Podziemia i góry Mangystau

Jeśli ktoś już odwiedza zachodni Kazachstan, to bynajmniej nie po to, by na kilka dni zagubić się pomiędzy szarymi zabudowaniami Aktau. O ile podobna wycieczka nie ma u podstaw celów stricte biznesowych, to powód jej odbycia może być tylko jeden. Region Mangystau.

To zgrupowanie równin, wąwozów, pustyń i wzgórz to najważniejsza atrakcja turystyczna zachodniego Kazachstanu, wymagająca jednak od podróżnika dużego zacięcia, a także – niestety – sporego zapasu wolnego czasu. Jak to bowiem często bywa w przypadku rejonów mniej turystycznych, przemieszczanie się po tej przestrzeni wiąże się z kilkugodzinnymi czasami oczekiwania na kolejne transporty, spędzonymi przeważnie we wnętrzach powoli zapełniających się marszrutek, pachnących owcą zmagającą się z solidnym zapaleniem pęcherza.

Jeśli odwiedzający tę część Kazachstanu ma stosunkowo mało czasu (dajmy na to: jeden pełen dzień), to zmuszony jest wybierać pomiędzy trzema głównymi kierunkami. Może iść za głosem większości i udać się na południowy wschód od Aktau, w kierunku miejscowości Zangaozen (o której swego czasu było głośno w związku z protestami robotników zatrudnionych przy wydobyciu ropy naftowej); posłuchać przewodnika Lonely Planet i podjechać na północ, w okolice wioski Tauczik; lub wybrać nieco mniej popularny kierunek północno-wschodni, „zwieńczony” miasteczkiem Szetpe. W każdym z tych przypadków należy nastawić się na to, że (przynajmniej poza sezonem) ruch turystyczny może być znikomy, a busiki (jak to w Azji Centralnej) będą odjeżdżać po zapełnieniu się. My, zdążając do Szetpe, czekaliśmy na odjazd niemal 2 godziny.

Transportowe detale Mangystau

Wszystkie marszrutki z Aktau odchodzą z małego dworca autobusowego, zlokalizowanego na północy miasta. Dojazd do niego z centrum to koszt rzędu kilku złotych. Jeśli wybierzecie ten sam kierunek co my, nastawcie się na wydatek rzędu 680 tenge za bilet w jedną stronę (niecałe 10 zł – podobna cena obowiązuje za przejazd do Zangaozen). Ceny przejazdu są fixed i na dworcach raczej nikt nie będzie próbował robić Was w dupala (ceny wydrukowane są na wymiętych biletach). Za podobną wycieczkę taksówką zapłacicie już znacznie więcej, ale jeśli macie siłę i czas, to jest szansa na znalezienie chętnego, niezbyt chciwego Kazacha, który za równowartość 40-50 zł przewiezie Was w obie strony, na życzenie zatrzymując się po drodze. Serdecznie polecam tę opcję.

Przejażdżka w każdym kierunku trwa DŁUGO. Nastawcie się na minimum 2 godziny jazdy w jedną stronę, a jeśli wybieracie się do Beket-Ata (patrz niżej), to jest to wypad z gatunku tych z noclegiem na miejscu. Drogi w tym rejonie Kazachstanu to asfaltowe, pofałdowane jęzory, dziurawe jak Wasz portfel pod koniec miesiąca. Z tego względu odradzam siadanie „na kole”, bo po godzinie w marszrutce będziecie rzygać dalej niż z Aktau do Berlina.

Aktau - dworzec autobusowy

Po dworcu autobusowym w Aktau nie spodziewajcie się zbyt wiele

Jeśli chodzi o wynajdowanie transportu poza Aktau, to sprawdza się jedna taktyka: pytanie kogo popadnie. My rozpoczęliśmy swoją batalię jeszcze w marszrutce, w wyniku czego tour po okolicach Szetpe mieliśmy załatwiony na kilklanaście minut przed dojazdem na miejsce. Minusem tego rozwiązania jest to, że ktoś zawsze może zrobić Was w wała na hajs (bo przecież nie znacie stawek); plusem – szybkość rozwiązania związana z jego „wirusowością”. Jeśli jedna osoba w busiku usłyszy, że potrzebujecie transportu, to możecie być pewni, że 10 minut potem będzie o tym wiedzieć całe miasteczko.

UWAGA: firma Partner Tours, opisana w przewodniku Lonely Planet po Azji Centralnej jako solidna i godna zaufania w kwestii wycieczek do tego rejonu, już NIE ISTNIEJE. We wrześniu 2016 roku szyld nadal wisiał pod wskazanym w pozycji adresem, ale panie zatrudnione biuro obok poinformowały nas, że firma zamknęła swoje podwoje. W razie czego jesteście więc zdani sami na siebie.

Otpan Tau i Lwia skała

Czemu wybraliśmy Szetpe? Powiem szczerze, że nie mam bladego pojęcia. Wydaje mi się, że przeważyły tutaj kwestie dojazdowe, opisywane przez przewodnik jako wymagające najmniej zachodu, a także zajmujące stosunkowo niewiele czasu. Nie licząc oczekiwania na marszrutkę, dojazd do Szetpe zajął – z zegarkiem w ręku – dwie godziny. Gorzej, że na miejscu mieliśmy zaledwie kolejne cztery, bo musieliśmy jeszcze zdążyć na busik powrotny. Teraz wiem, że znacznie lepszą opcją byłoby odczekanie do wieczora i załadowanie się do pociągu, który przejeżdża przez wioskę w drodze do granicy z Uzbekistanem. Jeśli kiedykolwiek będziecie mieli okazję Szetpe odwiedzić, rozważcie tę opcję, bo oszczędza ona masę czasu.

Jeśli interesują Cię południowo-wschodnie partie Kazachstanu (ja zaliczyłem niestety tylko mały wycinek), to koniecznie zajrzyj na bloga Zależnej w podróży, a szczególnie do tego posta o najważniejszych atrakcjach tego kraju.

Jeśli chodzi o okolice nieszczęsnego Szetpe, to oferuje ona dwie główne atrakcje: Otpan Tau oraz Sherkalę, czyli Lwią skałę. Warto tu jednak zaznaczyć, że jeśli spodziewacie się w którymś z tych przypadków widoków godnych górskich przełęczy Kirgistanu, to możecie poczuć się lekko rozczarowani.

Otpan Tau to – zasadniczo – góra, a do tego najwyższa na całym obszarze (nie ma szału, bo to zaledwie trochę ponad 530 metrów). Nie sama góra jest jednak najważniejsza, a to, co na niej stoi. Jest to bowiem ni mniej-ni więcej tylko jedyny na świecie meczet, który z daleka można pomylić ze statkiem kosmicznym. Trzy zwieńczone złotem kopuły Adaj-Ata wieńczą taką samą liczbę smukłych wież, a tuż obok pyszni się pomnik wilczycy. Według legendy Kazachowie zrodzili się właśnie z wilka, stąd taki dobór zwierzęcia. Pozostając jednak w klimatach kosmicznych, warto zwrócić uwagę na jeszcze jeden obiekt typu UFO. Od NOLa przycupniętego u podnóża góry zaczniecie zresztą zwiedzanie całego kompleksu, a to dlatego, że mieści się tam kasa biletowa (turyści zza granicy płacą 700 tenge i jest to dwa razy więcej niż kwota, którą płacą lokalni) oraz muzeum. To ostatnie może i bardzo się stara, ale brak jakichkolwiek opisów po rosyjsku (nie mówiąc już o angielskim) skutecznie uniemożliwia lepsze zapoznanie się z eksponatami (przerażona przewodniczka też niewiele tu pomoże – z identycznych względów). Upside: jeśli chcielibyście obejrzeć sobie makiety pozostałych atrakcji Mangystau, to nie można trafić lepiej. Brzmi nie najlepiej? O ile wiejący potępieńczo wicher nie spizga Was prosto w przepaść,  to do Adaj-Ata warto przyjechać po jedną rzecz: widoki. Zielone równiny rozciągające się wokół kompleksu są równie bezkresne, co fotogeniczne, a świeże powietrze na miejscu sprawia, że człowiek nie ma ochoty schodzić, nawet pomimo tego, że ocipieć można od tego cholernego wietrzyska.

Mangystau - Otpan Tau i Adaj-Ata

Start za 3, 2, 1…

BARDZO blisko Otpan Tau (na tyle, że cena 8000 tenge za dwie osoby za całą wycieczkę nagle przestała nam się jawić jako racjonalna) znajduje się jeszcze Sherkala (Lwia skała). Ten wielki, kredowy kamulec faktycznie robi jako-takie wrażenie, chociaż poważnie się zastanawiam, czy warto tłuc się do niego aż z Aktau, a następnie zaraz wracać. Znacznie lepszym pomysłem byłoby spędzenie w jego cieniu kilku leniwych godzin, podlanych piwkiem i zakąszonych jakimś miejscowym, tłustym specjałem. W okolicy skały znajduje się zresztą popularna wśród miejscowych oaza (trudno jej nie zauważyć – odznacza się jedynymi okazami wysokiej roślinności w okolicy) oraz niewielka nekropolia, o którą nie zdążyliśmy już zahaczyć.

Mangystau - Sherkala

Po tę kredę nie wyśle Was nauczycielka

Inne atrakcje Mangystau

Dwa pozostałe „kierunki zwiedzania” rejonu Mangystau to:

  • Południowy zachód: w okolicy miejscowości Zangaozen znajduje się Beket-Ata – podziemny meczet i ważne miejsce pielgrzymek, poświęcone mędrcowi o tym samym imieniu. Zasadniczo najprościej jest tu dojechać z pielgrzymką, jako że punkt ten nadal jest miejscem kultu. Jednym z obowiązkowych punktów podobnej wizyty jest rytualne „oczyszczenie się”… na Małysza w azjatyckiej toalecie. Podróż jest długa (jej część przebiega przez drogę jeszcze gorszej jakości niż standardowa), ale po drodze busy zahaczają również o kolejny podziemny meczet: Shopan-Ata. W okolicy Beket-Ata jest hostel, w którym można się przekimać przed męczącą drogą powrotną.
  • Północ: pomiędzy miejscowością Tauczik a Fortem Szewczenko natkniecie się z kolei na inny podziemny meczet – Shakpak-Ata, określany przez niektórych jako najciekawszy w rejonie. Jego cechą charakterystyczną jest to, że jest „wycięty” w skalnej ścianie, czym budzi skojarzenia z gruzińską Vardzią (ale nie przesadzajmy z porównaniami). Tu również w bonusie dostajecie kolejny podziemny meczet, a konkretnie: Sultan Epe; a także niewielką, zaopatrzoną w dwie wieże nekropolię.

Jeśli byliście w którymkolwiek z tych miejsc, podzielcie się wrażeniami w komentarzach. Z (nie)chęcią przeczytam, co straciliśmy.


Rejon Mangystau dysponuje jednak nie tylko podziemnymi meczetami i widokami na ocenę dobrą+. Niezwykle frapującą częścią krajobrazu są tu nekropolie – zarówno te stare, jak i trochę nowsze. Cmentarze we wschodnim Kazachstanie robią naprawdę ogromne wrażenie. Częściowo dlatego, że to zazwyczaj wielkie zgrupowania zwieńczonych kopułami mauzoleów, stanowiących małe dzieła sztuki; a częściowo przez barwę tych budynków: kremową, w słońcu wpadającą w niemal rażącą biel. Podobnych „miasteczek” mija się jadąc przez Mangystau bardzo wiele (podobno jest ich ponad 350), a jednym z większych jest Koshkar Ata, mijany po drodze do Shetpe. Zabudowany mauzoleami obszar rozciąga się po jednej stronie drogi na wiele setek metrów, a kiedy będziecie go mijać, zwróćcie uwagę na reakcję podróżujących z Wami Kazachów. Większość z nich na znak szacunku wykona gest obmywania twarzy, który widywaliśmy jeszcze wiele razy w Azji Centralnej.

Mangystau - Koshkar Ata

Koshkar Ata – prawdziwa perełka regionu… nawet zza samochodowego okna

Jeśli miałbym wskazać jedną rzecz, której żałuję w związku z naszą krótką wizytą w Kazachstanie, to właśnie tego, że nie mieliśmy możliwości zatrzymać przy tej nekropolii. Pal licho niewidziane podziemne meczety, pal licho widoki z Otpan Tau i Lwią skałę. Z tej całodniowej, męczącej wycieczki najlepiej zapamiętałem właśnie te migające za oknami marszrutki cmentarze i ogromny szacunek, jaki budzą nie tylko w miejscowych, ale także w przyjezdnych.

A, no dobra. Był jeszcze DOKUMENTNIE zasrany kibel na dworcu autobusowym w Szetpe, ale tego typu „atrakcje” prześladowały nas w całej Azji Centralnej.


Podobał Ci się ten wpis? Możesz poczytać inne moje posty o Kazachstanie i polubić mój blog na Facebooku – często wrzucam tam dodatkowe treści.

REKLAMA:

komentarze 2

  1. Kasia 16 listopada 2016
    • Brewa 17 listopada 2016

Dodaj komentarz:

Podobało się? Może zostaniemy w taczu?

  • Facebook2k
  • YouTube4k
    YouTube
  • Instagram337
  • Google+0