Ach, Norwegia! Kraj chłodnych ludzi, jeszcze chłodniejszego klimatu, wysokich cen i wykurwistych krajobrazów, których nie da się wyrzucić z głowy. Norwegia to jednocześnie podróżniczy raj i piekło. Każdy chce tam pojechać, ale nikt nie chce potem spłacać kredytu, za który można by kupić w Polsce średniej wielkości mieszkanie. Rzecz jasna, do Norwegii da się pojechać „tanio”, ale zazwyczaj oznacza to własny środek transportu, spanie pod namiotem oraz żywienie się tym, co przywieziemy z Polski (oraz korzonkami). Nie oznacza to jednak, że z wizyty w Norwegii należy zrezygnować. Posunę się nawet do stwierdzenia, że kto w Norwegii nie był, ten stracił naprawdę dużo. Może mniej w sensie finansowym niż ten, kto był, ale wciąż dużo. Sam w Norwegii byłem kilkukrotnie, za każdym razem spędzając na miejscu nie więcej niż tydzień. Być może nie daje mi to prawa do wypowiadania się z pozycji eksperta, ale coś tam o tej nieszczęsnej Norwegii wiem i poniżej tę wiedzę przekazuję.

Svalbard

Archipelag Svalbard jest – formalnie – częścią państwa norweskiego, ale jego kompletnie odmienna specyfika sprawia, że trudno wrzucić go z Norwegią do jednego wora. Na Svalbardzie, konkretnie na Spitsbergenie, również byłem, spędzając na miejscu 10 pięknych (przeważnie) dni. Archipelagowi temu poświęciłem oddzielną, rozbudowaną stronę zbiorczą, którą możecie odwiedzić tutaj: Svalbard – strona zbiorcza.

W związku z powyższym, na niniejszej stronie opisuję wyłącznie zagadnienia związane z Norwegią kontynentalną.

Kliknij tutaj, aby od razu przenieść się do spisu i mapy moich wpisów o Norwegii. Jeśli preferujesz prostszy spis, możesz też po prostu przenieść się na stronę tagu „Norwegia”.

Norwegia w skrócie:

Wjazd/wiza do Norwegii

Do Norwegii wjeżdżamy jak szef, korzystając z unijnego prawa do swobodnego przepływu osób. Turystycznie możemy przebywać w tym kraju do 3 miesięcy (z możliwością przedłużenia), a szukając roboty – do 6 miesięcy. Jeśli nie planujecie zatrudnić się na zmywaku, to wzmiankowane 3 miesiące z powodzeniem wystarczą Wam na to, by zacząć się nad tym poważnie zastanawiać.

Bezpieczeństwo i pieniądze w Norwegii

Norwegia jest jednym z europejskich synonimów bezpieczeństwa. Pomijając spektakularne wyjątki w rodzaju zdarzenia na wyspie Utoya z 2011 roku, w kraju tym mamy do czynienia z jednym z najniższych w Europie wskaźników przestępczości – czy to jeśli chodzi o drobne kradzieże, czy akty terroryzmu. Podróżowanie po kraju Amundsena jest bezstresowe, a nastawienie lokalnej ludności – bardzo przyjazne. Jeśli Norweg pilnuje Wam rzeczy, to możecie być pewni, że z ewentualnym złodziejem będzie o nie walczył jak o swoje. Podobnie ma się sprawa z pomocą w nagłych przypadkach. Norwegia to jeden z niewielu krajów, w których turysta może liczyć na bezinteresowną pomoc localsów – przekonałem się o tym na własnej skórze (możecie o tym przeczytać tutaj).

Cebulacki wyzysk uczciwości

Powyższa sytuacja ma jeden minus. W Norwegii z czasem trafiło sporo różnorakiego „elementu”, który wykorzystuje tamtejsze podejście do życia, skutecznie psując opinię turystom. Niestety, w dużej mierze dotyczy to także Polaków, którzy tłumnie ruszyli do tego kraju, poszukując dobrze płatnej, choć niewymagającej intelektualnie pracy. Jako naród nie mamy może na miejscu opinii zrujnowanej doszczętnie, ale Polacy są niestety znani z tego, że uważają Norwegów za frajerów, których można przekręcić na każdym kroku. W miejscowościach, w których przedstawiciele naszej nacji są dość liczni, już dawno nauczono się zamykać na klucz drzwi w domach i mieszkaniach, chociaż jeszcze parę lat temu nie było to niezbędne. To samo tyczy się chatek na szlakach turystycznych, do których można było wejść celem przenocowania, o ile przestrzegało się niepisanej zasady, by zostawić za sobą porządek i nienaruszony stan wyposażenia. Nie mówię, że za zmianę nastawienia Norwegów winę ponoszą wyłącznie Polacy, ale duża ilość naszych rodaków na miejscu faktycznie nie wpłynęła pozytywnie na recepcję polskiego turysty. Z tego względu ważne jest, by walczyć z tym trendem i prezentować się na miejscu jak najgodniej.

Kwestia pieniędzy w Norwegii jest prosta do bólu: na miejscu trzeba mieć ich sporo. Obowiązującą walutą są korony norweskie (NOK), których potężne ilości schodzą na najmniejsze nawet zakupy. Bez trudu kupicie je w Polsce czy na miejscu, jak również wyciągniecie ze ściany w dowolnym większym, norweskim mieście.

Norweskie atrakcje

Norwegia z Nordtrip - Preikestolen

Jakiż inny widok mógłbym tutaj pokazać? Preikestolen

Nie oszukujmy się – Norwegia to raj przede wszystkim dla wielbicieli piękna natury. Nawet jeśli jedziemy do niej, żeby przejechać się pociągiem, to naszą główną motywacją będą przede wszystkim widoki za oknem.

Większość najpopularniejszych miejscówek w tym fenomenalnym kraju znajduje się na południu, w trójkącie tworzonym z grubsza przez miejscowości Oslo, Bergen i Stavanger. To tu znajdziemy słynny Język Trolla, kamienną ambonę Preikestolen czy sławny, zaklinowany pomiędzy skałami kamulec Kjeragbolten. Sami Norwegowie uwielbiają chodzić po górach (i chodzić ogólnie), więc szlaki spacerowe i quasi-wspinaczkowe przygotowane są wyśmienicie. Naród ten wyraźnie wierzy przy tym w selekcję naturalną, więc o własne bezpieczeństwo będziecie musieli zadbać sami. Norwegowie brzydzą się wszelkich ogrodzeń czy skomplikowanych zabezpieczeń, więc jeśli spadniecie z Preikestolen, to najwyraźniej byliście za głupi, żeby na nie wchodzić.

O Preikestolen i Kjeragu możecie poczytać na moim blogu – konkretnie tutaj. Nagryzmoliłem też całkiem solidny tekst o atrakcjach norweskiej riwiery południowej, jak również o Bergen.

Norweskie wybrzeże to oczywiście fiordy. Najpopularniejsze są te zachodnie, do których z łatwością dostaniemy się z Bergen. Południowa część linii brzegowej również ma sporo do zaoferowania, choć tutaj ponownie wracamy raczej do tras trekkingowych, urokliwych wysepek czy pochowanych po lasach miejscowości, które momentalnie łapią nawet za najczarniejsze serce.

„Cienki środek” Norwegii jest stosunkowo najmniej turystyczną częścią, pomijając może Trondheim czy Bodo, a NA PEWNO pomijając Lofoty, czyli jedną z najbardziej fotogenicznych lokalizacji tego kraju. Osobiście jeszcze na nich nie zagościłem, ale prędzej czy później na pewno to nadrobię.

Fotograficzny dowód na to, że na Lofotach warto zagościć, znajdziecie na zaprzyjaźnionym blogu Łukasz Kędzierski – podróże i fotografia. Zapraszam tutaj.

Tromso - Zorza polarna (2)

Zorza widziana w odległości ok. 5 km od Tromso

Wreszcie: daleka północ, czyli ta część Norwegii, która leży już oficjalnie w kręgu polarnym. Jej stolicą jest Tromso, będące nie tylko największym miastem w regionie, ale również bazą wypadową na wszelakie trekkingi i podobne aktywności. A jeśli o (zimowych) aktywnościach mowa, to nie wolno nie wspomnieć o najważniejszej z nich. Polowania na zorzę polarną to jedna z tych rzeczy, którą powinien przeżyć każdy szanujący się podróżnik. Pomimo mrozu ściskającego dupę, chwycenie Zielonej Damy za ogon powoduje ogromną satysfakcję.

O Tromso i sąsiadujących atrakcjach możecie poczytać w tym miejscu. A jeśli chcecie dowiedzieć się czegoś o polowaniu na zorzę polarną, to zapraszam tu.

No i jest jeszcze Svalbard, o którym znacznie więcej możecie przeczytać na dedykowanej mu stronie zbiorczej.

Ceny w Norwegii

Nie ma co strzępić jęzora – w Norwegii jest po prostu w cholerę drogo. O ile się orientuję, jest to obecnie najdroższy łatwo dostępny kraj na świecie, chociaż po piętach depcze mu Szwajcaria. Zestaw w McDonaldzie jest tu średnio dwukrotnie droższy niż w Polsce, a za pączka i puszkę coli w 7-Eleven zapłacicie nawet czterokrotnie więcej niż w Biedronce.

Z noclegami jest podobnie. Nocleg w klasycznym hostelu wyciągnie Wam z kieszeni jakieś 100-120 zł, przy czym mowa tu o pokojach współdzielonych. Lepsze warunki – na przykład dwójkę z łazienką – trzeba będzie okupić wydatkiem godnym porządnego, warszawskiego trzygwiazdkowca.

Transport? Tu jestem średnio kompetentny, bo z transportu publicznego w Norwegii korzystałem sporadycznie, ale również nie była to tania impreza. Dość powiedzieć, że dwukierunkowy przejazd autobusowy z lotniska do centrum Bergen kosztuje tyle, ile wynajęcie samochodu na 2 dni (nie licząc ubezpieczenia i paliwa). Z tego względu uważam, że do kraju Amundsena najlepiej wybrać się własnym środkiem transportu, ewentualnie wynająć jakiś na miejscu (patrz niżej).

Prawdę mówiąc, drożyzna to jedyna i największa bolączka Norwegii i wyprawiając się do niej należy mieć tego świadomość. Zaznaczę również, że im dalej na północ, tym drożej.

Transport i zwiedzanie Norwegii

Jak wspomniałem, wszystkie moje pobyty w Norwegii miały jak na razie charakter stacjonarny, podczas których używałem głównie własnych nóg albo prywatnego, kołowego środka transportu. Samochodem w Norwegii dojedziecie wszędzie tam, gdzie prowadzą drogi, a prowadzą one czasem w takie miejsca, że ja pierdolę (w pozytywnym sensie).

Jeśli szukacie samochodu w Norwegii, możecie również skorzystać z poniższego linku. Wy znajdziecie tanią ofertę, a mi wpadnie kilka złotych na rozwój bloga i kolejne wyjazdy.

Wynajem samochodu w Tromso - RentAWreck

Tym woziliśmy się po fiordach i innych takich

Niestety, w pozostałe regiony (a jest ich całkiem sporo) dostaniecie się tylko pociągiem albo statkiem bądź promem i taka impreza będzie (niespodzianka!) kosztowna. Krótki, 6-godzinny rejs z punktu A do B może kosztować nawet kilkaset złotych, podobnie zresztą jak przejazdy najbardziej scenicznymi z tras kolejowych. Z drugiej strony, ceny paliwa z Norwegii są STOSUNKOWO niskie: za litr benzyny zapłacimy średnio o około 1 zł więcej niż w Polsce. Jeśli wydaje Wam się, że to dużo, to przypominam, że to zaledwie (na 2018 rok) o około 20% więcej, a nie 100 lub 200%, jak to bywa w przypadku innych produktów szybkiego zużycia (głównie żarcia). Jeśli jednak nie macie węża w kieszeni (ja mam wielką kobrę królewską), to w większości przypadków wydane pieniądze są jak najbardziej warte tego, co za nie otrzymujecie.

Wracając na moment do transportu samochodowego wspomnę tylko jeszcze, że norweskie drogi są utrzymywane w świetnym stanie i nawet na północy – o ile tylko nie natkniecie się na dziką śnieżycę – ich użytkowanie to czysta przyjemność. Warto jednak pamiętać, że część z nich jest płatna, a kwoty te (tak, zgadliście!) nie są niskie… podobnie zresztą jak opłaty za parkowanie.

O kosztach wynajmu samochodu na północy Norwegii możecie poczytać w oddzielnym wpisie na moim blogu, z którego dowiecie się także wielu rzeczy odnośnie zimowego prowadzenia wozu tamtejszych ostępach.

Tromso - skuter śnieżny

Jazda na takiej zabaweczce nie jest, niestety, tania

Dużą zaletą Norwegii jest świetnie rozwinięta branża zorganizowanych atrakcji turystycznych. W każdym większym, norweskim mieście znajdziecie wiele firm, które za opłatą zorganizują Wam czas na sto różnych sposobów, w tym naprawdę zwariowanych (na przykład: podziwianie zorzy polarnej z pokładu prywatnego odrzutowca). Taka zabawa nie jest tania, ale jeśli macie mało czasu albo ograniczone możliwości, to warto przeboleć większy wydatek i po prostu cieszyć się tym, że ktoś zorganizował wszystko za Was. Tym bardziej, że niektórych z tych atrakcji (jak na przykład wyprawa skuterami śnieżnymi czy psim zaprzęgiem) raczej nie dalibyście rady zorganizować samodzielnie. Zdarza się również, że taki package tour okazuje się faktycznie tańszy niż kombinowanie odpowiednich części na własną rękę. Wynika to, rzecz jasna, z lepszych cen dla „turystycznych hurtowników”.

W tym miejscu możecie poczytać na przykład o zorganizowanej przejażdżce na skuterach śnieżnych, której udało mi się „zażyć” w Tromso.

Noclegi i jedzenie w Norwegii

Warunki noclegowe w Norwegii to przeważnie bajka. Nawet najtańsze hostele błyszczą czystością, a obsługa jest miła i uczynna. Tu też po raz pierwszy zetknąłem się z zautomatyzowanymi hostelami, które od gościa wymagały tylko posiadania karty płatniczej i umiejętności otworzenia szafki, w której znajdował się kluczyk. Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że uśredniony norweski dwugwiazdkowiec to (w przeliczeniu) zadbane trzy gwiazdki w polskiej rzeczywistości hotelowej.

A jedzenie? No cóż – tu nie jestem w stanie napisać zbyt wiele, bo z norweskich specjałów jadłem przede wszystkim… hot-dogi z Circle-K. Ceny w restauracjach ZDECYDOWANIE przekraczały mój budżet, więc większość pożywienia przywoziłem z Polski, a kiedy to się kończyło, wybierałem się na zakupy do Remy 1000 (czyli najpopularniejszego miejscowego supermarketu). Nie ma jednak tego złego – w Remie 1000 można dostać naprawę dobrą, lokalną spożywkę, na czele z przepysznymi pastami do smarowania chleba, chlebkami polarnymi czy brązowym serem Brunost, zawdzięczającym swój kolor dodawanemu do niego karmelowi. W supermarkecie dostaniecie również to, co Norwegowie od biedy nazywają piwem, czyli drogie jak jasna cholera siki, nie przekraczające 4,5%.

Coś mocniejszego?

Południowa Norwegia - Grmistad, sklep alkoholowy

Komu piwko?

Nie sądzę. W Norwegii mocniejszy alkohol dostaniecie tylko w jednym sklepie. Vinmonopolet to sieć, której pokrycie zdecydowanie odbiega od tego, do czego przyzwyczaiła nas Polska – jej pojedynczych „przedstawicieli” znajdziecie tylko w większych miastach. Jeśli uda Wam się namierzyć ten sklep, to nie odpalajcie jeszcze fajerwerków. Alkohol jest w Norwegii BARDZO drogi, między innymi ze względu na wysoki wskaźnik występowania depresji/alkoholizmu u mieszkańców tego kraju. Jeśli nie uśmiecha Wam się przeputanie wszystkich oszczędności na 5%-owego browara za 40 zł, radzę zostać przy Isbjornach i Arcticach. Ich woltaż jest mniejszy, ale 0,5-litrową puszką da się dostać za circa 20 NOK (w 2018 r. – ok. 10 zł). O najmocniejszych alkoholach nawet nie myślcie – ich ceny są po prostu szalone.


Moje wpisy o Norwegii:

Poniżej znajdziesz wszystkie wpisy o Norwegii, które umieściłem na swoim blogu.

Norwegia – wpisy ogólne:

Norwegia – filmy i galerie zdjęć:

Norwegia – mapa wpisów:

Na poniższej mapie znajdziesz wszystkie moje wpisy, które dotyczą konkretnych rejonów i miejsc w Norwegii. Kliknij na znacznik, aby przenieść się do odpowiedniego wpisu.

Jak na razie wszystkie moje wpisy o Norwegii powstały po odbyciu kilku stacjonarnych wyjazdów do tego kraju. Jeśli chcesz poczytać więcej o podobnych, krótkich wycieczkach, kliknij tutaj.