Odcinek specjalny Kolasin-Podgorica

Ze starym akumulatorem w bagażniku (miał nam towarzyszyć aż do końca wyjazdu) dojechaliśmy wreszcie do miejscowości Kolasin, gdzie zaczęły nas łapać pierwsze krople deszczu. Nie poprawiło to naszych niezbyt radosnych humorów, bo nie dość, że na akumulatorowej przygodzie straciliśmy ponad 3 godziny, to jeszcze tego dnia mieliśmy jechać spektakularną drogą prowadzącą z Kolasina aż do stolicy Czarnogóry. Nie uśmiechało nam się robić to w strugach deszczu.

Sam Kolasin również nas nie zachwycił, ale i na to nie liczyliśmy. Miejscowość ta jest atrakcyjna przede wszystkim zimą, bowiem stanowi główną narciarską bazę wypadową regionu. W sezonie letnim na jego ulicach zobaczymy zaledwie kilkoro ludzi, a większość knajp jest zamknięta na głucho…

… Ale nie Slavija. Ta restauracja przywróciła nam początkowo podkopaną wiarę w Czarnogórę.

W Slaviji moje współtowarzyszki i współtowarzysz nie chcieli ryzykować i standardowo zamówili po talerzu mięs. Ja jednak miałem ochotę na coś nowego i poprosiłem o niejaki kacamak, który kelnerująca pani określiła mianem specjalności regionu i czegoś, czym na pewno się najem. O rany, jakże miała rację.

Kacamak okazał się wielką, tłustą jak amerykański policjant „bułą”, przyrządzoną z sera, ziemniaków i… kajmaku (a jakże by inaczej). Całość była obficie skropiona stopionym masłem i podana praktycznie samopas, nie licząc jakiegoś smętnego ogóreczka, obijającego się o brzeg talerza jak czyjeś jaja w za dużych spodniach. Pomimo aparycji przywodzącej na myśl mózg osoby chorej na Alzheimera, kacamak idealnie wpasował się w moje mało skomplikowane gusta gastronomiczne, a poza tym wypełnił mój żołądek do tego stopnia, że musiałem odczekać 15 minut zanim wstałem od stołu. Moi współbiesiadnicy nie podzielali mojego entuzjazmu, ale wszyscy doszliśmy do wniosku, że jedzenie znacznie poprawiło nam humor. Można było ruszać dalej.

Kacamak

Tu bez komplementarnego ogóreczka

Oczywiście, kiedy tylko ruszyliśmy z Kolasina, z nieba lunął deszcz, który praktycznie towarzyszył nam aż do samej Podgoricy. Depresja wróciła ze zdwojoną siłą, bo za oknami zaczęły pojawiać się pierwsze widoki, które zdecydowanie wolelibyśmy oglądać w świetle słonecznym, a nie w szarówce przywodzącej na myśl listopadowe niebo nad Londynem.

Trasa Kolasin-Podgorica to droga, którą warto przejechać na własnych czterech kołach. Otaczające ją skały robią piorunujące wrażenie, pogłębiane dodatkowo przez tu i tam przyczepione do ich ścian tory kolejowe, ruiny i przerażonych turystów. Do tego wszystkiego dochodzi wijąca się poniżej drogi rzeka, która stałaby się naszą wdzięczną modelką na licznych punktach widokowych, gdyby nie ten kurewski deszcz. Bez przesady można powiedzieć, że cały wąwóz to najlepsza rzecz, jaką można zobaczyć w Czarnogórze, jeśli kogoś nie jara to, co oferuje wybrzeże Adriatyku… Choć wydaje mi się, że trudno byłoby znaleźć kogoś takiego. Niestety, nasze nieliczne przystanki na trasie były krótkie – nie tylko z powodu mokrego skurwysyństwa lejącego się z nieba, ale także dlatego, że nie chcieliśmy szukać noclegu po ciemku.

Droga Kolasin-Podgorica

Szybki most zza okna

Zanim dojechaliśmy do Podgoricy, przez chwilę rozważaliśmy opcję zanocowania w hostelu Bikers, który położony jest kilka kilometrów od wjazdu do stolicy, na samym wylocie z wąwozu (po to, żeby rano – w razie wystąpienia słońca – wrócić się nim przynajmniej kawałek i zrobić upragnione zdjęcia). Jadąc w stronę stolicy nie da się go nie zauważyć, bo reklamy wypisane sprayem stoją w jego okolicach chyba co 500 metrów. Na miejscu jednak okazało się, że w hostelu nocuje jakaś wycieczka, złożona głównie z rozwrzeszczanych, pryszczatych 13-latków, a ponadto ceny – w zestawieniu z warunkami – były bardzo niehostelowe (15 euro za łóżko w sali bez okien). W gruncie rzeczy wyszło nam to na dobre, bowiem następnego dnia pogoda była jeszcze gorsza. Na razie jednak mieliśmy przed sobą wieczór w stolicy Czarnogóry.

REKLAMA:

Dodaj komentarz:

Podobało się? Może zostaniemy w taczu?

  • Facebook2k
  • YouTube4k
    YouTube
  • Instagram305
  • Google+1