Alkohol na Svalbardzie, czyli jak się upić w Arktyce

Jak powszechnie wiadomo – człowiek to nie wielbłąd i pić musi. Powiedzenie to jest szczególnie aktualne dla obywateli naszego pięknego kraju, więc nie wybaczyłbym sobie napisania relacji ze Svalbardu, w której pominięta zostałaby kwestia alkoholu. Przedstawiam więc niestandardowy poradnik na temat tego, jak na Svalbardzie ubzdryngolić się szybko i ekonomicznie.

Kwestia kupowania alko na Spitsbergenie jest prosta i skomplikowana zarazem. Napoje wyskokowe dostępne są w Longyearbyen tylko w trzech typach miejsc:

  • W barach i restauracjach, w których oczywiście płaci się za nie sakramenckie pieniądze – ten punkt jest aktualny także dla miast innych niż Longyearbyen, takich jak Barentsburg czy Piramida;
  • W jednym-jedynym supermarkecie, który to temat wymaga znacznie szerszego omówienia;
  • Na lotnisku, w oddziale wspomnianego wyżej supermarketu;

Alkohol w restauracjach i barach Longyearbyen

Pierwszy punkt chyba nie wymaga szczególnego rozwinięcia. Norwegowie też lubią sobie wychylić, dlatego barów, pubów i restauracji serwujących alkohol jest w Longyear stosunkowo dużo, włączając w to także jedyny przybytek, który od biedy można nazwać klubem (czyli położony na uboczu Huset). Ceny, jak wspomniałem, są wysokie. Jedno piwo w barze potrafi kosztować nawet 50 koron (czyli circa 25 zł), ale z drugiej strony picie w barze ma tę zaletę, że nie uszczupla zakresu alkoholu, który turysta może nabyć w sklepie (o tym zaraz).

Karlsberger Pub

Wśród lokali gastronomiczno-libacyjnych w Longyearbyen znajduje się kilka jasno lśniących perełek. Przykładową może być Karlsberger Pub, dysponujący jedną z największych w Europie kolekcji whisky i koniaków (ponad 1000 rodzajów) oraz pełnym przekrojem Armaniaków (francuski typ winiaka) z lat 1908-1989. Na miejscu można napić się również doskonałego piwa leżakującego w beczkach po rumie, które – bez kitu – smakuje jak francuski pocałunek z karaibską dziewicą. Pub zlokalizowany jest w centrum miasta (drzwi w drzwi z supermarketem) i czynny (średnio) od 17:00 do 02:00. Poza ogromnym wyborem alkoholi oferuje też świetny, kameralny klimat i towarzystwo norweskich górników, którzy patrzą podejrzliwie na wszystkich, którzy wchodzą do środka z plecakiem i w jaskrawym polarze.

Alkohol w Svalbardbutikken

Schody zaczynają się, kiedy chcemy kupić wódę poza barem. „Wolny” alkohol na Svalbardzie dostępny jest praktycznie tylko w supermarkecie Svalbardbutikken (oddział znanej sieci Coop) w Longyearbyen, otwartym od 10:00 do 20:00 (w niedzielę do 15:00). Warto jednak pamiętać, że sekcja alkoholowa – Nordpolet – jest wydzielona i czynna tylko do godziny 18:00 (wyłączając niedzielę, kiedy jest zupełnie zamknięta). Jest to o tyle problematyczne, że większość svalbardzkich aktywności zajmuje cały dzień i rzadko kiedy skończycie hasać po Spitsbergenie przed godziną 19:00 czy 20:00. Tu najlepszym rozwiązaniem jest dogadanie się z kimś i poproszenie go o kupno ukochanych browarków. Jest to szczególnie ważne, jeśli nocujecie na Longyearbyen Camping, mocno oddalonym od centrum miasta.

Alkohol na Svalbardzie - piwo Isbjørn

Isbjørn, czyli najbardziej znane piwo na Svalbardzie

Ale to nie wszystko!

Norwegowie mają bowiem jeszcze jedną denerwującą cechę i bardzo mocno regulują nie tylko porę nabycia alkoholu, ale także ilość. Każdy pijący podróżnik odwiedzający Spitsbergen musi pamiętać o tym, by zachować swój bilet lotniczy. Jest on „dokumentem alkoholowym”, na którym po pierwszym zakupie w Svalbardbutikken przystawiana jest pieczątka, wskazująca ile jeszcze etylu możecie nabyć. Stan początkowy to: 21 półlitrowych puszek piwa (małe liczone są jako pół puszki, co daje więcej piwska, ale generuje też większy wydatek), 2 litry „mocniejszego” alkoholu (powyżej circa 15%) i 1 litr „lżejszego” alkoholu (głównie chodzi o likiery). Co ciekawe, wielbiciele wina mogą na Svalbardzie zalewać pałę do woli, bo ten napitek nie wlicza się do żadnych limitów – konsumpcja wina jest na Spitsbergenie niewielka, więc nie jest on objęty aż tak restrykcyjnymi regulacjami. Kupując alkohol w Svalbardbutikken musicie odbić bilet przy kasie i już możecie chlać do woli.

Svalbard - bilet z limitem alkoholu

Tak to wygląda w praktyce. Jak widać już za pierwszym razem mocno się zaopatrzyłem.

Jeśli zostajecie na Svalbardzie dłużej i jeden bilet Wam nie wystarczy, to macie możliwość wystąpienia do Sysselmanna o przyznanie porcji rezydenckiej (niestety nie mam pojęcia, jak wygląda taka procedura), ewentualnie możecie czatować pod lotniskiem i żebrać o „niezużyte” bilety. Ta druga opcja nie jest taka głupia, bo to Norwegia, a nie Polska, gdzie zapewne szybko powstałby czarny rynek biletowy. W sklepie mało kto zwraca uwagę na nazwisko widniejące na papierze, także popularną praktyką jest oddawanie niewyczerpanych alkoholowo biletów w miejscu noclegowym, tak by inni odwiedzający Svalbard mogli w spokoju napić się piwa. Co by jednak nie mówić, biletowy przydział – włączając w to opcję na wino bez limitu – powinien spokojnie wystarczyć każdemu, kto odwiedza Spitsbergen na 7-10 dni i nie boryka się z solidnym problemem alkoholowym. Gorzej, że po wyjeździe może zacząć.

Ach – i jeszcze jedna ważna rzecz. Pasażerowie przybijających do Longyear statków wycieczkowych W OGÓLE nie mogą korzystać z oferty alkoholowej Svalbardbutikken. Być może przemawiają za tym względy bezpieczeństwa, być może interesy operatorów tych rejsów, ale tak jest i trzeba się z tym pogodzić.

Alkohol na Svalbardzie - wejście do Nordpolen

Nordpolet – tu nie wejdziesz z promu

Oferta alkoholowa Svalbardbutikken

Oddzielną kwestią jest oferta alkoholi, które można kupić w jedynym supermarkecie na wyspie. Oględnie mówiąc, jest ona ogromna i każdy znajdzie coś dla siebie. Na miejscu znajdziemy nie tylko pełen przekrój lokalnych piw, wódek i likierów, ale także całą paletę znanych alkoholi zagranicznych, włączając w to butelki, które zazwyczaj widuje się tylko na lotniskach. Svalbard formalnie jest strefą bezcłową, więc – poza ogromnym wyborem – wielbiciela napojów wyskokowych uradują także ceny. Tutejsze piwo z browaru Mack kupimy już za ok. 1 Euro, a litrową butelkę rumu czy tequili – za 10 Euro. Tania jest również wódka i wszelkie inne napitki kojarzone z ekspresowym doprowadzeniem się do stanu niewielkiej użyteczności. Prócz alkoholu w samym sklepie kupimy również względnie tanie papierosy oraz snus – używkę nikotynową szwedzkiego pochodzenia, o której jeszcze opowiem znacznie szerzej.

Alkohol na lotnisku w Longyearbyen

Na lotnisku w Longyearbyen funkcjonuje również oddział Svalbardbutikken, ale – po pierwsze – kupicie w nim tylko wino i piwo; a po drugie – znajduje się on na hali odlotów, tym samym będąc kompletnie bezużytecznym dla kogokolwiek, kto na Svalbardzie jeszcze jest i nie planuje odlatywać. Jest to jednak dobra opcja na zakup kilku piw Isbjørn, które można zabrać do kraju w charakterze swojskiego prezentu dla znajomych. Dzięki temu nie zmarnujecie na nich własnego przydziału, bo tu już nie trzeba świecić biletem.

Svalbardkiosken

Svalbardkiosken to… no cóż – tak naprawdę tylko kiosk lotniskowy

Alkohol poza Longyearbyen

Piwa czy czegoś mocniejszego można również napić się w barach w Barentsburgu czy Piramidzie. Oba te miasta zarządzane są przez Rosjan, więc naprawdę dziwnym by było, gdyby zabrakło w nich lokalu serwującego alkohol. Mało tego! Barentsburg dysponuje nawet własnym browarem (Czerwony Niedźwiedź) oraz „lokalnym” drinkiem „78°” (tutaj posłuchacie o szczegółach), a Piramida – własną marką wódki, która cudownie komponuje się z komunistycznym klimatem tamtejszego baru. Szot rosyjskiej wódki kosztuje w obu tych miejscowościach 1 euro, także należy uważać, by Mateczka Rosja za bardzo nie uderzyła Wam do głowy.

Barentsburg - drink 78 stopni

Drink jest nie tylko mocny, ale również kolorowy

Piwka i czegoś mocniejszego można również napić się na statkach kursujących do wspomnianych wyżej miejscowości. Nie jest to opcja bardzo ekonomiczna, ale nic tak nie przełamuje lodów jak wspólne wychylenie plastikowego kubeczka whisky w drodze na arktyczny lodowiec.

Na koniec jedno ostrzeżenie. Alkohol na Svalbardzie nie jest drogi, a jego dostępność – pomimo restrykcyjnych regulacji – nie stanowi dla turystów większego problemu. Warto jednak pamiętać, że pobyt w Arktyce to nie wczasy all-inclusive. Nawalenie się jak szop w czasie słonecznej nocy może i brzmi jak dobry plan, ale opędzanie się od atakujących rybitw popielatych czy – co gorsza – ucieczka przed niedźwiedziem polarnym już niekoniecznie. Tego typu kwestie zawsze trzeba wziąć pod uwagę, zwłaszcza jeśli opijacie jakiś mały sukces z dala od ludzkich siedzib.


Podobał Ci się ten wpis? Możesz poczytać inne moje posty o Norwegiipolubić mój blog na Facebooku – często wrzucam tam dodatkowe treści.

REKLAMA:

komentarze 2

  1. Przemek 19 stycznia 2017
    • Brewa 19 stycznia 2017

Dodaj komentarz:

Podobało się? Może zostaniemy w taczu?

  • Facebook2k
  • YouTube4k
    YouTube
  • Instagram349
  • Google+0