Krótka historia Korei (Północnej) – cz. 7, ostatnia

Część VI

Kim Dzong Il był desygnowany na następcę swojego staruszka już w latach ’80 i podobno bardzo drobiazgowo przygotowywany do swojej politycznej kariery. Podobno, bo nikt w zasadzie dokładnie nie wie, na czym owe przygotowania polegały i czy ich główną częścią nie było chlanie wódy, klepanie panienek po tyłkach i oglądanie zachodnich filmów. Zwłaszcza to ostatnie jest wysoce prawdopodobne, bo jeśli coś o Kim Dzong Ilu było wiadome to to, że uwielbiał kino, w tym także tę jego część, za oglądanie której dowolnego innego jego rodaka natychmiast zesłano by na reedukację w trybie natychmiastowym, o ile nie ostatecznym.

Nowy Kim na tronie miał zresztą niezłego kręćka na punkcie kina i posunął się nawet do porwania japońskiej południowokoreańskiej aktorki Choi Eun Hee oraz jej byłego męża – reżysera – Shin Sang Oka, aby oboje zaczęli stanowić specyficzną wartość dodaną do północnokoreańskiej kinematografii. Parze wreszcie udało się zwiać, ale cała historia pozwala spojrzeć z innej perspektywy na stosunkowo niedawną aferę z filmem The Interview oraz atakiem hakerów z KRLD na serwery firmy Sony. Warto przy tym dodać, że srebrny ekran pełni bardzo poważną rolę w propagandowym mechanizmie Korei Północnej – bilety do kina są bardzo tanie, a przeciętny obywatel północy chodzi do kina kilkakrotnie częściej niż mieszkaniec dowolnego państwa europejskiego. Nie to, oczywiście, żeby miał wybór, a ponadto łatwo się domyślić, jakiego typu filmy znajdują się na szczycie listy północnokoreańskiego Box Office.

Nasz filmofil nie miał łatwego początku. Poza tym, że na oficjalne objęcie władzy musiał czekać przez cały okres trzyletniej żałoby po starym, to w międzyczasie jedna z północnokoreańskich łodzi atomowych rozbiła się u wybrzeży południowych sąsiadów, a w kraju wybuchł wielki głód, który ciurkającą rzeczkę uchodźców do Chin zmienił w kurewsko rwący wodospad. Ah, no i jeszcze na północ uciekł mu Sekretarz ds. Wewnętrznych. Młody Kim miał generalnie przewalone, a żeby było jeszcze ciekawiej, to jednym z jego pierwszych rozkazów było pierdolnięcie nową rakietą balistyczną przez Japonię. Świetny pomysł, gratulacje.

Jednocześnie jednak Ukochany Przywódca nie miał aż takiego death wisha. Głód panujący w kraju wymusił układy z wieloma państwami, a klasyczne przekupstwo USA w zamian za wstrzymanie prób rakietowych wpłynęło na stosunkową normalizację stosunków z kapitalistycznymi bękartami z zachodu (Clinton obiecał nawet wizytę na miejscu, ale ostatecznie wysłał do KRLD Madeleine Albright). Polepszyły się także stosunki z Japonią (pomimo żądań Kima związanych z odszkodowaniami za wieloletni wyzysk jego rodaków), a nawet… z sąsiadami z południa. Tu nielichą rolę odegrał tamtejszy prezydent Kim Dae Jung i jego „Słoneczna Polityka”, w wyniku której na pewien czas rozkwitła wymiana kulturalna i sportowa, na Olimpiadze w Sydney oba państwa przemaszerowały obok siebie, a wcześniej doszło nawet do spotkania obu przywódców. Sprawy zdawały się iść w dobrą stronę.

Ale Kim Dzong Il nie byłby sobą, gdyby czegoś nie odpierdolił.

No dobra, tak naprawdę to tym razem zawaliły Stany. Nowa administracja pod wodzą George’a W. Busha nie dość, że zaczęła robić KRLD koło ogona, to jeszcze zaliczyła kraj do słynnej Osi Zła, co nieco zasmuciło Ukochanego Przywódcę. Trudno się dziwić, że tupnął nóżką i znowu rozkręcił program jądrowy, tym bardziej że jego ludziom w oczy zaglądała kolejna już plaga głodu. Co zabawne, cały plan był tym razem opracowany na tyle sprytnie, że wszystkie działania Korei Północnej były co do zasady zgodne z układami. Budujące się (z dużym opóźnieniem, ale jednak) reaktory lekkiej wody (mające oficjalnie wspomóc energetykę kraju) wymagały wzbogaconego uranu, którego produkcji KRLD nie zabroniono (w odróżnieniu od plutonu). USA przyznały zresztą potem, że zgodziły się na ich budowę w przekonaniu, że Korea Północna zniknie z map przed ich ukończeniem.

Wydarzenia potoczyły się dość szybko i chaotycznie. Pomimo rozpoczęcia rozmów sześciostronnych z Rosją, Japonią, Koreą Południową, Chinami i USA, Korea Północna co i rusz przeprowadzała próby rakietowe, a w 2005 roku ogłosiła, że wyprodukowała swoją pierwszą atomówkę. Stany, do tej pory głoszące apokaliptyczne wizje tego, co stanie się światem, jeśli Korea Północna zdobędzie bombę, tym razem postanowiły udać, że nic się nie stało i z dość typową dla siebie butą nie uznały w KRLD mocarstwa atomowego. Wut, powiedział Kim Dzong Il.

Skoro KRLD dostało, co chciało, to nadszedł czas na lekkie rozluźnienie. Umiarkowane represje (między innymi pod postacią ograniczenia dostaw iPodów dla elity) sprawiły, że połnocnokoreańska wierchuszka złagodziła stanowisko i zgodziła się nawet – bogowie raczą wiedzieć, czemu – na pełne rozbrojenie nuklearne. Tym czasem jednak Korea Południowa doszła do wniosku, że dawno nie mieszała i zaczęła cisnąć sąsiadowi z południa po prawach człowieka i atomówkach. Swoje zrobiła też strzelanina w Kumgangsan, w wyniku której zginął turysta z Południa. Wyglądało na to, że spokój znów poszedł w diabły.

Rakiety latały, statki były torpedowane, mnożyły się spekulację, że podmiotem najbardziej odpowiedzialnym za wzmożone wysiłki KRLD na polu programu atomowego były Stany Zjednoczone (co najśmieszniejsze – duża część podobnych zarzutów potem okazała się prawdą – być może gdyby nie panika USA za czasów Busha Juniora, to cała historia potoczyłaby się zupełnie inaczej) i tak to wszystko dotoczyło się do roku 2011, kiedy to – w grudniu – Kim Dzong Il odwalił kitę. Nie trzeba chyba wspominać, że zdarzenie to było przyczynkiem do kolejnej trzyletniej żałoby, która dopiero co się zakończyła.

Kim Dzong Un

Młodemu jest przykro, że to już ostatnia część tego wpisu (źródło: Gazeta.pl)

Berło, flagę czy inne gówno przywództwa objął po tatusiu Kim Dzong Un – urodzony w 1983 roku trzeci syn Ukochanego Przywódcy, będący tym samym dwa lata starszy ode mnie. Wiadomo o nim stosunkowo niewiele, poza tym że najprawdopodobniej studiował w Szwajcarii pod przybranym nazwiskiem, a także że lubi Disneylandy. Nie był również podobno pierwszym kandydatem, który przychodził do głowy zarówno ojcu, jak i reszcie wierchuszki.

Ta ostatnia dość szybko przekonała się jednak, że w KRLD trzeba dobrze obstawiać zwycięzcę. Kiedy tylko młody Kim zakończył obchody setnych urodzin swojego dziadka, a następnie śmignął parę rakiet nad Południem, natychmiast zaczął czystki we własnych szeregach. Najbardziej dostało się chyba jego knującemu i zazdrosnemu o pozycję wujkowi – Jang Song T’aekowi, który najpierw został aresztowany podczas Najwyższego Zgromadzenia Ludowego, a następnie skazany na karę śmierci przez (uwaga) rozszarpanie przez psy myśliwskie. Wiadomość była jasna – You Don’t Fuck with Kim Dzong Un.

Nawet wydarzenia z ostatnich lat mające miejsce w KRLD pozostają dla nas dość tajemnicze. Na miejscu nadal nie ma żadnych mediów poza miejscowymi, do internetu ma dostęp zaledwie niewielki odsetek ludności, a powszechne pranie mózgu sprawia, że tamtejsi obywatele najprawdopodobniej jeszcze długo będą wybudzać się z komunistycznego snu. Ostatnie doniesienia mówiły o czasowej, zagadkowej nieobecności Kim Dzong Una na wydarzeniach publicznych (najprawdopodobniej związanej z problemami zdrowotnymi). Zakończyła się ona stosunkowo niedawno, kiedy „Młody” ponownie pojawił się, żeby patrzeć na rzeczy, tym razem wsparty o laskę. Wiadomo też, że do władzy dorwała się właśnie jego 26-letnia siostra, Kim Yo Dzong, która jakiś czas temu została wiceprzewodniczącą Komitetu Centralnego Partii Pracy Korei, a najprawdopodobniej zarządzała również krajem podczas wspomnianej wyżej absencji brata.

Co będzie dalej z tym niewątpliwie porąbanym, ale również niezwykle fascynującym krajem? Wydaje mi się, że wiedzą na ten temat dysponuje zaledwie garstka osób na świecie, a ja na pewno się do nich nie zaliczam. Również na pewno warto jednak śledzić losy KRLD, bo coś mi mówi, że kiedy ten nieszczęsny kraj wreszcie pierdolnie, to zrobi to naprawdę z dużym hukiem. Oby tylko ten huk nie pozostawił po sobie malowniczego grzyba…

Tym czasem jednak, już wkrótce zobaczymy, jak to wszystko wygląda od środka.

REKLAMA:

komentarze 2

  1. claudzya 9 lipca 2015
    • Brewa 9 lipca 2015

Dodaj komentarz:

Podobało się? Może zostaniemy w taczu?

  • Facebook2k
  • YouTube4k
    YouTube
  • Instagram337
  • Google+1