Powrót do Ayutthai

Ayutthaya zwana jest czasem – jak wiele innych miejsc zresztą – małym Angkorem. Takie porównanie jest trochę na wyrost, bowiem ruin w Ayutthai jest zdecydowanie mniej, a do tego tutejszy park historyczny położony jest właściwie w środku funkcjonującego miasta. Niemniej, jeśli jesteśmy w Bangkoku i szukamy ciekawego miejsca na jednodniową wycieczkę, to powinien to być jeden z pierwszych wyborów.

W parku historycznym w Ayutthai pierwszy raz byłem w 2008 roku, przed erą Instagrama i mediów społecznościowych jako takich. Jak szybko się okazało, właśnie ten czynnik był główną zmianą, jaką dało się odczuć na miejscu. Głównie atrakcje „fotograficzne” oblegane są obecnie przez młodych ludzi uzbrojonych w smartphone’y, gotowych czekać długie minuty na możliwość cyknięcia sobie foty na „odpowiednim” tle. To zadanie ułatwiają im dziś specjalne, drewniane platformy, które pojawiły się w kilku miejscach. Poza tym, większych różnic nie zauważyłem, ale w sumie czego można się spodziewać – park historyczny to w końcu ruiny, które stoją w tym miejscu od setek lat.

Ayutthaya – trochę historii

Ayutthaya założona została w 1350 roku (a więc – jak widać – spory kawałek czasu po Angkorze), stając się drugą stolicą Królestwa Syjamu (państwa, którego historycznym spadkobiercą jest Tajlandia). Miasto, korzystając ze świetnej lokalizacji, leżącej na przecięciu dróg prowadzących do Indii, Chin i na półwysep Malajski, rosło w tempie przerażającym jak na tamte czasy. Dość powiedzieć, że do 1700 roku stało się najludniejszym miejscem na ziemi, osiągając niemal milion mieszkańców.

Głównym zagrożeniem dla Ayuthai, jak również dla całego Królestwa Syjamu, byli osiedleni „za miedzą” Birmańczycy, którzy kilkukrotnie najeżdżali ten obszar. Ostatecznie postawili na swoim w 1767 roku, kiedy to wpadli na miejsce i bezczelnie je spalili, jednocześnie doszczętnie rabując miasto z wszelakich dóbr kultury i innych, podobnych pierdół.

Ayutthaya - ruiny

Birmańczycy trochę narozrabiali

Po utraceniu statusu stolicy, Ayutthaya – jak wiele podobnych miejsc na kontynencie – została na długi czas zapomniana. Dopiero w 1969 roku rząd Tajlandii zdecydował się na rozpoczęcie prac konserwatorskich, które nabrały tempa w 1976 roku, kiedy to obszar zyskał status parku historycznego. Liczne, ocalałe z pożaru kamienne ruiny, zostały w 1991 roku wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO i od tej pory cieszą się coraz większym zainteresowaniem ze strony turystów.

Ayutthaya jest stworzona do samodzielnego zwiedzania, chociaż odkrycie jej wszystkich sekretów na piechotę może być męczące. Główna część miasta, zawierająca większość obiektów zabytkowych, położona jest na wyspie, leżącej na zbiegu trzech rzek: Chao Phraya, Lopburi i Pa Sak. Przemieszczanie się po wysepce ułatwia główna, opasająca ją droga U Thong, z której bez trudu namierzymy również te zabytkowe zabudowania, które znajdują się poza „centralną” Ayutthaią. Jeśli jednak mamy mniej czasu i nie zamierzamy nocować na miejscu, to spokojnie możemy skupić się na samej wyspie.

Miasto najlepiej zwiedzać na jakimś kołowym wspomagaczu. Rower będzie idealnym pomysłem, a jeśli zależy nam na szybkości przemieszczania się, to za 80-120 TBH możemy wynająć sobie lokalną wersję tuk-tuka, którego kierowca obwiezie nas po najważniejszych kompleksach, za każdym razem czekając na nasz powrót. Korzystając z tego wariantu warto rozejrzeć się za młodszym kierowcą. Wtedy istnieje szansa, że gość będzie mówił po angielsku, dysponował pewną wiedzą o odwiedzanych czy mijanych obiektach, a do tego da się namówić na wizytę w mniej popularnej świątyni. Większość właścicieli tuk-tuków to jednak leniwa hałastra, która lata po wyznaczonych przez siebie trasach i niezbyt chętnie zgadza się na odstępstwa… no, chyba że na minus. W naszym przypadku największym sukcesem negocjacyjnym było to, że po wycieczce zostaliśmy – bez dodatkowych kosztów – odstawieni na dworzec kolejowy.

Tuk-tuk z Ayutthai

W Ayutthai tuk-tuki wyglądają trochę inaczej

Złote TOP 5 Ayutthayi

Tak naprawdę, najważniejsze obiekty historyczne w Ayutthayi da się zobaczyć w pół dnia. Z mojego doświadczenia wynika również, że – nie licząc hardcore’owych znawców historii Syjamu – większość ludzi ma dość po dwóch-trzech najważniejszych świątyniach, zwłaszcza jeśli w Tajlandii jesteśmy w sezonie turystycznym, kiedy temperatura potrafi poważnie dopiec. Ponadto, nie ma się co oszukiwać: o ile kilka miejscówek dysponuje pewnymi charakterystycznymi elementami, to mniej popularne świątynie są do siebie dość podobne. Jeśli nie należycie do cierpliwych zwiedzających, to spokojnie możecie dać sobie spokój po zaliczeniu poniższej piątki:

  • Wat Mahathat – to najpopularniejsza i jedna z największych świątyń na miejscu, dość poważnie zniszczona przez Birmańczyków. To właśnie w niej znajdziecie słynną głowę Buddy, oplecioną przez korzenie, a także wiele innych wizerunków tego mędrca. Wstęp: 50 BHT.
  • Wat Ratchaburana wyróżnia się przywróconym do dawnej świetności prangiem, widocznym spod samego wejścia. Trzeba zajrzeć, tym bardziej że znajduje się naprzeciwko Wat Mahathat. Wstęp: 50 BHT.
  • Wat Phra Si Sanphet to mój osobisty faworyt i największa świątynia parku historycznego Ayutthaya. Jej najmocniejszą stroną jest rząd ładnie zachowanych chedi (tajskiej odmiany klasycznej stupy), będących jedną z wizytówek miasta. Ze świątyni możemy przedostać się również do ruin niegdysiejszego pałacu królewskiego, ale nie znajdziemy tu zbyt wiele do roboty. Wstęp: 50 BHT.
  • Wat Chaiwatthanaram – ta świątynia znajduje się poza wyspą i jest jedną z najładniejszych na miejscu. Wyróżnia się centralną stupą i stupami-satelitami zgromadzonymi wokół niej. Jest dobrze zachowana i bardzo fotogeniczna (uwaga na dzieciaki z komórkami). Wstęp: 50 BHT.
  • Wat Lokaya Sutha to jedyna świątynia na wyspie, na której znajdziecie leżącego Buddę. Rzeźba jest dość imponująca i szczególnie popularna wśród turystów z Chin. Wstęp – dla odmiany – darmowy.

Poza powyższymi, warta uwagi jest również zlokalizowana około 3 km od wyspy Phu Khao Thong (biała stupa na schodkowym podwyższeniu, z której roztacza się ładny widok na okolicę; wstęp: darmowy) czy Wat Thammikarat (wstęp za darmo), która była na miejscu jeszcze przed założeniem Ayutthai.

Szacunek przede wszystkim

Liczne bezgłowe posągi Buddy kuszą możliwością zrobienia sobie kretyńskiego zdjęcia. Wybijcie to sobie z (nomen-omen) głowy. Pamiętajcie, że wizerunek Buddy jest dla Tajów świętością, a jego głowa jest szczególnie ważna. Jej „podmienianie”, poklepywanie czy dotykanie nieczystą częścią ciała (chodzi głównie o stopy) jest bardzo obraźliwe. Z szacunku  dla lokalnej ludności, należy wystrzegać się tego typu aktywności, tym bardziej że przy niektórych obiektach zabytkowych nadal funkcjonują aktywne świątynie. O tej zasadzie – jak również o potrzebie zakrywania kolan i ramion w miejscach kultu – przypominać Wam będą zresztą liczne tablice informacyjne.

Tajlandia - Budda

Na tego pana nie włazimy z buciorami

Poza tym, całe miasto usiane jest mniejszymi i większym obiektami sakralnymi. Jeśli lubicie zwiedzać w samotności, wystarczy trochę oddalić się od centrum i znaleźć jakąś mniejszą świątynię. Dodatkowo, na południowym skraju miasta warto jeszcze wpaść do starych dzielnic, w których osiedlali się obywatele innych nacji (nie wolno im było mieszkać na wyspie). Do wyboru mamy dzielnicę holenderską, portugalską i japońską.

Ayutthaya – koszty wstępu

Zasada jest prosta. Jeśli świątynia jest duża i mocno oblegana, to wejście do niej kosztuje 50 BHT. To niewiele jeśli patrzymy jednostkowo, ale odwiedzenie dowolnych pięciu świątyń z powyższej listy to już niebagatelny koszt 250 bahtów. Jeśli zależy Wam na oszczędności, to większość ważnych obiektów (w tym na przykład Wat Phra Si Sanphet) można dość dobrze obejrzeć z zewnątrz.

Ayutthaya - zwiedzanie za darmo

Takie widoczki są za darmo

Niestety, Ayutthaya do tej pory nie doczekała się zbiorczego biletu wstępu, także trzeba ściubić. Dobra wiadomość jest taka, że wstęp do mniejszych świątyń jest darmowy, a wjazd do większych obiektów poza wyspą wyceniony jest przeważnie na 20 BHT.

Uwaga: w mieście popularny jest przekręt, który wymierzony jest przede wszystkim w świątynie, a nie w Was. Niektórzy sprzedawcy biletów próbują po prostu zainkasować hajs, nie dając Wam z zamian papierowego dowodu wpłaty. Niby to nic takiego, ale tak przygarnięta flota ląduje w prywatnej kieszeni pracownika kompleksu i nie trafi ostatecznie do funduszu odpowiedzialnego za opiekę nad kompleksem. Warto więc zadbać o to, by bilet został Wam faktycznie wydany.

Nocleg w Ayutthai?

Zastanawiacie się, czy w mieście warto nocować? Jeśli macie trochę czasu, to zdecydowanie tak. Poza licznymi świątyniami, w Ayutthai znajdziecie wiele innych obiektów natury ogólno-turystycznej, w tym 4 obszerne muzea oraz pływający targ. W dwóch pobliskich wioskach, znanych pod wspólną nazwą Aranyik, można zapoznać się również z procesem tworzenia lokalnych noży, znanych w całym kraju ze swoich zdobień oraz dużej wytrzymałości.

Opcje noclegowe w mieście możecie sprawdzić poniżej. Polecam zatrzymanie się tuż poza wyspą – będzie taniej, a miejscowość nie jest na tyle duża, by spacer miał Was jakoś szczególnie zmęczyć. Zresztą, w przypadku zatrzymania się w mieście polecam od razu wypożyczyć rower. Będzie tanio i wygodnie.

Booking.com

Jeśli zostajecie na miejscu jedną noc, to wieczorem warto skoczyć na szamę na nocny targ, znajdujący się naprzeciwko muzeum/pałacu Chantarakasem (Wang Na). Widok na budowlę jest podobno genialny, a o jakości jedzenia świadczy fakt, że miejscówka jest bardzo popularna wśród localsów. Północno-wschodnia część miasta to zresztą najlepszy wybór, jeśli chodzi o centralne zakwaterowanie i szeroko rozumiane życie nocne.

Jak dojechać do Ayutthayi z Bangkoku?

Większość ludzi trafia do Ayutthayi z Bangkoku – zarówno ze względu na bliskość tej miejscowości od stolicy Tajlandii, jak i na łatwość dostania się do niej z tego punktu na mapie.

Podróż autobusem albo minibusem najlepiej zacząć z północnego terminalu autobusowego. Opcja autobusowa jest odrobinę tańsza (50 THB) i bardziej komfortowa, ale oznacza około 2-godzinną jazdę, jako że regularny autobus dość często się zatrzymuje, a także łatwo utyka w korkach. Minibus jest droższy (60 BHT), ale jedzie jakieś 1,5 godziny. Minusem jest to, że będziecie musieli poczekać na jego zapełnienie się, ale – zwłaszcza w sezonie – nie powinno to trwać dłużej niż 20 minut. Alternatywą jest znalezienie prywatnego busa w dowolnym turystycznym punkcie Bangkoku, na przykład na Khao San. Wynajęcie takiego pojazdu na podróż w jedną stronę nie powinno kosztować więcej niż 400 THB.

Najsensowniejszą opcją jest jednak pociąg, odjeżdżający ze stacji Hualamphong. Przejazd pociągiem zajmuje od 1,5 do 2 godzin, a koszt najtańszego biletu to 15 lub 20 THB, w zależności od szybkości pociągu. Rzecz jasna, dostępne są też bilety w wagonach wyższych klas, ale z doświadczenia wiem, że 1,5 godziny w trzeciej klasie to żadna tragedia, nawet w upał. Wyższą klasę (od 65 TBH wzwyż) rozważyłbym tylko w szczycie sezonu, ale tu już miejsca są rezerwowane i warto wykupić je z wyprzedzeniem. Weźcie również pod uwagę, że dworzec w Ayutthayi – swoją drogą bardzo sympatyczny – leży poza główną wyspą. Z tego względu pod budynkiem roi się od naciągaczy, którzy za kurs przez rzekę potrafią żądać nawet 100 THB. Zdecydowanie lepiej przejść przez most samemu i ewentualnego dalszego transportu poszukać w centrum.

Pociąg do Ayutthai

Może nie jest super wygodnie, ale przynajmniej klimatycznie

Do Ayuthai można się również dostać łodzią, ale taka wycieczka to już właściwie pełnoprawna, zajmujący cały dzień (albo i dłużej) wyprawa. Jeśli jednak komuś się nie spieszy, to jest to dobra okazja, żeby obejrzeć sobie Tajlandię z nieco innej perspektywy.

Podobał Ci się ten wpis? Możesz poczytać inne moje posty o Tajlandii lub o Wyprawie z 2018 roku i polubić mój blog na Facebooku – często wrzucam tam dodatkowe treści.

REKLAMA:

Comment 1

  1. FUKO 12 września 2019

Skomentuj czy coś:

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.