Recenzja: Maska do snorklingu Decathlon Subea

Wybierając się do Jordanii byliśmy pewni, że przynajmniej jeden dzień spędzimy w Akabie. Tamtejsze przybrzeżne rafy koralowe, a także specjalnie zatopione pojazdy (w tym m.in. słynny „czołg”, będący tak naprawdę baterią ziemia-powietrze) to gratka dla każdego, kto chce zobaczyć w wodzie coś ciekawego, a jednocześnie nie chce lub nie może nurkować z butlą. W naszym przypadku jest to niestety ta druga opcja – oboje z różnych względów kiepsko znosimy długie zanurzenie. Chcąc jednak jak najdokładniej zobaczyć podwodne skarby jordańskiego wybrzeża (a w dłuższej perspektywie także inne), postanowiliśmy zaopatrzyć się w sprzęt, który maksymalnie nam to ułatwi. Nasz wybór padł na maski powierzchniowe marki Subea, jakiś czas temu szeroko reklamowane przez sieć sportową Decathlon.

Maska Subea – plusy i minusy

Plusy:

  • zwarta, jednolita konstrukcja
  • dobre materiały, twardy plastik
  • brak ograniczeń widoczności
  • dobrze się trzyma, zapewnia dużą swobodę ruchu
  • nie paruje
  • widoczna z daleka
  • trudna do zgubienia
  • mocowanie typu GoPro jako tanie (ok. 8 zł) akcesorium

Minusy:

  • nie nadaje się nawet do płytkiego zanurzenia (zbyt duża wyporność)
  • wymaga dobrego dopasowania, inaczej przecieka
  • mały dopływ powietrza w sytuacjach awaryjnych
  • trudna do szybkiego zdjęcia i założenia
  • zajmuje sporo miejsca w bagażu
  • jest dość droga (ok. 100 zł)

Decathlon Subea – konstrukcja i wybór

Maska Subea to integralna, zwarta konstrukcja, inkorporująca w sobie maskę do nurkowania oraz rurkę do oddychania, którą możemy odłączyć. Całość zdaje się być nieźle przemyślana: większość maski stanowi duży, szeroki wizjer, a rurka stanowi jego przedłużenie, wychodząc z góry, a nie z boku konstrukcji. Dzięki temu sprzęt jest bardzo zwarty, chociaż i tak zajmuje więcej miejsca niż standardowy zestaw snorklingowy – zapomnijcie o upchaniu długiej rurki z boku plecaka czy walizki, gdzie zawsze znajdzie się trochę miejsca. Dwie maski Subea zajmują sporo miejsca – na tyle, że raczej nie ma sensu ich zabierać, jeśli lecicie gdzieś tylko z bagażem podręcznym. Plusem całej „wymiarowej” sytuacji jest natomiast to, że sprzęt raczej się nie zgubi… no chyba, że odłączymy rurkę, ale tę czynność możemy wykonywać wyłącznie podczas przygotowania maski do transportu.

Decathlon Subea - widok od frontu

Maska wygląda dobrze, a materiały są wytrzymałe

Subea jest wykonana z solidnego, odpornego na zarysowania (jak na razie) materiału, a dookoła uszczelniona elastyczną gumą, która ma za zadanie dobrze dopasować się do twarzy użytkownika. Tu warto wskazać, że już na etapie zakupu najważniejszą sprawą będzie właściwy dobór rozmiaru. Maski dla dorosłych występują tylko w dwóch wariantach: S/M oraz M/L. Problem mogą mieć Ci, których głowa, podobnie jak łeb Brewy, znajduje się gdzieś pośrodku tych „punktów krańcowych”. Męska część naszego składu wybrała wariant M/L, który okazał się nieco za duży, co było jednak lepszą alternatywą w stosunku do bolesnego ściśnięcia mordy wariantem S/M. Ewentualne niedopasowanie można zminimalizować za pomocą elastycznych pasków, ale w naszym przypadku nadal nie było to rozwiązanie idealne. Dla porównania, głowa Agatki zmieściła się w rozmiarze S/M idealnie i nie narzekała ona na żadne przecieki. Dobór właściwego rozmiaru może być o tyle problematyczny, że przykładowe maski w sklepie po prostu… śmierdzą. Ich mierzenie jest mało higieniczne i – w razie wątpliwości – chyba lepiej po prostu zamówić oba warianty przez internet, a potem ewentualnie skorzystać z konsumenckiego prawa do zwrotu.

Decathlon Subea - rozmiary

Rozmiar maski trudno rozpoznać na pierwszy rzut oka – stąd różne kolory

Amatorzy podwodnego filmowania docenią również dodatkowe, tanie (ok. 8 zł) akcesorium, dzięki któremu nad czołem można zamontować kamerę z mocowaniem znanym jako „typ GoPro”. Specjalnie ukształtowany kawałek plastiku mocujemy na rurce (nie ma możliwości zdjęcia go bez jej odpinania), co pozwala nam całkowicie uwolnić ręce. Minusem tego rozwiązania jest to, że filmując musimy każdorazowo sięgać do głowy, ale wymaga to tylko odrobinę wprawy. Zresztą, dzisiejsze kamery sportowe oferują różnorodne, wodoodporne urządzenia do podglądu zdalnego i jeśli dysponujecie takim zakładanym – przykładowo – na nadgarstek, to powinniście być bardzo zadowoleni.

Decathlon Subea - akcesroum do kamer

Akcesorium najlepiej sprawdzi się z małymi kamerami sportowymi

Decathlon Subea – użytkowanie

Dwuosobowe testowanie maski Subea w jordańskich warunkach pozwoliło nam na dokładniejszą ocenę tego produktu. W czym jesteśmy zgodni to to, że maska doskonale radzi sobie z kwestiami zapewniania maksymalnej widoczności i parowania. Pod wodą widzimy świetnie w każdym kierunku, nie jesteśmy bowiem ograniczani przez krańce gogli (są one przezroczyste). Problem parowania nie występuje w ogóle – dbają o to specjalne, zamocowane w części „nosowo-ustnej” filtry, które dobrze radzą sobie z odseparowywaniem wilgoci od powietrza. O to, żeby woda nie dostała się do naszych ust i nosa dba z kolei mechanizm zapadkowy zamontowany w rurce, który zamyka się samoczynnie, jeśli całość znajdzie się pod wodą. Pomimo dobrego działania owego mechanizmu, producenci na każdym kroku zaznaczają, że Subea nie jest maską do (nawet krótkiego) nurkowania. Ma zresztą tak dużą wyporność, że zanurzenie głowy w całości jest w niej bardzo utrudnione.

Akaba - jeżowce

Takie niebezpieczeństwa dostrzeżecie szybko i bez trudu

O ile jednak Agatce w masce pływało się bardzo dobrze, o tyle Brewa doświadczył pewnych problemów. Po pierwsze, pomimo maksymalnego możliwego dopasowania maski, nadal zdarzały mu się przecieki – zwłaszcza w górnej części. To z kolei powodowało potrzebę kilkukrotnego zdjęcia z głowy całej konstrukcji, co ujawniło chyba jej największą wadę: w razie zakrztuszenia się czy nagłego braku powietrza, nie jesteśmy w stanie po prostu wypluć rurki i wynurzyć głowy na powierzchnię. Zdjęcie maski Subea tak, żeby móc odetchnąć pełną piersią jest dość problematyczne, bowiem wymaga stałego gruntu pod nogami, względnie jakiegoś pływającego oparcia, które pozwoli nam na późniejsze, ponowne założenie całego majdanu z powrotem. W połączeniu ze znanym faktem spłycenia oddechu podczas pływania w chłodniejszej wodzie może to rodzić spore problemy, których sami doświadczyliśmy. W pewnym momencie Brewa poczuł, że potrzebuje zastrzyku powietrza, a nie bardzo miał jak przeprowadzić taki manewr. W naszym przypadku skończyło się na kilku zadrapaniach i siniakach, ale warto z całą mocą zaznaczyć, że w masce Subea na dalsze wody powinni wypływać tylko Ci, których organizmy już nieco przyzwyczaiły się do mniejszych, szybciej dostarczanych dawek tlenu. Aha – po samym zdjęciu maski warto odczekać kilka minut, zanim pokażecie się ludziom, bowiem sprzęt zostawia na twarzy ślady znacznie większe niż standardowe okulary do pływania.

Decathlon Subea - widok od tyłu

Mocowanie maski nieco utrudnia jej szybkie zdjęcie

Żeby nie było, Subea dostarcza jednak dodatkowe rozwiązanie „awaryjne”. Końcówka rurki do oddychania jest w każdym modelu wykonana z plastiku o jaskrawo-pomarańczowej barwie, dzięki czemu widać ją z daleka i nawet w pełnym słońcu. Dzięki temu użytkownika maski można łatwo namierzyć i, jeśli końcówka zniknie pod wodą, pospieszyć mu z pomocą.

Decathlon Subea - widok z daleka

Końcówka wyraźnie odznacza się na tle wody, nawet w słońcu

Co powie Agatka?

Polecam około 20-minutową rozgrzewkę na płytkiej wodzie, żeby przyzwyczaić się do oddychania w tej masce.

Mi na początku też było ciężko (a pływam raczej dobrze i w ogóle nie boję się wody) – odczuwałam dyskomfort, jakby brakowało mi powietrza, ale jest to do opanowania. Wystarczy się uspokoić, wolniej płynąć i każdy się przyzwyczai. O ile nie doświadczyłam przecieków po założeniu maski na suchym lądzie, o tyle już po jej zdjęciu i ponownym założeniu w wodzie pojawiły się małe nieszczelności. Byłam zmuszona zdjąć ją na chwilkę, ponieważ po 20-30 minutach naprawdę mocno zassała się na twarzy i bolała mnie broda, a do tego została obdarzona wymuszonym dziubkiem.

Łącznie w Akabie snorkowałam około 1,5 godziny. Subea pozwoliła mi wszystko dokładnie obserwować i spokojnie oddychać. Okupiłam to potem mega-zjaranymi plecami i nieprzespaną nocą, ale było warto.

Masce daję duży plus, ale następnym razem chyba wolę wybrać klasyczne gogle i rurkę, na wypadek jakiejś kryzysowej sytuacji.

Decathlon Subea – relacja cena/jakość

Pojedyncza maska Decathlon Subea kosztuje w sklepie 100 zł bez 10 groszy, ale przy końcówkach serii można wyrwać ją za około 80 zł. To nadal dość dużo, jeśli zestawimy ją z ceną standardowego zestawu fajka + maska do nurkowania, ale nie jest to cena zaporowa.

Za te pieniądze dostajemy porządnie wykonany produkt, który zapewne będzie nam służył przez kilka lat i którego raczej nie zapomnimy zabrać z plaży czy łodzi. Z drugiej strony, wydaje się, że jest to propozycja skierowana raczej dla tych, którzy snorkują dość często. Przemawia za tym nie tylko cena, ale także kilka potencjalnych problemów, które raczej nie występują przy użytkowaniu klasycznej rurki. Kwestie związane z regulowaniem oddechu czy potrzebą zdjęcia maski mogą skutecznie odstraszyć osoby, które w snorkling wcześniej się nie bawiły, a w najgorszym razie napytać im biedy. Jeśli jednak dużo snorkujecie, a priorytetem jest dla Was widoczność (zarówno Wasza, jak i tego, na co patrzycie), możliwość zrobienia zdjęć i duża swoboda ruchu w wodzie, to Subea będzie dobrym wyborem. Agatce maska spodobała się bardziej niż Brewie, który uważa, że zdecydowanie pewniej czułby się w niej, gdyby pływał w płetwach.

Decathlon Subea - starszy użytkownik

W Akabie nie tylko my używaliśmy Subei

Podobał Ci się ten wpis? Możesz poczytać inne moje recenzje i polubić mój blog na Facebooku – często wrzucam tam dodatkowe treści.

REKLAMA:

Skomentuj czy coś:

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

error

Podobało się? Może zostaniemy w taczu?