4. Ogólnopolskie spotkanie blogerów podróżniczych – relacja

Przed zabraniem się do tej relacji zastanawiałem się, co właściwie chcę napisać. Moja nerwica natręctw nie pozwala mi zostawić jednej edycji bez wpisu, ale ciężko byłoby po raz kolejny w jakiś oryginalniejszy sposób wyrazić zachwyt nad lokalizacją, organizacją i ludźmi, z którymi przyszło mi spędzić dwa właściwie pełne dni w stolicy polskich blogerów podróżniczych. Postanowiłem więc, że będzie trochę mniej relacyjnie, a bardziej refleksyjnie.

Cieszyn w październiku 2016 przyjął nas z nieco mniejszą pompą niż w zeszłym roku – zabrakło tańców ludowych i sali plenarnej, była za to wizyta w Książnicy Cieszyńskiej: miejscu, które przypomina nieco jakieś laboratorium z filmów science-fiction. Dookoła uginających się pod ciężarem wieku i stareńkich woluminów półek powstał budynek, któremu tylko silników brakuje do tego, żeby został statkiem kosmicznym. Burmistrz Cieszyna jak zwykle pokazał klasę, witając nas osobiście – samo to wydarzenie zawsze budzi we mnie i tak dość płytko śpiące pokłady ego, zadowolone z tego, że ważny urzędnik znajduje czas, by powiedzieć kilka specjalnie skierowanych do niego słów. Ego rozbuchało się jeszcze bardziej, kiedy po części oficjalnej nastąpiła krótka prezentacja wszystkich zgromadzonych blogerów, którzy wywoływani byli w gwarze cieszyńskiej. I to wywoływani nie przez byle kogo, a znanego YouTubera Chwytaka, będącego – a jakże – z pochodzenia właśnie Cieszyniokiem. To wydarzenie uświadomiło mi jednak, że czas już znaleźć sobie nowy blogowy podtytuł, bo obecny jest żenujący. Może za jakiś czas się tym zajmę.

4. Ogólnopolskie spotkanie blogerów podróżniczych - wizyta w Książnicy Cieszyńskiej

Cała czereda w Książnicy Cieszyńskiej. Foto: Książnica Cieszyńska

Wieczorne imprezy integracyjne – zarówno piątkowa, jak i sobotnia – jak zwykle nie miały sobie równych. Wyobraźcie sobie domówkę, na której już znacie prawie wszystkich, a nawet Ci których nie znacie gwarantują całą furę tematów do poruszenia, bez strachu o to, że zostaniecie uznani za snoba, kiedy tylko wspomnicie o Waszych ostatnich, „egzotycznych” wakacjach. Jak zgodnie ustaliśmy z kilkoma osobami podczas powrotu z Cieszyna, to właśnie ta sprawa stanowi największą siłę imprezy: możliwość spotkania ludzi, którzy dzielą z Wami jedną pasję i rozumieją, że przejechanie pięciu godzin w jedną stronę tylko po to, żeby zobaczyć śmiesznie ukształtowaną skałę, to coś najbardziej naturalnego pod słońcem. Nie ma przy tym znaczenia, czy do owej skały jechaliście podczas krótkiego wypadu na weekend, czy podczas całorocznej podróży dookoła świata. Pasja podróżowania zrównuje nas wszystkich: tych lubiących krótkie wizyty w stolicach europejskich; tych żmudnie ciułających urlop, by móc „przepalić” go na cztery tygodnie spędzone gdzieś w Azji Południowej; i tych, którzy o pracy w korpo zapomnieli już dawno, bo ich głowy zaprząta znalezienie sposobu na jak najciekawsze zagospodarowanie kolejnego miesiąca w podróży. Jest w tym coś niesamowitego i krzepiącego, że żaden z uczestników cieszyńskiego spotkania nie powie nigdy, że to właśnie jego styl życia (czy też blog) jest lepszy czy może nawet jedyny właściwy. No, może czasem powie, ale przyjacielski ostracyzm szybko sprawi, że przemyśli swoje zachowanie (jak to bywa – z różnym skutkiem). Tak czy owak, nie znam drugiego tak otwartego towarzystwa, które akceptowałoby wśród siebie przedstawicieli tak wielu różnych zawodów i sposobów na życie. Wspólny mianownik podróży jest w stanie przełamać wszystkie granice – i nie mówię tu tylko o tych, które gwarantuje trzeźwość. Te zresztą również szybko padają, podmyte hektolitrami wyśmienitego, czeskiego piwa. Dość powiedzieć, że to właśnie dla tych ciągnących się długo w noc rozmów tak naprawdę przyjeżdżam do Cieszyna. Dla nich i dla ludzi, których poznałem zaledwie rok temu, a którzy już stali się bliscy mojemu sercu.

Dobra, pewnie zarzygaliście już wszystko od tej słodyczy, więc może wróćmy do konkretów. Poza tym wszyscy pewnie się domyślają, że jeżdżę do Cieszyna tylko po to, żeby nachlać się za grosze i zjeść darmowe śniadanie, z którego i tak zawsze dostaję tylko resztki, bo rano mam gigantycznego kaca.

Październikowa edycja odbyła się, rzecz jasna i jak zwykle, w niezastąpionym 3 Bros’ Hostel. Chłopaki, którym ponownie należą się ogromne propsy i czułe mizianie po częściach intymnych, rozwalili system nie tylko organizując piątkowy koncert Chwytaka (tak – poza prezentacją był jeszcze regularny koncert, a ludzie nawet TAŃCZYLI), ale także sobotnie opowieści barowe (choć w jednym przypadku także zamkowe), prowadzone przez kilku cieszyńskich fejmusów, specjalizujących się w bardzo zróżnicowanych, lokalnych tematach. Łatwo się domyślić, że wybrałem się na pogadankę, która miała w tytule dziwki, burdele i przestępców. Do końca życia zapamiętam, że Bogusław Bagsik zszedł kiedyś na cieszyński rynek po drabince zwieszonej z helikoptera – zapewne tego samego, którego używał przy zakładaniu lokat niezbędnych do działania jego osławionego ocylatora. Pomijając kwestię kolejności atrakcji, można powiedzieć, że na deser dostaliśmy jeszcze wizytę w Archeoparku Chotebuz-Podobora, podczas której Szpaku wykazał się niesamowitą maestrią w mieleniu zboża, a większość z nas także równie zaawansowanymi umiejętnościami strzeleckimi. Mam wrażenie, że opowieść o dość niestandardowej maskotce parku archeologicznego, którą okazał się chart, przeszła bez większego echa – nawet pomimo tego, że dostaliśmy specjalne naklejki.

4. Ogólnopolskie spotkanie blogerów podróżniczych - wizyta w Archeoparku

Praktyczny podróżnik oddaje niezwykle celny strzał

O prezentacjach i panelach nie będę się rozpisywał, bo i tak jest już wystarczająco hermetycznie. Muszę tylko ze wstydem przyznać, że uczestniczyłem w stosunkowo niewielkiej ich liczbie, nie licząc tych, które sam prowadziłem (jak się okazuje, podczas 30 lat przeżytych na tym świecie zdobyłem wiedzę, którą da się przekazać w dwie godziny). Niemniej, nawet pobyt na końcówce prelekcji Łukasz Kędzierski: podróże i fotografia sprawił, że moja lista pożądanych zakupów fotograficznych wydłużyła się o co najmniej trzy pozycje. Rachunek prześlę pocztą.

Wreszcie, podczas licznych rozmów kuluarowych uświadomiłem kolejne zbłąkane dusze na temat tego, jak śpi żyrafa; dowiedziałem się, co zrobił trzeci żółwik; czy – last but not least – odkryłem kto z nas jest prawdziwą dziewczyną bez zęba na przedzie. Litościwie nie będę linkował tej ostatniej, bo pewnie już nigdy by się do mnie nie odezwała.

Na zakończenie wypada jak zwykle jeszcze raz podziękować chłopakom z 3 Bros’ Hotel (za nocleg i pierwszorzędny ogar); załodze z Polish Travel Blogs za klar na pokładzie; miastu Cieszyn za naiwną, ale wciąż nienaruszoną wiarę w to, że blogerzy podróżniczy są nieszkodliwi, a może nawet przydatni; a także wszystkim, z którymi spędziłem te świetne dwa dni. Wiemy już na pewno, że 5. edycja eventu odbędzie się na wiosnę przyszłego roku i to właśnie wokół tej daty będę budował wszystkie swoje plany podróżnicze. Nie ma bata, żebym to przegapił.

*Fotografia w nagłówku: O.rivillo


Podobał Ci się ten wpis? Przeczytaj też relację z poprzedniej i jeszcze wcześniejszej edycji Ogólnopolskiego spotkania blogerów podróżniczych. Może akurat nie masz co robić. Możesz również polubić mój blog na Facebooku – często wrzucam tam dodatkowe treści.

REKLAMA:

komentarzy 6

  1. Hrabina Weltmeister 19 października 2016
    • Brewa 19 października 2016
  2. Bartłomiej 19 października 2016
  3. Fru 19 października 2016
    • Brewa 19 października 2016

Dodaj komentarz:

Podobało się? Może zostaniemy w taczu?

  • Facebook2k
  • YouTube4k
    YouTube
  • Instagram305
  • Google+2