Svalbard – przygotowania: transport i merytoryka

Jak być może część z Was wie, w czerwcu wybieram się z kumplem na Svalbard. O mojej motywacji w tym względzie piałem już tutaj, natomiast teraz mam zamiar opisać, jak wyglądają moje przygotowania do tego wyjazdu – wraz z radami wstępnymi dla tych, którzy w przyszłości będą planować podobną wyprawę. Tak naprawdę nie wiem jeszcze, czy owe przygotowania w ogóle mają jakiś sens, ale umówmy się, że po powrocie po prostu machnę jakąś notkę aktualizacyjną.

Svalbard (czy też konkretniej – Spitsbergen) jest dość specyficzną miejscówką. Gros odwiedzających go turystów dociera na miejsce latem, pomiędzy środkiem czerwca a końcem lipca, a do tego 90% z nich to pasażerowie specjalnych promów, które w ciągu kilku do kilkunastu dni okrążają cały archipelag, wysadzając wycieczkowiczów w konkretnych miejscach. Ta opcja to coś w stylu nieco bardziej harcore’owego all-inclusive, tylko że zamiast słońca, plaży i drinka z palemką dostajecie temperaturę w sam raz na jesienną kurtkę, nieco przerdzewiały pokład i kompletny brak palemek (Svalbard znany jest m.in. z braku wysokiej roślinności). Koniec-końców, chyba nikomu nie muszę mówić, ze ta opcja mnie nie interesowała (nie tylko z powodów finansowych – takie rejsy bowiem kosztują całkiem suty grosz).

Tym samym, wraz z kolegą L., będziemy należeć do tej „elytarnej” grupy 10% odwiedzających Spitsbergen, którzy polecą na miejsce samolotem i będą (względnie) sami organizować sobie czas na miejscu. Słowo w nawiasie jest tutaj kluczowe, bowiem przeważająca część archipelagu jest na tyle niebezpieczna dla turystów, że na wyprawy całkowicie samodzielne trzeba uzbierać całe naręcze wszelakich zezwoleń, raczej nieosiągalnych dla kogoś, kto nie jest członkiem wyprawy naukowej lub badawczej. Niebezpieczeństwo to spersonifikowane (?) jest przede wszystkim w niedźwiedziach polarnych, których populacja kurczy się co prawda z roku na rok, ale wciąż przewyższa ilość mieszkających na Svalbardzie ludzi. Zimą dochodzą do tego jeszcze potężne wiatry, mróz i noc polarna, ale nie oszukujmy się – te rzeczy nie mają w zwyczaju wyciągać Was za głowę z namiotu, a następnie robić sobie obiadu z Waszych flaków.

Dlaczego Svalbard latem?

My udajemy się na Svalbard latem, na samym początku sezonu – po to, by uniknąć największego nasilenia statków wycieczkowych, a także mieć szansę skorzystania z kilku ostatnich, post-zimowych atrakcji. Jedną z nich jest na przykład rajd psim zaprzęgiem po lodowcu Foxfonna, możliwy tylko do połowy czerwca. No, a poza tym będzie tam względnie ciepło – w lato temperatury na miejscu dochodzą nawet do kilkunastu stopni na plusie, przy czym średnio jest to wciąż ok. +5. Na takie warunki się szykujemy, więc weźcie pod uwagę, że jeśli sami planujecie wybrać się na Svalbard zimą, to niniejszy tekst będzie dla Was niemal kompletnie bezużyteczny. Kto wie, może kiedyś zdecyduję się i na tę opcję, ale na pewno jeszcze nie teraz.

Przygotowanie merytoryczne i przewodnik po Svalbardzie

Svalbard - przewodnik Bradt

5. wydanie jest obecnie najnowsze

W chwili obecnej jedyną pozycją, która gruntownie zajmuje się TYLKO tym rejonem, jest dedykowany przewodnik wydawnictwa Bradt, napisany przez Andreasa Umbreita, będącego zresztą właścicielem jednej z tamtejszych firm obsługujących „samodzielnych” turystów. Wydawnictwo powie Wam wszystko, co musicie wiedzieć, a także sporo rzeczy, których wiedzieć nie musicie, włącznie z historią geologiczną miejsca. Przez tę ostatnią nie przebrnąłem i – mówiąc szczerze – zupełnie się tego nie wstydzę. Kolejną zaletą tej pozycji jest fakt, że zawiera ona w miarę aktualny spis wszystkich firm, które zajmują się organizowaniem rozrywki na miejscu. Co prawda ostatnimi czasy niemal wszystkie one korzystają z jednego z dwóch internetowych systemów rezerwacyjnych, ale lista ta jest idealną bazą, od której możecie rozpocząć poszukiwanie aktywności, którymi możecie być zainteresowani.

Białe - Ilona Wiśniewska

Białe naprawdę warto przeczytać

Drugą książką, którą dla odmiany warto przeczytać od deski do deski, jest Białe autorstwa Ilony Wiśniewskiej. Autorka spędziła na miejscu sporo czasu, a do tego wróciła ze Svalbardu całkiem niedawno, także większość ciekawostek i dodatkowych informacji, które wyciągniecie z lektury, nie straci jeszcze na aktualności. Ponadto Białe bardzo udatnie opisuje klimat panujący w regionie i nie mówię tutaj o klimacie w znaczeniu meteorologicznym. Książka opisuje przede wszystkim ludzi i ich życie na Svabardzie, tym samym mówiąc o nim więcej niż (nie)jeden przewodnik.

Jeśli chodzi o zasoby sieciowe, to osobiście korzystałem ze stron internetowych tour-operatorów (listę podam w następnej notce), stron visitsvalbard.com i svalbardbooking.com (będących agregatorami ofert i informacji o regionie), a także z oficjalnej strony Sysselmanna, czyli nominalnego zarządcy archipelagu z ramienia Norwegii. Na tej ostatniej znajdują się bardzo konkretne informacje nie tylko o wszelakich formalnościach związanych z wjazdem (jeśli chodzi o turystów z UE, to nie ma ich za dużo), ale także bieżące komunikaty, których treść może mieć wpływ na Wasz wyjazd (jak choćby obwieszczenia dotyczące zagrożenia lawinowego).

W ramach uzupełnienia informacji, warto też przeczytać (i obejrzeć) materiały, które na temat Svalbardu sprokurowała polska blogosfera podróżnicza. O ile nie jesteście profesjonalnymi zdobywcami Arktyki – bo blogi takich osób z Polski również wiszą na sieci – spokojnie powinny wystarczyć Wam informacje z Wojażera oraz Los Waiheros. Pierwsza para była na miejscu bardziej rekreacyjnie (tak jak i ja planuję); druga natomiast miała możliwość „doczepić się” do wyprawy naukowej i odbyć dłuższy trekking, a więc obejrzeć sobie mniej wyeksploatowane turystycznie partie wyspy. To ostatnie zawsze jest fajne, ale – niestety – praktycznie niemożliwe, jeśli nie macie odpowiedniego doświadczenia, ekwipunku, ubezpieczenia i pozwoleń, względnie kogoś znajomego na miejscu, kto będzie w stanie się Wami zaopiekować.

Blogi obcojęzyczne mówiące o Svalbardzie również są na sieci, ale nie chciało mi się ani mocniej ich szukać, ani dogłębnie czytać. Szczerze mówiąc, jeśli jesteście bardzo leniwi, to bradtowski przewodnik powinien wystarczyć Wam do zupełnie podstawowego przygotowania – reszta materiałów to uzupełnianie i utrwalanie informacji. Przyznam, że moje osobiste lenistwo wynikało też z faktu, o którym napisałem w ostatnim zdaniu poprzedniego akapitu (praktyczna niemożliwość „zwiedzania” Spitsbergenu samodzielnie). Ale może coś mnie zaskoczy – w końcu jeszcze nie byłem na miejscu.

Transport na Svalbard

Tu sprawa jest prostsza niż mogłoby się wydawać. Jeśli nie zamiarujecie wydać fury hajsu na wycieczkę statkiem z Norwegii, to najprostszym, najtańszym i najszybszym sposobem dostania się na Białą Wyspę jest lot. My kupiliśmy bilety za circa 950 zł, lecimy z Gdańska, a jedyną niewiadomą jest dla nas obecnie transport do tego miasta z Warszawy. Polski Bus jeszcze nie puścił puli biletów na czerwiec, a ewentualna opcja lotu z Modlina odpada, bo musielibyśmy dokupić bagaż nadawany za jakieś niewspółmierne pieniądze. Pewnym bólem jest fakt, że wylot na sam Spitsbergen (przez Oslo) ma miejsce na tyle wcześnie rano, że autobus nocny mija się z nim o godzinę, co wymaga od nas przenocowania w Trójmieście, ale jakoś to przeżyjemy.

Lotnisko w Longyearbyen - Svalbard

Warszawska etiuda była chyba większa niż lotnisko w Longyearbyen… (żródło: 123rf.com)

Hardcore’owcy mogą dostać się na miejsce statkiem, ale nie wydaje mi się, żeby – o ile ktoś nie dysponuje nadmiarem czasu i gotówki – była to szczególnie wygodna opcja. Polecam ją tylko tym, którzy chcą dodatkowo zwiedzić sobie kawałek Norwegii, a dodatkowo mają dość głęboki portfel.

Całościowe koszty

Jedno trzeba powiedzieć: Svalbard to w cholerę droga miejscówka. Z moich wstępnych wyliczeń wynika, że na tygodniowy pobyt na miejscu – z dolotem, jedzeniem i atrakcjami – wydamy z kumplem po 8000 zł na głowę (sic!). Tym samym będzie to Wyprawa o najgorszym współczynniku kosztów do czasu spędzonego na miejscu. Za te same pieniądze spokojnie da się spędzić ze 2-3 miesiące w Azji wschodniej. No, ale tam nie ma niedźwiedzi polarnych.

Tym samym najważniejszą częścią naszych przygotowań jest metodyczne odkładanie gotówki przeznaczonej na wyjazd, połączonej z rozkładaniem wydatków. Jeśli ktoś z Was planuje podobny wyjazd, proponuję robić to samo.

Wysokie koszty wynikają przede wszystkim z tego, że na Svalbardzie wszystko jest drogie, włączając w to przede wszystkim aktywności na miejscu. O tym jednak możecie przeczytać tutaj.


Podobał Ci się ten wpis? Możesz poczytać inne moje posty o Norwegiipolubić mój blog na Facebooku – często wrzucam tam dodatkowe treści.

REKLAMA:

komentarze 2

  1. Andrzej 3 maja 2016
    • Brewa 3 maja 2016

Dodaj komentarz:

Podobało się? Może zostaniemy w taczu?

  • Facebook2k
  • YouTube4k
    YouTube
  • Instagram349
  • Google+0