkiego jeszcze dojdziemy) itd. Można by zakładać, że w Mongolii środkiem owym będą konie, ale nic bardziej mylnego. Na konia nie załadujesz raczej 11 osób, czterech klatek z kogutami, fotela bujanego i rusztowania do jurty; do UAZa 452 (produkowanego zresztą do dziś, w wersji niezmienionej) załadujesz natomiast to wszystko, a do tego silnik z MIG-a i wagon papieru toaletowego – towaru bardzo poszukiwanego przez wszystkich, którzy dbają o higienę intymną w podstawowym zakresie (co jest zaskakujące, w Mongolii takich ludzi nie brakuje). Ponadto, radziecka produkcja samochodu gwarantuje, że większość napraw w drodze sprowadzać się będzie do srogiego jebnięcia w bok samochodu, ew. do zamiany wytartego paska klinowego na porządnie związaną pończochę. UAZy to produkcje niemal bezawaryjne, a do tego wytrzymałe jak czołgi. Aż dziw, że nikt nie wpadł na pomysł seryjnej produkcji wersji z gąsienicami. W kraju, w którym na 46 000 km dróg przypada zaledwie 1 600 km to dróg asfaltowych (sic!), taka konstrukcja niewątpliwie spotkałaby się z życzliwym przyjęciem (a na pewno moim).

Drugim pojazdem występującym często na mongolskich stepach jest również UAZ, ale model 469, który zresztą doczekał się wielu – mniej lub bardziej udanych – następców. Ta radziecka odpowiedź na amerykańskiego Willysa to równie bezawaryjna maszyna, będąca w stanie dowieźć pasażerów praktycznie wszędzie, włączając w to Księżyc.

Oba samochody mają jedną, wspólną cechę: amortyzatory o twardości, która nie śniła się Moshowi. Siłą rzeczy, najważniejszą cechą wersji osobowej jest więc miękka wyściółka po wewnętrznej wersji dachu, gwarantująca tylko pomniejsze obrażenia głowy i ograniczająca niebezpieczeństwo doznania wstrząsu mózgu do jedynie 80%.

Tego wszystkiego mieliśmy się dowiedzieć niebawem, oczywiście na własnym przykładzie.

Podobał Ci się ten wpis? Możesz poczytać inne moje posty o Wyprawie z 2007 roku lub o Mongolii oraz polubić mój blog na Facebooku – często wrzucam tam dodatkowe treści.

*zdjęcie autorstwa M.

REKLAMA:

Brak komentarzy

Dodaj komentarz:

Podobało się? Może zostaniemy w taczu?

  • Facebook2k
  • YouTube4k
    YouTube
  • Instagram305
  • Google+0