Religia w KRLD i klasztor Ryongtongsa

Ostatnią atrakcją, którą mieliśmy sobie obejrzeć w okolicy Kaesong, a zarazem także w Korei Północnej, był klasztor Ryongtongsa. Zanim jednak opowiem o tej dość niestandardowej jak na KRLD miejscówce, wypada napisać parę słów o tym, jak (i czy w ogóle) w tym kraju funkcjonuje religia.

Wbrew popularnemu przekonaniu, religia w Korei Północnej nie jest kompletnie wykorzeniona. Pomimo braku oficjalnych statystyk i obowiązywania narodowej wykładni  „kraju ateistycznego”, wiadomo, że w KRLD funkcjonują niewielkie, zdeklarowane wyznaniowo społeczności, przy czym największa z nich charakteryzowana jest jako „wyznawcy” idei Dżucze (którą zasadniczo można uznać za twór quasi-religijny, zwłaszcza biorąc pod uwagę niemal boski status Kim Ir Sena). Mówimy tu o ok. 65% ludności.

Na drugim miejscu plasują się wyznawcy Muizmu (Koreańskiego Szamanizmu i na tej nazwie alternatywnej poprzestańmy, bo jest ich więcej niż można by się spodziewać; jest ich jakieś 16%) – politeistycznej religii zakorzenionej na Półwyspie Koreańskim na tyle mocno, że z jej tradycji czerpią nie tylko tutejsze odmiany Buddyzmu czy Konfucjonizmu, ale także Chrześcijaństwa. Mówiąc w skrócie, Muizm mocno bazuje na trójistocie głównego bóstwa, którego każde wcielenie odpowiada za opiekę nad określoną domeną (wszechświatem jako takim, naturą oraz królestwem ludzi); a także na roli szamanów (oraz szamanek) będących pośrednikami pomiędzy ludźmi a bóstwem czy tam bóstwami.

Muizmowi w Korei Północnej na pięty następuje Czeondoizm (ok. 13% ludności), którego wyznawcy mają o tyle lepiej, że ich religia jest młoda (a więc podatna na wpływy), ma charakter „ludowy” oraz… posiada legalną partię polityczną, znaną pod nazwą Czundoistycznej Partii Czongu (czyli dość głupią). Powstały w okolicach 1900 roku Czeondoizm to religia będąca wypadkową wielu wpływów i łącząca ze sobą aspekty taoizmu, buddyzmu, konfucjanizmu oraz chrześcijaństwa, ale dla Partii ważniejsze było zapewne to, że wyznanie to wyewoluowało samoistnie w atmosferze powstań chłopskich, wybuchających w odpowiedzi na coraz to większy ucisk tej warstwy przez bogatych właścicieli ziemskich. Nie bez znaczenia jest także fakt, że Czeondozim kładzie nacisk na samodzielny rozwój człowieka oraz na tworzenie „Raju na Ziemi”, sprawy pośmiertne odkładając na znacznie dalszy plan.

Wreszcie, po tych dwóch czy trzech religiach następuje „długo-długo nic”, by ostatnie procenty (odpowiednio ok. 4,5 i 1,7) oddać Buddystom i Chrześcijanom. Ci pierwsi dysponują około 60-ma oficjalnymi świątyniami, a Ci drudzy praktykują religię w przydomowych kościołach (w dużej mierze protestanckich), których liczbę ocenia się na około 500. Podejście rządu KRLD do katolików jest obecnie dość łagodne, zwłaszcza ze względu na cudzoziemców. Jeśli chodzi o Buddystów, to od niedawna ich prawa również zostały poszerzone, a ostatnimi czasy wysocy rangą mnisi z Korei Południowej mogą nawet podróżować do Korei Północnej w celu wzięcia udziału w ważniejszych uroczystościach religijnych.

Zamykając ten przydługi wstęp, wypada wreszcie wspomnieć, że w Pjongjagu funkcjonuje również jeden-jedyny meczet, znajdujący się na terenie ambasady Iranu. Korzystają z niego przede wszystkim goście z zagranicy.

Odwiedzona przez nas świątynia Ryongtongsa to jedna ze wspomnianych wyżej 60-ciu świątyń buddyjskich. Pobudowany w 1027 roku, klasztor był najprawdopodobniej jednym z pierwszych poświęconych szkole Tiantai, opierającej się na wzmożonych studiach Sutry Lotosu, cokolwiek to znaczy. Pomimo mocnego powiązania z koreańską rodziną królewską, po pożarze w XVII wieku świątynia nigdy nie odzyskała dawnej świetności, a Wojna Koreańska sprawiła ostatecznie, że na miejscu zostało zaledwie kilka smętnych fragmentów, które od 2005 roku można oglądać w odbudowanej oprawie. Oczywiście, restaurację świątyni przeprowadzono za pieniądze nadesłane z Południa, a było ich niemało, bowiem odbudowa pochłonęła wręcz astronomiczną kwotę 42 milionów dolarów…

Nie można jednak powiedzieć, że pieniądze te zostały źle wydane. Raz, że odbudowa klasztoru położyła podwaliny pod poprawę stosunków międzykoreańskich na gruncie religijnym; dwa – odnowione budynki przyciągają pielgrzymów i turystów z całego świata, co jest z jednej strony dobre, a z drugiej wpływa na zwiększenie przychodów wierchuszki KRLD (wstęp do świątyni kosztuje 15 Euro).

Ryongtongsa - detale dachu

Wykończenie robi wrażenie

Kompleks świątynny prezentuje się imponująco nawet jak na standardy całej Azji. 26 budynków zajmuje powierzchnię ponad 4 tys. metrów kwadratowych, a ekipa pracująca nad odbudową dołożyła wszelkich starań, by klasztor godnie się prezentował. Kolorowe, ceramiczne dachy ozdobione są pięknymi wizerunkami ryb (mających chronić miejsce przed złem i pożarami – niezła myśl biorąc pod uwagę wydarzenia z XVII wieku), a w centrum kompleksu podziwiać można jedyne zachowane fragmenty oryginalnej świątyni – trzy wykonane w piaskowca stupy oraz kamienną tablicę z religijnymi inskrypcjami. Powiedzmy, że widziałem w życiu kilka mniej interesujących rzeczy, a to już coś.

Ryongtongsa - oryginalna stupa

Jedna z oryginalnych stup

Na miejscu nie spotkamy wielu turystów czy wyznawców Buddyzmu. Pomimo pozornej możliwości zorganizowania pielgrzymki, na miejsce nie przybywa zbyt wielu wiernych, co ma odzwierciedlenie w ilości mnichów dbających o miejsce – podczas naszej wizyty dostrzegliśmy zaledwie jednego. Warto przy tym dodać, że zgodnie z północnokoreańskim ustawodawstwem nad buddyjskimi mnichami pieczę sprawuje związana z rządem Koreańska Federacja Buddystów, ustalająca nie tylko miejsca praktyk mnichów, ale także ich uposażenie. Tutejsi mnisi trochę jeszcze poczekają na swobodę, którą mogliby się cieszyć choćby w Laosie czy Tajlandii. Z związku z powyższym – a także tym, co napisałem wcześniej – trudno także liczyć na to, że to właśnie religia będzie motorem zmian w KRLD, tak jak miało to miejsce w 2007 roku w Birmie.

Ryongtongsa - jeden z mnichów

Wzmiankowany mnich nie bał się aparatu

Niemniej, już sam fakt tego, że władze Korei Północnej zezwalają cudzoziemcom na odwiedziny w świątyniach jest wyznacznikiem tego, że w kraju coś się zmienia. Jeśli więc kiedyś będziecie na miejscu, to warto zajrzeć  do Ryongtongsa i przekonać się, że religia w najbardziej ateistycznym kraju świata jeszcze nie powiedziała ostatniego słowa. Kto wie, może za jakiś czas rozgada się bardziej, a może nawet da komuś w ryj.


Podobał Ci się ten wpis? Poczytaj inne notki o Korei Północnej! Możesz również polubić mój blog na Facebooku – często wrzucam tam dodatkowe treści.

WSPOMÓŻ MNIE I KLIKNIJ:

Skomentuj czy coś: