Jak odłożyć kasę na wyjazd (w 11 krokach)

Nowy rok to okres nierozerwalnie związany z przeróżnymi postanowieniami: będę chodził na siłownię (tak, jasne), będę mniej pił (mhm…) czy wreszcie – polecę w miejsce, które od dawna chcę odwiedzić. To ostatnie słyszę dość często od różnych ludzi, zwłaszcza że prędzej czy później tematy naszych rozmów schodzą na wyjazdy. Niemal każdy lubi wyskoczyć gdzieś choćby na długi weekend, a najczęstszą przeszkodą w podróżniczym spełnianiu się są – oprócz braku urlopu w robocie – pieniądze. Z tego względu, a także dlatego, że chcę chwilę odpocząć od relacji z ostatniej Wyprawy, postanowiłem spisać w jednym miejscu moją ogólną strategię oszczędzania na wyjazdy. Zdaję sobie sprawę, że podobnych tekstów jest już w sieci sporo (ostatnio swoje sekretne strategie wyłuszczył m.in. Karol na Kołem się toczy), ale oszczędzanie ma to do siebie, że może być przeprowadzane na różne sposoby, a to co pasuje jednemu nie zawsze może odpowiadać innemu. Zacznijmy więc moją listę:

Punkt 1: Znajdź pracę, w której nie zrobią Cię w dupala

To trochę truizm, bo w sumie wiadomo, że żeby mieć kasę, trzeba pracować. Niemniej – i to trzeba powiedzieć z całą stanowczością – podróże „za jeden uśmiech” to coś, w czym dobry skill łapie się po przewaleniu sporych ilości pieniędzy. Żeby przejechać Chiny autostopem trzeba się najpierw do nich dostać, więc jeśli nie macie masy czasu i znajomych, którzy wsadzą Was za darmo do skrzyni na kontenerowcu płynącym do Szanghaju, to niestety będziecie musieli wysupłać jakoś te 2000 zł na bilet. W związku z powyższym dobrze jest mieć stałą robotę z wyrozumiałym pod względem urlopów szefem, który będzie płacił nam tyle, ile płacić powinien, a do tego będzie to robił na czas (jak od czasu do czasu wpadnie jakaś premia, to jeszcze lepiej). Magiczna granica, po której powinno Wam spokojnie starczyć na wszystko (zakładając że nie macie dziecka lub cukrzycy w stadium terminalnym, a także że mieszkacie „na własnym”), to 3000 zł. Rzecz jasna, jeśli macie siłę, możecie sobie w jakiś sposób dorabiać, brać dodatkowe zlecenia itp. Opcją jest też dorabianie na pasji podróżniczej, ale do tego przejdziemy zaraz.

Punkt 2: Zrób jedno Wyrzeczenie Główne

Większość osób, które nie mają problemów z oszczędzaniem na konkretny cel, ma coś, co lubię określać mianem Wyrzeczenia Głównego. Poznacie je najczęściej po tym, że zapytana o sekret oszczędzania osoba wymieni je na końcu, po dość dużym ALE. Przykładowo: nie no, chodzę normalnie na imprezy, ALE zazwyczaj bombuję się już w domu żeby broń boże nie kupować drinków na miejscu. Tak naprawdę tego typu wyrzeczenie ma często bardzo znaczący (i zbawienny) wpływ na stan budżetu, chociaż oszczędzający może nawet nie zdawać sobie z tego sprawy.

U mnie, czy też raczej u mnie i Beaty, Wyrzeczeniem Głównym jest niejedzenie na mieście. Po prostu. Oczywiście każde z nas lubi czasem po pańsku zjeść jakiegoś chińczyka za 6 zł, a będąc za granicą jemy praktycznie tylko w lokalach, niemniej siedząc w domu praktycznie chodzimy jeść poza domem tylko od wielkiego dzwonu albo kiedy nie mamy innej opcji (bo, na przykład, jesteśmy na dużych zakupach i umieramy z głodu). Co ciekawe, u mnie to Wyrzeczenie właściwie nie jest wyrzeczeniem, bo nigdy nie byłem zbyt wybredny, jeśli chodzi o jedzenie. Jeśli chodzi o Beatę, to ona z kolei posiada złotą cechę i bardzo lubi gotować, przy czym niekoniecznie musi porywać się na szczególnie egzotyczne dania kuchni nepalskiej, żeby czuć satysfakcję z samodzielnie przygotowanego dania. Tym sposobem oszczędzamy naprawdę DUŻE ilości pieniędzy, które możemy potem przepieprzyć na lot na jakieś zadupie. Kwestia jedzenia w domu prowadzi nas zresztą do drugiej ważnej kwestii, czyli…

Punkt 3: Naucz się korzystać z wiertarki

To oczywiście ogólny opis metaforyczny, ale sporym problemem mojego pokolenia jest to, że często nie potrafi poradzić sobie z najprostszymi czynnościami, które nasi rodzice postrzegali jako robotę na 10 minut. Wywiercenie dziury w betonowej ścianie, zawieszenie półki czy odetkanie kolanka pod zlewem urasta często do rangi problemu, do którego trzeba wezwać specjalistę, a temu specjaliście trzeba z kolei zapłacić. Wszyscy wiemy też, że żaden szanujący się hydraulik nie weźmie za prostą robotę mniej niż 50 zł (przynajmniej w Warszawie), dlatego zanim wezwiecie go do montażu baterii łazienkowej, warto zajrzeć do instrukcji i przekonać się, że czynność ta polega najczęściej na przykręceniu dwóch śrub i założeniu uszczelek. Wracając do metafory początkowej – kupcie sobie tę kurewską wiertarkę i sami wierćcie własne dziury. Oszczędność gwarantowana.

Punkt 4: Sprzedaj samochód

Nie potrzebujesz samochodu do pracy? To go sprzedaj. Wszyscy właściciele samochodów dobrze wiedzą, że te maszyny to skarbonki bez dna, obciążające nie tylko kosztami paliwa, ale też naprawami i kwotą ubezpieczenia. Jasne, samochód się przydaje, a dla niektórych faktycznie jest niezbędny, ale czy właśnie TY jesteś taką osobą?

Osobiście przez 4 zimne miesiące jeżdżę do pracy komunikacją miejską (koszt biletu kwartalnego wynosi mniej niż jedno standardowe tankowanie), a kiedy zrobi się cieplej – wsiadam na Junaka 123, którego kupiłem dwa lata temu i pokochałem szczerą miłością. Koszt utrzymania małopojemnościowego motocykla to grosze, a zeszłoroczny generalny remont silnika kosztował mnie zawrotną kwotę 400 zł. Gdybym nie był takim leniem, to pewnie jeździłbym na rowerze, ale nie ukrywam również, że o motocyklu marzyłem od dawna i Junak jest dobrym wstępem do rozwinięcia hobby i późniejszego zakupu jednośladu, na którym z Beatą moglibyśmy pojechać gdzieś dalej.

Sprzedaj samochód

Niech jakiś frajer cieszy się kupą złomu, a Ty baluj w Indonezji

Punkt 5: Rób zakupy (i sprzedawaj) w internecie

Sklepy internetowe, porównywarki i Allegro to błogosławieństwo każdego podróżnika. Osobiście od dobrych kilku lat praktycznie WSZYSTKIE zakupy (prócz spożywczych, bo pod domem mamy Biedrę) robię w internecie, uprzednio dobrze sprawdzając ceny i możliwości. Przez „wszystkie” rozumiem także zakupy odzieżowe, co dla niektórych może być zaskoczeniem. Takie podejście pozwala mi zaoszczędzić naprawdę spore pieniądze, zwłaszcza na rzeczach droższych pokroju sprzętu RTV czy AGD.

Z drugiej strony, wszystko czego nie używam od razu ląduje na Allegro, a następnie jest konwertowane na gotówkę. Im dłużej żyję, tym częściej zauważam, jak niewiele rzeczy jest nam tak naprawdę potrzebnych do życia, w związku z czym – przykładowo – mój papierowy księgozbiór przestał już istnieć w niemal 50%. Opłaca się również częsta wymiana sprzętów elektronicznych. Jeśli co dwa lata kupicie nowy aparat fotograficzny, to poprzedni da się zazwyczaj sprzedać za satysfakcjonującą kwotę, dzięki czemu faktycznie z zakupu na zakup będziecie wydawać coraz mniej na coraz lepszy sprzęt. Zwłaszcza, że elektronika lepszej klasy dość długo trzyma wysokie ceny. A jeśli mówimy o zakupach, to…

Punkt 6: Nie noś przy sobie gotówki

… chociaż moją Beatę doprowadza to do szału. Drobniaki w kieszeniach kuszą do wydawania hajsu na pierdoły – jakieś batoniki, gumy do żucia i inne gówna, które pożerają spore ilości pieniędzy. Z drugiej strony, wiem że niektórzy mają zgoła odwrotnie i wydają więcej, kiedy nie widzą gotówki znikającej z karty. W takim wypadku ratunkiem jest tylko silna wola.

Punkt 7: Odkładaj kasę na początku miesiąca

Załóż sobie oddzielne konto, na które będzie trafiać kasa przeznaczona na wyjazdy (najlepiej inne niż to, na którym odkładasz pozostałe oszczędności) i przelewaj tam pieniądze od razu po wypłacie. Niech to będzie jedna kwota, która nie zamorduje Twojego budżetu, a do tego – załóżmy – połowa przychodów dodatkowych (np. ze sprzedaży pierdół na Allegro czy z dodatkowych zleceń). Ja co miesiąc staram się odłożyć minimalnie 500 zł, a kwotę tę wyliczyłem dzięki kolejnemu punktowi na liście, czyli…

Punkt 8: Kontroluj swój budżet

Wiem, że to brzmi strasznie, ale czas nauczyć się Excela. Spisywanie WSZYSTKICH wydatków przez co najmniej 2-3 miesiące pozwoli Ci określić, na co wydajesz najwięcej pieniędzy i które z wydatków możesz obniżyć. Na podstawie tych wyliczeń możesz również już na początku miesiąca poczynić pewne założenia i odłożyć kasę, o której pisałem we wcześniejszym punkcie.

Kontroluj budżet

Może jednak lepiej użyj komputera

Punkt 9: Kup bilet. TERAZ

No, może nie w tym momencie, ale kup go, kiedy tylko pojawi się satysfakcjonująca Cię promocja. Nie będę tu pisał o przeróżnych stronach internetowych oferujących zestawienia tanich przelotów, bo to oczywiste. Chodzi jednak o dwie sprawy:

Raz, że kupno biletu lotniczego nawet na kilka dobrych miesięcy przed wylotem to rozbicie kosztów wyjazdu na dłuższy okres. Dzięki temu nie będziemy musieli nagle wysupłać pełnej kwoty kilku tysięcy złotych na całą Wyprawę (w moim wypadku 3-4 tygodniowy wypad do Azji to całościowo wydane ok. 5000 zł), za co nasz portfel na pewno bardziej nas pokocha.

Dwa, że bilety kupowane z dużym wyprzedzeniem (albo na zupełnie ostatnią chwilę, ale z tym bywa problem u ludzi, którzy muszą liczyć się z czyjąś opinią w kwestii urlopu) są po prostu najtańsze. Osobiście stosuję taktykę omijania szerokim łukiem jakichkolwiek połączeń do Azji, które kosztują więcej niż 2000 zł, chociaż powoli skłaniam się do weryfikacji tej kwoty, bowiem z roku na rok dalekie połączenia stają się coraz tańsze (jeszcze 5 lat temu bilet do Chin kosztujący mniej niż 2 koła był niebywałą okazją; teraz to już w zasadzie nic specjalnego).

Punkt 10: Oszczędzaj będąc na miejscu

Kolejny truizm, ale nie można o nim zapomnieć. Sam należę do ludzi, którzy nie mają żadnego problemu ze spaniem w warunkach, które w Polsce uznalibyśmy co najwyżej za spartańskie; nie robię również rabanu, kiedy okazuje się, że z prysznica leci tylko zimna woda, jeśli cena za nocleg jest z tego powodu odpowiednio obniżona. Jeśli mam być szczery, to w takich przypadkach nawet raczej się cieszę niż denerwuję.

Z kolei oszczędzanie na przejazdach to, co zawsze powtarzam, nie tylko smart choice finansowy, ale także okazja do poznania localsów i przeprowadzenia z nimi wielogodzinnych rozmów, z których tylko niewielki procent będzie niesłychanie irytujący.

Wreszcie, chyba w każdym kraju najlepsze jedzenie to jakaś odmiana street-foodu, a street-food ma to do siebie, że jest dobry, tani i tylko raz na jakiś czas spowoduje u nas epicką biegunkę. Jeśli o mnie chodzi, to mogę śmiało poświęcić (w racjonalnym zakresie) higienę spożywania pokarmu, jeśli w efekcie ma to zaowocować zaoszczędzeniem kilku dolarów. Tak – może brzmi to obrzydliwie, ale przynajmniej będę miał czym zapłacić za stoperan.

To, co się nie opłaca, to oszczędzanie na atrakcjach, choć czasem lepiej dać po łbie wewnętrznemu dzikusowi i pomyśleć, czy dana aktywność jest faktycznie warta określonej sumy pieniędzy. Do tej pory uważam, że rezygnacja z lotu balonem nad Bagan w Birmie była właściwym wyborem, a zdjęcia które zrobiliśmy stojąc o świcie na jednej ze świątyń są na tyle dobre, że wydawanie ponad 1000 zł na inny punkt widzenia na osi pionowej nie do końca ma sens.

Punkt 11: Zarabiaj na podróżach

Tak, łatwiej powiedzieć niż zrobić, ale da się. Kilku znanych mi blogerów podróżniczych z powodzeniem prowadzi biznesy oparte o ich pasję, kilku innych zgarnia trochę pieniędzy w programach afiliacyjnych, a ja sam niebawem dochrapię się wreszcie pierwszej wypłaty z YouTube. Nie mówię, że od razu możecie rzucić pracę i magicznie zmienić kierunek przepływu gotówki, ale z głową na karku i odpowiednią dozą zacięcia da się coś zrobić z tym zakresie. Zawsze można spróbować zacząć od mniejszych kwestii, takich jak prośba o sponsoring sprzętu. Darmowy plecak jest zawsze lepszy niż brak darmowego plecaka, a Wasze podróżnicze portfolio wzbogaci się o współpracę z partnerem – to nigdy nie jest zły pomysł.


To moja lista 11 rad dla tych, którzy w nowym roku wreszcie chcieliby pojechać gdzieś dalej (choćby na te dwa nieszczęsne tygodnie), a mają problem z odłożeniem gotówki. Jeśli macie jakieś własne sposoby i warte wzmianki doświadczenia w tym zakresie, to gorąco zachęcam do dzielenia się nimi w komentarzach.


Podobał Ci się ten wpis? Możesz polubić mój blog na Facebooku, gdzie na bieżąco informuję o nowych wpisach i wrzucam dodatkowe treści.

REKLAMA:

komentarzy 5

  1. kami 5 stycznia 2016
    • Brewa 6 stycznia 2016
  2. Olga 28 lipca 2016
    • Brewa 28 lipca 2016
  3. Mikołaj 25 września 2016

Dodaj komentarz:

Podobało się? Może zostaniemy w taczu?

  • Facebook2k
  • YouTube4k
    YouTube
  • Instagram349
  • Google+0