6 sposobów na tanie jedzenie w Szwecji

Wszyscy wiedzą, że Szwecja jest droga. Pomimo tego, że lot do tego kraju z Polski to ostatnimi czasy groszowy koszt, to spędzenie na miejscu chociaż kilku dni wiąże się ze znaczącymi wydatkami, generowanymi przede wszystkim przez kwestie żywieniowe (noclegi można ogarnąć w miarę tanimi hostelami, a transport – chociażby wynajęciem samochodu). Z tego względu postanowiłem odpowiedzieć na pytanie „jak tanio zjeść w Szwecji?” za pomocą listy sześciu gruntownie przetestowanych propozycji, które jednak wymagają od czytelnika pewnego dystansu – zwłaszcza do zagadnienia zdrowego żywienia. Jeśli jesteście fanami tego ostatniego, to równie dobrze możecie skończyć czytać już teraz. Tych bardziej skoncentrowanych na zawartości portfela zapraszam dalej.

Oczywiście część tych porad (choć nie wszystkie) można przenieść na grunt innych krajów skandynawskich. Niemniej, koncentruję się na Szwecji jako na państwie najbogatszym w różne opcje taniego żywienia.

1. Sieć 7-Eleven

Sieć sklepów 7-Eleven, które część z Was może kojarzyć choćby z Azji (w Bangkoku sieć dysponuje największą penetracją tą marką na całym świecie), jest obecna w Szwecji od dłuższego czasu. Podobnie jak na wchodzie świata, tak i tutaj jest ona dobrym wyborem dla spragnionego taniego jedzenia podróżnika, który nie jest zbyt wybredny. Na półkach 7-Eleven znajdziecie nie tylko zafoliowane buły, ale także różnego rodzaju kanapki, zapiekanki, bajgle, wrapy itp., które za stosunkowo niewielkie pieniądze można kupować w zestawach z napojem. Ceny takich pakietów oscylują w granicach 20-30 szwedzkich koron (10-15 zł), więc jak na warunki skandynawskie to jest to wręcz boska oferta. Tym bardziej, że – w odróżnieniu od swojego azjatyckiego rodzeństwa – szwedzkie 7-11 oferują posiłki wyglądające naprawdę smakowicie i suto dopchane warzywami.

Szwecja - 7-Eleven

Nic tak nie cieszy niż długo wyczekiwany 7-Eleven

2. Sieć supermarketów Coop

Nie jest żadną niespodzianką, że jeśli szukamy najtańszego żarcia, to dobrze jest się wybrać do supermarketu. Najpopularniejszą (a przy okazji z gruntu szwedzką) siecią jest Coop, dysponująca niemal pełnym pokryciem na terenie całego kraju. Wizyta w markecie jest zawsze dobrym pomysłem, jeśli szukamy taniego piwa i gdy ckli nam się za pieczywem. Niestety, wyroby mączne są w Szwecji zdecydowanie droższe niż w Polsce, a co za tym idzie, cena zwykłej kajzerki może sprawić, że nakryjecie się dupą z wrażenia. Jeśli jednak już musicie faktycznie zapchać sobie gębę białą bułą, to radzę poszukać promocji w supermarkecie – będzie po prostu najtaniej.

3. Śledzie, pasty i ziemniaki

Jak już będziecie w jakimś większym sklepie, to zwróćcie baczną uwagę na sekcje chłodnicze. Szwecja stoi przetwórstwem rybnym, więc jeśli nie macie nic przeciwko temu, że przez kilka kolejnych godzin Wasz oddech będzie capił Morzem Północnym, to jesteście w domu.

Wszelkiego rodzaju potrawy ze śledzi są w Szwecji tanie i dobre, a wy przy okazji dokształcicie się w temacie tego, co ze śledzia można zrobić. A można naprawdę wiele. Firmy takie jak Abba i podobne oferują przerażający wręcz wybór wariantów śledzia do zjedzenia na raz, w tym propozycje tak egzotyczne jak śledź w pomarańczach i cynamonie czy to samo rybsko w żurawinie. Zresztą, śledź to nie jedyny wybór. Fani bardziej fancy żarcia na pewno zwrócą uwagę na niskie ceny kawioru, który również może być ekonomiczną alternatywą żywieniową.

Drugą opcją wartą rozważania są pasty rybne. Trudno się na nich doczytać, ile jest w nich faktycznie ryby, ale przy odrobinie szczęścia traficie na taką, która nie składa się z samej soli. Pasty są BARDZO tanie (solidną tubkę można kupić już za ok. 5-7 koron, czyli 2,5-3,5 zł), a – w połączeniu z jakimś w miarę tanim pieczywem – zapewnią Wam ze 2-3 śniadania.

Wreszcie, w ramach dopychania się warto rozważyć sałatki ziemniaczane. 0,5-kilogramowy kubeł tego „specjału” można kupić już za ok. 10-15 koron (5-7,5 zł), a jest to bardzo bezpieczna i bardzo energetyczna opcja.

4. Żelki i słodycze

Szwecja to raj dla wielbicieli słodyczy i częstych bywalców u dentysty. Jeśli lubicie uzupełniać braki energetyczne cukrami prostymi, to zasadniczo już możecie kupować bilet. Szwecja słynie z DZIKIEJ ilości sklepów oferujących TYLKO słodycze, w tym przede wszystkim nieprzebrane warianty przeróżnych żelków. Przykładem może tu być choćby sieć Hemmakväll, w sklepach której podczas naszego krótkiego wyjazdu gościliśmy za każdym razem, kiedy tylko pojawiły się w zasięgu wzroku.

Szwecja - sklep z żelkami

Cukrzyca za jedyne 5 zł/100 gram

Szwedzi nie mają sobie równych jeśli chodzi o wyrób niezwykle kwaśnych żelek, jak również w zakresie wytwarzania lukrecji. Ta druga – także w wariancie słonym – ma ogromną rzeszę fanów na półwyspie skandynawskim… i chyba tylko tam. Ja osobiście również bardzo ją lubię, ale przez całe życie poznałem tylko kilka innych osób, które nie określają jej smaku jako połączenie ziół i kwaśnego bełta. Jeśli nigdy o lukrecji nie słyszeliście, to ostrzegę, że to te czarne, względnie brązowe żelki, przy których zazwyczaj kręci się najwięcej Szwedów.

Czego jeszcze pełno w Szwecji?

Kraj naszych północnych sąsiadów jest generalnie pełny przybytków, których wzmożona obecność może być zaskoczeniem dla mieszkańca Europy wschodniej. I nie mówię tu tylko o jedzeniu. Wśród najbardziej znamiennych przykładów można wymienić:

  • Sklepy muzyczne – tak jak w Belgii na każdym rogu zobaczycie sklep z komiksami, tak w każdym mieście w Szwecji natkniecie się na zatrzęsienie sklepów muzycznych. Szwedzi są – najwyraźniej – tradycjonalistami jeśli chodzi o muzykę i nadal kupują płyty CD i winyle, coraz modniejsze także u nas. Jeśli również lubicie muzykę na trwałych nośnikach, to wizyta w Szwecji może być doskonałą okazją do uzupełnienia kolekcji, zwłaszcza jeśli chodzi o „klasyczne” zespoły ze Skandynawii, które u nas wydawały tylko albumy w formach składankowych. Zachwyceni będą fani ABBY czy alternatywnej muzyki elektronicznej. Płyty są dodatkowo tanie – za stosunkowo popularny krążek zapłacicie w przeliczeniu ok. 20 zł.
  • Salony masażu – wszyscy słyszeli o masażu tajskim, ale Szwecja również ma swój wariant tej „rozrywki” – nieco bardziej siłowy i brutalny niż jej wschodni konkurent. Salony masażu widać niemal wszędzie i bardzo często prowadzone są one… przez Azjatów. Sami nie mieliśmy okazji skorzystać z tej formy relaksu – głównie dlatego, że ceny zbliżone są do polskich (a więc niemałych). Jeśli jednak weźmiemy pod uwagę fakt tego, że w Szwecji niemal wszystko jest droższe niż u nas, to można powiedzieć, że jest to zabawa relatywnie tania.
  • Knajpy z ogrzewaczami – pomimo tego, że w Polsce coraz popularniejsze są lokale, w których nawet w niższych temperaturach można bez obaw przysiąść sobie na zewnątrz, to nijak nam konkurować ze Szwecją. Na niektórych placach stoi tyle ogrzewaczy, że temperatura w całej okolicy skacze o kilka dobrych stopni. Nie chcę nawet wiedzieć, jakie koszty generuje taka ilość tych urządzeń, ale najwyraźniej właścicielom knajp się to opłaca – widać to choćby po frekwencji w lokalach.
Szwecja - ogrzewacze

Podczas robienia tego zdjęcia prawie rozpuściłem sobie rękawiczki

5. Fast-foody

W Szwecji znajdziemy oczywiście wszystkie co bardziej znane marki fast-foodowe, ale – jeśli już mamy ochotę na coś podobnego – lepiej zainwestować w brandy lokalne. Wśród samych Szwedów na prowadzenie wysuwa się Max – knajpa która serwowała w tym kraju „amerykańskie’ burgery jeszcze przed McDonaldem. Innymi propozycjami są: Frasses (również hamburgery, w tym na przykład z łososiem) oraz Sibylla, oferująca szybkie żarcie o pochodzeniu z grubsza szwedzkim. Posiłki nie są BARDZO tanie, ale powiedzmy, że za 40 koron wtrząchniecie już coś, co utrzyma głód z daleka przez kolejne 2-3 godziny.

Poza typowymi fast-foodami szwedzkie ulice pełne są również wszelakich kebabiarni, mini-pizzerii oraz kiosków z żarciem. Jak to zwykle bywa, posiłki w nich serwowane są tanie, dość solidne, ale zazwyczaj smakują podobnie do siebie i człowiek zapomina o nich zaraz po dziabnięciu ostatniego gryza. Ciekawą sprawą jest to, że do ulicznej pizzy dorzuca się tutaj małą porcję szatkowanej białej kapusty – to coś na zasadzie sałatki coleslaw, którą w Polsce standardowo dostaje się do klasycznego „chińczyka”.

6. Jedzenie z Polski

Jadąc do Szwecji – nawet na krótko – warto jest też wziąć trochę jedzenia z Polski. Na miejscu drogie jest przede wszystkim mięso, także jeśli wegetarianizmowi mówicie stanowcze „NIE”, to proponuję zapakować do plecaka porcję suchej krakowskiej. Nie ma co jednak przesadzać – w lokalnych sklepach zawsze znajdzie się kilka promocji, z których da się złożyć przyzwoity posiłek, o ile oczywiście nie macie nic przeciwko jedzeniu na zimno.

Wywożenie żarcia ze Szwecji

Jeśli coś z menu naszych północnych sąsiadów bardzo Wam zasmakowało, to weźcie pod uwagę dość restrykcyjne regulacje na lotniskach. O ile wywiezienie makreli w pomidorach z Polski nie nastręczy Wam większych trudności (testowane), to już przywiezienie sobie do kraju któregoś z licznych wariantów szwedzkich śledzi może być bardzo problematyczne. Szwedzi nakazują wyrzucenie z podręcznego całego żarcia, które chociaż w niewielkiej części składa się z jakiegokolwiek płynu, nawet jeśli jest szczelnie zamknięte i zaplombowane. Tym sposobem udało nam się stracić kilkanaście złotych, zainwestowanych w co bardziej egzotyczne wyroby Abby, a także – co było totalnie dziwne – w puszkowane ryby przywiezione z Polski i nie zjedzone na miejscu. Z drugiej strony pasty rybne, w tym nawet te otwarte, przeszły przez kontrolę lotniskową bez żadnych problemów. Jeśli więc planujecie na miejscu większe zakupy żywnościowe, to pomyślcie nad bagażem rejestrowanym.


Podobał Ci się ten wpis? Możesz poczytać inne moje posty o Szwecji i polubić mój blog na Facebooku – często wrzucam tam dodatkowe treści.

REKLAMA:

Comment 1

  1. rysiu zdzisiu 26 lutego 2017

Dodaj komentarz:

Podobało się? Może zostaniemy w taczu?

  • Facebook2k
  • YouTube4k
    YouTube
  • Instagram349
  • Google+0