Aeroflot – wsiadać czy uciekać?

Od paru dobrych lat linie Aeroflot trzęsą rynkiem dalekozasięgowych biletów lotniczych, ścigając się pod tym względem z ukraińskim Aerosvitem. Obecnie doszło do sytuacji, w której najtańsze połączenia z Polski do Azji (w tym do Hanoi, New Delhi czy Bangkoku, będącego bramą do całej Azji południowo-wschodniej) są zdominowane przez tych dwóch przewoźników i w ciągu całego roku trudno znaleźć na nie lepszą ofertę, niż tę pochodzącą od naszych wschodnich sąsiadów. Z drugiej strony, na różnorodnych internetowych grupach podróżniczych, forach lub nawet już na samym lotnisku często słychać pełne obawy głosy, wątpiące w jakość rosyjskich linii lotniczych. Ludzie zastanawiają się, czy będzie wygodnie, czy standard obsługi będzie chociaż zbliżony do tego, jaki prezentują choćby Emirates czy Quatar Airlines; oraz – bardziej ogólnie – czy wybór tej linii na tak długi lot jest dobrym pomysłem. W związku z tym postanowiłem nieco „odczarować” „radzieckie” linie lotnicze.

Aeroflot – trochę historii

Nie byłbym sobą, gdybym przed zasadniczą częścią wpisu nie zrobił drobnego wtrętu historycznego. Linie lotnicze Aeroflot powstały już w 1923 roku, chociaż pierwsza linia zagraniczna w Rosji (na linii Moskwa-Królewiec) rozpoczęła swoje funkcjonowanie rok wcześniej. Ciekawostką jest to, że Aeroflot był swego czasu największym przewoźnikiem lotniczym na świecie, a w owych złotych latach marka ta była właściwie oddzielnym resortem – Ministerstwem Lotnictwa Cywilnego z prezesem w randze ministra. Wtedy to również linie były właściwie połączeniem kilku przewoźników lokalnych i jednego zagranicznego, które dopiero w 1932 roku przyjęło wspólną nazwę „Aeroflot”.

Lotnisko Szeremietiewo, stanowiące obecnie centralę linii, zostało przekształcone na cywilne w roku 1964. Rok później wybudowano na nim terminal pasażerski, który funkcjonował do 2017 roku (kiedy go zburzono). Na parę lat przed rozpadem Związku Radzieckiego, konkretnie w roku 1989, Aeroflot przystąpił do Międzynarodowego Stowarzyszenia Przewoźników Powietrznych, które możecie kojarzyć jako IATA. Wreszcie, w 1992 roku linie – do tej pory pozostające w kolektywnych rękach ludu – zostały przekształcone w spółkę akcyjną i częściowo przeszły w ręce prywatne (rząd Rosyjski nadal kontroluje ok. 51% akcji).

Spory cios Aeroflot otrzymał podczas ukraińskiej rewolucji w 2014 roku, kiedy linie postanowiły przekierować trasy tak, by nie latać nad Ukrainą. Mimo tego, a także kilku innych, złych decyzji biznesowych, linia była metodycznie rozwijana, a flota modernizowana.

Ciekawostką jest to, że organizowany od 2002 roku turniej szachowy Aeroflot Open uważany jest do tej pory za jeden z najmocniejszych na świecie.

Aeroflot – flota

W listopadzie 2018 roku, flota Aeroflotu składała się z aż 252 maszyn, z kolejnymi 175-oma ze statusem „zamówionych”. Wbrew obiegowej opinii, według której linia operuje przede wszystkim na samolotach produkcji rosyjskiej i radzieckiej, większość floty stanowią obecnie różne modele Airbusa oraz dwa modele Boeinga. Jeśli chodzi o samoloty z gruntu rosyjskie, to od 2011 roku w jej barwach lata nowoczesny Sukhoi Superjet 100 – powstała w 2008 maszyna, zdolna pomieścić do 108 pasażerów i  latająca głównie na trasach krajowych. Linia ma w planach dalsze zamówienia u lokalnych producentów, obejmujące samoloty marek Irkut oraz Antonov.

Jeśli chodzi o trasę Warszawa-Bangkok, którą pokonywałem w tym roku, to pierwszy odcinek – z Warszawy na moskiewskie Szeremietiewo – obsługiwany jest zazwyczaj przez Airbusa A320-214; drugi odcinek (już do Bangkoku) pokonamy najczęściej na pokładzie Airbusa A330-343. Oba samoloty to nieco już wysłużone, ale niezawodne modele, które w Aeroflocie funkcjonują w dość wygodnych wariantach miejscowych. W żadnym wypadku nie musimy się więc obawiać, że do stolicy Tajlandii będziemy lecieć rozklekotanym Tupolevem.

Aeroflot – obsługa

Osobiście latałem Aeroflotem już kilka razy i uważam, że legendy o gburowatej obsłudze można włożyć między bajki. Stewardesy i stewardzi to osoby cierpliwe i kulturalne, a dodatkowo damska część załogi nieodmiennie prezentuje – że tak to ujmę – wysoki standard estetyczny.

Jedynym wciąż utrzymującym się problemem jest słaba znajomość języka angielskiego. Ja dogaduję się po rosyjsku, jednak zwróciłem uwagę, że w sytuacjach mniej oczywistych niż wybór rodzaju soku czy typu posiłku, niektóre stewardesy musiały posiłkować się pomocą bardziej doświadczonych koleżanek. Rosjanie mówiący po angielsku to najczęściej gwarancja dość zabawnego słuchowiska, ale w niektórych sytuacjach aspekt rozrywkowy może być tylko dodatkowym czynnikiem wpływającym na czyjąś irytację.

Aeroflot – teminowość

Zdecydowanie największą bolączką rosyjskich linii lotniczych są opóźnienia. Nie sięgałem do twardych danych, ale podczas moich kilku lotów z Aeroflotem, tylko raz zdarzyło się, że samolot odleciał o czasie. Co ciekawe, długość opóźnienia nieodmiennie wydaje się być odwrotnie proporcjonalna do odległości od bazy tych linii lotniczych. Im dalej jesteśmy od Szeremietiewa, tym większa szansa na lot o właściwej godzinie. Jeśli jednak jesteśmy w Moskwie, to śmiało możemy zakładać, że poczekamy sobie dodatkowo co najmniej te 20-30 minut.

Moskiewskie lotnisko Szeremietiewo

Moskiewskie Szeremietiewo wciąż pozostaje jednym z moich najmniej lubianych lotnisk. Obsługa naziemna (ta lotniskowa, a nie aeroflotowa) raczej nie mówi po angielsku, co tym bardziej irytuje w sytuacji, kiedy oznaczenia w porcie lotniczym pozostawiają trochę do życzenia. A na Szeremietiewie pozostawiają. Pomimo tego, że terminal obsługujący połączenia międzynarodowe jest w miarę nowoczesny, to próżno tu szukać jakichkolwiek rozrywek, a i gastronomicznie nie doświadczymy szału (miłą niespodzianką jest fakt, że do hambuksa w Burger Kingu możemy sobie na legalu wziąć piwko). Najgorszą stroną Szeremietiewa jest jednak ciągłe przenoszenie bramek oraz do bólu radziecki proceduralizm. To drugie powoduje, że wszelkiego typu chek-iny i kontrole bezpieczeństwa dłużą się w nieskończoność; to pierwsze zaś sprawia, że czasem na 15 minut przed wejściem na pokład jesteśmy zmuszeni drałować na drugi koniec terminalu. Z ręką na sercu stwierdzam, że na żadnym innym lotnisku nie doświadczyłem tylu zmian w ostatniej chwili, co na moskiewskim Szeremietiewie.

Szeremietiewo - piwo do burgera

Baltika do burgera? zaden problem!

Aeroflot – komfort lotu

Kiedy już uda nam się namierzyć właściwą bramkę i wejść na pokład, pozostaje nam „drobna” kwestia samego lotu. Aeroflotowe Airbusy nie są może najnowocześniejszymi maszynami świata, ale na pewno nie można powiedzieć, że nie są zadbane. Na pokładzie zawsze panował porządek, wszystko się domykało i tylko raz zdarzyło mi się widzieć, że któryś z zestawów rozrywkowych nie działał tak, jak powinien.

Miejsce na nogi i ręce nie odbiega od standardów linii średnio-tanich. Może i nie wyciągniemy tu kopyt najdalej jak się da (chyba, że jakimś cudem trafi nam się fotel w rzędzie za ścianą), ale raczej nie będziemy narzekać na ścisk.

Aeroflot - miejsca

Zgadnijcie, komu trafiła się zajebista miejscówka

Na długich lotach dostaniemy również do dyspozycji centrum rozrywkowe. Zdecydowanie nie ma wstydu, jeśli chodzi o wgrane do niego filmy (często takie, które dopiero co wyszły z kinowych repertuarów), a i z największą bolączką tego typu zabawek – głośnością i jakością dźwięku – jest całkiem nieźle. Ciągle jednak zastanawiam się, kto jest odpowiedzialny za ofertę serialową w tego typu przypadkach. Rozumiem, że linii może nie być stać na dowalanie pasażerom całych sezonów, ale może chociaż kilka odcinków po kolei? Nie bardzo widzę sens rozpoczynania oglądania The Blacklist, kiedy w spisie widzę odcinek pierwszy, czwarty i siódmy.

Długi lot to również dodatkowe gadżety. Do poduszek i koców przyzwyczaiła nas już niemal każda, większa linia lotnicza. W pakiecie oferowanym przez Aeroflot zabrakło mi stoperów, natomiast serce skradła mi praktyczna, dwustronna opaska na oczy. Na jednej stronie znajdziemy napis nie przeszkadzać, a na drugiej obudź mnie na posiłek. Rozwiązanie bardzo proste i niewygodne jedynie dla tych, którzy nie lubią mieć nic na oczach podczas snu.

Wreszcie, dużym plusem dla komfortu podróży są również aeroflotowe zestawy łazienkowe. Może nie latam zbyt często droższymi liniami i nie jestem do tego przyzwyczajony, ale bardzo miłym, „toaletowym” zaskoczeniem były dla mnie zestawy z jednorazową pastą i szczoteczką do zębów. Niby mam mieszane odczucia względem marnowania ton plastiku na takie udogodnienie, ale z drugiej strony trudno przecenić znaczenie dbania o higienę jamy ustnej, kiedy spędzamy tyle czasu tak blisko innych, często zupełnie obcych ludzi.

Aeroflot - toaleta

Zęby możemy myć do usrania

Aeroflot – jedzenie

Last but not least – żarełko. O jedzeniu na pokładzie Aeroflotu krążą różne opowieści, ale w mojej opinii prawda leży idealnie po środku. Krótki lot do Moskwy to okazja do przekąszenia prostej kanapki, w której ewidentnie brakuje czegoś wilgotnego. Możemy co prawda zapić ją jakimś napojem (na przykład moim ulubionym sokiem pomidorowym), ale trudno powiedzieć, żeby taki posiłek zrobił szał.

Aeroflot - mały poczestunek

Aeroflotowa kanapaczka tyłka nie urywa

Na trasie Moskwa-Bangkok dostaniemy dwa posiłki i za każdym razem będziemy mogli wybrać z dwóch wariantów. Jeden jest – rzecz jasna – wegetariański, ale na pewno nie wegański. Szybko nauczyłem się, że oferowane na pokładzie rosyjskich linii lotniczych ryby smakują znacznie lepiej niż kurczak, w którym dodatkowo często potrafi trafić się jakiś mniej wyględny, mało smaczny fragment. Pomimo internetowych doniesień o tego typu sytuacjach, nie zdarzyło mi się nigdy, żeby któregoś wariantu dla mnie zabrakło.

Aeroflot - obiad

Na tym rozmaziuchu widzicie standardowy obiad na pokładzie. Gościnnie instrukcja od słuchawek

„Duże” posiłki są na tyle syte, że ze dwa razy zdarzyło mi się zostawić w spokoju jakąś bułkę czy kawałek ciasta, a doświadczenie nauczyło mnie, żeby nie robić z siebie full-cebulaka i nie kitrać tych rzeczy na później, bo najczęściej nie ma to wielkiego sensu. Oczywiście, braki w gospodarce wodnej możemy w dowolnej chwili uzupełnić na bieżąco – stewardessy bez mrugnięcia okiem doniosą nam żądany napój, także poza czasem funkcjonowania wózka z piciem.


Podsumowując, rosyjskie linie lotnicze Aeroflot – pomimo uporczywego trzymania się w logo sierpa i młota (co, swoją drogą, jest dość zabawne) – dają radę, choć na pewno nie podskoczą jeszcze Emiratom.  Najważniejszą sprawą jest tu wyśmienita relacja cena/jakość, bowiem problemy z bramkami na lotnisku czy niewielkie trudności komunikacyjne to naprawdę pikuś, kiedy możemy wyjąć bilet do Delhi za 1300 zł (promocja z lipca 2018). Jeśli więc mieliście jakiekolwiek wątpliwości względem jakości samolotów czy ogólnego komfortu lotu w maszynach tego przewoźnika, to już możecie spać spokojnie w oczekiwaniu na Wasze upragnione wakacje.

REKLAMA:

Skomentuj czy coś:

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.