Całoroczne ubezpieczenie podróżne – jakie wybrać?

Całoroczne ubezpieczenie podróżne to kwestia nieodmiennie zaskakująca moich niepodróżujących znajomych: Ale jak to, że cały rok jesteś ubezpieczony? To musi kosztować dziki hajs – zwłaszcza teraz, kiedy nie studiujesz! Oczywiście szybko wyprowadzam ich z błędu, stosując idealną w tym przypadku analogię z ubezpieczeniem samochodowym: to jest niby znacznie droższe, ale wciąż za relatywnie niską kwotę zabezpieczamy się przed kosztami zdarzenia, który występuje stosunkowo często – niech podniosą rękę Ci, którzy nigdy nie uczestniczyli choćby niewielkiej w stłuczce samochodowej. Ubezpieczenia podróżne zabezpieczają nas natomiast przed tymi rzadkimi sytuacjami, kiedy kompletnie nie z naszej winy stanie się nam coś podczas wyjazdu zagranicznego – łatwo więc dojść do wniosku, że taki papierek może bardzo ułatwić życie, o ile tylko nie planujecie rozbijać się po pijaku po laotańskich drogach albo kraść plakatów z lobby hotelu w Korei Północnej.

Jeśli chcesz od razu przejść do porównania całorocznych ubezpieczeń podróżnych, kliknij tutaj.

Ubezpieczenia podróżne dzielą się na kilka wariantów, różniących się kosztami, upierdliwością załatwiania i zakresem ochrony ubezpieczeniowej. Na samym początku rozbijmy je więc na jakieś kategorie, mając w pamięci, że mówimy przede wszystkim o ubezpieczeniach całorocznych.

Ubezpieczenie „WORLD”  vs ubezpieczenie „POLSKA”

Od tego zaczniemy, bo tu chyba sytuacja jest jasna. Jedne ubezpieczenia obejmują cały świat (zazwyczaj wyłączając USA i Kanadę, rzadziej również inne kraje, jak np. Australia czy Japonia); inne tylko Polskę. Co ważne, ubezpieczenia „na świat” często nie działają na terytorium RP, także jeśli lubicie pośmigać sobie motocyklem po naszym pięknym kraju, to warto rozważyć oba warianty. W dalszej części tekstu będę odnosił się przede wszystkim do ubezpieczeń dotyczących „reszty świata”.

Całoroczne ubezpieczenie podróżne vs ubezpieczenie okresowe

Tu sprawa również jest stosunkowo jasna. Jeśli często wyjeżdżacie (powiedzmy – minimum dwa razy w roku na dłużej niż tydzień), to warto postawić na wariant całoroczny i mieć sprawę z głowy. Ubezpieczenia okresowe wykupuje się, jak sama nazwa wskazuje, na konkretny okres, a ich przewagą jest możliwość maksymalnego dopasowania do indywidualnych potrzeb – czy to w zakresie kwot poszczególnych zabezpieczeń, czy to składowych pakietu.

W odróżnieniu od „okresówek”, ubezpieczenia całoroczne są zazwyczaj mocno niemodyfikowalne (chociaż ostatnimi czasy nieco się to zmienia), ale – co ważne – znacznie tańsze. O ile dwutygodniowe zabezpieczenie o charakterze indywidualnym może kosztować Was do kilkuset złotych, o tyle za tę samą kwotę możecie nabyć certyfikat ubezpieczeniowy o charakterze nie tylko całorocznym, ale także oferującym bardzo szeroką ochronę. Jeśli więc wyjeżdżacie częściej (i nawet na krótko), to zdecydowanie warto rozważyć opcję ochrony przez cały rok.

Euro26 - wzór

Karta Euro26 to dodatkowo kilkaset zniżek na terenie całego świata

W przypadku ubezpieczeń całorocznych dodatkowym plusem może być to, że część z nich ma swoją fizyczną manifestację w formie karty ze wszystkimi niezbędnymi informacjami. Taką kartę trzymajcie z innymi ważnymi dokumentami i postarajcie się jej nie zgubić, bo w przypadku wizyty u lekarza lub w szpitalu może ona ułatwić Wam kontakt z ubezpieczycielem. Koniecznie też zapiszcie sobie numer polisy.

Pewną odmianą ubezpieczenia całorocznego (a nawet dłuższego) są ubezpieczenia związane z kartami kredytowymi/płatniczymi. Ubezpieczenia te są bardzo tanie (ok 5-10 zł miesięcznie), ale oferują przeważnie dość biedne zabezpieczenia, przy okazji obwarowując je przeróżnymi warunkami (np. bilet na daną podróż musi być wykupiony za pomocą tej konkretnej karty). Biorąc pod uwagę koszt, warto rozważyć taki „abonament”, ale nie powinna być to jedyna ochrona, na jaką się zdecydujecie.

Ubezpieczenie „rekreacyjne” vs ubezpieczenie „sportowe”

Jeśli określenie „sporty wysokiego ryzyka” to Wasze drugie imię, to warto pamiętać, żeby przy wyborze ubezpieczenia całorocznego uwzględnić ten fakt. Niemal każde towarzystwo ubezpieczeniowe oferuje ubezpieczenia w wersji sportowej, przy czym należy pamiętać, że rekreacyjny snorkling czy płytkie nurkowanie za sporty ekstremalne uważane nie są.

Jeśli jesteście cepami na tyle, że zagwarantujecie sobie podtopienie przez zassanie wody przez przechodzoną rurkę, to ewentualne koszty leczenia zwróci Wam już wariant „zwykły”. Inaczej może mieć się sprawa z wypadkami na nartach czy innych sportach bazujących na osiąganiu prędkości zmierzającej do nadświetlnej. Jeśli macie wątpliwości, przestudiujcie uważnie warunki ubezpieczenia i weźcie pod uwagę, że w przypadkach spornych to ostatecznie Wy możecie zostać bez kasy i połamanymi kulasami.

Rzecz jasna, wersje sportowe ubezpieczeń całorocznych są droższe, ale nie na tyle, by zrezygnować z nich ze zwykłego dziadostwa. Jeśli chcecie z czystym sumieniem stać się czyimś stoperem podczas freeride’owego zjazdu z Mount Blanc, zainwestujcie w „sportówkę” i możecie już wybierać sobie łóżko w szpitalu.

Ubezpieczenia młodzieżowe vs ubezpieczenia dla „starszych”

Młodzież to w ogóle ma dobrze. Nie dość, że potrafi przebiec 5 kilometrów bez zadyszki, to jeśli podczas tego biegu wjedzie na nią kierowca tuk-tuka, to za „przyjemność” leczenia po wypadku zapłaci mniej niż regularny piernik mojego pokroju.

Ubezpieczenia młodzieżowe to coś, z czego bardzo intensywnie korzystałem jeszcze nie tak dawno temu, bo większość z nich obowiązuje do 30 roku życia (jest to, oględnie mówiąc, bardzo szczodra definicja „młodzieży”). Więcej nawet – gdyby nie to, że w sierpniu stuknie mi pierwsza jedynka trzeciej dekady, to ten tekst pewnie powstałby później. Niestety, z pojawieniem się owej jedynki skończyły się ulgi ubezpieczeniowe i pojawiła się potrzeba konkretnej weryfikacji warunków ofertowych tych towarzystw ubezpieczeniowych, które nie obawiają się brać pod skrzydła ludzi stojących nad grobem.

Jak zapewne się domyślacie, ubezpieczenia dla dziadków są nieco droższe – trzeba wziąć pod uwagę, że staruszek może złamać rękę choćby chwytając za bardzo oporną klamkę do łazienki, do której udawał się – siódmy raz tego dnia – celem opróżnienia starczego pęcherza. Na szczęście, różnice cenowe nie są aż tak potężne, jak można by się spodziewać, a zakres samych ubezpieczeń jest praktycznie identyczny.

Całoroczne ubezpieczenia podróżne – porównanie

Długo się zastanawiałem, w jakiej formie przedstawić porównanie obecnych na rynku ofert całorocznych ubezpieczeń podróżnych. Wreszcie, w przypływie starczej mądrości, doszedłem do wniosku, że nie ma się co pierdolić – najprościej będzie machnąć tabelkę. Tabelka owa jest dość obszerna, więc – miast umieszczać ją w formie rozpikselowanej grafiki – wrzucam ją w formatach do pobrania/druku lub ewentualnej edycji we własnym zakresie.

Tabelka zawiera zestawienie najważniejszych (moim zdaniem) składowych poszczególnych ofert ubezpieczeniowych, przy czym skupiłem się w niej na całorocznych ubezpieczeniach podróżnych w wersji standard (czyli bez sportów ekstremalnych i innych rozszerzeń), WORLD i w cenie do 350 zł. Moim priorytetem było zestawienie ofert pod siebie (powyżej 30 roku życia), ale że Was lubię, to w tabeli znajdziecie również zestawienie ofert studenckich i młodzieżowych. Co zaskakujące – nie jest ich wcale więcej niż „regularnych”.

Tabela jest zaprojektowana tak, by można ją sobie było wydrukować. Możecie też dowolnie ją zmieniać na własne potrzeby, ale błagam – jeśli będziecie gdzieś ją publikować, to zrewanżujcie się chociaż uznaniem autorstwa i linkiem zwrotnym. Wreszcie, jeśli zauważycie w niej jakieś błędy lub nieścisłości, to dajcie znać – poprawię i wrzucę nową wersję.

Ostrzegam również, że mimo zachowania dużej staranności z mojej strony, nie mogę gwarantować bezbłędności tabelki – przekopywałem się przez kilkadziesiąt stron ogólnych warunków ubezpieczeń i coś po prostu mogło mi umknąć. Podobne zastrzeżenie zgłaszam w zakresie egzekwowalności roszczeń. Na całe szczęście nie musiałem jeszcze nigdy faktycznie korzystać z ubezpieczenia – w tej materii ewentualny research musicie zrobić we własnym zakresie, ale generalna zasada jest taka, że im większe towarzystwo ubezpieczeniowe, tym (w teorii) mniej problemów z wypłatą ewentualnego ubezpieczenia.

Aby pobrać tabelkę w formacie gotowym do druku (.pdf, 167 KB), kliknij tutaj. Aby pobrać tabelkę w formacie umożliwiającym jej edycję (.xlsx, 487 KB), kliknij z kolei tutaj.

Uwaga: w tabeli nie uwzględniłem ofert zagranicznych. Jesteśmy w Unii Europejskiej, więc zasadniczo każdy z nas może ubezpieczyć się na przykład w towarzystwie ubezpieczeniowym w Wielkiej Brytanii i „w razie w” ubiegać się o wypłatę hajsu za granicą. Osobiście uważam, że to bez sensu, bo umówmy się, że rzadko kiedy wypłata ubezpieczenia następuje bez fury papierkowej roboty i kontaktowania się z TU. Po co dokładać do tego handryczenie się w obcym języku?

Jeśli macie ochotę na nieco szersze spektrum porównawcze, to możecie także skorzystać z porównywarki ubezpieczeń turystycznych w serwisie Rankomat.

Wreszcie, jest jeszcze jedna kwestia „europejska”, o której należy napisać:

Europejska Karta Ubezpieczenia Zdrowotnego (EKUZ)

Europejska Karta Ubezpieczenia Zdrowotnego - wzór

Karta EKUZ może okazać się bardzo przydatna, chociaż na taką nie wygląda…

Europejska Karta Ubezpieczenia Zdrowotnego to dokument, który „potwierdza prawo do korzystania na koszt NFZ z niezbędnych świadczeń zdrowotnych w czasie tymczasowego pobytu na terenie innego państwa członkowskiego UE/EFTA”. Jeśli więc płacicie składki ZUS (lub jesteście w inny sposób ubezpieczeni w Narodowym Funduszu Zdrowia), to warto wyrobić sobie kartę EKUZ po to, by bez zbędnego tłumaczenia i sprawdzania mieć możliwość korzystania z publicznego systemu opieki zdrowotnej innego członka Unii Europejskiej.

Więcej na temat karty EKUZ przeczytacie tutajwniosek można wypełnić elektronicznie i złożyć (mailowo, pocztą lub osobiście) w oddziale wojewódzkim lub jednej z wybranych delegatur NFZ. Karta jest (przeważnie) ważna 6 miesięcy, a z relacji krążących po internetach wynika, że bywa naprawdę przydatna. Pamiętajcie jednak, że w większości „cięższych” przypadków to tylko dodatkowe zabezpieczenie, którego nie powinno traktować się jako zamiennik normalnego ubezpieczenia podróżnego.

Z tego typu spraw, warto również pamiętać o zarejestrowaniu swojego wyjazdu zagranicznego w serwisie konsularnym Odyseusz – za jego pośrednictwem dacie znać polskiemu MSZ-owi, że jesteście w innym rejonie świata, co powinno znacznie ułatwić kontakt w nagłych przypadkach. Do kompletu przyda się jeszcze aplikacja iPolak za granicą, w której sprawdzicie najważniejsze informacje na temat kraju, w którym planujecie przebywać, jak również otrzymacie bieżące powiadomienia o ewentualnych trudnościach i niebezpieczeństwach na miejscu. Zakładając, oczywiście, że macie dostęp do internetu.


Podobał Ci się ten wpis? Możesz polubić mój blog na Facebooku, gdzie na bieżąco informuję o nowych wpisach i wrzucam dodatkowe treści.

REKLAMA:

komentarze 2

  1. Gadulec 19 maja 2016
    • Brewa 19 maja 2016

Dodaj komentarz:

Podobało się? Może zostaniemy w taczu?

  • Facebook2k
  • YouTube4k
    YouTube
  • Instagram305
  • Google+2