Przedłużony skok do Kambodży

Ostatnie dni w Laosie były tyleż leniwe, co dość nudne – głównie dlatego, że nie …

Dzika gonitwa i prysznic w deszczu

Po krzepiącym posiłku zorientowaliśmy się, że nasi rodacy mieli niezły pomysł z wcześniejszym powrotem. Zaczynało …

Parkour pod wodospadem

Największą – dosłownie – atrakcją tego dnia, nie licząc naśmiewania się z M., który ze …

Kawowa gałązka zagłady

Reszta dnia, jakkolwiek satysfakcjonująca, nie wyróżniała się szczególnie. Na pierwszy ogień poszedł wodospad, do którego …

Atak podstępnych gibonów

Wstanie następnego dnia nie było dla nas takim problemem, jak można by się spodziewać. W …

Grube bibsko pod Pak Song

Pierwszą głupią decyzją wieczoru było postanowienie, że – pomimo naszego stanu „mobilnego” (wszyscy poza O. …

Podobało się? Może zostaniemy w taczu?