Dzisiaj tak refleksyjno-filozoficznie: rzucam trochę szare, a trochę zgniłozielone kadry z Adventdalen. Miałem spory problem z ich wyborem, bo na Svalbardzie ciężko uwalić zdjęcie, nawet jeśli ma się takie pojęcie o fotografii jak ja. Pomimo starań, kilka ujęć faktycznie nieźle wyszło i macie je poniżej. Do Adventdalen wrócimy jeszcze za jakiś czas, z nieco innej perspektywy.
Wlot doliny w pełnym słońcu… ok. 22:30
Jedna z nielicznych dróg przecinających zatokę na wskroś
Widok tuż spod granicy Longyearbyen
Parę kilometrów od miasta
Ach, ta szklana woda
Budynek z prawej brzydko się wciął
Closeup na renifera
Nie pytajcie – nie mam pojęcia, do czego to służyło
Pod kopalnią – tu jeszcze bez fok
Nieco drastyczny efekt działania łowców fok
Kopalnia nr 6 w całej okazałości
Widok spod kopalni nr 6
Z lewej widać statek Greenpeace’u
Tilt-shift aż się prosił… Cóż, nie pomyślałem
