Pod koniec 2018 roku potrzebowałem konkretnej odskoczni od codzienności. Planowany, 3-tygodniowy wyjazd do Indii nie wypalił (pomimo zakupu biletów), a ja nie potrafiłem sobie wyobrazić sytuacji, w której do końca roku po prostu przesiedziałbym na dupie w Polsce.

Jeśli chcielibyście poznać szczegóły wydarzeń, które doprowadziły do takiej sytuacji, to zapraszam tutaj – to jednego z bardziej ekshibicjonistycznych wpisów na moim blogu.

Tak się złożyło, że dwie moje koleżanki akurat wybierały się do Tajlandii, a ponadto okazało się, że w tym samym czasie na miejscu będzie sporo moich innych znajomych. Ponadto, już od dłuższego czasu umawiałem się na wizytę u zaprzyjaźnionej pary, na co dzień mieszkającej w stolicy Kambodży. Dodatkowej zachęty nie potrzebowałem. Znalazłem bilet do Bangkoku (nie najtańszy, ale i nie najdroższy), po czym 29 października – zaraz po weekendzie, który miał ostatecznie bardzo zmienić moje życie – załadowałem się w samolot linii Aeroflot i ruszyłem do swojej ukochanej Azji południowo-wschodniej.

Wyprawa 2018 w skrócie

Plan wyjazdu był śmiały (znajdziecie go tutaj), ale ostatecznie – jak to zwykle bywa – na miejscu się zmienił. Pierwsze dni spędziłem w Bangkoku, w którym niby byłem po raz trzeci, ale po raz pierwszy mogłem poznawać go sam, bez pośpiechu i oglądania się na innych. Po wizycie w stolicy Tajlandii wsiadłem w samolot i poleciałem do Phnom Penh, gdzie już czekali na mnie wspomniani wcześniej znajomi. W kambodżańskiej stolicy spędziłem kolejne 3 dni, podczas których na nowo poznałem to miasto znacznie lepiej, niż gdybym robił to bez lokalnych „znajomości”. Z Phnom Penh śmignąłem do kolejnej stolicy – Kuala Lumpur, gdzie odwiedziłem atrakcję, w której nie udało mi się pojawić podczas ostatniej wizyty w stolicy Malezji (chodzi o Jaskinie Batu). Wreszcie, z KL przeskoczyłem na południe Tajlandii, gdzie czekały na mnie dwie koleżanki oraz inne grupki znajomych. W mieszanym, raz większym, raz mniejszym składzie odwiedziliśmy takie miejsca jak park narodowy Khao Sok, Ko Samui (na krótko – pogoda nie sprzyjała) czy… Pattayę. Stamtąd wróciliśmy do Bangkoku i żabim skokiem zaliczyliśmy jeszcze Ayutthayę. Było więc różnorodnie, intensywnie oraz, niestety, dość drogo. Na cały wypad (wliczając wszystkie bilety na miejscu) wydałem circa 7000 PLN (sic!).

Poniżej znajdziecie listę wszystkich wpisów, które dotyczą mojej niby-solowej Wyprawy z 2018 roku, podzieloną na sekcje poświęcone konkretnym krajom i etapom podróży. Notki powstały niedawno, w wyniku czego zawierają całkiem sporą ilość sprawdzonych i AKTUALNYCH informacji praktycznych, które mogą Wam się przydać podczas planowania własnej wycieczki do Azji południowo-wschodniej.

W 2018 roku w dużej mierze rewizytowałem parę miejsc, w których byłem już wcześniej. Po więcej wpisów na ich temat zapraszam do cykli blogowych, opisujących Wyprawę z 2008 oraz z 2009 roku.

Przygotowania do Wyprawy:

Tajlandia:

Bangkok - okolice Khao San Road (6)

Spacer okolicami Khao San

Kambodża:

Wieczór w Phnom Penh

Rewizyta w Kambodży oznaczała okazję do kilku fajnych ujęć na spokojnie

Malezja:

Kuala Lumpur - Jaskinie Batu

Kuala Lumpur – Jaskinie Batu

Jeśli ta Wyprawa Cię nie interesuje, tutaj znajdziesz spis moich pozostałych, dłuższych wyjazdów. Na pewno znajdziesz tam coś dla siebie.