Deira i Bur Dubai, czyli stare serce Dubaju

Większość ludzi kojarzy Dubaj przede wszystkim z jego ostatnich „osiągnięć”: Burj Khalifa, Dubai Mall, bankomaty srające złotem, stok narciarski pod dachem czy jedno z największych lotnisk na świecie – te rzeczy i miejsca dość jednoznacznie zdefiniowały to miasto jako cywilizacyjną perłę regionu. Patrząc na pocztówkowe widoki i zastanawiając się, czy odwiedzenie Dubaju ma w ogóle sens ekonomiczny, często zapomina się jednak, że serce tego miejsca bije zupełnie gdzieś indziej – z dala od najbardziej rozpoznawalnych budynków czy centrów handlowych, w których można spędzić cały dzień.

Sercem tym jest niepozorny cypelek na pograniczu dwóch dzielnic: Deiry i Bur Dubai. Oderwijmy się więc na chwilę od szejków w turbanach rzucających studolarówkami w chętne dupery i zajrzyjmy na chwilę do miejsca, w którym to wszystko się zaczęło. O rany, ale filozoficznie to wyszło…

Dubaj to miasto o stosunkowo krótkiej historii, jeśli nie zwrócimy uwagi na fakt, że wioska rybaków i poławiaczy pereł istniała w tym miejscu – prawdopodobnie – już w okolicach XI wieku. Najprościej mówiąc, skrócona kronika Dubaju mogłaby wyglądać w ten sposób: długo, długo padaka, a w 1966 roku: olej. O ile boom związany z odkryciem ropy był bezpośrednim przyczynkiem rozkwitu miasta w kierunku południowo-zachodnim, to właśnie to długo-długo-nic przyczyniło się do powstania Deiry i Bur Dubai – jedynych miejsc w Dubaju, których dogłębne zwiedzenie nie wymaga sprzedaży własnego szpiku kostnego.

Te dwie dzielnice, położone po dwóch stronach Zatoki Dubajskiej (wyglądającej jak ściemniona rzeka) oferują wszystko to, czego odwiedzający może się nie spodziewać po Złotym Mieście: tanie i nieco obskurne knajpy ora sklepy, klasyczną architekturę regionu oraz kilka klimatycznych miejsc, w których wizyta może być naprawdę kształcąca. No, a poza tym to tutaj znajdziecie najtańsze noclegi.

Nie zrozumcie mnie źle – Deira czy Bur Dubai NIE są powodami, dla których Dubaj warto odwiedzić. Tu wciąż na pierwszy plan wysuwa się wjazd na Burj Khalifa i jedyny w swoim rodzaju widok, który roztacza się z jego tarasu widokowego. Jeśli jednak ktoś chciałby na moment oderwać się od śmigających ulicami Lamborghini, wszechobecnych białych szat i arafatek, oraz napierających zewsząd drapaczy chmur, to Deira i Bur Dubai będą idealnym (i – no cóż – jedynym) wyborem na tę okazję.

Dubaj - Deira - Złoty Suk

No – i można się obkupić w tanie złoto

Zacznijmy od atrakcji. Spacerując po okolicy w kierunku odwrotnym do ruchu wskazówek zegara, najpewniej natrafimy najpierw na Kryty Suk, który – jak się okazuje – jest cholernie trudno znaleźć (w końcu jest kryty). Labirynt uliczek dookoła może być mylący, zwłaszcza jeśli czyjaś umiejętność czytania map jest mniej więcej tak dobra, jak analogiczna zdolność u średnio rozgarniętego spaniela. To miejsce, podobnie jak leżący nieopodal Suk Złoty, skupiony przede wszystkim na żółtym kruszcu, to mekka handlu i związanego z nim zgiełku. Na miejscu można kupić właściwie wszystko, co kojarzy się z krajami arabskimi, włączając w to nie tylko kaszmirowe szale, gliniane lampy czy zdobione chusty, ale także magnesy i pamiątkowe durnostojki, których kiczowatość zawstydziłaby najbardziej doświadczonych handlarzy z Lichenia. Nie polecam tego miejsca komuś, kto szybko męczy się ciągłymi nawoływaniami i zaczepkami o charakterze ofertowym – pod tym względem znacznie spokojniej jest na następnym w kolejności Suku Przyprawowym, w sporej mierze zdominowanym przez ludność lokalną.

Dubaj - Deira - Kryty Suk

Jedna z uliczek Krytego Suku

Niedaleko najbardziej znanych suków jest również zlokalizowany Dom Dziedzictwa, który da nam ogląd na to, jak wyglądało życie na miejscu te 50 czy 100 lat temu; a już po drugiej stronie rzeki-zatoki – dom Szeika Saeeda, czyli zupełnie nie-legendarnego założyciela Dubaju. Te „domowe” atrakcje może nie urywają dupy, ale – przynajmniej w maju – na miejscu było na tyle niewielu turystów, że szwendanie się po nich sprawiało nam osobliwą przyjemność. Poza tym tu po raz pierwszy zwrócicie zapewne uwagę na bardzo charakterystyczny element tutejszych budynków: wieże wiatrowe. Te grawitacyjne „klimatyzatory” pełnią w Emiratach bardzo ważną rolę: bezkosztowo wentylują budynki, generując swego rodzaju kontrolowane przeciągi. Jeśli raz zwrócicie uwagę na wieżę wiatrową, to wkrótce zaczniecie dostrzegać, że jest ich pełno wszędzie, włączając w to także bardziej nowoczesne budynki w starszych dzielnicach.

Dubaj - Bur Dubai - Wieża wiatrowa

Jedna z nowszych wież wiatrowych

Na uwagę zasługuje również Muzeum Dubaju – łatwo je rozpoznać, bo ktoś zapobiegliwy pierdolnął przed nim całkiem spory statek. Stałe ekspozycje – głównie pod postacią szczegółowych makiet i dioram – przeprowadzą Was przez historię regionu na tyle bezboleśnie, że nie zapomnicie wszystkiego po 10 minutach od wyjścia. Pomimo mojej niechęci do podobnych atrakcji, muszę przyznać, że o Muzeum Dubaju naprawdę warto zahaczyć, tym bardziej, że wejście do niego kosztuje zaledwie 3 dirhamy (w maju 2015 roku była to równowartość… 3 zł).

Dubaj - Bur Dubai - Muzeum Dubaju

Muzeum Dubaju ciężko przeoczyć

Wreszcie, tuż za muzeum natkniecie się na zgrupowanie budynków znane jako dzielnica Bastakia. Wąskie uliczki zapchane małymi warsztatami i kawiarenkami mają swój urok, nawet pomimo tego, że w niektórych miejscach możecie uwierzyć, że straciliście zdolność postrzegania barw innych niż szara i beżowa. My po takim spacerze, trwającym dobre kilka godzin i odbywanym w temperaturze zbliżającej się do 35 stopni, mieliśmy serdecznie dość. Wtedy jeszcze tego nie wiedzieliśmy, ale zamiast telepać się do metra (o którym niebawem opowiem coś więcej), mogliśmy skorzystać z wodnego tramwaju – chyba najprzyjemniejszej formy transportu w Złotym Mieście.

Dubaj - Bur Dubai - Bastakia

Meczet w Bastakii

Po drodze do hotelu zdążyliśmy jeszcze zahaczyć o mniej standardową atrakcję północnego Bur Dubai i Deiry – wszechobecne sklepy „wszystko za 5/10 AED”. Prowadzone przez ludność miejscową, względnie przedsiębiorczych hindusów, sklepy te znajdziecie praktycznie tylko w tych dwóch dzielnicach i szybko uzmysłowicie sobie, jakim mogą być błogosławieństwem. Znajdziecie w nich nie tylko paskudne pamiątki dla całej rodziny, ale także dobre deale na napoje, szybkie przekąski albo praktyczne śrubokręty 45-w-1, mieszczące się w tylnej kieszeni spodni i rozwalające się po pięciu użyciach (przetestowane). To zaskakujące, jak dziwne rzeczy można tam znaleźć, a jeszcze bardziej zaskakujące, jak spory ich procent będziecie potem upychać do bagażu.

Na miejscu da się też dobrze zjeść. O ile przymkniecie oczy naprawdę mocno (względnie po prostu je zamkniecie) i zignorujecie karygodne warunki „sanitarne” (w cudzysłowie, bowiem raczej chodzi o to, że po zetknięciu się z nimi możecie potrzebować pomocy sanitariusza), to w kilku maciupkich, hinduskich (ale nie tylko) lokalach za parę dirhamów dostaniecie naprawdę solidne, smaczne i ostre jak sam skurwysyn porcje, czasem okraszone wkładką mięsną w postaci żywego karalucha.

Dubaj - Deira - Hinduskie żarcie

Cały talerz ostrej papki za grosze

Brzmi super? Zupełnie serio – my byliśmy zaskoczeni na plus, głównie pod względem relacji cena/jakość. Trzeba jednak pamiętać, że obie dzielnice mają też swoje mroczniejsze strony. Im dalej w głąb lądu, tym mniej turystów, a Beata nie raz zwracała uwagę, że zamieszkujący okolicę hotelu Hindusi i Pakistańczycy (wciąż stanowiący w Dubaju klasę taniej siły roboczej) rzucali jej bynajmniej niedwuznaczne spojrzenia. Uważać wypada zwłaszcza w Deirze – południowa część Bur Dubai powoli przechodzi we władanie nowoczesnej części miasta i pod tym względem jest tam znacznie lepiej.

Dubaj - Deira - odpoczywający ludzie

A jak się nie gapią, to śpią

Niemniej, przy zachowaniu odpowiedniej dozy ostrożności, wizyta w dwóch najstarszych dzielnicach Dubaju może być naprawdę satysfakcjonująca, tym bardziej jeśli ktoś ląduje w mieście myśląc, że przez najbliższe kilka dni wyda na utrzymanie narodowy dochód brutto Angoli.


Podobał Ci się ten wpis? Poczytaj też inne notki o Dubaju! Możesz również polubić mój blog na Facebooku – często wrzucam tam dodatkowe treści.

REKLAMA:

Brak komentarzy

Dodaj komentarz:

Podobało się? Może zostaniemy w taczu?

  • Facebook2k
  • YouTube4k
    YouTube
  • Instagram349
  • Google+0