Site icon jedź, BAW SIĘ!

Subiektywne TOP 5: (Zimowe) okolice Tromsø

Kvaloya - okolice mostu 1

Kvaloya - okolice mostu 1

Muszę Wam się do czegoś przyznać. Wyjeżdżając do Tromsø zakładałem, że przynajmniej pół dnia spędzę na łażeniu po mieście i odwiedzaniu atrakcji, które miejscowość ma do zaoferowania. Klimaty około-północne bardzo lubię, a dodatkowym sentymentem darzę je od czasu wizyty na Svalbardzie. Kiedy jednak rankiem dzień po przylocie wsiedliśmy w samochód i wyjechaliśmy z Tromsø, bardzo szybko doszedłem do wniosku, że na zwiedzanie miasta po prostu szkoda mi czasu. Okolice osiedla oferują bowiem tyle atrakcji „naturalnych”, że spacer po muzeach i podziwianie architektury wydało mi się ostatecznie najbardziej frajerską decyzją ze wszystkich. Jeśli wciąż nie jesteście przekonani, to zapraszam na subiektywne foto-zestawienie najpiękniejszych i najciekawszych miejsc, jakie można odwiedzić będąc w Tromsø. Aha – na końcu wpisu znajdziecie też mapę, która ułatwi Wam namierzenie opisywanych miejsc. Jest też drobny, miejski bonus.

Jeśli szukacie samochodu w Tromsø, możecie również skorzystać z poniższego linku. Wy znajdziecie tanią ofertę, a mi wpadnie kilka złotych na rozwój bloga i kolejne wyjazdy.

5. Fløya

Ten w gruncie rzeczy niewysoki (761 m n.p.m.) szczyt to najbliższa Tromso góra, z której roztaczają się świetne widoki na jedno z najbardziej zmarzniętych miast na świecie. Do ¼ szczytu kursuje kolejka linowa, do której bez trudu dostaniemy się piechotą z okolic Lodowej Katedry. Bilet w obie strony nie jest tani – wyszarpie nam z kieszeni 190 NOK, a więc prawie 90 zł. Jeśli skąpicie hajsu, co jest zrozumiałe, to do górnej stacji można dostać się także piechotą. Bardziej popularna, dłuższa trasa od strony południowo-zachodniej zajmie Wam jakieś 2 godziny; mniej znana, ale nieco bardziej wymagająca trasa północno-wschodnia zaoszczędzi Wam godzinę. Już spod stacji kolejki można zrobić fajne zdjęcia, ale jeśli macie siłę, to polecam wspięcie się na sam szczyt Fløyi. W zimę taki spacer może być męczący, ale rozciągające się stąd widoki wynagrodzą Wam wysiłek, a dodatkowo pozbędziecie się hord generycznych turystów.

4. Nattmålsfjellet

Nattmålsfjellet był pierwszym szczytem, na jaki wspięliśmy się podczas naszego zimowego wyjazdu do Norwegii. Początkowo byłem do pomysłu nastawiony bardzo sceptycznie, ale po dojściu na miejscu nie mówiłem już nic, bo skupiłem się na robieniu zdjęć i nie umieraniu z zimna. Góra leży na wyspie Kvaløya, w pobliży przewężenia lądu zaznaczonego miejscowością Ersfjordbotn. Jej 820 m wysokości być może nie robi wrażenia, ale w zupełności wystarczy, jeśli szukamy jakiegoś miejsca na foto-aktywności podczas zachodu słońca. Z samego szczytu jest tu idealny widok na położony na zachodzie pseudo-fiord, a także na płynącą z południa rzekę i inne pobliskie szczyty.

3. „Małe Lofoty”

Mam wrażenie, że każda część Norwegii chciałaby mieć swoje Lofoty (być może nie licząc Lofotów). Wyspy Sommarøya i Hillesøya mają się wprawdzie do Lofotów tak, jak opolska Wenecja do prawdziwej Wenecji, ale i tak są sympatyczne. Moim zdaniem najciekawszym elementem na miejscu jest most łączący Kvaløyę z Sommarøyą. Nie jest może jakiś wybitnie długi, ale jego skręcający łuk jest bardzo fotogeniczny, a poza tym po jego południowej stronie szybko namierzycie małe skupisko wysp, zwieńczone znacznikiem żeglarskim w formie niewielkiej wieży. Jeśli ruszycie dalej, traficie już na właściwe „małe Lofoty”, na które najlepszy widok złapiecie z góry. Nie mówię tu jednak tylko o posiadaczy dronów. Żeby dobrze rozejrzeć się po ładnej okolicy, wystarczy wspiąć się na jedno z licznie występujących tutaj, niewielkich wzgórz.

2. Rekvik i Brosmetind

Te dwa punkty są tylko pozornie położone niedaleko od siebie. W rzeczywistości niewielką wioskę i świetny punkt widokowy (na wysokości ok. 520 metrów nad poziomem morza) dzieli od siebie jebutny występ skalny, który trudno pokonać pieszo. Zarówno z Rekvik, jak i z góry Brosmetind rozciągają się świetne widoki na pobliską, skalistą wyspę Sessøya i inne, wystające z wody kawałki skał. Szał będzie większy, jeśli traficie tu wieczorem, bowiem z obu punktów możecie ustawić się mordą centralnie na zachód i łapać uciekające słoneczko. Rekvik łapie punkty atrakcyjności również dzięki malowniczej, kręcącej się jak pojebana drodze, prowadzącej do miejscowości z głębi lądu. Jeśli będziecie mieli szczęście (my mieliśmy), to po drodze może uda Wam się upolować jakieś renifery.

1. Dowolne miejsce oddalone od osiedli ludzkich

Nie ulega wątpliwości, że najciekawszym miejscem w okolicy Tromso będzie to, z którego… widać zorzę polarną. Jeśli będziecie mieli warun, to może to być zarówno jakiś zapomniany przez bogów i  spizgany przez wiatr szczyt górski, jak i kawałek płaskiego terenu 5 km od miasta. Więcej na temat zorzy polarnej przeczytacie u mnie w oddzielnym wpisie, w którym zamieściłem również kilka frajerskich porad odnośnie łapania „Zielonej damy” na kartę pamięci aparatu fotograficznego.

Wielcy nieobecni: Senja i Alpy Lyngeńskie

Niestety, krótki czas wizyty na północy Norwegii nie pozwolił nam na odwiedziny wszystkich miejsc, które były odwiedzin godne. O dwóch z nich zdecydowanie należy wspomnieć choćby mimochodem:

  • Senja to duża, położona spory kawałek za zachód od Tromsø wyspa, słynąca z niesamowitych widoków. Jeśli chcemy się na nią dostać „suchym kołem”, to od stolicy regionu dzieli ją około 175 kilometrów, co jest dystansem nietrudnym do zrobienia (o norweskich drogach i ich stanie pisałem już trochę tutaj), ale jednak zbyt dużym jak na wycieczkę z trzema pełnymi dniami na miejscu;
  • Alpy Lyngeńskie są położone bliżej Tromsø (powiedzmy, że jakieś 100 km), ale są z kolei tematem dla bardziej zaawansowanych. Przemierzanie lyngeńskich gór zimą polecane jest bardziej zaawansowanym entuzjastom trekkingów, którzy mają zarówno przygotowanie, jak i sprzęt. Głupim pomysłem nie będzie też wybranie się w nie z przewodnikiem, bo trasy potrafią pokrywać się lodem i bywają zdradliwe. W Alpy lyngeńskie można wybrać się również na skuterze śnieżnym – takie wycieczki organizuje wielu miejscowych tour-operatorów.

Jak obiecałem, poniżej znajdziecie mapkę, która pomoże Wam namierzyć wszystkie opisane powyżej miejscówki, włącznie z „wielkimi nieobecnymi”:

Bonus: Co w samym Tromso?

Tak jak wspomniałem, nasza silna, blogerska grupa spędziła w Tromsø tylko tyle czasu, ile było wymagane do zrobienia zakupów i okazjonalnej drzemki. Jeśli jednak jesteście na miejscu dłużej, to miasto oferuje naprawdę sporo atrakcji, nawet biorąc pod uwagę fakt jego położenia w totalnej dupie świata.

Lodowa katedra – symbol miasta

W mieście znajdują się między innymi następujące atrakcje:

Do tego dochodzą pomniejsze sprawy, takie jak budynek, w którym podczas wojny swoją siedzibę miało Gestapo, „rakietowy” kiosk w centrum czy wreszcie stara część osiedla, swojsko znana Skansenem. Mi osobiście największą radość sprawiło jednak wpadnięcie w Tromso na starą znajomą. Przedostatniego dnia wyjazdu natknąłem się w porcie na MS Polargirl, na której pokładzie spędziłem dwa dni podczas wyjazdu na Svalbard w 2016 roku. Nie powiem, że nie zakręciła mi się w oku gejowa łeza.

Chlip…

A gdzie nocleg?

Nasze noce w Tromso spędzaliśmy w przybytku o dość długiej nazwie Comfort Hotel Xpress Tromso. Hotel ten oferuje wyśmienitą – jak na Norwegię – relację cena/jakość, a poza tym dobrze poczują się tu także fani hostelowego trybu życia. Na parterze znajduje się tu bowiem miłe pomieszczenie socjalne, w którym można się złapać z innymi odwiedzającymi miasto. Standard pokojów, jak to w Norwegii, stoi tu na poziomie zdecydowanie przewyższającym moje zwyczajne oczekiwania, także zadowoleni powinni być nawet Ci, którzy obecności pluskiew w materacu nie kwitują krótkim wzruszeniem ramion i wyciągnięciem odpowiedniego repelentu.

W takim pokoju się zagnieździliśmy

Warto też zaznaczyć, że północna Norwegia dysponuje także OGROMNĄ ofertą wszelkiego typu wycieczek zorganizowanych, podczas których odwiedzicie parę innych, ładnych miejsc. Do najpopularniejszych aktywności należą:

Każda z takich ekskursji może trwać także znacznie dłużej niż poł dnia, ale w takim wypadku należy się już szykować na poważny wydatek. Dużym plusem jest to, że w cenie wyjazdów zorganizowanych zawarte jest pełne (i jak najbardziej strawne) wyżywienie oraz – jeśli bawicie się w coś dłużej niż jeden dzień –  komfortowe noclegi.

Jeśli szukacie noclegu w Tromsø, możecie również skorzystać z poniższego linku. Wy znajdziecie tanią ofertę, a mi wpadnie kilka złotych na rozwój bloga i kolejne wyjazdy.

Podobała Ci się ta notka? Poczytaj inne moje wpisy o Norwegii, Szwecji lub o Svalbardzie! Możesz również polubić mój blog na Facebooku – często wrzucam tam dodatkowe treści.

Exit mobile version