Test na COVID-19 po przylocie do Polski – jak uniknąć kwarantanny?

Jak na razie, po powrocie do Polski zza granicy (także transportem prywatnym), automatycznie trafiamy na kwarantannę. Nie ma tu tak naprawdę większego znaczenia, czy wracamy z kraju strefy Schengen, czy nie, bowiem jedyna różnica jest taka, że w tym pierwszym przypadku test zwalniający z kwarantanny możemy wykonać jeszcze przed powrotem do kraju (do 48 godzin). W tym krótkim tekście opiszemy, jak wygląda proces zwolnienia z kwarantanny i co trzeba zrobić, żeby skutecznie go zakończyć. Oczywiście na podstawie własnych doświadczeń.

Kwarantanna po przylocie – jak na nią trafimy?

My wracaliśmy zza granicy na warszawskie lotnisko im. F. Chopina (Okęcie) i w teorii na kwarantannę trafiliśmy w momencie, kiedy na kontroli paszportowej przecząco odpowiedzieliśmy na pytanie o to, czy mamy zrobiony test. Swoją drogą, było to o tyle dziwne, że Bułgaria, z której wracaliśmy, leży poza strefą Schengen, a co za tym idzie, test zrobiony w tym kraju nie powinien zwalniać nas z kwarantanny… Niemniej, Pani wpisała nasze dane do używanego przez sanepid systemu i kazała przejść dalej.

Test na lotnisku (Warszawa Okęcie) – ja to wygląda?

Jako że zależało nam na możliwości załatwienia kilku spraw od razu po powrocie, zdecydowaliśmy się zrobić sobie test na COVID-19 jeszcze na lotnisku, przed wyjściem z terminala. Sprawa okazała się prosta – do punktu wymazowego trafiliśmy z łatwością, bo kieruje do niego masa dobrze widocznych strzałek.

Aby zwolnić się z kwarantanny po powrocie do kraju, nie musimy na szczęście poddawać się drogiemu testowi PCR – wystarczy test antygenowy. Jego przeprowadzenie na lotnisku Chopina w Warszawie kosztuje 170 zł od osoby i nam zajęło niemal równo godzinę od momentu ustawienia się w kolejce. Procedura wygląda następująco:

  1. Stajemy w kolejce i wypełniamy wstępny druczek, który prawdopodobnie nie jest do niczego potrzebny.
  2. Przy okienku wypełniamy kolejne dwa druki (w tym zgodę RODO) i płacimy za test, po czym przechodzimy do poczekalni.
  3. Dajemy sobie pobrać wymaz. O tej czynności już pisaliśmy. Nie jest ona może specjalnie przyjemna, ale trwa dosłownie parę sekund.
  4. Przechodzimy do drugiej poczekalni i czekamy na wyniki 15-20 minut. Jeśli wynik jest negatywny, mamy wolne… w teorii.
Agatka tuż po wwiercającym się w czaszkę wymazie

Z testu na kwarantannę

Teraz zaczął się poziom bonusowy. Mianowicie, pomimo tego, że mieliśmy zrobiony test na obecność koronawirusa, o 8:00 rano następnego dnia po przylocie otrzymaliśmy zautomatyzowany telefon z informacją o tym, że trafiliśmy na kwarantannę. Postanowiliśmy go zignorować, jednak ja – wiedziony ciekawością – ściągnąłem aplikację Kwarantanna domowa i stwierdziłem, że formalnie obowiązuje mnie zakaz opuszczania domu. Generalnie warto zassać tę apkę po powrocie, bo macie w niej najbardziej aktualny podgląd statusu Waszej „sprawy” w sanepidzie.

Po dwóch dniach olewania komunikatów aplikacji z prośbami o zrobienie sobie selfie (i wysłaniu przynajmniej jednego, na którym ewidentnie nie byłem w domu – tak w ramach testu), postanowiłem zrobić coś z naszą kwarantanną i zadzwonić pod numer 22 257 11 45, będący linią informacyjną Państwowej Inspekcji Sanitarnej.

Po 10 minutach dowiedziałem się, że może i owszem, zrobiliśmy testy, ale na Okęciu nikt ich nie zgłasza do sanepidu i mamy obowiązek zgłoszenia ich samodzielnie (pomimo tego, ze na lotnisku poinformowano nas, że nic nie musimy robić). Pani po drugiej stronie wzięła od nas podstawowe dane (imię nazwisko, numer telefonu i adres e-mail), po czym powiedziała, że ktoś się z nami skontaktuje w czasie 24 godzin.

Oczywiście, nikt się nie skontaktował, za to dzień później zauważyłem, że w aplikacji Kwarantanna domowa data końcowa mojej kwarantanny zmieniła się na datę z dnia poprzedniego. Tym samym uznałem, że oficjalnie jestem „zielony” i aplikację wywaliłem, bo i na co mi ona. Podsumowując:

Po przylocie i zrobieniu sobie testu na lotnisku, koniecznie przedzwońcie jeszcze do sanepidu i zgłoście im, że takowy test zrobiliście. Oni sobie to sprawdzą w swojej bazie i sprawa będzie zakończona.

Ostatecznie możemy powiedzieć, że przez pandemię do naszego ostatniego wyjazdu musieliśmy „dopłacić” po około 570 zł od osoby (suma kosztów testów przed wylotem i po powrocie). Nie wydaje mi się, żeby była to zbyt wygórowana cena za poczucie względnego bezpieczeństwa oraz niemal zupełny brak innych turystów na miejscu. Ale to już każdy musi przekalkulować sobie sam.

A jak Ci się nudzi, to możesz sprawdzić, jak patrzyliśmy na podróżowanie podczas pandemii rok temu, kiedy dopiero wchodziliśmy w dwutygodniowy lockdownTak, możesz się śmiać.

REKLAMA:

komentarze 2

  1. Mik 25 kwietnia 2021
    • Brewa 25 kwietnia 2021

Skomentuj czy coś:

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

error

Podobało się? Może zostaniemy w taczu?