Portugalia (wynajętym) samochodem – co musisz wiedzieć?


Portugalia, jakkolwiek będąca krajem pięknym i pełnym atrakcji, leży dość daleko od Polski. To, a także niska cena biletów lotniczych, będąca bezpośrednim skutkiem szalejącej na świecie pandemii koronawirusa, sprawia, że w większości przypadków sensowniej jest do Portugalii polecieć samolotem, niż telepać się do niej z Polski przez jakieś 33 godziny. Wychodząc z takiego założenia, przedstawiamy Wam kompaktowy poradnik, który odpowie na wszystkie (a przynajmniej na większość) pytania związane z tematyką podróżowania samochodem po najdalej wysuniętym na zachód kraju europejskim.


Samochód w Portugalii w wersji TL:DR

  • Koszt wynajmu samochodu na tydzień: ok. 1250 zł wliczając paliwo i pełne ubezpieczenie. Najkorzystniej wypadają oferty z porównywarek.
  • Przepisy drogowe: podobne do polskich; mandaty płatne gotówką na miejscu.
  • Drogi i dojazdy: zdecydowanie dobrej jakości. Bardzo dużo rond. Warto uważać na niskie lampy (rażą w oczy) oraz „systemy zwalniające” znienacka włączające czerwone światło. Warto korzystać z promów, które mocno skracają czas podróży. Autostrady są płatne, ale „dynks” z wypożyczalni pozwala nie przejmować się tym problemem.
  • Portugalscy kierowcy: jeżdżą ostrożnie, przepuszczają pieszych, ale mogliby wcześniej włączać światła.
  • Parkowanie: raczej bezproblemowe (wyjątki: Lizbona i Sintra) i w dużej mierze darmowe (plaże, atrakcje turystyczne). Czerwony/żółty krawężnik oznacza zakaz. Ewentualne parkometry przyjmują monety. Do centrum Sintry nie wjedziecie samochodem.
  • Paliwo: nieco droższe niż w Polsce, ale bardzo łatwo dostępne w każdym rejonie kraju.

Wynajem samochodu w Portugalii – koszty i procedura

Wynajem samochodu w Portugalii to żadna wielka filozofia. My swoją furę znaleźliśmy w serwisie RentalCars, z którego korzystamy najczęściej. Gwoli ścisłości: szybkie porównanie z lokalnymi, niezrzeszonymi wypożyczalniami wskazało, że i tym razem lepiej zawierzyć korporacjom. W naszym przypadku padło na firmę Global, która za cenę 260 zł (uwaga – to nie wszystko!) udostępniła nam na 7 dni samochód Volskwagen Polo o bardzo przyzwoitym przebiegu 4114 km (czyli w zasadzie nowy).

Do kosztu samego wynajmu trzeba było jeszcze doliczyć:

  • Pełne ubezpieczenie: nadobowiązkowe, ale zawsze bierzemy je dla świętego spokoju. Koszt: 580 zł;
  • „Dynks” autostradowy, dzięki któremu nie musieliśmy się martwić o żadne opłaty mostowe czy drogowe. Koszt: 50 zł;
  • Paliwo, którego spaliliśmy łącznie na kwotę 330 zł (circa 1,5 baku). Przejechaliśmy na nim równiutko 1069 km, co skrzętnie odnotowano na naszej umowie.

Dodamy przy tym, że samochodu nie braliśmy na cały pobyt, tylko odebraliśmy go po spędzeniu około 2,5 dnia w Lizbonie. Do firmy Global musieliśmy podjechać sami (wystarczyła wycieczka autobusem – całkiem bezproblemowa), a po zdaniu samochodu jej pracownicy odwieźli nas na położone po sąsiedzku lotnisko (jechaliśmy dosłownie 7 minut). Do auta, podobnie jak do obsługi całej transakcji, nie mieliśmy absolutnie żadnych zastrzeżeń, więc firmę Global możemy z czystym sumieniem polecić.

Nasz środek transportu w pełnej krasie

Samochodem po Portugalii – podstawowe przepisy i policja

Jeżeli chodzi o podstawowe kwestie związane z poruszaniem się samochodem po Portugalii, to kraj ten nie odstaje od średniej europejskiej. Maksymalne prędkości to: 50/90/120 km/h (zabudowany/niezabudowany/autostrady), nie wolno jeździć na bani (limit: 0,5 promila) ani z telefonem przed twarzą; a w samochodzie powinniśmy mieć trójkąt i kamizelkę odblaskową. Dwoma ważnymi zakazami są:

  • zakaz używania rejestratorów jazdy oraz…
  • zakaz przewożenia rowerów na bagażniku zlokalizowanym Z TYŁU pojazdu, chyba że macie kampera.

Warto o nich pamiętać, bo kwoty mandatów są wyższe niż w Polsce, co jest tym bardziej dotkliwe, że zazwyczaj reguluje się je gotówką na miejscu (uwaga: policja ma często ze sobą… mobilne bankomaty!). Odmowa zapłacenia mandatu może wiązać się nawet z konfiskatą naszego środka transportu, także lepiej uważać.

Samochodem po Portugalii – stan dróg i zwyczaje

Nie mieliśmy absolutnie ŻADNYCH zastrzeżeń do stanu dróg w Portugalii i tu nie sądzę, żeby ktokolwiek miał na co narzekać.  Ogólnie rzecz biorąc, nieco więcej wielopasmowych dróg dobrej jakości znajdziecie na północy kraju, a najbardziej ubogie pod tym względem jest samo południe. Nie oczekujcie jednak, że do Faro będziecie jechać zapuszczoną szutrówką, bo to nie tego typu kraj…

Portugalia może jednak może zaskoczyć nawet doświadczonego kierowcę wachlarzem dziwnych zwyczajów i „udziwnień”, z którymi zetkniemy się na bardzo wczesnym etapie naszej wycieczki. Należą do nich:

  • Ogromna liczba rond, także na drogach dojazdowych. W wielu przypadkach dwupasmowe ronda pojawiają się nawet na jednopasmowych drogach, czego my sami nie rozgryźliśmy do końca wyjazdu. Próbowaliśmy różnych wariantów wjeżdżania i wyjeżdżania i w średnio 50% przypadków i tak na nas trąbiono…
  • Na wzgórza często prowadzą jednokierunkowe drogi, a zjeżdża się z nich w drugiej strony. Warto to uwzględnić podczas planowania trasy.
  • Portugalscy kierowcy generalnie nie lubią świateł: włączają je późno (mają do tego prawo) – jak na nasz gust: ZA późno. Uważać trzeba także na rowerzystów, którzy z kolei świateł mogą nie mieć w ogóle.
  • Z tymi światłami w ogóle jest jakaś dziwna opcja, bo w wielu miejscach lampy uliczne są bardzo niskie i bardziej przeszkadzają niż pomagają. Zdarza się to zwłaszcza na wybrzeżu – być może ma to coś wspólnego z nawigacją morską. Część znaków – w tym dość ważnych – jest również nie odblaskowa.
  • Wreszcie – największy mindfuck samochodowy Portugalii: w wielu miejscach w kraju natkniecie się na sygnalizatory świetlne wyposażone tylko w światła pomarańczowe (migające) i czerwone (włączające się znienacka). Tego typu ustrojstwa wyraźnie mają za zadanie sprawić, że będziecie jechać wolniej, co nie zmienia faktu, że kilka pierwszych razów dostaniecie małego zawału, kiedy światło zupełnie niespodziewanie zmieni się na czerwone. Jest to jeden z najbardziej irytujących mechanizmów „zwalniających”, z jakimi spotkaliśmy się za granicą.

Ponadto możemy śmiało stwierdzić, że portugalscy kierowcy jeżdżą akceptowalnie, choć mogliby się nauczyć częściej używać kierunkowskazów. Przepuszczanie pieszych to dla nich ważna sprawa, więc warto mieć odrobinę cierpliwości, jeśli jedziecie przez większą miejscowość.

Samochodem po Portugalii – przez wodę

Może się zdarzyć, że podczas Waszych wojaży po Portugalii będziecie musieli „przeskoczyć” jakiś zbiornik wodny lub rzekę. W takim wypadku warto pamiętać, że dwa największe lizbońskie mosty są płatne (ok. 10 zł – w momencie wjeżdżania DO miasta). Opłaty unikniecie, jeśli zaopatrzycie się we wspomniany wcześniej „dynks” autostradowy, choć to raczej działa głównie w przypadku wynajętych samochodów. Ten sam „dynks”, jak łatwo się domyślić, pozwoli Wam na nieskrępowane korzystanie z autostrad. Jego właściciel rozliczy się z państwem później.

Promy są w Portugalii wygodną alternatywą dla tras na okrętkę. My – przykładowo – wybraliśmy się na krótki „rejs” z Troi na półwyspie Gale do miasta Setubal, oszczędzając sobie tym samym jakieś 1,5 godziny jazdy. Taka przyjemność kosztowała nas niecałe 100 zł za samochód z dwójką pasażerów i były to bardzo dobrze wydane pieniądze.

Zieloniutki prom do Setubal

Samochodem po Portugalii – parkowanie i tankowanie

W większości przypadków (nie licząc Lizbony, Sintry [patrz niżej] i centrów większych miast) w Portugalii parkuje się dość łatwo i – co ważne – za darmo. Ogromne parkingi przy plażach są przeważnie darmowe, podobnie jak miejsca postojowe pod atrakcjami turystycznymi.

Z parkowaniem w Portugalii raczej nie ma problemów

Parkometry w centrach miast przyjmują monety (na szczęście) i nie wołają za dużo – około 0,5 euro za godzinę. Jeśli nie jesteście pewni, czy w danym miejscu można parkować, to zwróćcie uwagę na kolor krawężnika: czerwony lub żółty oznacza, że lepiej się stamtąd zmywać.


Wyjątek od wszystkiego – Sintra

O ile własnym środkiem transportu po Portugalii jeździ się naprawdę wygodnie i miło, o tyle jest jedna miejscowość, gdzie samochód jest po prostu zbędny. Jest nią Sintra.
W tej skądinąd cudownej, zabytkowej miejscowości bardzo ciężko będzie Wam zaparkować, a będziecie musieli to zrobić, bo nie-mieszkańcy mają zasadniczo bana na jeżdżenie samochodem po historycznym centrum miasteczka i pobliskich atrakcjach turystycznych. Samochodem nie dojedziecie do Pałacu Pena i do żadnego innego punktu na słynnym wzgórzu, choć Wasza nawigacja może Wam mówić co innego.
Jeżeli będziecie w Sintrze parkować, to 3 razy upewnijcie się, że możecie to zrobić w danym miejscu, a najlepiej spytajcie jakiegoś localsa. My w tym mieście otrzymaliśmy nasz pierwszy (i na szczęście ostatni) mandat za parkowanie. Świstek wyciągnął nam z kieszeni 30 euro – nie dużo, ale lepiej byłoby je mieć niż nie mieć.

Tam samochodem nie wjedziecie…

Jeżeli chodzi o kwestie paliwowe, to tu nie będziecie mieli najmniejszych problemów. Stacje benzynowe rozsiane są po całym kraju, a ich sieć jest bardzo gęsta. Portugalia jest też na tyle mała, że wiele benzyny (nieco droższej niż w Polsce) nie spalicie, chyba że jedziecie na miesiąc.

Nie skłamiemy, jeśli napiszemy, że po Portugalii samochodem jeździło nam się bardzo dobrze, chociaż – jak to zwykle bywa – ma ona swoje dziwnostki. Mimo wszystko, polecalibyśmy jednak lot na miejsce i wynajem fury, bo jeśli po urlopie mielibyśmy jeszcze wracać do Polski przez 1,5 doby, to nie bylibyśmy tak zadowoleni.

Zainteresował Cię ten wpis? Sprawdź też inne nasze teksty na temat Portugalii albo po prostu zajrzyj na stronę zbiorczą II wyjazdu z 2020 roku. Zachęcamy Cię również do polubienia naszego bloga na Facebooku – na fanpage‘u często pojawiają się dodatkowe treści.

REKLAMA:

Skomentuj czy coś:

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

error

Podobało się? Może zostaniemy w taczu?