Zaskakująco atrakcyjny Ciechanów

Pomysł, żeby pojechać na jeden dzień do Ciechanowa to jeden z gatunku tych, które wpadają do głowy raczej 60-latkom z ambicjami trekkingowymi. Niemniej, kiedy sobota jest zawalona czym innym, a wunderlust nie daje spokoju, to trzeba ratować się tym, co jest pod ręką – w tym przypadku miejscowością oddaloną od Warszawy o niemal dokładnie 100 km. Z tego powodu w pierwszą niedzielę czerwca zasiedliśmy w samochodzie z dwuosobową Rodziną Adamców i z kopyta ruszyliśmy na północ, robiąc po drodze tylko jeden przystanek na popas w, a jakże, McDonaldzie.

Po wizycie w tym stosunkowo niewielkim mieście po głowie chodzi mi myśl, że Ciechanów to taki mazowiecki Cieszyn. Nie tylko zaczyna się na tę samą sylabę, ale również dysponuje zamkiem i własnym browarem, a do tego na miejscu również można spotkać osoby mocno kontestujące za niepodległością regionu (co jest cokolwiek dziwne, zważywszy na bezpośrednią bliskość stolicy). Najważniejszą cechą wspólną tych miast jest jednak to, że oba pozytywnie zaskakują.

Niewątpliwie najważniejszą atrakcją Ciechanowa jest zamek książąt mazowieckich, który coś zbliżonego do swojej obecnej formy otrzymał w XV wieku, za panowania księcia Janusza I Starszego (ktoś o nim wcześniej słyszał? Ja też nie). Starszy Junusz przekształcił przygraniczną warownię, chroniącą to terytorium przed Zakonem Krzyżackim, w pełnoprawną książęcą rezydencję – wystarczyło dodać Dom Duży, czyli murowaną część mieszkalną. Ciechanowski zamek generalnie miał z Krzyżakami wiele wspólnego – niektórzy z Was mogą pamiętać, że to w murach właśnie tej budowli Sienkiewicz osadził jeden z najważniejszych pojedynków w Krzyżakach, w którym to Zbyszko z Bogdańca koncertowo upierdolił ramię niejakiemu Rotgierowi; sam Janusz I brał też udział w znanej wszystkim bitwie pod Grunwaldem. Ciechanowski zamek, kiedyś chroniony m.in. przez dodatkową palisadę oraz fosę szerokości osiemnastu (sic!) metrów, ledwo dotrwał do XIX wieku, kiedy z całej jego potęgi pozostał tylko gruby mur i pozostałości dwóch wież, na których zapewne gziła się okoliczna młodzież. Na szczęście budowla zainteresowała wreszcie władze i przeszła gruntowną rewitalizację, która jednak wzbudziła nieco kontrowersji. Nowoczesny pawilon ze stali, betonu i szkła wypełnił dziedziniec zamkowy w 1/4 i to po stronie przeciwnej do pozostałości Domu Dużego. Abstrahując od kwękań konserwatorów zabytków, osobiście uważam, że była to świetna decyzja – nowa część być może rzuca się w oczy, ale jest wyśmienicie spożytkowana: w środku mieści się niewielka salka wystawiennicza, zaskakująco fajnie zrealizowana część multimedialna, a także kible o standardzie, którego nie spodziewalibyście się po atrakcji z biletem wstępu w cenie zaledwie 6 zł. Do zamku warto zawitać o równej godzinie, bowiem rusza wtedy ok. 45-minutowe zwiedzanie obu wież i odcinka murów. Konstrukcje zagospodarowane są z pomysłem, chociaż liczne filmy i rekwizyty zainteresują raczej młodszych zwiedzających. Mimo to, ilość „interaktywnych” atrakcji robi wrażenie, zwłaszcza w porównaniu z innymi polskimi zamkami, w tym choćby z bliźniaczą budowlą w Czersku pod Warszawą (gdzie zasadniczo nie ma zbyt wiele). Dzieciaki mogą pomacać miecze, podpisać się w jakiejś wielkiej księdze czy przystawić pieczęcie książęce na kartach z biografiami kolejnych panów na zamku. Jest na tyle fajnie, że warto przejechać te 100 kilosów. Na dowód – zdjęcia oraz krótki filmik:

Z ciechanowskiego zamku widać Browar Ciechan, który robił hipsterskie piwo zanim to było cool. Pomimo dość homofobicznego nastawienia właściciela marki do świata jako takiego, Ciechanowi trudno odmówić smaku, a sam browar można zwiedzać. Niestety, o tej możliwości dowiedzieliśmy się dopiero na miejscu, ale jeśli sami będziecie chcieli poszwendać się po zakładzie, zajrzeć do kadzi i zlizać trochę piany, to wystarczy na miejsce zadzwonić i umówić się na konkretną datę. Rzecz jasna, lepiej zorganizować się w większą grupę.

Ciechanów - Browar Ciechan

Widok na Browar z zamku

Srać jednak zamek i browar – Ciechanów dysponuje jeszcze jedną, bardzo niestandardową atrakcją, która z miejsca skradła moje serce i skłoniła do czynów jeśli nie przestępnych, to przynajmniej mających charakter wykroczenia. Chodzi o kosmiczną wieżę ciśnień, stojącą sobie samotnie na ul. Płockiej, nieopodal siedziby ciechanowskiej straży pożarnej. Konstrukcja, będąca połączeniem torusa (czyt. pączka typu „donut”) i hiperboloidy jednopowłokowej (cokolwiek to znaczy), została swego czasu umieszczona na 5. miejscu w rankingu najbardziej niezwykłych wież na świecie, zestawionego przez portal The World Geography. Jej projektant, niejaki Jerzy Bogłusławski, mający niewątpliwie kręćka na punkcie matematyki, przy budowie skorzystał z pomocy Politechniki Warszawskiej. Wspólna praca zaowocowała powstaniem jednej z najbardziej charakterystycznych konstrukcji w regionie, która do lat ’80 XX wieku funkcjonowała jako zbiornik zasilający sieć wodociągową dzielnicy przemysłowej, a do tego stała w najwyżej położonej części miasta. Kiedy w dzielnicy przemysłowej ludzie wpadli na pomysł używania pomp, wieża przestała być potrzebna, a z planów przekształcenia jej w punkt widokowy czy samodzielne muzeum matematyki jak do tej pory nic nie wyszło. Obecnie konstrukcja stoi i niszczeje, a teren dookoła niej jest ogrodzony i zamknięty. Jako urodzona małpa i niezły gagatek znalazłem jednak sposób na tę sytuację, sprowadzający się do dwóch podciągnięć i jednego ryzykownego skoku w krzuny. Z bliska wieża prezentuje się jeszcze bardziej imponująco i naprawdę żal, że od ponad 30 lat tylko smętnie rdzewieje.

Po przygodach na zamku i wieży rodem z filmów sci-fi, zjedliśmy całkiem przyzwoitego placka w pizzerii San Marino (której główną przewagą nad innymi okolicznymi lokalami jest to, że jest otwarta w niedzielę), a następnie ruszyliśmy do ostatniej miejscowej atrakcji, to jest do leżącego nieopodal Ciechanowa Parku Romantycznego w Opinogórze Górnej. Pomijając fakt, że z Ciechanowa jedzie się do niego przez Władysławowo (lol), na miejsce wypada wybrać się choćby po to, aby obczaić sympatyczny Pałacyk Krasickich, zbudowany w stylu neogotyckim i pociągnięty na biało. Park otaczający dawną siedzibę rodu Krasickich (tak – tych od znanego poety) nie jest może bardzo imponujący, a poza tym na milę pachnie konferencjami biznesowymi, ale nadaje się na całkiem udany spacer, niekoniecznie w celach skrytej kopulacji w jednej z kilku tutejszych altanek. Po jeziorku pływały jakieś łódki, więc albo można sobie takową wynająć, albo ktoś właśnie kręcił na miejscu reklamę czekoladek Merci. Generalnie jest słodko do porzygu, a dodatkowo we wzmiankowanym wcześniej pałacyku jest jeszcze Muzeum Romantyzmu, do którego nie śmieliśmy zaglądać, w obawie przed utopieniem się w metaforycznej melasie.

Opingóra Górna - Dworek Krasickich

Dworkowi faktycznie trudno odmówić urody

Wszystkie te hece zajęły nam bez mała cały dzień, a konkretnie – 9 pełnych godzin. Jeśli więc szukacie jakiegoś miejsca w pobliżu Warszawy, w którym można spędzić udany dzień, albo chociaż użyć jako pretekstu do zjedzenia podwójnego McRoyala (można w tym celu użyć lokalu w Płońsku), to Ciechanów będzie dobrym pomysłem. Pomimo początkowego sceptycyzmu i myśli „co my, do cholery, będziemy tam robić”, nasza czwórka spędziła w miasteczku czas, którego nie można uznać za stracony, a ja dodatkowo przywiozłem do domu komplet kart biograficznych, podbitych eleganckimi pieczęciami książęcymi. Zamierzam je pokolorować.


Podobał Ci się ten wpis? Możesz poczytać inne notki o Polsce lub polubić mój blog na Facebooku, gdzie na bieżąco informuję o nowych wpisach i wrzucam dodatkowe treści.

REKLAMA:

komentarze 2

  1. Ola 17 czerwca 2016
    • Brewa 25 czerwca 2016

Dodaj komentarz:

Podobało się? Może zostaniemy w taczu?

  • Facebook2k
  • YouTube4k
    YouTube
  • Instagram349
  • Google+0