W drogę do Bago!

4 dnia naszego pobytu w Birmie ruszyliśmy dalej – do Bago. Rzecz jasna, najpierw wstaliśmy i dotelepaliśmy się na meeting point busików, które jechały w tamtym kierunku. Przez „busika” mam tu oczywiście na myśli obdrapany jak ściana w Oświęcimiu autokar z bonusowymi miejscami siedzącymi pomiędzy regularnymi fotelami. Na szczęście luksus owych premiowanych siedzeń nas ominął – jako piątka białych ulokowaliśmy się po królewsku z tyłu autobusu, zamieniając komfort rozkładanych foteli na możliwość pełnego odczucia każdego wyboju, jaki nasz transport napotkał na swojej drodze. Nie czekaliśmy długo na start, a sama podróż też zleciała raczej szybko. Wyjątkowo.

Na miejscu kolejny standard. Ledwie nasze nienajczystsze stopy dotknęły ziemi, już podleciał do nas jakiś postrzelony locals i dawajże wyrywać plecaki. Krzycząc „taxi, taxi” miotał się tak rozpaczliwie, że postanowiliśmy mu zawierzyć. Decyzja okazała się słuszną. 30 minut później mieliśmy już swoje pokoje we wcale schludnym hoteliku, a ponadto cena noclegu w Emperor Hotel okazała się wyjątkowa atrakcyjna (zaledwie 9 dolków na głowę). W bonusie dostaliśmy też głupkowato uśmiechniętego przydupasa, który latał za nami jak przylepiony i mało brakowało, żeby do wszystkich oferowanych nam usług dopisał jeszcze podcieranie nam tyłków.

No dobra, może przesadzam, ale gość (jak się okazało – lokalny przewodnik) najwyraźniej dzień wcześniej miał proroczy sen o naszym przybyciu, bowiem ofertę atrakcji dla pięciu osób wyciągnął z rękawa prawie natychmiast. Z wachlarza usług skorzystaliśmy oszczędnie. Nie zważając na kwękanie gościa (chciał zgarnąć hajs za pokazywanie rzeczy, cwaniak) postanowiliśmy wypożyczyć skuterki (czyli azjatycki klasyk), a humor poprawiliśmy mu dobierając do tego wycieczkę na Mt. Kyaikto (na kolejny dzień) oraz późniejszy transport nad jezioro Inle. Pozbywszy się znacznej ilości kasy poszliśmy jeść do pobliskiej restauracji, a po powrocie nasze maszyny już na nas czekały.

Trudno opisać słowami ich stan, ale nawet posiłkując się skalą 1-10 musiałbym używać pierwiastków. Dość powiedzieć, że spośród trzech wypożyczonych motorków tylko jeden miał sprawny w stu procentach hamulec przedni, ale dla odmiany nie posiadał lusterek. Miejscowi byli cokolwiek zdziwieni, kiedy poprosiliśmy o kaski, ale największym szokiem była dla nich informacja, że Ma. będzie samodzielnie obsługiwać swoją maszynę. Nie mogli wyjść z podziwu, że jakaś kobieta będzie jeździć sama i posunęli się nawet do tego, by zaproponować nam usługi wynajętego kierowcy. Zignorowaliśmy tę niebezpośrednią zniewagę, dosiedliśmy naszych jednośladowych wyroków śmierci, po czym ruszyliśmy przed siebie.

10 minut później ponownie przejechaliśmy przed zdziwionym właścicielem hotelu, kiedy okazało się, że oczywiście pojechaliśmy w złą stronę.

REKLAMA:

Dodaj komentarz:

Podobało się? Może zostaniemy w taczu?

  • Facebook2k
  • YouTube4k
    YouTube
  • Instagram305
  • Google+0