Galeria zdjęć: bałkańskie foto-story 2021


Nasza zeszłoroczna wyprawa na Bałkany nosiła wszelkie znamiona najbardziej spontanicznej wycieczki, w jaką nasza dwójka wybrała się od lat. Jeszcze na 2-3 tygodnie przed wyjazdem byliśmy pewni, że jedziemy do Słowenii, tydzień później kupowaliśmy przewodnik po Holandii, by wreszcie – po sprawdzeniu pogody (i – nie ukrywajmy – cen noclegów) zdecydować, że śmigamy nad węgierski Balaton, a potem „się zobaczy”.

Z tego względu trudno tu mówić o jakimś wielkim planowaniu, rozpisywaniu atrakcji i tak dalej, tym bardziej że wyjazd ten miał też sprawdzić, jak będziemy radzić sobie w drodze z psem. Właśnie dlatego, ogólne podsumowanie tego wyjazdu postanowiliśmy wrzucić na bloga w formie kolejnego, krótkiego sprawozdania fotograficznego, choć może później powstanie jeszcze jakiś film z Marvelem (czyt.: naszym psem) w roli głównej.

Oto, z opóźnieniem – ale jednak – fotorelacja z naszego zeszłorocznego tripu typu „się zobaczy”:

Etap 1: przez Słowację

Pierwsze kilka dni połowy sierpnia minęło nam na niespiesznym zmierzaniu w kierunku Węgier. Pierwszą noc spędziliśmy w niezawodnym Cieszynie (choć życie nocne w tym mieście trudno w sumie nazwać „niezawodnym”), by później przebić się przez Słowację. W tym kraju zajrzeliśmy tylko do jednego zamku po drodze (zdjęcia Cachtickyego Hradu mogą być spoko, ale generalnie za wiele tam nie było), a potem przezipowaliśmy w Bratysławie, której ulicami przespacerowaliśmy się wieczorem. Rano wystrzeliliśmy jeszcze tylko pod przygraniczne bunkry (więcej o tym – w tym miejscu) i polecieliśmy na Węgry.

Etap 2: Balaton

Balaton był głównym celem naszej wycieczki i właściwie tylko ten jeden nocleg ogarnęliśmy z wyprzedzeniem. Lawirując wśród tłumu Niemców, spędziliśmy kilka dni nad najsłynniejszym węgierskim jeziorem, uszczęśliwiając Marvela odwiedzinami na psich plażach i plądrując lokalne Lidle w poszukiwaniu tanich browarów (z sukcesami). Udało nam się tu spędzić kilka miłych wieczorów.

Etap 3: a może do Bośni?

I tak, któregoś dnia, pomiędzy 3 a 4 piwem Brewa pomyślał sobie: A chuj, pokażę Agatce Mostar. Do Bośni i Hercegowiny z Węgier jest w sumie niedaleko, choć z Mosterem trochę gorzej – wszak to południowa część kraju. Niemniej, wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy dalej, szybko zdając sobie sprawę, że trafiamy w środek największej fali upałów w tym regionie. Po drodze zdrzemnęliśmy się w nie-tak-znowu-urodziwej Banja Luce, przebiliśmy się przez piękną trasę na Jajce, a nawet na moment zawitaliśmy w Sarajewie, które w odczuciach Brewy nadal pozostaje najkoszmarniejszą bałkańską stolicą, jeśli chodzi o poruszanie się po niej samochodem.

Etap 4: Mostar i Kravice

Nie był w Bośni i Hercegowinie, kto nie był w Mostarze, a nie widział bałkańskiego wodospadu ten, kto nie był w Kravicach. Sąsiadujący Blagaj opuściliśmy, bo Brewa już w nim był i miejscowość nie zrobiła na nim aż takiego wrażenia jak na niektórych. Niestety, romantyczne spacery po Mieście dwóch mostów musiały być stosunkowo krótkie, bo na miejscu było KUREWSKO wręcz gorąco (temperatura dobijała do 38 stopni). Kravice z kolei dały radę, kiedy tylko przyzwyczailiśmy się do tamtejszych tłumów (obecnych pomimo tego, że pod wodospadami byliśmy w środku tygodnia).

Etap 5: Przez Serbię do domu

Z Mostaru do Polski jest w sumie kawał drogi, a nasz urlop powoli się kończył. Z powrotu przez Chorwację zrezygnowaliśmy, bo odstraszyły nas ceny noclegów (a to niespodzianka) – zamiast tego wybraliśmy drogę przez bośniacką Tuzlę, o której można powiedzieć głównie to, że jest. Absolutnym pozytywnym zaskoczeniem był dla nas natomiast serbski Nowy Sad, w którym na szczęście zdecydowaliśmy zatrzymać się na dwie noce. Studenckie miasto bardzo nam się spodobało, tym bardziej że przez przypadek ogarnęliśmy nocleg w tanim, ale wypasionym apartamencie.

Po tym wszystkim, w sumie jednym długim strzałem ponownie dojechaliśmy do Cieszyna (to był przypadek, przysięgamy), by w sam raz przed weekendem dojechać do Warszawy i – standardowo – odpocząć po urlopie. Oczywiście, z powrotu najbardziej zadowolony był Marvel, czemu dał wyraz na drugi dzień, z radości zjadając połowę swojego posłania.

A tak podróżował nasz pies…

Poniżej znajdziesz też wszystkie wpisy, które znalazły się na naszym blogu po tym wyjeździe:

Zaktualizowane wpisy:

Nowe wpisy:

Jeśli ta Wyprawa Cię nie interesuje, tutaj znajdziesz spis naszych pozostałych, dłuższych wyjazdów. Na pewno znajdziesz tam coś dla siebie.

REKLAMA:

Skomentuj czy coś:

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

error

Podobało się? Może zostaniemy w taczu?