Nie trzeba być finalistą Jednego z dziesięciu aby pamiętać o tym, że w czasach starożytnych Cesarstwo rzymskie dotarło do Afryki i całkiem wygodnie rozsiadło się w jej północnej części. Pozostałości po chwale Rzymian znajdziemy w Maroku, Libii czy Tunezji, ale także w Algierii. Tak się złożyło, że wgląd w tę część historii tego kraju przypadł na ostatni etap naszej wycieczce po nim.
Nie będę tu kreślił całego rysu historycznego, bo to blog o podróżach, a nie o geopolityce świata starożytnego. Dość powiedzieć, że „algierska” część Cesarstwa rzymskiego nosiła w odpowiednim okresie nazwę Mauretanii Cezarejskiej, obejmowała – prócz północnej Algierii – część dzisiejszego Maroka, a także miała dość istotne znaczenie lokalne.
Do dzisiejszych czasów, rzymskich (i nie tylko zresztą) ruin w Algierii zachowało się zaskakująco dużo, choć spora ich część została w międzyczasie częściowo rozebrana przez lokalną ludność, poszukującą tanich (czytaj: darmowych) materiałów budowlanych. Z drugiej strony, duża część przetrwała w dobrym stanie, zasypana przez wieki saharyjskim piaskiem. Pomijając mniejsze miejscówki, dwa najważniejsze obszary związane ze starożytnym Rzymem to okolice Konstantyny, a także kawałek wybrzeża znajdującego się rzut beretem od Algieru, gdzie kiedyś znajdowała się stolica prowincji: Cezarea (obecnie: Szarszal).
Okolice Konstantyny
W pobliżu Konstantyny – samej w sobie zdecydowanie wartej odwiedzenia – znajdują się trzy najbardziej imponujące post-rzymskie ośrodki w Algierii. Jeśli ktoś chciałby objechać wszystkie w ciągu jednego dnia, to trochę porwałby się z motyką na bezlitosne, afrykańskie słońce, chyba że lubi po prostu biegać wśród kamieni. My, zgodnie z sugestią naszego „organizatora” wyjazdu, postanowiliśmy skoncentrować się na jednym z nich – tym bardziej, że w gruncie rzeczy aż tak się one od siebie nie różnią.
Wybraliśmy Timgad, który – z racji na bardzo dobry stan zachowania oraz ogromne rozmiary – został już w 1982 roku wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Pozostałości miasta są ogromne, a do tego należą do jednych z najlepiej zachowanych na świecie (choć wydaje mi się, że jordański Dżarasz jest pod tym względem jeszcze lepszy). Timgad przez jakiś czas był stolicą prowincji, jak również szczycił się tytułem lokalnego centrum kultury – niewątpliwie pomogła w tym obecność amfiteatru i biblioteki. Ten pierwszy zresztą zachował się w stanie niemal nienaruszonym. Na miejscu możemy podziwiać także takie smaczki jak toalety czy liczne przypadki grafitti z czasów rzymskich, choć – niestety – współczesnych gryzmołów również nie brakuje. Podczas naszej wizyty wstęp na teren starożytnego Timgadu kosztował 200 dirhamów, a opłata obejmowała także zwiedzanie muzeum. Warto do niego wejść, jeśli chcecie się podszkolić z „rzymskich” podstaw. Nam zwiedzanie najważniejszej części zajęło ok. 3 godzin, a ogromnym plusem było to, że poza nami na miejscu nie było absolutnie nikogo innego (z ręką na sercu). Taką sytuację zawdzięczaliśmy trwającemu ramadanowi, bo w okresie turystycznym parking dla autokarów zapełnia się ponoć po brzegi.
Pozostałymi „rzymskimi” miejscówkami pod Konstantyną są jeszcze Dżamila oraz Hippo Regius (obecnie Annaba). To pierwsze jest stosunkowo najmniejsze i zachowane w nieco tylko mniejszym stopniu niż Timgad (co również doceniło UNESCO). Jest tu również nieco więcej zieleni, co polubią Ci, którym Timgad wydaje się zbyt pustynny. Hippo Regius jest z kolei ogromnym terenem, ale w większości pokrytym murami sięgającymi co najwyżej do kolan. To jednak właśnie Annaba najbardziej nadaje się na relaksujący spacer, ukończony u stóp bazyliki św. Augystyna, pochodzącej już jednak z czasów kolonialnych.
Szarszal i Tipasa
Te dwie miejscowości, leżące nieopodal algierskiej stolicy, zazwyczaj traktowane są łącznie, bo i leżą bardzo blisko siebie. Aby je z grubsza poznać wystarczy półdniowa wycieczka z Algieru, którą zdecydowanie warto odbyć.
Pomimo tego iż to właśnie Szarszal przez długi czas pełnił rolę stolicy prowincji, to nie jest on aż tak „rzymski”, jak można by się spodziewać. Miasto od zawsze było portem, a więc – w odróżnieniu na przykład od Timgadu – nigdy nie zostało opuszczone i było stale „nadbudowywane” – także w czasach średniowiecznych. Warto też wskazać, że pod koniec tej właśnie epoki Szarszal pozostawał ważnym ośrodkiem władzy arabskiej, a później miasto dość często przechodziło z rąk do rąk – jak to ważny punkt handlowy.
Do dziś w Szarszalu znajdziemy kilka mniejszych ruin, ale przyjeżdża się tu głównie dla wizyty w tutejszym muzeum archeologicznym. Ja nie należę do wielbicieli tego typu „klasycznych” wystaw, ale z chłopakami mieliśmy szczęście dostać bardzo dobrego przewodnika, który szybko pojął, że naszą uwagę zdobędzie raczej ciekawostkami niż nużącym wykładem historycznym. Zostaliśmy więc uraczeni historiami o długościach nosów odpowiednich popiersi, kilkoma heheszkowymi opowiastkami o cyckach, a także dostaliśmy grand tour po mozaikach, które – to przyznam szczerze – imponują nawet w skali światowej. Na koniec można obejrzeć sobie jeszcze meczet El Rahman, który w starożytności był świątynią jednego z rzymskich bogów, przekształconą następnie w chrześcijański kościół (funkcjonujący także w czasach kolonialnych) – i to bez większych niż niezbędne przeróbek. Dzisiejszy meczet funkcjonuje więc w budynku postawionym jeszcze zanim islam w ogóle powstał.
Tipasa to nieco inna para kaloszy, wpisanych zresztą – ponownie – na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Za ten stan rzeczy należy podziękować faktowi, że – podobnie jak Timgad – przez długi czas była ona opuszczona, a współczesne miasto na miejscu powstało dopiero w 1857 roku. Całe tutejsze wybrzeże było kiedyś zasiedlone przez Rzymian, stawiających tu sobie między innymi słynne nadmorskie wille, o których uczą się teraz studenci I roku prawa, zgłębiający ówczesne prawo spadkowe. Po willach nie zostało może bardzo wiele, ale już samo przejście ścieżkami parku archeologicznego pozwala łatwo zrozumieć, dlaczego starożytni upodobali sobie to miejsce. Widoki są świetne, a pozostałości osady nadal skąpane w cieniu licznych drzew i krzewów. Tipasa daje nam również możliwość pomyszkowania we własnym zakresie, bo prace archeologiczne na miejscu jeszcze się nie zakończyły. Nasz przewodnik pokazał nam parę ukrytych jeszcze przed turystami ciekawostek, w tym kilka zagrzebanych w piasku mozaik, które za jakiś czas najpewniej trafią na ścianę muzeum w Szarszalu.
Wisienką na tipazowym torcie została wreszcie wizyta pod datowanym na wczesne czasy rzymskie tumulusie (kurhanie), będącym miejscem spoczynku Juby II – króla Numidii i Mauretanii. Ojciec Juby został pokonany przez Juliusza Cezara, a sam młody trafił do Rzymu, gdzie został wyedukowany, zromanizowany, a następnie wysłany z powrotem do Afryki i przywrócony na numidzki tron, stając się tym samym ważnym sprzymierzeńcem Cesarstwa. Młody władca, także pod wpływem swojej żony – Kleopatry Selene II – wspierał sztukę i kulturę, a także bardzo umocnił walutę swojego kraju. Plutarch nazwał go potem jednym z najbardziej uzdolnionych władców swoich czasów. Nic dziwnego, że typ (wraz z Kleopatrą) dostał po śmierci imponujący kopiec, który zachował się do dzisiaj. Do środka co prawda nie wejdziecie, ale i tak warto się przejechać.
„Rzymskie” peregrynacje były ostatnimi, jakie odbyliśmy w Algierii, nie licząc wieczornego wyjścia na ulice stolicy w poszukiwaniu czegoś (albo raczej – czegokolwiek) do jedzenia. W perspektywie czasu uznaję ten wyjazd przede wszystkim za niezwykle kształcący – zwłaszcza pod kątem kulturowym. Przeżycie ramadanu w mniej turystycznym państwie to bardzo ciekawe doświadczenie. Dodatkowo, Konstantynę dopisałem do swojego małego, nie do końca sformalizowanego rankingu najładniejszych miast, w których zdarzyło mi się przebywać; także Algierię z całego serca polecam – tym bardziej, że nie jest ona jeszcze w ogóle zadeptana przez masową turystykę.
W razie czego tutaj możecie przeczytać o tym, jak się do Algierii dostać, a dodatkowe pytania możecie śmiało zadawać w komentarzach.
Jeśli przydał Wam się ten wpis, to już niedługo na blogu pojawią się kolejne notki odnośnie naszego wyjazdu do Algierii. Stay tuned!
