Akaba: 6 powodów, dla których WARTO ją odwiedzić


Akaba to trochę taki bękart jordańskiej turystyki. Z jednej strony to jedyne miasto w kraju, które położone jest nad „prawdziwym” morzem (a nie takim, po którym można pływać czołgiem); z drugiej – jako typowy „kurort” jest często darzone głęboką pogardą przez wszelakiej maści backpackerów i turystów „budżetowych”, spodziewających się tu (poniekąd słusznie) gromad pijanych Rosjan w klapkach od Armaniego.

W niniejszym tekście postaramy się udowodnić, że – pomimo „złej” sławy – Akabę naprawdę warto odwiedzić, a nasze argumenty zamkniemy w kilku krótkich powodach:

1. Morze

Jak wspomnieliśmy wcześniej, Akaba leży nad morzem. Nie żadnym tam Martwym, które jest bardziej wilgotną przyprawą niż faktycznym morzem, a nad Czerwonym – tym samym, z którego dobrodziejstw mogą korzystać urlopowicze z (nie)sławetnego Szarm el-Szejk w Egipcie (położonego zresztą stosunkowo niedaleko).

Fakt, 27 km linii brzegowej to nie jakoś szczególnie dużo, ale na plażowe potrzeby wystarczy, jak zresztą na kilka innych również (Akaba to jeden z głównych punktów przerzutu afrykańskich fosforanów). Spójrzmy prawdzie w oczy – po kilku dniach spędzonych w bądź co bądź pustynnym kraju, jakim niewątpliwie jest Jordania, 2 czy 3 dni spędzone nad PRAWDZIWYM morzem może zdziałać cuda dla psychiki, zwłaszcza jeśli jesteśmy w Jordanii z kimś, kto pół życia tęskni za wodą (tak jak Agatka).

Tu jednak jedna ważna rada: aby mieć święty spokój, Europejczyk powinien w Akabie korzystać z Plaży Południowej, położonej kilka kilometrów na – a to niespodzianka – południe od miasta, niedaleko granicy z Arabią Saudyjską. Akaba dysponuje wprawdzie kilkoma plażami miejskimi, ale w dużej mierze korzystają z nich localsi, który potrafią krzywo patrzeć na „zachodnie” kostiumy kąpielowe. Poza tym, Plaża Południowa dysponuje jeszcze jedną zaletą, jaką jest…

Plaża południowa zachęca też brakiem tłumów

2. Snorkling i nurkowanie

Wypisujemy to oddzielnie, bo nie każdy, kto lubi plaże, lubi jednocześnie snorkować czy nurkować (i odwrotnie).

Akaba jest jordańską mekką snorklingu, co w sumie nie dziwi, bo w Morzu Martwym zanurzymy się co najwyżej do piersi, a poza tym nic ładnego nie jest w stanie przeżyć w czymś, co stanowi słownikową definicję przesolenia. Morze Czerwone słynie z raf koralowych i bogatego życia podwodnego, a włodarze Akaby jak mogą wykorzystują ten fakt… dodając sporo od siebie.

Mianowicie, wzdłuż jedynego jordańskiego wybrzeża tutejsi samorządowcy (określmy ich tak dla uproszczenia) pozatapiali kilka reliktów z czasów licznych, regionalnych wojen. W wodach w pobliżu Akaby znajdziemy m.in. samobieżne działko przeciwlotnicze (tzw. The Tank) czy szczątki samolotu. Do tego dochodzi wrak transportowca Cedar Pride, który został zatopiony specjalnie w celach „nurkowych” na głębokości 25 metrów, aby umożliwić jego oglądanie nawet początkującym. Ci, którzy od butli wolą rurkę, będą musieli zadowolić się Czołgiem (leżącym zaledwie kilkanaście metrów od brzegu). Nurkujący mogą za to skorzystać z oferty wielu lokalnych szkół i wypożyczalni sprzętu, które z radością – i za stosunkowo niewielką opłatą – podrzucą Was w odpowiednie miejsce i wskażą najlepsze spoty. Koniecznie weźcie aparat, tym bardziej że prócz zatopionego arsenału w wodzie czekają na Was liczne koralowce, zatrzęsienie ryb oraz jeżowce, które zawsze brawurowo przekłują Wam stopę w dwunastu miejscach.

Przy czołgu bywa czasem tłoczno

3. TANI alkohol…

Dla niektórych to może być powód numer jeden, aby przyjechać do Akaby. Z racji na jej specjalny status strefy (częściowo) wolnocłowej (w końcu w mieście jest międzynarodowy port morski), w całym mieście alkohol kupimy nie tylko bez problemu, ale również w cenach ZNACZNIE (ok. 50%) niższych niż w reszcie Jordanii.

Jeżeli po kilku dniach spędzonych w Ammanie, Petrze czy na Wadi Rum wszystko o czym myślicie, to kufelek zimnego piwa, który nie wiązałby się ze sprzedażą nerki na czarnym rynku, to Akaba jest idealnym miejscem dla Was. Sklepy sprzedające alkohol – i to niejednokrotnie taki, który ciężko dostać nawet w Europie – znajdziecie tu niemal na każdym rogu, a przy dobrych wiatrach piwo kupicie w nich nawet za 3-4 zł (chociaż może nie będzie to browar najwyższej klasy).

Nie musimy chyba dodawać, że w Akabie znacznie łatwiej napić się piwa w knajpie, choć nie spodziewajcie się imprezowego wybrzeża w stylu bałkańskim. Jordania to wciąż kraj stosunkowo konserwatywny, więc rzyganie po trawnikach i podrygiwanie do house’owej wersji Kanikul w wykonaniu zespołu Bum nie jest tutaj czymś spotykanym na porządku dziennym.

Na tej ulicy piwko kupimy w co drugim sklepie

… DROGIE noclegi i żarcie?

Niektórzy wskazują, że oszczędności na alko niekoniecznie rekompensują wysokie ceny akabskich noclegów oraz jedzenia w restauracjach. To nie do końca prawda. Po pierwsze – nocując w Akabie nie musimy od razu wybierać 4-gwiazdkowego hotelu z widokiem na morze. Po drugie – tak jak pisaliśmy w tym wpisie – w każdym miejscu Jordanii znajdziemy „zjadliwe”, nie za drogie knajpy, w których żywią się przede wszystkim localsi, a w Akabie nie jest to wcale trudniejsze. Powiedzielibyśmy nawet, że miasto to, jako kurort przyjmujący także turystów z kraju, dysponuje znacznie większą ilością tanich lokali gastronomicznych niż, przykładowo, Amman.


4. Cywilizacja

Powiedzmy sobie jedno: jakkolwiek fajna nie byłaby Jordania, to jest to kraj robiący dość… szczególne wrażenie. Stan dróg, wszędobylskie śmieci, hałłakowanie na blondynki i kurz na każdym kroku sprawiają, że po pewnym czasie człowiek ma ochotę chociaż na moment znaleźć się w miejscu, gdzie istnieje niższe niż gdziekolwiek indziej prawdopodobieństwo nadepnięcia na martwego szczura.

Akaba jest właśnie takim miejscem. Jest tu (stosunkowo) czysto, w restauracjach na stolikach leżą obrusy, na oko wymieniane nawet raz na tydzień, a z większością sprzedawców i obsługą hoteli bez problemu dogadamy się po angielsku. W Akabie naładujecie akumulatory, zjecie w Macu (no dobra, może to tylko my mamy skrzywienie na testowanie oferty znanych sieci fast-foodowych za granicą) i przejdziecie się po promenadzie bez strachu o to, że ktoś klepnie Waszą dziewczynę w tyłek. Ponadto, za Akabą jako przystankiem „w połowie drogi” przemawia jeszcze…

Fragment miasta widoczny z naszego pokoju

5. Lokalizacja

Nie no, jasne – raczej nie będziecie się stąd wybijać do Arabii Saudyjskiej (która przed pandemią ogłaszała otwarcie się na turystów, ale chyba nikt już o tym nie pamięta), ale już na krótki trip po Izraelu? Czemu nie?! Zresztą, to właśnie Akaba jest często pierwszym miastem, który turysta widzi po przyjeździe do Jordanii. W obecnej chwili większość turystów z Europy wbija się do tego kraju z Izraela, tym bardziej że wjeżdżając tą drogą nie potrzebujemy jordańskiej wizy.

Ponadto, Akaba leży dosłownie rzut beretem od dwóch największych jordańskich atrakcji: Petry i Wadi Rum. Nic dziwnego, że wycieczki objazdowe najchętniej nocują właśnie tutaj. Z jednej strony mamy wspomnianą wyżej „cywilizację”, a z drugiej – kilkadziesiąt minut jazdy do najważniejszych turystycznych miejscówek w kraju.

Z tego właśnie względu Akaba to idealny przystanek „przed” albo „po” kilku dniach na Wadi Rum czy Petrze. Obie te lokalizacje potrafią poważnie wymordować człowieka, a gdzie lepiej odpocząć po kilkudniowej wędrówce, niż na plaży z butelką piwa w dłoni?

Z Akaby do Petry jest rzut małym beretem

6. Kultura i lokalne atrakcje

Wreszcie, Akaba sama w sobie ma do zaoferowania kilka „niezależnych” atrakcji, dzięki czemu Wasz pobyt na miejscu nie musi ograniczyć się do chlania browarów od 11:00. Może nie ma tego AŻ TAK dużo, a snorkling w pobliżu Czołgu na pewno będzie ciekawszy, ale zawsze możecie skoczyć do:

  • Ayli, czyli pierwszej arabskiej osady zbudowanej poza Półwyspem Arabskim, będącej obecnie akabskim „starym miastem”. Jej obszar nie jest duży, ale na sympatyczny spacer wystarczy.
  • Tutejszego zamku, o ile będzie otwarty (za naszego pobytu nie był). Budowla jest dość niewielka, ale zachowana w niezłym stanie.
  • Kilku tutejszych muzeów, w tym archeologicznego czy lokalnej, akabskiej spuścizny. Co ważne, w tych przybytkach znajdziemy także opisy po angielsku (sic!).
  • Lokalnego, nadmorskiego suku, gdzie nabędziecie przyprawy, chusty i inne arabskie duperele, jak również pierwszej jakości magnesy z napisem „Aquaba”, regularnie sprowadzane z Chin.
Zamek może nie zwala z nóg, ale przynajmniej JEST

Poza tym, lokalne instytucje turystyczne kuszą turystów atrakcjami takimi jak warsztaty z „tatuowania” henną, pisania po arabsku, kursy arabskiej kuchni czy wytwarzania biżuterii – You name it! Tak naprawdę „kurortowy” status Akaby sprawia, że na miejscu można zająć się wieloma rzeczami, których nie uświadczymy z głębi Jordanii, nie do końca jeszcze ogarniającej turystykę inną niż ściśle zorganizowana. Choćby z tego względu warto dać Akabie szansę i zajrzeć do niej choć na te dwa-trzy dni.

Zainteresował Cię ten wpis? Sprawdź też inne nasze teksty na temat Jordanii albo po prostu zajrzyj do strony zbiorczej Wyprawy z 2019 roku. Zachęcamy Cię również do polubienia naszego bloga na Facebooku – na fanpage‘u często pojawiają się dodatkowe treści.

REKLAMA:

Brak komentarzy

Skomentuj czy coś:

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

error

Podobało się? Może zostaniemy w taczu?