Propaganda w Korei Północnej: Przestrzeń publiczna

Żadna opowieść o pobycie w Korei Północnej nie będzie kompletna, jeśli nie wspomni się w niej o propagandzie. Działalność propagandowa wierchuszki KRLD, podniesiona w tym kraju do poziomu sztuki, którą udało się nawet wycenić, a następnie znaleźć na nią nabywców za granicą, to jeden z powodów, dla którego niektórzy turyści gotowi są wydać naprawdę ciężkie pieniądze, by tylko postawić stopę w tym dziwnym miejscu. Aktywności służące umacnianiu władzy rodziny Kimów są źródłem dziwnego zachwytu zwłaszcza dla Europejczyków ze wschodu, darzących nowomodnym sentymentem czasy, w których komunizm szalał na całym kontynencie. Plakaty z rosłymi traktorzystami czy dopakowanymi żołnierzami w jakiś pokręcony sposób przemawiają nie tylko do naszego poczucia estetyki, ale także do tej części mózgu, która z historii opowiadanych nam przez dziadków czy rodziców wyłowiła tylko aspekty przywołujące na twarz kpiący uśmiech i skojarzenia z filmami Barei. Buszując po północnokoreańskim sklepie z pamiątkami i skupiając się na wyborze odpowiednio dużego i krzykliwego obrazu, mało kto myśli o tym, że nawet podczas najcięższej komuny w Polsce czy na Węgrzech rządy tych krajów nie trzymały w obozach setek obywateli, których jedynym przestępstwem mogło być niegodne potraktowanie gazety, w której widniał wizerunek wodza. Między innymi z tego powodu my sami zaopatrzyliśmy się w Korei Północnej wyłącznie w kilka tanich kartek pocztowych.

To powiedziawszy (i mając to jednocześnie z tyłu głowy), wróćmy do tematu.

O działaniach propagandowych rządu Korei Północnej powstało już kilka grubych książek i – zapewne – co najmniej kilka setek artykułów różnej długości. Źle bym się jednak czuł, gdybym nie dorzucił do tego tematu własnych trzech groszy, ograniczając się jednak tylko do tych jego aspektów, z którymi miałem okazję zetknąć się osobiście. Zacznijmy od tego, jak północnokoreańska propaganda ujawnia się w przestrzeni publicznej.

Jeśli mówimy o tej kwestii, to Pjongjang i jego najbliższe okolice nie mają sobie równych. Jak pisałem we wcześniejszych notkach, stolica upstrzona jest pomnikami chwalącymi wielkość i potęgę Wodzów lub podniosłość ideologii Dżucze. Praktycznie całe miasto zbudowane jest tak, by podkreślać znaczenie Wieży Idei Dżucze (widocznej chyba z każdego miejsca w Pjongjangu), Biblioteki im. Kim Ir Sena czy monumentów na Wzgórzu Mansu. Jakby tego było mało, na sąsiadujących budynkach często dostrzeżemy neony układające się w hasła chwalące rewolucję i nawołujące do zwycięstwa nad zgniłym imperializmem, a do tego dochodzą jeszcze „pomniejsze” monumenty, mozaiki i plakaty.

Pjongjang - Wieża Idei Dżucze

Wieża Idei Dżucze widoczna jest z daleka

Na wolnostojące „murale”, ukazujące różne scenki z historii Korei Północnej czy życia Kimów, można natknąć się na przestrzeni całej stolicy. Trudno odmówić im walorów estetycznych, a ich twórcom – nakładu pracy włożonej w stworzenie tych dzieł; tym bardziej, że w nagrodę za swą pracę otrzymali co najwyżej pisemną pochwałę od wysokiego rangą urzędnika partyjnego (z drugiej strony – zapewne i tak byli z tego powodu przeszczęśliwi). Gdzieś słyszałem, że tych konkretnych wizerunków nie wolno fotografować turystom, ale wydaje mi się to mało prawdopodobne. Czego jak czego, ale „eksportu” swojej reprezentatywnej propagandy Korea Północna raczej nie zabrania – zresztą to właśnie tego typu obrazy pojawiają się najczęściej na plakatach, kartkach czy znaczkach pocztowym, które można kupić w kilku sklepach z szajsem dla turystów, obecnych na terenie KRLD.

Prócz „murali”, na wielu budynkach i specjalnie przeznaczonych do tego miejscach zobaczymy różnorodne plakaty propagandowe, często wydrukowane na wodoodpornym materiale. Zawartość plakatów zazwyczaj kręci się wokół którejś z idei przewodnich filozofii Dżucze, a każdy jej element jest na nim wyraźnie widoczny. Co ciekawe, poza wspomnianymi plakatami w Pjongjangu nie uświadczymy praktycznie żadnych reklam graficznych czy billboardów. Wedle moich informacji, w maju 2015 w stolicy znajdowała się zaledwie jednocyfrowa liczba wielkoformatowych plakatów o treści niezwiązanej z jedynym słusznym ustrojem, przy czym na własne oczy widzieliśmy tylko jeden – reklamę lokalnej marki samochodowej, zlokalizowaną nieopodal lotniska.

Pjongjang - plakat propagandowy

Wszystko na miejscu: wojsko, chłop i inteligent (ten w okularach), a także kobieta (ach, te parytety…)

Mówiąc o wszelakich wizerunkach nie wolno zapomnieć też o wodzowskich portretach, wieńczących każdy budynek – czy to w stolicy, czy poza nią – w jakiś sposób związany z władzą. Zatwierdzone przez samą wierchuszkę i (podobno) każdorazowo malowane ręcznie, portrety Kim Ir Sena (z prawej) i Kim Dzong Ila (z lewej) zobaczymy więc nie tylko na Bibliotece imienia tego pierwszego, ale także na stadionach, halach ludowych (gdzie ludzie gromadzeni są z związku ze świętami narodowymi itp.), dworcach czy budynkach administracyjnych wszelkiego typu. Rzecz jasna, więcej portretów – już w nieco mniejszym wydaniu – znajdziemy w środku, a najbardziej znamiennym przykładem są chyba wizerunki wiszące w wagonach pjongjańskiego metra (w jego przypadku dodatkowym smaczkiem są jeszcze nazwy stacji, bezpośrednio nawiązujące do szeroko pojętej tematyki rewolucyjno-narodowej).

Całości tych propagandowych „dekoracji” dopełniają flagi, obecne podczas naszej wizyty szczególnie mocno, z uwagi na 1-majowe obchody Święta Pracy.

Pjongjang jest oczywiście naczelnym przypadkiem krzewienia propagandy przez architekturę (także dlatego, że jako jedno z niewielu miejsc ma docelowo „edukować” także gości zza granicy), ale wszelkiego rodzaju monumenty czy miejsca pamięci widać też poza jego granicami. Wielkie, malowane, betonowe flagi można dostrzec nad wjazdami do tuneli wiodących na południe kraju, w każdej mijanej wiosce stoi przynajmniej jedna konstrukcja poświęcona wodzom, a jeśli któryś z nich w swej łaskawości postanowił osobiście odwiedzić dane miejsce, to możecie być pewnymi, że nie obeszło się ono bez imponującej tablicy pamiątkowej (zazwyczaj z solidnym dodatkiem złotej farby).

Panmunjeom - tablica pamiątkowa

Tablica upamiętniająca wizytę jednego z Kimów w Strefie Zdemilitaryzowanej

Cel tego wszystkiego jest jasny – każdy, czy to mieszkaniec, czy tylko turysta odwiedzający kraj – musi widzieć, że ustrój w KRLD jest silny, a jego wytwory mają onieśmielać i świadczyć o potędze. Nie ma chyba takiej sumy pieniędzy, której rząd Korei Północnej nie mógłby wydać, by dodatkowo umocnić ludzi w takim przeświadczeniu, choć czasem chyba umyka mu fakt, że do niektórych obywateli mocniej przemówiłaby dodatkowa porcja ryżu.


Podobał Ci się ten wpis? Poczytaj inne notki o Korei Północnej! Możesz również polubić mój blog na Facebooku – często wrzucam tam dodatkowe treści.

WSPOMÓŻ MNIE I KLIKNIJ:

komentarze 2

  1. Anonim 16 marca 2016

Skomentuj czy coś: