Po Tajlandii (i – być może – Wietnamie), Kambodża jest chyba kolejnym najpopularniejszym kierunkiem azjatyckim, coraz częściej „tykanym” przez masową turystykę. Powód jest prosty i sprowadza się do jednego słowa: Angkor. Największy kompleks świątynny świata kusi nawet tych, którzy wybierają się do Azji na słoneczne plażowanie, ale pragną chociaż przez 1-2 dni zobaczyć coś niesamowitego, co będzie dobrze wyglądać na zdjęciach z wakacji. Pomimo łatki kraju „dzikiego”, Kambodża jest kierunkiem stosunkowo łatwym do ogrania, a do tego względnie tanim. Wreszcie, poszukiwaczy „prawdziwej” Azji również znajdą w nim coś dla siebie – wystarczy oddalić się na kilka kilometrów od Siem Reap czy Phnom Penh i już trafiamy do kraju, w którym tankowanie odbywa się z butelek po Sprite’cie. Sam w Kambodży byłem, jak do tej pory, dwa razy, chociaż ostatnio – w 2018 roku – dosłownie na kilka dni i wyłącznie w stolicy. Postaram się jednak napisać poniżej coś więcej niż tylko podstawowe informacje.

Kliknij tutaj, aby od razu przenieść się do spisu i mapy moich wpisów o Kambodży. Jeśli preferujesz prostszy spis, możesz też po prostu przenieść się na stronę tagu „Kambodża”.

Kambodża w skrócie:

Wjazd/wiza do Kambodży

Pomimo tego, że obywatele Polscy nadal potrzebują wizy, by do Kambodży wjechać, to jej uzyskanie sprowadza się praktycznie do wręczenia 30 dolarów w odpowiednim okienku na lotnisku albo na lądowym przejściu granicznym. Możliwe jest także wyrobienie e-visy, ale – przy całej prostocie procedury – nie polecam szczególnie tego rozwiązania. Głównie dlatego, że wymaga podania bardzo konkretnych ram czasowych. Przy przeróżnych fakapach transportowych, których sam doświadczyłem w Azji południowo-wschodniej, pokuszę się o stwierdzenie, że wiza wyrobiona na granicy będzie po prostu bezpieczniejszą opcją.

Pełną informację na temat procedury wyrabiania wizy do Kambodży znajdziecie w tym wpisie na moim blogu. Podaję tam wszystkie koszty i wymogi, wspominam także o e-visie.

Bezpieczeństwo i pieniądze w Kambodży

Phnom Penh - Ruski Targ

Phnom Penh – Ruski Targ

Kambodża jest – poza Phnom Penh – krajem, po którym ostrożny turysta może podróżować bez obaw. Poza dużymi ośrodkami miejskimi, takimi jak Phnom Penh, Siem Reap czy Sihanukville, trzeba po prostu mieć głowę na karku i dysponować ograniczonym zaufaniem w stosunku do typów, którzy oferują nam prywatne, darmowe wycieczki po godzinie 23:00. Na prowincji kradzieże zdarzają się rzadko, chociaż – obawiam się – będzie tu występować tendencja wzrostowa.

Wykrzyknikiem na mapie zagrożeń warto oznaczyć Phnom Penh. Stolica Kambodży to ludne, chaotyczne miasto, a źle opłacana policja niebezpośrednio zachęca młodzież do różnych, kretyńskich zagrywek, prowadzących do ekspresowego przewłaszczenia różnego rodzaju mienia. W latach 2017-18 popularną formą kradzieży było podjeżdżanie na skuterze i obcinanie pasków torebek czy aparatów fotograficznych, czego osobiście doświadczyła moja znajoma. Podobnych zagrożeń można spodziewać się w innych dużych, bardziej turystycznych miejscach.

Więcej o tym, jak wygląda sytuacja w Phnom Penh, możecie przeczytać w tym wpisie, powstałym po mojej ostatniej wizycie w 2018 roku.

Dość niestandardowym zagrożeniem dla turystów są… miny. Reżim Czerwonych Khmerów sprawił, że poważna część kraju nadal stanowi pod tym kątem śmiertelne zagrożenie, a wśród obszarów zaminowanych znajdują się nawet pewne rejony Angkoru. Nie musicie wszędzie łazić z wykrywaczem metalu, ale jeśli na swojej drodze widzicie znak ostrzegający przed minami, to potraktujcie go poważnie, bo możecie stracić coś więcej, niż tylko aparat fotograficzny.

Jeśli chodzi o hajs, to Kambodża jest bardzo zabawnym przypadkiem. Pomimo umocnienia się pozycji kambodżańskiego riela, nadal najpopularniejszą, będącą w użytku walutą jest tu dolar amerykański. Z tego względu w portfelu warto mieć drobniejsze, dolarowe banknoty – powiedzmy takie od nominału 20 w dół. Rielami zapłacicie za drobniejsze rzeczy, takie jak krótkie przeprawy promowe, niektóre wstępy czy naprawdę małe zakupy (np. napoje czy guma do żucia). Osobiście nigdy nie zdarzyło mi się kupować rieli w kantorach, a ich niewielką ilość otrzymywałem najczęściej w ramach reszty.

Jeśli chodzi o komunikację, to w głównych ośrodkach turystycznych dogadacie się po angielsku, ale przyda się tu także francuski – w końcu Kambodża przez pewien czas była żabojadową kolonią. Na prowincji polecam posiłkowanie się rozmówkami obrazkowymi – to bardzo ułatwia sprawę.

Atrakcje Kambodży

Angkor - Ta Prohm

Zdjęcie w Ta Prohm w deszczu strugach

Jeśli Kambodża, to – jak wspomniałem – Angkor. Nie Angkor Wat, bo to nazwa najsławniejszej świątyni, od której cały kompleks wziął swoją nazwę, ale właśnie Angkor. Ten potężny obszar można zwiedzać całymi dniami, a znalezienie świątyni, w której akurat nie ma nikogo prócz nas, nie jest tam praktycznie żadnym wyzwaniem – wystarczy wejść trochę głębiej w las (uważając na znaki ostrzegające przed minami). Dla Khmerów Angor jest miejscem świętym, ale nie przeszkadza im to czerpać z niego odpowiednich profitów. Zwiedzanie kompleksu jest mocno zinstytucjonalizowane, a każdy odwiedzający otrzymuje bilet ZE ZDJĘCIEM, kosztujący najmarniej 30 dolców za jeden dzień zwiedzania. Do tego warto również doliczyć transport, bo jeśli planujecie używać tu tylko własnych nóg, to najwyraźniej nie zdajecie sobie sprawy z rozmiarów obszaru, jaki Angkor faktycznie zajmuje. Bazą wypadową dla kompleksu jest Siem Reap, które już 10 lat temu było turystyczną mekką, a teraz jest tylko gorzej. Ale przynajmniej nie będziecie tu narzekać na brak wieczornych rozrywek.

O własnych wrażeniach z Angkoru pisałem tutaj (tu z kolei poczyniłem kilka uwag na temat tego, czy warto wstawać na wschód słońca). Napisałem też kilka słów na temat samego Siem Reap, włączając w to relację z wizyty w lokalnym klubie.

Phnom Penh to kambodżańska stolica, która może wyglądać chaotycznie i niezbyt zachęcająco, ale i ona ma swoje plusy. Jednym z nich jest pałac królewski, innym Pola Śmierci, chociaż te ostatnio trudno jednoznacznie uznać za „plus”. Osobiście uważam, że to właśnie Pola Śmierci są w Phnom najważniejszym punktem zwiedzania, chociaż wizyta na nich może powodować srogą depresję.

O Phnom Penh jako takim napisałem więcej po swojej wizycie w 2018 roku, a wpisy o Polach Śmierci i pałacu królewskim powstały wcześniej. Jeśli macie mało czasu, a chcecie doświadczyć trochę „prawdziwej” Kambodży, to polecam również swój wpis o Jedwabnej Wyspie, położonej rzut beretem od stolicy.

Kambodżańskie wybrzeże to dobry wybór, jeśli chcecie trochę poplażować, ale nie lubicie tłumów – te ciągną głównie do Tajlandii. Sihanukville z roku na rok staje się co prawda drugim Phuket, ale dalej na południe znajdziecie jeszcze kilka miejsc, które – przy odrobinie szczęścia – zapewnią Wam kilka chwil relaksu z dala od tłumów.

Sam miałem wątpliwą przyjemność spędzić 3 dni na tak zwanej Rabbit Island, ale owa „wątpliwość” wynikała wyłącznie z faktu, że po prostu nie jestem typem plażowicza. Moje wrażenia z pobytu na miejscu znajdziecie tutaj.

Środek i wschód kraju również oferują sporo atrakcji, ale będą to raczej mniej popularne miejsca, wymagające większego nakładu czasu i środków. Tu wspomnę tylko o malowniczym Battambang, prownicji Kampot czy miejscowości Kratie, gdzie w Mekongu można obserwować… defliny.

Ceny w Kambodży

Kambodża jest generalnie krajem dość tanim, choć nie dotyczy to uber-turystycznych rejonów, takich jak Siem Reap czy centrum Phnom Penh – tu będziecie musieli sięgnąć nieco głębiej do kieszeni, zwłaszcza przy wykupie noclegów. Najtańszą sprawą jest transport (zwłaszcza publiczny – za kilkanaście-kilkadziesiąt złotych można tu przejechać 1/3 kraju) i jedzenie typu street-food. W stolicy pojawia się coraz więcej hipsterskich restauracji, ale nadal znajdziecie tu miejsca, gdzie najecie się za dwa-trzy dolce.

Pomijając kurewsko drogi bilet do Angkoru, wstępy do pozostałych atrakcji również są tanie, o ile ktoś w ogóle je biletuje. Za najdroższe zapłacicie kilkanaście złotych, a wśród takich znajdują się m.in. stołeczne Pola Śmierci czy pałac królewski.

Aktualizowane na bieżąco ceny podstawowych artykułów w Kambodży znajdziecie pod tym linkiem.

Transport i zwiedzanie Kambodży

Kambodżańska droga

Nawet miejscowi robili zdjęcia

Ja sam po Kambodży poruszałem się przede wszystkim autobusami i nigdy nie było do doświadczenie drogie. Ceny biletów oscylują w granicach kilku-kilkunastu złotych, ale należy pamiętać, że tutejsze dalekobieżne autobusy to wiekowe maszyny, których zawieszenie przeszło znacznie więcej niż trasę z Warszawy do Grójca. Brak klimatyzacji… albo okien to standard, na który trzeba się godzić, jeśli chcemy oszczędzić trochę grosza. Jeśli nie, zawsze pozostają nam autokary agencji turystycznych, przy czym i one mogą zawieść, jeśli będziemy na miejscu podczas pory deszczowej.

Drogi w Kambodży – zwłaszcza poza obszarami turystycznymi – to głównie klepiska. Z tego względu, jakikolwiek większy deszcz może sprawić, że czas transportu przedłuży się o parę (lub paręnaście) godzin. Jeśli gdzieś Wam się spieszy, lepiej wybrać samolot. Z drugiej strony, oglądanie zaradności khmerskich kierowców, usiłujących przejechać przez istne jeziora błota, ma w sobie pewien niepowtarzalny urok.

W Kambodży nie poleciłbym na pewno wynajmowania samochodu, bo to po prostu proszenie się o śmierć. Z drugiej strony, obranie sobie bazy w mieście i wypuszczanie się z niego motocyklem lub skuterem jest niezłym pomysłem, jeśli tylko macie trochę doświadczenia w poruszaniu się na jednośladzie. To Azja i taki środek lokomocji wymusza posiadanie oczu dookoła głowy.

Będąc w Phnom Penh w 2018 roku wynająłem motocykl i przez jeden dzień bujałem się nim po okolicach stolicy. O wrażeniach i całej procedurze więcej napisałem w tym miejscu.

Noclegi i jedzenie w Kambodży

Rabbit Island

Dostawa pcheł wprost pod drzwi

Kambodżańskie noclegi to – poniekąd – dwa ekstrema: albo turystyczne, drogie spanie po hotelach (w Siem Reap czy Phnom Penh); albo budżetowe guest-house’y i noclegi, na które natkniecie się w stolicy, na obrzeżach miejscówek turystycznych i w mniej popularnych miejscowościach. Za 15-30 zł prześpicie noc w prostym pokoju bez większych wygód, przy czym „wygody” często oznaczają tu tak podstawowe kwestie jak zwykła szafka na plecak lub dodatkowe krzesło. Mi zdarzało się, że w pokoju znajdowałem wyłącznie rzucony na podłogę materac, choć było to w sumie jakieś 10 lat temu. Z drugiej strony, tak podstawowe warunki mają w sobie pewną magię, o czym przekonałem się na Rabbit Island. Jakkolwiek nie wspominam trzech dni tam spędzonych z przesadnym sentymentem, to jednak nocleg w rattanowym domku był całkiem sympatyczny.

Więcej na temat noclegu we wspomnianej chatce znajdziecie tutaj, tuż obok narzekania na to, jak bardzo nudziłem się przez trzy dni na zadupiu świata, jedząc wyłącznie owoce morza, których nazwy zaczynają się na literę „K”.

Rabbit Island - jedzenie

Z krabami było więcej roboty, niż to warto

Kambodżańskie jedzenie to dla mnie wciąż pewnego rodzaju zagadka. Podczas swojego dłuższego pobytu na miejscu, jadłem głównie owoce morza, ryż oraz proste potrawy z tych dwóch rzeczy, urozmaicone za pomocą warzyw. Bardziej tradycyjna kambodżańska kuchnia nie boi się też składników, które w Europie uważamy za obleśne, czy nawet nieco niemoralne – rybie pęcherze, wodorosty, insekty czy psie mięso są tu uważane za w pełni godne uwagi źródła kalorii, co jest zapewne (przynajmniej częściowo) pokłosiem reżimu Czerwonych Khmerów. Kyetow, bobor, amok czy samlor to nieodmiennie potrawy oparte na ryżu, rybach albo ich połączeniu. Dużą rolę w khmerskiej diecie pełnią też owoce, które często są pełnoprawnymi składnikami dań, w Europie uznawanych za obiadowe. Nie powiedziałbym, żeby kambodżańska kuchnia jakoś szczególnie chwytała za serce, ale sam nie jestem raczej smakoszem.

Co ważne – w Kambodży dają dobre piwo. Angkor i Anchor dają się wypić, podobnie jak Cambodia. Mniej popularne są tu również: laotańskie (i bardzo przeze mnie lubiane) Beerlao oraz singapurski Tiger, który uważam za siki.


Moje wpisy o Kambodży:

Poniżej znajdziesz wszystkie wpisy o Kambodży, które umieściłem na swoim blogu.

Kambodża – wpisy ogólne:

Kambodża – filmy:

Kambodża – mapa wpisów:

Na poniższej mapie znajdziesz wszystkie moje wpisy, które dotyczą konkretnych rejonów i miejsc w Kambodży. Kliknij na znacznik, aby przenieść się do odpowiedniego wpisu.

Jak na razie wszystkie moje wpisy o Kambodży powstały po pojedynczej wyprawie w 2008 roku oraz po krótkiej rewizycie 10 lat później. Nie sądzę jednak, by ta druga wizyta miała być moją ostatnią.