Jak (prawie) byliśmy na Tomorrowland

Dla niegramotnych: Tomorrowland to chyba największy festiwal muzyki elektronicznej w Europie, hostujący światowej sławy DJ-ów i innych artystów, którzy zarabiają na życie puszczając muzykę z pendrive’ów i udając, że coś tam memłają przy mikserach. Jeśli kojarzycie, kim jest Tiësto, Hardwell czy Steve Aoki, to o imprezie na pewno słyszeliście, a możliwe nawet, że macie mokro w majtkach na samą myśl o tym, że kiedyś uda się Wam zdobyć na nią bilety. Mój bardzo eklektyczny gust muzyczny, obejmujący niemal wszystko poza metalem (włączając szwedzkie electro, Vanessę Mae, mainstreamowy dubstep czy muzykę klasyczną) jak najbardziej akceptuje także ostre dicho, które gra się na miejscu, więc w gruncie rzeczy sam bym się tam chętnie wybrał. Jedyną przeszkodą jest to, że bilety są – po pierwsze: pieruńsko drogie; a po drugie – wyprzedają się w ciągu kilku godzin od otwarcia sprzedaży. No i festiwal odbywa się w Belgii, w miasteczku Boom (jakże idealne miejsce dla imprezy elektronicznej), jakieś 30 km na północ od Brukseli, ale to akurat najmniejszy problem.

To, że tegoroczny Tomorrowland zbiegł się datowo z naszym wyjazdem do Belgii  było kompletnym przypadkiem. Niby wiedzieliśmy o istnieniu festiwalu, ale przyczyny wskazane wyżej kazały go nam traktować raczej w kategorii pobożnego życzenia niż faktycznej ewentualności. Jednak podróżujący z nami Mateusz tak bardzo podjarał się perspektywą stanięcia choćby pod bramą, że ostatecznie zostałem przegłosowany i zmuszony do obrania kursu na Boom. Naburmuszony, całą drogę psioczyłem, że to tylko strata czasu i że pewnie nie dotrze do nas nawet echo, ale w sumie sam byłem ciekaw, jak to wygląda.

Niestety, moje domysły się sprawdziły. Pomijając fakt tego, że dostanie się pod wejście było prostsze niż oczekiwałem (znaleźliśmy nawet wygodne miejsce parkingowe pod jednym z supermarketów Colruyt, w którym przy okazji zrobiliśmy duże i relatywnie tanie zakupy – to taki bonusowy hint), to pod bramą odbiliśmy się nie tyle od obsługi, co od cen biletów, oferowanych przez licznie zgromadzonych na miejscu koników. Cena jednodniowego udziału w tej niebanalnej imprezie oscylowała „na czarnym rynku” w okolicach 175 Euro – kwoty, której mimo wszystko nie chcieliśmy wydawać. Żeby nie było, niemal jednogłośnie zgodziliśmy się, że jeśli uda nam się wyrwać 6 biletów na Tomorrowland po 100 Euro za sztukę, to jesteśmy skłonni zmienić plany i spędzić dzień na słuchaniu zbyt głośnego techno, piciu alkoholu z ludźmi o dekadę młodszymi od nas i – zapewne – ćpaniu kokainy zmieszanej z Vizirem. Niestety, nie było to możliwe, więc rzuciliśmy sobie tylko okiem na zewnętrzną oprawę, włączając w to flagi festiwalu, porozwieszane w oknach okolicznych budynków. Doszliśmy do wniosku, że ta kilkudniowa impreza musi zasilać budżet miasteczka Boom na cały rok, jednocześnie sprawiając, że normalni mieszkańcy wyprowadzają się z niego na okres jej trwania. Poza bezpośrednią okolicą festiwalu, na ulicach i w domach było kompletnie pusto – brakowało tylko klasycznych, przetaczających się, westernowych krzaków. Co by jednak nie mówić, „otarcie się” o imprezę sprawiło, że na nowo odżyła we mnie chęć prawdziwego uczestnictwa w niej i nie wykluczam, że na początku przyszłego roku faktycznie mocniej zakręcę się za biletami. Nie wątpię, że Mateusz też będzie zainteresowany.

Zakupy zrobione w Boom

Zakupy sprawiły, że do tej pory w miarę uporządkowany bagażnik zamienił się w składowisko wody, piwska i czipsów

Powrót do samochodu był tyleż krótki, co dość smutny – w drugą stronę szły tabuny ludzi ubranych w dziwne (i – w przypadku dziewczyn – zazwyczaj bardzo skąpe) ciuchy, mających w perspektywie dużo równie dziwnej muzyki i (najpewniej) utratę przytomności przed godziną 22:00. Chcąc pocieszyć towarzystwo wspomniałem, że skoro wszyscy są na Tomorrowlandzie, to pewnie nie będziemy mieli problemu ze znalezieniem noclegu w innych częściach kraju

O rany, ale byłem głupi.


Podobał Ci się ten wpis? Możesz poczytać inne moje posty o Belgii i polubić mój blog na Facebooku – często wrzucam tam dodatkowe treści.

REKLAMA:

Dodaj komentarz:

Podobało się? Może zostaniemy w taczu?

  • Facebook2k
  • YouTube4k
    YouTube
  • Instagram305
  • Google+2