Nie po drodze: Bratysławskie bunkry (Słowacja)


Nie owijając w bawełnę, Bratysława przy czeskiej Pradze to trochę jak koń wyścigowy przy koniu na biegunach. Stolica Słowacji ma, jak każde większe miasto, swoje dobre momenty, ale trudno nazwać ją najciekawszym miastem regionu, zwłaszcza że wystarczy 30 minut samochodem i już jesteśmy w Wiedniu. I tu jednak da się znaleźć coś ciekawego, co leży nieco poza szlakiem, a do tego wymaga odrobiny samozaparcia i pewnych poszukiwań. Miejscem, które dziś Wam przedstawimy, są „ukryte” słowackie bunkry, leżące w Petrzalce – na samej granicy nie tylko Bratysławy, ale także Słowacji.

Kiedy w latach 30 XX wieku na Zachodzie zaczynało się robić nieciekawie (za sprawą Pana z zabawnym wąsem, ale już nie tak zabawnym usposobieniem), rząd ówczesnej Czechosłowacji doszedł do wniosku, że wypadałoby się jakoś zabezpieczyć. Prace nad planem przyspieszył Anszlus Austrii, a w jego rezultacie na samej granicy, rzut beretem od Wiednia, powstał ciąg kilkunastu bunkrów, będących – jak na ówczesne czasy – budowlami bardzo zaawansowanymi technicznie. Musiało tak być, bowiem w tym rejonie próżno wypatrywać jakichś strategicznych punktów. Teren pomiędzy stolicami Austrii i obecnej Słowacji jest zasadniczo płaski jak stół, więc trzeba było nadrobić siłą ewentualnego ognia.

Niestety, we wrześniu 1938 roku miał miejsce Układ Monachijski, podczas którego Niemcy, Włochy, Wielka Brytania i Francja wydupczyły Czechosłowację bez mydła, za to z dużą ilością papieru ściernego. Kraj Sudetów został w jego wyniku przekazany Niemcom, wraz ze wszystkimi, w pocie czoła wybudowanymi umocnieniami. Warto tu również przypomnieć, że kopa w dupala Czechosłowacji zasadziła wtedy także Polska, która w październiku, bez dania racji, przejęła sobie Zaolzie. Jak wiemy, nie na długo.

Nowoczesne, bratysławskie bunkry przestały przez wojnę praktycznie nie ruszone i w podobnym stanie dotrwały do dzisiejszych czasów, nadgryzane tylko przez przygodnych wandali i najebaną młodzież. Aby się do nich dostać, wystarczy wyjechać z Bratysławy południową drogą, a następnie namierzyć ulicę Kopcianską. Tuż przed granicą z Austrią, ale przed przystankiem autobusowym, zauważycie odbijającą w prawo odnogę, która potem przechodzi w drogę gruntową. Jeśli pojedziecie nią kawałek, znajdziecie dziki parking (czy bardziej: rozjeżdżoną polankę), na którym można zostawić Wasz ewentualny środek lokomocji (czyt. samochód, bo my tak dojeżdżaliśmy).

Po lewej stronie od parkingu dostrzeżecie niewielki zagajnik. Idźcie w jego stronę, a po chwili natkniecie się na pole piknikowe z placem zabaw. Jakkolwiek dziwne by to nie było, najlepiej zachowany bunkier, oznaczony jako B-S 8, jest zaraz za nimi.

B-S 8 w pełnej krasie. Pole piknikowe jest za nim

Do B-S 8 można czasem wejść, jeśli na miejscu akurat jest ktoś z ekipy wolontariuszy zajmujących się konserwacją zabudowań. My niestety nie mieliśmy tyle szczęścia. Niemniej, to wciąż dobre, niestandardowe miejsce na spacer, bo dwie inne, dobrze zachowane budowle – B-S 7 i B-S 9 – znajdują się rzut beretem od „głównej”. Na całym pobliskim terenie znajduje się aż 14 tego typu konstrukcji w różnym stanie, więc, jeśli macie trochę czasu, możecie zrobić sobie ze spaceru małą grę w poszukiwania. Przy B-S 8 jest też niewielki cmentarz wojskowy oraz wspomniane pole piknikowe o dość dziwnym, ale całkiem przyjemnym klimacie.

W ramach możliwości unikajcie wycieczki w weekend, bo może tu być sporo dzieciarni (to podobno popularne miejsce na rodzinne wypady). W tygodniu całą linię obronną powinniście mieć tylko dla siebie, zwłaszcza jeśli podjedziecie rano.

Koniecznie sprawdź także inny wpisy dotyczące naszej mini-wyprawy z 2021 roku. Możesz również przejrzeć wszystkie wpisy dotyczące Bośni i Hercegowiny.

REKLAMA:

Brak komentarzy

Skomentuj czy coś:

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

error

Podobało się? Może zostaniemy w taczu?