Koleją do piekła

32 godziny w pociągu. Wydawać by się mogło, że po paru dniach spędzonych w Kolei Transsyberyjskiej to będzie tylko formalność, okupiona co najwyżej większą dawką znudzenia. Nic bardziej mylnego, choć my sami zdaliśmy sobie z tego sprawę dopiero, gdy było już za późno.

Przede wszystkim, w transsibie każdy wagon podzielony jest na stosunkowo przestronne przedziały, a w każdym z nich mamy zazwyczaj cztery spore leżanki. Po drugie, transsibem tylko z rzadka jeżdżą Chińczycy.

Pociąg relacji Pekin-Chongquing był tym, do czego obecnie dążą Polskie Koleje Państwowe. Na wejście do środka mieliśmy dokładnie 0,6 sekundy, a na zajęcie miejsc – połowę tego czasu. Oczywiście, jako że byliśmy biali, te ostatnie znaleźliśmy bez większych problemów, bowiem – jak się okazuje – każdy Chińczyk w wieku 10-60 marzy tylko o tym, by ustąpić miejsca Europejczykowi, który odważył się jechać „standardowym” pociągiem. Być może dlatego, że wie, w co nieszczęsny Europejczyk właśnie się pakuje i pragnie mu nieco ulżyć.

„Standardowy” pociąg to w zasadzie bardziej typ wagonu. Na trasie, którą mieliśmy przebyć kursują składy zawierające trzy typy wagonów: siedzące, hard sleepery oraz soft sleepery. Wagony z miejscami siedzącymi (a taki właśnie wybraliśmy) są najbardziej podobne do naszych pociągów podmiejskich – nie ma w nich przedziałów, miejsca można zajmować z obu stron, a prócz siedzeń znajdziecie w nich tylko mikroskopijne stoliki oraz półki na bagaże. Sleepery (o których jeszcze napiszę, bowiem po opisanej niżej traumie nie zdecydowaliśmy się już nigdy na miejsca siedzące) to dwa typy kuszetek – z przedziałami (soft sleeper) i bez (hard sleeper). Za odrobinę prywatności płynącą z zamykanych drzwi na korytarz trzeba jednak zapłacić na tyle dużo, że nawet przez myśl nam nie przyszło, by rozważać tę opcję.

Nie brzmi źle, no nie? 32 godziny na siedząco; fotele – wbrew temu, co czasem się słyszy – nie są zrobione z nabijanego gwoździami marmuru, także w zasadzie da się przeżyć.

I być może faktycznie dałoby się, gdyby tego typu pociąg kursował w Polsce lub Europie zachodniej. W Chinach jednak dochodzi kilka dodatkowych utrudnień.

Po pierwsze – miejsce, a właściwie jego kompletny brak. Jeśli będziecie mieli szczęście i wejdziecie do składu zanim do akcji rzucą się sławni upychacze, być może uda Wam się zająć miejsce w środku wagonu, gdzie jest stosunkowo najluźniej. O ile jednak w Europie miejsce kończy się w momencie, kiedy nikt już nie da rady swobodnie stanąć w wagonie, to w Chinach – jak to zwykle – idą o krok, czy razem skok o tyczce, dalej. Biały człowiek nie powinien się dziwić, jeśli jego skośnooki sąsiad zaanektuje sobie na siedzisko (a już na pewno poduszkę) jego plecak; nie powinien się również dziwić, gdy zatroskana matka dwójki dzieci jedno z nich posadzi mu na kolanach, uśmiechając się tylko przepraszająco. Schylasz się po coś do bagażu „podręcznego”? Lepiej, żebyś miał stalowe nerwy, bowiem niewiele rzeczy przeraża tak, jak wysuwająca się z mroku pod fotelem twarz współpasażera, który w międzyczasie zajął miejsce leżące pod Waszym siedziskiem. To może sięgniecie po plecak leżący na półce bagażowej? Sprawdźcie dwa razy, bowiem może okazać się, że zamiast suwaka głównej kieszeni właśnie rozpinacie czyjś rozporek. Spróbujcie potem wytłumaczyć jego uśmiechniętemu właścicielowi, że nie będzie dalszego ciągu…

Ludzie w chińskiej kolei ekonomicznej tłoczą się praktycznie wszędzie, włączając w to przejścia pomiędzy fotelami, umywalkę w łączniku (niektórzy pasażerowie robią sobie z niej regularne miejsce), a nawet toaletę (nie zważając na jej zawartość czy to, co od czasu do czasu z niej chlupnie). W tym ostatnim przypadku naprawdę trudno jest uświadomić chińskim pasażerom, że nie każdy życzy sobie towarzystwa podczas wypróżniania się – taka idea mocno ich dziwi, a niektórych nawet oburza (ten biały na pewno chce zająć mi moje wyśmienite miejsce z jedną nogą w sedesie).

Najgorszy jednak jest brak snu. Niektórzy z Was na pewno zdają sobie sprawę, że ludzki organizm nie może zbyt długo wytrzymać bez odpoczynku, a 32 godziny non-stop to dużo nawet dla kogoś, kto nie ma problemu z przebalowaniem całej nocy raz czy dwa w tygodniu. Niby da się jakoś złożyć głowę, ale siedzenia w chińskich pociągach – mimo iż stosunkowo miękkie – zostały ewidentnie zaprojektowane przez kogoś, kogo rodzice poczęli pod kątem prostym. Po kilkunastu minutach głowa opada, człowiek się budzi i lecimy od początku. Z tego powodu Chińczycy wymyślili prosty system zmianowy, którego fundamentem jest wspomniany wcześniej stolik. Osoba najbliżej składa na nim ręce i idzie spać na około godzinę; po jej upływie osoba po lewej budzi śpiocha, ten idzie na koniec „kolejki” (fotele są w zasadzie dwa-trzy, ale podróżujący niewiele sobie z tego robią), a jej miejsce zajmuje budzący. I tak w kółko, przy czym opuszczenie własnej kolejki nie oznacza możliwości późniejszego odespania – take it or leave it, dziwko.

Do tego wszystkiego dochodzi Pieprzone Babsko”. „Pieprzone Babsko” to kobieta, która w pociągu rozwozi żarcie, głównie pod postacią zupek w proszku (te chińskie charakteryzują się jednak znacznie lepszym smakiem niż polskie), słodyczy i wody w czajniku (do zalewania zupek). Sama w sobie nie byłaby problemem, gdyby nie fakt, że idąc przez wagon – po pierwsze – tarabani ze sobą wózek klekoczący jak nieślubne dziecko małpy i bociana; a po drugie – sama wrzeszczy jakby jej rzeczona małpa cnotę wykradała. Niby można by dostosować godziny jej przemarszów do systemu rotacyjnego ze stolikiem w roli głównej, ale wiecie jak to jest – czasem komuś się nie chce spać; czasem ktoś poleży odrobinę dłużej… A tu nie ma zmiłuj: skośnookie, śmierdzące cebulą gestapo wjeżdżało do wagonu na swoim rydwanie punktualnie niczym śmierć, budząc wszystkich nieszczęśników głosem, który już po kilku godzinach chcieliśmy uciszyć na zawsze. Ale jak tu go uciszyć, skoro sprzedaje wafelki?

*zdjęcie autorstwa M.

REKLAMA:

Dodaj komentarz:

Podobało się? Może zostaniemy w taczu?

  • Facebook2k
  • YouTube4k
    YouTube
  • Instagram337
  • Google+0