Mjanmar (Birma) – notatka historyczna, cz. 1

Uwaga na marginesie: od dwóch lat na swoje wyjazdy staram się wybierać większą ekipą. Wiadomo – bezpieczniej, transport i noclegi tańsze, a i do klubu w Bangkoku fajniej wybrać się dużą ekipą, bo żaden wsiowy głupek nie próbuje się dopchać do stolika. Najczęściej jednak w skład grupy wchodzi kilka osób, które wyjazd traktują znacznie bardziej rekreacyjnie niż ja i, wiedząc o mojej pedantycznej (i faszystowskiej) naturze, całość planowania i zdobywania informacji zostawiają mi. Oto jeden z efektów takiej polityki – krótka notka historyczna o kraju, do którego wybieramy się w tym roku; powstała ona po to, by ludzie wchodzący w skład grupy uderzeniowej mogli bezboleśnie dowiedzieć się trochę o kraju, który będą najeżdżać i jednocześnie nauczyć się czegoś więcej niż to, że wódka ryżowa kiepsko wchodzi pod ogórki.

Pierwsi ludzie w rejonie obecnej Birmy (skoro Aug San Suu Kyi woli posługiwać się tą nazwą, to nie widzę powodu, dla którego my byśmy nie mogli) pojawili się ok. 75 000 PNE (chociaż niedawno odkryto w okolicach „ludzką” kość datowaną na 45 mln lat – hurra!, powiedział rząd; co, powiedziała reszta świata), a kurczaka udomowili ok. 1500 PNE (dobra robota, pierwsi ludzie!). Zaraz potem wytopili brąz.

No, skoro były kurczaki i brąz, to dalej już było z górki. Przez jakieś 2000 lat po okolicy pałętali się tubylcy ubrani w przepaski biodrowe, a bardziej cywilizowani sąsiedzi handlowali między sobą (głównie Chiny, Syjam i Indie). I nagle – bum! W XI w. do władzy dochodzi niejaki Anawrahta i szast, prast – leje po mordach skłócone plemiona i scala je w pierwsze duże imperium. Złota era trwa jakoś tak od 1044 do 1287. Potem jeden z jego następców robi bardzo głupią rzecz. Mianowicie – zabija posłów przysłanych od chana Kubilaja. To były czasy, w których Mongołowie nie mieli jeszcze wyjebane. Kubilaj stroszy wąsa, najeżdża królestwo i robi rozpierduchę. Po 1290 przyjeżdża jeszcze Marco Polo, ale nie jest jakoś szczególnie zachwycony.

Mija trochę czasu, Mongołowie tracą zainteresowanie, a w 1550 niejaki Bayinnaug zaczyna kolejny okres prosperity. Z pomocą Portugalczyków spuszcza bęcki Syjamowi, wszyscy cieszą się tak bardzo, że przenoszą stolicę do centralnej części kraju. Zły ruch – mniejsza kontrola nad wybrzeżem prowadzi do rozpadu kraju.

Ostatni okres „Wielkiej Birmy” to rządy Alaungpayi (od 1752 przez jakieś 8 lat). Ten znów bije Tajów, którzy jeszcze nie wiedzą, że niedługo będą gremialnie zmieniać płeć. Ayuthaya zostaje zrównana z ziemią, a stolica Syjamu zostaje przeniesiona w miejsce, które potem stanie się Bangkokiem. I niech ktoś mi powie, że Birma nie zrobiła niczego pożytecznego dla świata.

W XIX w. na scenę wkraczają Brytyjczycy. Po trzech wojnach w latach 1824-1885 włączają Birmę w skład Indii Brytyjskich – do kraju napływa mnóstwo Hindusów i Chińczyków, którzy wszystkich wkurwiają. W okolicach 1920 coś pęka w ludziach – niejaki Aug San, do tej pory przywódca jednego z ruchów studenckich – robi bardzo odważny, ale również bardzo głupi krok: zwraca się o pomoc do Japończyków. Jak wiadomo, Japończycy wszystko sprowadzają do bukkake: najpierw wydaje się, że mamy dużo przyjaciół, a w następnej chwili każdy nas rucha. Tak było i w tym przypadku. Aug San wkracza do kraju na czele japońskich wojsk w 1941 roku, by już 4 lata później prosić o pomoc Aliantów – czyli głównie Brytyjczyków. Welcome back, old chap!

Brytyjczycy – co zaskakujące – przełykają flegmę i pomagają. Mało tego. W 1947 zostaje podpisany traktat, na mocy którego Birma ma odzyskać pełną niepodległość. Aug San wygrywa wybory, lejąc po tyłku głównego kontrkandydata – niejakiego U Saw, który wcześniej do końca chciał współpracować z Japończykami. U Saw ze wschodu przywiózł lekcję japońskiej polityki, bowiem 19 lipca 1947 (prawdopodobnie) na jego zlecenie Aug San, wraz z kilkoma towarzyszami, zostaje zastrzelony podczas narady politycznej. Nie zmienia to nic w podejściu Wielkiej Brytanii – Birma odzyskuje niepodległość 4 stycznia 1948 roku.

Część II

REKLAMA:

Brak komentarzy

Dodaj komentarz:

Podobało się? Może zostaniemy w taczu?

  • Facebook2k
  • YouTube4k
    YouTube
  • Instagram349
  • Google+0