Spacer „pod” Warszawą: Łosiowe Błota

Korzystając z pięknej pogody, zniesienia zakazu wchodzenia do lasu oraz największego błogosławieństwa home office (czytaj: dwóch godzin czasu więcej dziennie), w ostatni piątek koronawirusowego kwietnia 2020 postanowiliśmy wreszcie zrobić to, na co ostatnimi czasy najwyraźniej ma ochotę cała Polska: wyjść do LASU. Jako że stacjonujemy na warszawskim Bemowie, nasz wybór padł na miejsce, które mamy po sąsiedzku. Wsiedliśmy na motocykl (pierwszy raz w tym sezonie) i dosłownie 12 minut później parkowaliśmy już na niewielkim placyku, z którego rozpoczyna się spacer przez rezerwat Łosiowe Błota. Jeśli szukacie pomysłów na wyrwanie się w naturę gdzieś „pod” Warszawę, ale nie chce Wam się spędzać godziny w autobusie lub samochodzie, to czytajcie dalej.

O co cho z tymi łosiami?

Na Google Maps zauważycie na pewno, że rezerwat przyrody Łosiowe Błota nie jest szczególnie duży, zwłaszcza w porównaniu z leżącym nieopodal Kampinoskim Parkiem Narodowym. Do Kampinosu jest jednak nieco dalej, a poza tym jego ogrom może przytłaczać tych, którzy na spacer chcą wyrwać się na 1-2 godziny, a nie na cały dzień.

Połączone rezerwaty Łosiowe Błota i leżąca od nich na północ Kalinowa Łąka mają łącznie nieco mniej niż 514 ha – w sam raz na to, by najważniejsze ścieżki obejść w trakcie trzech czy czterech spacerów. W Błotach natkniecie się przede wszystkim na torfowiska, poranną porą ściągającego z Kampinosu łosie (nie spodziewałbym się ich na miejscu w środku dnia, ale może będziecie mieli szczęście); natomiast Kalinowa Łaka to miejscówka przede wszystkim dla wielbicieli flory.

Rezerwat Łosiowe Błota

Rezerwat to zawsze okazja do obcowania z naturą w jej nieruszonym stanie

Tereny obu rezerwatów były przez długi czas (do 1476 roku) własnością książąt mazowieckich, a następnie stały się ziemiami królewskimi. W burzliwym XX wieku na ich terenie odcisnęło swoje piętno wojsko, o czym możecie przekonać się w dalszej części tekstu.

Etap 1: przez las do błota

My nasz spacer po Łosiowych Błotach (Kalinową Łąkę zostawiliśmy sobie na kiedy indziej, bo to nie nasze klimaty) rozpoczęliśmy od niewielkiego parkingu przy Forcie 2A „Radiowo” (czy też „Babice”) – jednym z fortów Twierdzy Warszawa, rozplanowanej i zbudowanej przez Rosjan w XIX wieku. O tym, czemu fort nosi taką nazwę jeszcze napiszemy niżej, przy czym warto zaznaczyć, że nie ma co szykować się na zwiedzanie twierdzy, bowiem do tej pory jest ona użytkowana przez wojsko. Wyjeżdżając z Warszawy, zaraz za fortem skręcamy w lewo i lądujemy na niewielkim, rozjeżdżonym placyku ze szlabanem. My właśnie tam zostawiliśmy motocykl i niespiesznie ruszyliśmy na zachód.

Prowadząca przez Błota ścieżka jest w pewien sposób zinstytuconalizowana i opatrzona tablicami informacyjnymi. Idąc spod fortu na zachód nauczymy się czegoś o tutejszych mieszkańcach (tych naturalnych) oraz florze. Jak zwykle w takich przypadkach, informacje bywają aż do przesady szczegółowe, ale jeśli kogoś jarają nazwy konkretnych drzew czy porostów, to powinien być zachwycony.

Zmierzając na zachód miniecie wreszcie przejazd kolejowy, a po 200 metrach traficie na rozwidlenie głównej ścieżki. Jeśli pójdziecie na nim prosto, a potem niebawem skręcicie w prawo, to traficie na Kalinową Łąkę, gdzie do usrania będziecie mogli wąchać goździki pyszne, storczyki plamiste czy inne, kurna, kaczeńce. Jeśli natomiast skręcicie tu w lewą odnogę, odchylającą się w kierunku miejscowości Janów, to szybko traficie na główną atrakcję Łosiowych Błot.

Łosiowe Błota - przejazd kolejowy

Zawsze to jakieś urozmaicenie…

Ponad 30 hektarów Błot to przede wszystkim podmokłe tereny torfowisk niskich, niegdyś dość gęsto występujących w rejonie Warszawy. Podczas suszy być może tego nie widać, ale Łosiowe Błota to faktycznie… no – błota, a bardziej bagna, po których w normalnych warunkach raczej byśmy sobie nie pospacerowali. Na szczęście Lasy Miejskie Warszawa trzymają rękę na pulsie i w środku rezerwatu pobudowały specjalny pomost, który pozwala z bliska przyjrzeć się torfowisku, a w ciepłe miesiące także schronić się przed oczami ciekawskich, kiedy chcemy wychylić browara w lesie. Nie ma co oczekiwać kilkuminutowego spaceru nad bagnem, bo pomost ma jakieś +/- 50 metrów, ale to dobry pretekst do krótkiej przerwy i przeczytania przynajmniej jednej tablicy informacyjnej, żebyście wiedzieli, po co w ogóle ktoś wiózł drewno do środka lasu.

Łosiowe Błota - pomost

Na zdjęciach pomost wygląda na nieco dłuższy niż jest faktycznie

Etap 2: Łuk Janów – dawna baza radiowa

Po chwili spędzonej na pomoście ruszyliśmy dalej, w stronę Janowa i tam „odbiliśmy się” od ulicy na południe, bo po krótkiej chwili skręcić na wschód. Plusem tej części trasy jest niewielka rzeczka, która umila spacer swoim szmerem i sprawia, że w tej części lasu jest trochę bardziej dziko i zielono.

Po kolejnych 200 metrach z Waszej lewej strony zauważycie pozostałości po wojskowym ogrodzeniu i będzie to dla Was sygnał, żeby skręcić w tę stronę. Tu kończy się „leśna” część spaceru, a zaczyna ta bardziej „ruinowa”, przez co poniektórych łamana z „imprezową”.

Bemowo - baza radarowa - ogrodzenie

Ogrodzenie poligonu trudno przegapić

Teren, na którym się znajdziecie, stanowił niegdyś poligon oraz teren wojskowej stacji radarowej, powstałej już po II Wojnie Światowej. Na całym jego obszarze znajdziecie istne zatrzęsienie przeróżnych bunkrów, schronów i magazynów, z których miejscowa młodzież na równi z żulerką zrobiła sobie galerię sztuki z inkorporowanymi toaletami oraz miejscami weekendowego pochleju. Miejscóweczka jest fajna pod katem eksploracji z aparatem, bo niektóre konstrukcje są naprawdę dość zagadkowe, na czele z ni-to-posterunkiem-ni-to-basztą stojącą przy północnej granicy obszaru wyznaczonego przez ogrodzenie. Kolorytu dopełnia spalony samochód (chyba Opel) oraz to, że na miejscu jest stosunkowo niewielu spacerowiczów. Sporo osób wpada tu na rowerach górskich, bo jest gdzie poszaleć.

Etap 3: Małpim gajem do Centrali

Po przejściu przez opuszczoną bazę na moment znów wejdziecie w las, by resztę drogi przejść wzdłuż ulicy Kazimierza Leskiego. Tu natkniecie się na pozostałości „małpiego gaju”, czyli żołnierskiej ścieżki treningowej. My na początku zastanawialiśmy się, po jaką cholerę ktoś ustawiał trzepaki w środku lasu.

Wreszcie, tuż przed samym parkingiem, na którym my zostawiliśmy nasz środek transportu, natkniecie się na kolejną atrakcję. Naprzeciw Fortu „Radiowo” przed II Wojną Światową powstał cud myśli inżyniersko-technologicznej, którym mogliśmy pochwalić się przed całym światem. Konkretnie, stał tu niegdyś imponujący kompleks transatlantyckiej radiotelegraficznej centrali nadawczej, będącej swego czasu najsilniejszym tego typu kompleksem na całym świecie.

W 1923 centrala zajmowała pas terenu o wymiarach 4 km na 500 m, na których dumnie stało aż 10 słupów radiotelegraficznych, każdy o wysokości 126,5 m (sic!) i wadze samej stali przekraczającej 175 ton. Tuż pod nosem Fortu „Babicie” (nazywanego następnie „Radiowo” właśnie przez wzgląd na obecność stacji) stało serce całego kompleksu. Przy ruinach tego budynku znajdziecie tablicę informacyjną, z której dowiecie się więcej o tym ogromnym radiotelegrafie.

Transatlantycka Centrala Nadawcza - ruiny

Z centrali nie zostało za dużo…

Niestety, dziś ten obszar to nawet nie cień jego dawnej świetności. Po kapitulacji Warszawy podczas II Wojny Światowej, stacja przez cały okres do stycznia 1945 roku służyła Niemcom. Wycofując się, fryce wysadziły cały kompleks, zostawiając na miejscu kupę gruzu i złomu.

Jeśli jednak ktoś dysponuje w miarę plastyczną wyobraźnią, to zachęcamy do pokręcenia się po terenie, bo już same fundamenty wież (do dnia dzisiejszego dotrwało 36 fragmentów podstaw) dają wyobrażenie, jak imponująco musiało to wszystko kiedyś wyglądać. Co ciekawe, pobliskie i znane z urokliwych, drewnianych domków osiedle Boernerowo zawdzięcza swoje istnienie właśnie budowie opisywanej stacji radiotelegraficznej. Podczas jej funkcjonowania to tam osiedlano jej pracowników. Na spacer po Boernerowie polecamy jednak wybrać się innym razem i dopiero po tym, jak skończy się pandemia.

Podobał Ci się ten wpis? Możesz poczytać inne notki o Polsce lub polubić mój blog na Facebooku, gdzie na bieżąco informuję o nowych wpisach i wrzucam dodatkowe treści.

REKLAMA:

Skomentuj czy coś:

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

error

Podobało się? Może zostaniemy w taczu?