6 dziwnych cech Bułgarii


Bułgaria ma swoich fanów i antyfanów. Nam właściwie trudno powiedzieć, w której grupie bardziej się znajdujemy, bo z jednej strony zachód tego kraju zaskoczył nas całkiem sporą liczbą wyjątkowo atrakcyjnych miejscówek, a z drugiej – czasem mieliśmy Bułgarii serdecznie dość… choć głównie przez pogodę, którą zastaliśmy na miejscu. Kraj ten jednak ma w sobie kilka „cosiów”, które wyraźnie wyróżniają go na tle bałkańskiej „konkurencji”, a o sześciu najdziwniejszych z nich przeczytacie w tym tekście.

Oto przed Wami 6 najdziwniejszych naszym staniem cech Bułgarii – od tych najbardziej niewinnych aż po najpoważniejsze.

1. Kiedy „nie” znaczy „tak”

O kręceniu głową w Bułgarii wiedzą już chyba wszyscy, ale może akurat wy urodziliście się pod kamieniem. W Bułgarii – tak samo zresztą jak w Albanii, Turcji, części Grecji czy Indiach – skinienie głową nie oznacza zgody, a zaprzeczenie. Analogicznie, pokręcenie głową to przytaknięcie, więc nie zdziwcie się, kiedy na Wasze pytanie Czy mogę tu zaparkować? ktoś pokręci głową, a następnie będzie dziwnie na Was patrzył, kiedy odjedziecie w siną dal. Bułgarzy jednocześnie zdają nic nie robić sobie z tego, że ich mowa ciała różni się w tym aspekcie od zwyczajów panujących w innych krajach europejskich, co prowadzi do licznych nieporozumień, najczęściej zaczynających się od niewinnego pytania Czy to miejsce jest wolne?

A o wolny stolik będziecie tu pytać często…

2. Kawa na każdym kroku

Bułgaria przeciętnemu Kowalskiemu raczej nie kojarzy się z kawą… do momentu, kiedy po raz pierwszy odwiedzi ten kraj. Automaty z kawą stoją w Bułgarii wszędzie, a przez wszędzie rozumiemy DOSŁOWNIE wszędzie. Komisariat policji, market, prywatna posesja, główny placyk w zapomnianej przez bogów miejscowości: w każdym z tych miejsc znajdziecie przynajmniej jeden kawomat, często wyglądający jakby został ściągnięty z Afganistanu, ale wciąż z ukontentowaniem używany przez lokalną społeczność. Bułgarzy uwielbiają kawę z plastikowego kubka, który ledwo wytrzymuje temperaturę parującej mikstury, klasycznie dodając do niej porannego papierosa (często bez filtra). Jeśli jakimś cudem w okolicy nie ma kawomatu, to oznacza, że localsi kupują kawę w pobliskim spożywczaku bądź kiosku, obowiązkowo wyposażonym w ekspres.

Sprawdźcie krótki materiał video na ten temat:

3. Papierowe cmentarze

Bułgarskim zwyczajem, który państwowa administracja powoli stara się wytrzebić, jest wieszanie klepsydr: takich nekrologów „z opóźnieniem”, stanowiących przypomnienie o śmierci danej osoby. Szacunek do zmarłych jest w Bułgarii jednym z fundamentów lokalnych społeczności, a objawia się on właśnie oklejaniem klepsydrami niemal każdej powierzchni płaskiej i stojącej pionowo (włączając w to co szersze pnie drzew). Co więcej, owe przypomnienia są często bardzo solidnie zabezpieczone przed czynnikami atmosferycznymi (nierzadko zdarzają się wersje laminowane), w związku z czym utrzymują się na miejscu całkiem długo. Turystom i władzom miast niekoniecznie się to podoba, bo według jednych i drugich wprowadza na ulice nieco za dużo pesymizmu (z którego Bułgarzy są podobno znani – aż dziw, że ten kraj nie graniczy z Polską).

Klepsydry z Nesybyru

4. Zabawa w ciepło-zimno

W Bułgarii dość powszechnym zjawiskiem jest brak kaloryferów w mieszkaniach, w tym także w apartamentach, które są wynajmowane turystom. Jest to o tyle dziwne, że w kraju tym temperatury wcale nie bywają wyższe niż te notowane w tym samym czasie w Polsce, o czym zresztą sami przekonaliśmy się „wizytując” Bułgarię wczesną wiosną.

Chyba z tego właśnie względu Bułgarzy uwielbiają, kiedy w knajpach jest (za) ciepło. Brak grzejników w mieszkaniach rekompensują sobie rozstawiając i rozwieszając ogrzewacze w lokalach gastronomicznych, w których i tak często siedzą w kurtkach. Nie raz zdarzyło nam się siadać w pobliżu drzwi, bo centrum restauracji było rozgrzane do czerwoności i skolonizowane przez zakutanych w puchowe kurty localsów, którzy co najwyżej rozpięli suwaki. Sytuacji nie poprawia rozwój technologiczny, który ostatni czasy wpłynął na popularyzację bardzo efektywnych promienników podczerwieni, mogących ukrywać się w obrazach, lustrach czy obrazach. Siedzi człowiek pod takim widoczkiem z końmi, poci się jak szalony i nie wie nawet, że źródłem jego udręki jest średnio udana reprodukcja Kossaka.

Ogrzewacze na ful, ale akurat nie złapaliśmy ludzi w kurtkach…

5. Wyrzuć to gdziekolwiek

Bułgaria jest, niestety, krajem POTWORNIE zaśmieconym. Za tę sytuację tamtejsi nacjonaliści obwiniają (częściowo słusznie) społeczność Romską, której przedstawiciele często przejmują opuszczone domy (o których będzie na końcu), a ich przedpole traktują jak wysypisko. Niemniej, śmieci wszelkiego typu walają się także po ulicach „cywilizowanych” miast, a wyjazdówki z nich to prawdziwy dramat.

Turystyczny pas bułgarskiego wybrzeża jest wprawdzie w dużej mierze wolny od tego problemu, także „standardowy” odwiedzający Bułgarię może go nawet nie zauważyć. Niemniej, zebrane stamtąd śmieci często zwożone są poza zasięg wzroku turystów i kończą na dzikich wysypiskach, których po prostu nie widać z drogi.

Prawdziwa masakra zaczyna się jednak na obszarach wiejskich, nie daj bóg zamieszkanych przez Romów. Nie mamy absolutnie nic to tej nacji, ale prawda jest taka, że okolice ich domów to jeden wielki śmietnik, zarzucony starymi oponami, zużytymi prezerwatywami czy opakowaniami po słodyczach. Jest bardzo, bardzo źle, a świadomość ekologiczna w Bułgarii leży gdzieś pod tymi wszystkimi odpadkami i ledwo dyszy. Zresztą, zobaczcie sami:

6. Podaj cegłę, podaj cegłę…

…. Zbudujemy nowy dom – tak zapewne nucili sobie Bułgarzy w czasach komunistycznych i tuż po nich, kiedy przemysł budowalny zdawał się rozkwitać, a co majętniejsi (i lepiej ustawieni) mieszkańcy tego kraju na wyprzódki budowali sobie coraz to bardziej wypasione posiadłości.

Tyle, że potem przyszła recesja i wszystko poszło w diabły.

Nie robiliśmy jakiegoś poważniejszego researchu w tym temacie, ale na nasze oko Bułgaria to kraj o najwyższym odsetku opuszczonych domostw w Europie. Nie ma znaczenia, czy mówimy tu o wielkich ośrodkach wypoczynkowych, które nigdy nie zostały ukończone; posiadłościach lokalnych aparatczyków, które nie doczekały się zasiedlenia (czy nawet otynkowania); blokach z wielkiej płyty, czy wreszcie „klasycznych” domach jednorodzinnych, obecnie straszących dywanami z tłuczonego szkła i strzykawek. W bułgarskich miastach chyba nie ma ulicy, na której jakiś dom nie straszyłby powybijanymi oknami, a w drodze z dowolnego punktu A do punktu B na pierwszy opuszczony budynek natkniemy się już w pierwszych 5 minutach jazdy.

Z jednej strony można powiedzieć, że Bułgaria do urbexowy raj, ale jest to plus bardzo wątpliwej jakości, tym bardziej że większość sypiących się konstrukcji nie jest w żaden sposób zabezpieczona i grozi zawaleniem w każdej chwili. Tak naprawdę ta niechlubna wizytówka Bułgarii ma same minusy, poczynając od wspomnianego niebezpieczeństwa, a na dzikich lokatorach kończąc. Trudno czuć się bezpiecznie na wieczornym spacerze po mniejszym mieście, kiedy z mijanych ruin co rusz dochodzą odgłosy libacji i/lub kopulacji… nawet jeśli dana budowla całkiem przystojnie wygląda w promieniach zachodzącego słońca.

Tu ktoś miał pieniążek, a potem już nie miał pieniążka…

Jak widać, Bułgaria ma cały wachlarz interesujących cech, zarówno z gatunku tych, które nas ciekawią, jak i tych, na które nigdy wolelibyśmy się nie natknąć (o jeszcze jednej – sporej ilości bezdomnych zwierząt – tutaj nie wspomnieliśmy, ale dla Agatki to bardzo ciężki temat). Jadąc do tego kraju warto mieć ich świadomość i przygotować się psychicznie: zwłaszcza na te negatywne.

A jakie są Wasze doświadczenia z tym krajem? Dajcie znać w komentarzach!


Podobał Ci się ten wpis? Możesz poczytać inne notki o Bułgarii lub polubić nasz blog na Facebooku, gdzie na bieżąco informujemy o nowych wpisach i wrzucamy dodatkowe treści.

REKLAMA:

Skomentuj czy coś:

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

error

Podobało się? Może zostaniemy w taczu?