Eurodisneyland w 1 dzień – taktyka i atrakcje

Here comes the best part!

Jak wspomniałem we wcześniejszej notce, Eurodisneyland dzieli się na dwie główne części: oryginalny Disneyland oraz Walt Disney Studios. Ten pierwszy to potężna atrakcja nastawiona na – z braku lepszego słowa – zwiedzających w różnym wieku, przy czym około połowa atrakcji będzie przemawiać przede wszystkim do dzieciaków (a z racji tego, że tekstu tego nie piszę pod tym kątem, to potraktuję je po macoszemu). Walt Disney Studios to z kolei raj dla nieco starszych odwiedzających, mniej więcej trzykrotnie mniejszy od swojego bardziej sławnego brata i skoncentrowany przede wszystkim na tematyce tworzenia filmów, a nie tylko na ich – zazwyczaj bajkowej – fabule.

Atrakcje w obu parkach dzielą się na kilka kategorii:

  • Atrakcje „aktywne”, w których bierze się udział, niejednokrotnie nie ograniczając się tylko do siedzenia i srania po gaciach z zachwytu. Te dostępne są (prawie) stale, a do wejścia niejednokrotnie ustawiają się dłuuugie kolejki;
  • Atrakcje „pasywne”, będące przede wszystkich różnego rodzaju wystawami czy ciekawymi miejscami stworzonymi po to, by robić sobie w nich zdjęcia. Te dostępne są również (prawie) zawsze, ale zazwyczaj wystarczy chwilę poczekać, żeby wcisnąć się na upatrzone miejsce, cyknąć kilka fotek i wyjść (wyjątkiem są sesje zdjęciowe z „bohaterami” Disneya, ale zakładam, że z tego już na pewno wyrośliście);
  • Przedstawienia różnego typu, w tym musicale czy szeroko pojęte show, na których czasem jakiś nieszczęśnik z trybun jest wyciągany na środek. Te odbywają się tylko kilka razy w ciągu dnia i – jeśli na jakimś Wam szczególnie zależy – musicie zaplanować zarówno odstanie w kolejce (może zabraknąć miejsc, jeśli przyjdziecie za późno), jak i przeznaczyć jakieś 30-45 minut na samo przedstawienie.

„(Prawie) zawsze dostępne” oznacza tyle, że – w zależności od ogólnie pojętego kaprysu zarządców parku – niektóre atrakcje mogą być w ogóle wyłączone z użytku. Ilekroć byłem w Disneylandzie (a byłem – przypomnę – cztery razy) zawsze któraś z atrakcji akurat była w renowacji lub rozbudowie. Z doświadczenia powiem, że to nie musi być koniecznie zła sytuacja, bo co z oczu, to z serca – na 100% pozostałe, otwarte rzeczy wynagrodzą Wam te braki.

Atrakcje z kolejką przed wejściem oznaczają, że trochę postoicie, zanim się do nich dostaniecie. Poza sezonem 60 minut stania to już bardzo długo – jeśli będziecie mieli trochę szczęścia, to wszędzie wejdziecie w ciągu 15-20 minut. Nie musicie sami oceniać czasu stania – robią to za Was pracownicy parku, wyświetlając go na dobrze widocznych tablicach nad wejściem do odpowiedniego budynku. W sezonie niektóre czasy oczekiwania dochodzą nawet do 90 minut, także jest to kolejny argument za tym, żeby nie wybierać się do Eurodisneylandu w lipcu.

Disneyland Paris - Discoveryland

Jak widać, kolejki są nawet kiedy pada

Co ciekawsze atrakcje (a co za tym idzie – także bardziej oblegane) rzeczy oferują opcję fast-pass: możliwość przyjścia wcześniej z biletem, „odbicia” go w specjalnym czytniku i otrzymania w zamian specjalnej wejściówki, umożliwiającej wejście poza standardową kolejką. Plusy takiego rozwiązania są oczywiste, ale są również minusy:

  • Można mieć tylko jednego fast-passa na raz;
  • Fast-passy ograniczone są czasowo „z dwóch stron” – to znaczy, że nie możecie użyć go natychmiast (najczęściej – w zależności od obłożenia – czeka się około godziny), a jeśli nie użyjecie go do odpowiedniej godziny, to przepada;
  • Fast-pass nie oznacza, że nie będziecie w ogóle czekać w kolejce – inny odwiedzający też generują fast-passy, więc czasem ta kolejka jest tylko odrobinę krótsza od standardowej.

Jeśli jesteście gośćmi Disneyland Hotelu, dostaniecie bonusowego fast-passa na każdy dzień obowiązywania Waszego biletu. Nie jest to argument za tym, żeby wydawać pierdylion dolarów na nocleg w komnacie Kopciuszka, ale poinformować warto.

Wreszcie, przy wejściu do obu Parków otrzymacie mapę. Możecie ją zgubić, bo dostępna jest na terenie całego parku, ale miejcie jedną zawsze przy sobie – będzie Wam niezbędna do wstępnego zaplanowania trasy i ewentualnych przystanków na karmienie.

Składając to wszystko do kupy, odwiedzając Eurodisneyland musicie pamiętać o następujących rzeczach:

  • Cały kompleks to DWA parki, oddalone od siebie o zaledwie kilkaset metrów, ale jednak oddalone. Jeśli macie fast-passy albo koniecznie chcecie zawadzić o jakieś show, planujcie tak, żeby mieć te 15-20 minut zapasu. Inaczej możecie nie zdążyć.
  • Jeśli chcecie zobaczyć jakieś przedstawienie, zaplanujcie to wcześniej i często spoglądajcie na zegarek. Stanie w kolejkach i same atrakcje pożerają więcej czasu, niż Wam się wydaje.
  • Nie przeskakujcie między Parkami w trakcie zabawy – przejście zajmie Wam 15-20 minut. Wyjątkiem mogą być przedstawienia, ale tylko jeśli na któreś jesteście wyjątkowo napaleni.
  • Pamiętajcie, że pomiędzy kolejnymi atrakcjami musicie jeszcze coś zjeść, a jeśli planujecie posiłek w restauracji (a nie tylko szybką przekąskę), to musicie przeznaczyć na to około godziny. Miejsce w restauracji warto również zarezerwować (można to zrobić w kilku miejscach na terenie Parków), żeby potem nie odbić się od drzwi.
  • Wasze pęcherze (i jelita, he, he) mają ograniczoną pojemność – zazwyczaj jest ona odwrotnie proporcjonalna do szybkości rollercoastera, na który planujecie się właśnie wybrać. Mówiąc krótko – skorzystajcie z toalety ZANIM staniecie w kolejce. Kibli jest sporo, ale kiedy akurat jakiegoś potrzebujecie, to najbliższy będzie 46 kilometrów od Was.
  • Jeśli chcecie zrobić jakieś zakupy (a możecie chcieć, bo fantów jest na miejscu zatrzęsienie), zaplanujcie to sobie na sam koniec. Szczegóły na ich temat znajdziecie w poprzedniej notce.
  • Wreszcie – NIE MA OPCJI, żebyście zobaczyli wszystko, chyba że będziecie na miejscu w deszczowy, lutowy dzień. A nawet wtedy może być ciężko.

Atrakcje Disneylandu

Disneyland to większy z dwóch parków, przeznaczony przede wszystkim dla młodszych entuzjastów „bajek” Disneya. Przez „bajki” rozumiem przede wszystkim filmy animowane, ale na miejscu znajdziecie także atrakcje powiązane choćby z Piratami z Karaibów. Disneyland podzielony jest na 5 dzielnic (choć pewnie zmieni się to za jakiś czas – bynajmniej nie na minus): Main Street USA (głównie sklepy i lokale gastronomiczne), Discoveryland (ogólnie pojęta tematyka science-fiction), największy Fantasyland (coś dla małych księżniczek), Adventureland (rodem z filmów przygodowych) i Frontierland (dla fanów westernów). Każda z nich oferuje rozrywki tematyczne i najlepiej „robić je” po kolei, żeby nie latać jak debil od krainy do krainy.

Jako, że ani Wy, ani ja nie mamy całego dnia, zebrałem poniżej listy TOP moim zdaniem najciekawszych punktów, do których warto się wybrać. Pominąłem w nich wszystko, co jest przeznaczone stricte dla dzieci, chyba że coś okazało się naprawdę fajne. Od czasu do czasu dorzucę też jakiegoś hejta na konkretną atrakcję, żebyście nie popełniali moich błędów. Do tego dorzucam mapkę, na której zaznaczyłem wszystkie polecane przeze mnie punkty.

Mapa Disneylandu wg jedź, BAW SIĘ!

Mapa paryskiego Disneylandu

Idąc zgodnie z ruchem wskazówek zegara:

FRONTIERLAND – TOP 2:

  1. Big Thunder Mountain (1) – wypasiony rollercoaster, który w paryskim Disneylandzie był chwilowo zamknięty (luty 2016). Ta sama atrakcja w Hong-Kongu bardzo mi się podobała, ale nie wchodźcie na nią, jeśli macie problemy z nagłymi zatrzymaniami (i po jedzeniu – nikt nie lubi mieć obrzyganych pleców). Jest też sporo huku.
  2. Phantom Manor (2) – naprawdę ciekawy „dom strachu”, chociaż w nachy będą walić tylko młodsze dzieciaki. Warto zajrzeć przede wszystkim ze względu na rozwiązania techniczne i klimat. „Rosnący” pokój na początku robi fenomenalne wrażenie.
Disneyland Paris - Phantom Manor

Phantom Manor to chyba najbardziej klimatyczna atrakcja obu Parków

Pozostałe rozrywki to raczej „meh” niż „och, ach”, chyba że lubicie pływać łódką lub słuchać disneyowskich piosenek o tematyce ogólno-leśnej (odbywa się tu jedno z przedstawień).

ADVENTURELAND – TOP 2:

  1. Indiana Jones and the Temple of Peril (3) – mały, ale satysfakcjonujący rollercoaster z niespodziankami. Jeśli pada, to weźcie parasole, bo kolejka w dużej mierze stoi poza zadaszeniem.
  2. Piraci z Karaibów (4) – jedyna spokojna “objazdówka” warta uwagi. Już samo kolejkowanie ma swój klimat (może się wydawać, że faktycznie stoicie pośród karaibskiej nocy… z setką Niemców w klapkach i skarpetach), a same atrakcje spływu mogą zachwycić dbałością o szczegóły. Jeśli nie chcecie się zamoczyć, nie siadajcie przy brzegach łódki.
Disneyland Paris - Piraci z Karaibów

Piraci są naprawdę sporą atrakcję – również w sensie wymiarowym

Jeśli lubicie klimatyczne miejsca, to możecie połazić sobie jeszcze po chatce Robinsona albo po Wyspie Przygód, ale raczej nie popuścicie z wrażenia.

FANTASYLAND – TOP 3:

Większość atrakcji w tej krainie przeznaczona jest dla najmłodszych, ale mają one swój dość niepowtarzalny klimat. Jeśli Wasze wewnętrzne dziecko jeszcze dycha, to pewnie wyjdziecie z tej krainy z bananem na twarzy.

  1. Alice’s Curious Labyrinth (5) – to właściwie tylko „przejściówka”, ale z wieży małego zamku na środku roztacza się ładny widok na cały Park, więc warto się pomęczyć, żeby do niego dotrzeć.
  2. Mad Hatter’s Teacups (6) – zasadniczo karuzela z trzema osiami obrotu, ale obłożenie jest niewielkie (małe dzieci lubią się czasem porzygać, co skutecznie odstrasza zatroskane matki), więc nawet warto się trochę pokręcić.
  3. Zamek Śpiącej Królewny i Smocza Jaskinia (7) – znów tylko przejściówka, podczas której pogapicie się na dekoracje, ale ten zamek to centralny punkt Parku i jest zrobiony naprawdę ładnie. Smok pod nim to chyba najfajniejsza atrakcja „pasywna” w całym parku – oddycha, syczy, zieje dymem and shit. Warto obejrzeć.
Disneyland Paris - Zamek Śpiącej Królewny

W taką pogodę też bym pewnie spał

Być może będzie kusił Was także Small World, czyli kusząca kolorami, fizyczna forma godnej pochwały postawy akceptacji odmienności ludzi żyjących obok nas. Jakkolwiek melodia wpada w ucho momentalnie (i długo tam zostaje), to sama przejażdżka jest raczej dość kuriozalną podróżą przez dziesiątki krajobrazów pełnych machających i śpiewających kukiełek. Można oszaleć, ale jeśli macie dzieci, to walor moralizatorski jest nie do przecenienia. Na własną odpowiedzialność.

DISCOVERYLAND – TOP 3:

Tu zdecydowanie najlepiej będą czuły się osoby nieco starsze.

  1. Space Mountain (8) – chyba najfajniejszy rollercoaster w Disneylandzie, a do tego zadaszony, więc możecie liczyć na efekty specjalne. Prędkość na początku wbija w fotel, a poza tym jest sporo porąbanych pętli.
  2. Star Tours (9) – odlschoolowa atrakcja dla fanów Gwiezdnych Wojen, tylko „nieco” trąci myszką. Cudzysłów, bowiem całość wygląda tak, jakby powstała tuż po premierze pierwszej wersji trylogii i czuć ją jeszcze tym specyficznym kiczem. Niemniej, jak najbardziej warto położyć laskę na otarciach na siedzeniach i odbyć lot statkiem kosmicznym. Nota bene – jego miniaturę można kupić w sklepie przy wyjściu, co powinno zainteresować fanów rzadkich figurek. Zresztą – sklep ten jest chyba najciekawszy ze wszystkich dostępnych w tym Parku. Dobrą pamiątką może być własnoręcznie stworzony wariant robota nawigacyjnego.
  3. Buzz Lightyear Laser Blast (10) – jedna z atrakcji, po której faktycznie coś może Was rozboleć. Konkretnie – palce wskazujące. Ta objazdowa strzelanina w uniwersum Toy Story jest fajniejsza, niż mogłoby się wydawać. A do tego liczy punkty, więc jeśli jesteście na miejscu z drugą połówką, to przynajmniej starajcie się strzelać gorzej.
Disneyland Paris - Star Tours

Jak ktoś jest odpowiednio wysoki, to może też pomacać X-winga

Natomiast jak ognia unikajcie nawet cienia myśli, żeby odwiedzić Autopię. Z niezrozumiałych dla mnie przyczyn kolejka do tej atrakcji jest najczęściej długaśna, a cała atrakcja to przejazd samochodem po szynach, z prędkością nieprzekraczającą 10 km/h. Podobna sytuacja tyczy się Videopolis – za naszej „kadencji” wyświetlano tam – w formacie 4D – fragment marvelowskiego Ant-Mana. Jeśli już widzieliście dany film, to stracicie tylko 15 minut życia.

MAIN STREET USA

Ta kraina to właściwie tylko sklepy i restauracje, ale KONIECZNIE wpadnijcie tu o godzinie zamknięcia parku. Show świetlne odtwarzane na Zamku Śpiącej Królewny sprawia, że hong-końska Symphony of Lights chowa się za stodołą. To idealne zakończenie wizyty w Disneylandzie (a na pewno lepsze, niż smutny powrót metrem do Paryża).

W tej krainie ma też miejsce parada, ale nie musicie w niej uczestniczyć, chyba że chcecie uszczypnąć w tyłek którąś z księżniczek Disneya. Zresztą, to samo możecie zrobić w wielu innych miejscach w parku (włączając niektóre restauracje – w tym hotelową), o ile tylko odstoicie swoje w odpowiednio długiej kolejce. Nie wiem, czy warto, ale niewiele osób może się pochwalić tym, że dostało w twarz od Królewny Śnieżki.

Aha. Jest tu też fryzjer oraz BALWIERZ. Totalnie nie wiem, po co.

Atrakcje Walt Disney Studios

Studio Disneya to park wielkości mniej więcej standardowej 1,5 krainy Disneylandu, ale dorosły zwiedzający na pewno znajdzie tam więcej odpowiadających mu atrakcji. Większość z nich koncentruje się na bardziej „dojrzałych” produkcjach Disneya, a nawet jeśli nie, to podejście do tematu jest tu znacznie bardziej ekstremalne. Ten park również podzielony jest na 5 dzielnic, ale że są one dość małe, to potraktuję je zbiorczo.

Mapa Walt Disney Studios wg jedź, BAW SIĘ!

Mapa Walt Disney Studios Paris

  1. Ratatouille (dzielnica Toon Studio) (11)absolutny MUST wizyty w obu parkach w ogóle. Chyba najbardziej zaawansowana technicznie atrakcja, a konkretnie: trochę objazdówka, a trochę rollercoaster w czymś, co można nazwać nieco zubożoną wirtualną rzeczywistością. Nawet jeśli nie macie czasu na nic innego w Studiu, koniecznie postarajcie się wpaść choćby tutaj. Ponadto, przylegająca do atrakcji restauracja również ma niesamowity klimat (goście jedzą pośród gigantycznych talerzy, sztućców i solniczek) – widać, że Francuzi postarali się, żeby jak najlepiej oddać “swój” film z palety Disneya.
  2. Rock ‘n’ Roller Coaster (Backlot) (12) – jechaliście kiedyś zabudowanym rollercoasterem do wtóru gitarowych riffów Aerosmith? Nie? No to macie okazję. Przeżycie jedyne w swoim rodzaju, można zabrudzić spodnie i być z tego powodu przeszczęśliwym.
  3. Armaggedon: Efekty specjalne (Backlot) (13) – zaczyna się w cholerę nudno i kichowato, ale część właściwa robi duże wrażenie, zwłaszcza jeśli wybierzecie dobre miejsca (celujcie w środek przy barierkach albo w któreś z trzech par drzwi – poza tymi, którymi weszliście). Zadbajcie o to, by mieć za co złapać w razie czego i nie mówię tutaj o piersiach stojącej obok Francuzki.
  4. RC Racer (Toy Story Playland – patrz poniżej) (14) – dość harcore’owy, ale w sumie klasyczny „bujacz”. Jeździ się w tę i nazad z dużą prędkością i na sporą wysokość. Zdecydowanie daje radę.
  5. CineMagique (Production Courtyyard) (15) – to właściwie specjalny seans 4D, przygotowany specjalnie pod widzów paryskiego Parku. Zastosowane rozwiązania mają już swoje lata, ale całość robi przesympatyczne wrażenie – zwłaszcza część „zapachowa”.
Walt Disney Studios Paris - Rollercoaster Aerosmith

Do tej atrakcji dotarliśmy już po zmierzchu

Przy okazji muszę zastrzec, że w Studiu do tej pory nie udało mi się obejść wszystkiego – tego konkretnego parku nie uświadczycie w Hong-Kongu, który był moją dodatkową ściągawką w przypadku oryginalnego Disneylandu. W związku z tym poniżej piszę jeszcze o kliku atrakcjach, które wydają mi się interesujące, ale nie mogę o nich powiedzieć nic z własnego doświadczenia:

Tower of Terror (16) – nie byłem, bo w cholerę boję się „spadaczy” (poza momentem, w którym z nich schodzę – wtedy jestem podjarany jak cholera). Ten konkretny spada z okolic 6-go standardowego piętra, robi to z szybkością większą niż gwarantuje grawitacja, a dodatkowo zapewnia dodatkowe atrakcje rodem ze Strefy Mroku.

Wycieczka „tramwajem” po Studiu (17) – moje doświadczenia z podobnymi przejazdami są dość dobre, ale nie wiem, czy ta konkretna może równać się z analogicznymi atrakcjami obecnymi choćby w parkach Universal Studios. Na pewno jest woda i jakieś wybuchy, a to już dobrze wróży.

Crush’s Coaster (18) – w tym roku nie zdążyliśmy i chyba był to największy zawód tej wizyty. Wielki, zabudowany rollercoaster, którego wagoniki obracają się dookoła własnej osi. Całość inspirowana jest Gdzie jest Nemo?, ale wychodzący ludzie szukali raczej zawartości swoich żołądków – głównie na kolanach osób siedzących naprzeciwko. Wygląda obiecująco.

W WaltDisney Studios ma jeszcze miejsce chyba najciekawsze show dla starszych uczestników (pokaz kaskaderski na motywach filmu Auta 2). Ciekawą sprawą jest też fakt umieszczenia w nim bonusowej krainy, niemieszczącej się w oryginalnym Disneylandzie. Toy Story Playland, które udało mi się odwiedzić w Hong-Kongu, nie oferuje może wielu zapierających dech w piersiach przejażdżek, ale ma dość niestandardowy klimat – odwiedzający kręci się w nim pośród porozrzucanych, ogromnych zabawek, a funkcję świateł pełnią olbrzymie lampki choinkowe. Warto zajrzeć w ramach odpoczynku.


To tyle, jeśli chodzi o zwiedzanie Eurodisneylandu w jeden dzień. Jeśli na koniec ciśnie Wam się na usta pytanie, czy warto spędzić na miejscu dwa dni, to już spieszę z odpowiedzią: TAK… o ile faktycznie macie na to czas i jesteście gotowi na to, że po tym okresie będziecie padnięci jak Mufasa po przejściu stada antylop. Bajkowość parków Disneya idzie w parze z ogromną ilością przebytych kilometrów (my podczas swojej wizyty przeszliśmy ich łącznie prawie 20– o 2 więcej niż podczas całodzienniego zwiedzania Paryża dobę wcześniej) i zmęczenie materiału płynącym z nadmiernej – nawet jak na zdrowego psychicznie 30-latka – ilości diabolicznie kolorowych bodźców. Wydaje mi się, że lepiej odwiedzić Eurodisneyland parę razy w ciągu życia, nadrabiając niezaliczone atrakcje, przypominając sobie ulubione i sprawdzając kolejne. Studio bowiem nie zasypia gruszek w popiele i metodycznie rozbudowuje Parki. Ja, standardowo, nie mówię „nigdy” i może odwiedzę Eurodisneyland trzeci raz – tym bardziej, że moja Beata koniecznie chce poszukać Nemo.


Podobał Ci się ten wpis? Poczytaj też inne notki o krótkich wypadach w świat! Możesz również polubić mój blog na Facebooku – często wrzucam tam dodatkowe treści.

REKLAMA:

Dodaj komentarz:

Podobało się? Może zostaniemy w taczu?

  • Facebook2k
  • YouTube4k
    YouTube
  • Instagram349
  • Google+0