Azaliż Kalisz?

Dobra – przyznam to od razu: kiedy tylko w mojej głowie pojawił się pomysł wyjazdu do Kalisza, momentalnie wiedziałem, że wpis na jego temat zatytułuję sucharem, który widzicie na górze. Druga rzecz: to właściwie nie był do końca mój pomysł, tylko mojego najlepszego kumpla, który chciał gdzieś skoczyć na weekend, a ja wskazałem na Kalisz. Czemu? A czemu nie? To był właściwie wybór na chybił-trafił, ale – jak często w takich sytuacjach bywa – nadspodziewanie udany.

Nie będę Was tu nudził historią Kalisza. Miasto zasadniczo było i jest ważne dla Wielkopolski – przez długi czas było jej tradycyjną stolicą, a do tego stolicą „własnego” województwa. Informacje o tym, że jest to najstarsze miasto w Polsce, można prawdopodobnie włożyć między bajki, ale nie chciało mi się dokładniej szukać, bo – na dobrą sprawę – ma to niewielkie znaczenie. Najważniejsze jest to, że do Kalisza NAPRAWDĘ warto wpaść, chociaż niekoniecznie po to, żeby nacieszyć oczy niesamowitymi zabytkami czy urywającymi mosznę atrakcjami. Jest w tej miejscowości coś takiego (zwłaszcza, kiedy siedzimy na rynku w ciepły, wrześniowy poranek), co wywołuje uśmiech na twarzy i sprawia, że człowiek momentalnie się luzuje.

Główny rynek jest sztosowy. Nie za mały i nie za duży, chociaż lekko przeciążony jebutnym ratuszem, który zajmuje sporo przestrzeni. Jeśli będziecie mieli szczęście, to podczas Waszej wizyty akurat będzie się coś działo, a jest na to spora szansa, bo plakaty informujące o różnych, lokalnych imprezach spotykaliśmy w całym mieście. Okalające centralny plac uliczki są równie urokliwe i same właściwie tworzą fajowe kadry, którym ciężko się oprzeć, jeśli macie przy sobie aparat.

Kalisz - uliczki

Kaliskie uliczki są urzekające

Gdzie w kimę (i na śniadanie) w Kaliszu?

Kalisz ma to do siebie, że jest TANI i dotyczy to także noclegów. My za zaledwie 100 zł (z kodem rabatowym z Bookingu) wyjęliśmy świetny, przestronny apartament na ulicy Złotej, z którego mieliśmy świetny widok na Rynek główny. Poza niewątpliwą atrakcją, jaką był ozdobiony złotą ramą telewizor, do późnej nocy mieliśmy też okazję obserwować z okien kaliskie życie nocne. W krótkim czasie dowiedzieliśmy się, komu Baśka wczoraj zrobiła loda w kiblu i komu Mirek już dwa razy obił gębę. Lokalny koloryt społeczny można także do woli podziwiać przy piwku w jednej ze zlokalizowanych rzut beretem od apartamentu knajp, a na śniadanie polecam wybrać się do kawiarni Anabell. Serwują naprawdę syte tosty, a do tego wnętrze lokalu jest tak romantyczne, że można ochujać.

Kalisz - apartemant na Złotej

Klasa sama w sobie

Wzmiankowanymi uliczkami dojdziecie do nielicznych, ale miłych dla oka atrakcji na miejscu: katedry św. Mikołaja, zespołu klasztornego Franciszkanów czy dość mocno pokitranych fragmentów murów miejskich, z których najsłynniejszy inkorporuje w sobie Dorotkę – niezbyt imponującą basztę obronną, która dodatkowo podczas naszej wizyty była (oczywiście) w remoncie.

Kalisz słynie także z wielu parków. My przemierzaliśmy je w nocy, ale i w tej konwencji było bardzo sympatycznie – nawet nie dostaliśmy od nikogo w mordę. Dodatkowo, byliśmy wielce zdziwieni, że okolice ulicy Kazimierzowskiej nie zostały do tej pory nazwane kaliską Wenecją, bo wieczorem panuje tu miły, spacerowy klimacik, tylko lekko zepsuty przez stojących tu i ówdzie wielbicieli browarka w plenerze. Jeśli potrzebujecie konkretnego celu spaceru, to możecie skierować swoje kroki w kierunku tutejszej filharmonii albo Mostu Kamiennego, zbudowanego w 1825 roku. Żadna z tych atrakcji nie powali Was może na kolana, ale na pewno nie zaszkodzi je sobie obejrzeć.

Kalisz - Teatr im. Bogłusławskiego

Można też przejść się pod teatr im. Bogusławskiego

Kaliski gród Piastów

Jedną z DUŻYCH i WAŻNYCH atrakcji Kalisza jest niewielki skansen, zlokalizowany w południowej części miasta. Osada w tym miejscu powstała już IX wieku naszej ery i szybko stał się ważnym ośrodkiem handlowo-obronnym państwa wczesnopiastowskiego. W połowie XII wieku stanęła tu kamienna kolegiata, w której ostatecznie został pochowany jej fundator – Mieszko III Stary (jego grób nadal jest zresztą na miejscu). Na terenie skansenu znajdziemy również oryginalną, drewnianą chatę z XVIII wieku, która została tu w całości przeniesiona ze Starego Miasta.

Kalisz - Gród Piastów

Wiedźmińsko w cholerę

W grodzie obejrzymy sobie kilka odtworzonych, wczesnośredniowiecznych chałup, a młodsi uczestnicy wycieczki na pewno docenią obecność owiec, paru kóz oraz kurewsko nieśmiałego świniodzika. Dodatkowo, z jednej z dwóch drewnianych wież grodowych rozciąga się widok na pobliskie pola i łąki, chociaż trudno uznać go za zapierający dech w piersiach.

Gród Piastów w Kaliszu - owca

Miąchanie owczej głowy

Bilet do Grodu Piastów wyjmiecie za zaledwie 7 zł (ulgowy 5), chyba że traficie na miejsce w niedzielę – wtedy wejdziecie za frajer. My bylibyśmy zadowoleni nawet, gdybyśmy zapłacili.

Kalisz - Gród Piastów z góry

Rzut oka z góry na całość Grodu

Wielka nieobecna: Cegielnia Piwonice

Jednym z highlightów naszego wyjazdu do Kalisza miała być wizyta w Cegielni Piwonice, niegdyś należącej do żydowskiej rodziny Findlerów. Miejsce jest, a raczej było, rajem dla fanów urbexu, bowiem budynek został pozostawiony samemu sobie, pomimo wpisania go do rejestru zabytków. Cegielnia jest całkiem jebutna, ale… na ten moment dostęp do niej jest odcięty przez bramę zabezpieczoną blachą falistą. Niby można by przez nią przeskoczyć, ale nam aż tak nie zależało na utracie palców, a dodatkowo obiekt jest (podobno) monitorowany. Trochę szkoda, ale – biorąc pod uwagę rozmiar budowli – może to nawet lepiej, bo prędzej czy później ktoś mógłby zrobić sobie tam krzywdę. Pozostaje nadzieja, że ktoś wreszcie zaopiekuje się niszczejącą cegielnią – jak na razie plany utworzenia tu dwóch instytucji kultury spaliły na panewce. Kilka zdjęć Cegielni Piwonice znajdziecie tutaj.

Podobał Ci się ten wpis? Możesz poczytać inne moje posty o Polsce i polubić mój blog na Facebooku – często wrzucam tam dodatkowe treści.

REKLAMA:

Skomentuj czy coś:

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.