Czarnobyl praktycznie – organizacja i koszty

Dobra – nie ma co strzępić ryja. O Czarnobylu napisano już wiele. Sporo osób poświęciło swoje życia, aby wiadomą tragedię wyjaśnić/zatuszować czy – last but not least – zminimalizować na miejscu (i wtedy to poświęcenie było często bardzo dosłowne). Nie będę więc dołączał do grona blogerów, którzy zaczęli swój wpis o Czarnobylu słowami „26 kwietnia 1986 roku miała miejsce największa w historii ludzkości katastrofa atomowa” i po prostu założę, że nie jesteście półmózgami i o Czarnobylu słyszeliście. Opowiem Wam za to nieco o kwestiach praktycznych, w tym o tym, jakiej wycieczki na miejsce NIE wybierać.

Czy jechać do Czarnobyla?

Jest kilka takich kropek na mapie świata, których odwiedzenie wiąże się z pewnym ryzykiem – czy to na gruncie zdrowotnym, czy moralnym (tu wspomnieć można choćby Koreę Północną). Udowodniłem już nie raz, że osobiście jestem zbyt cepowaty, żeby przejmować się takimi kwestiami i na większość pytań z serii „czy jechać…?” odpowiadam TAK!, zanim jeszcze usłyszę drugą część pytania. Bo w sumie co za różnica.

Z Czarnobylem kwestia jest prosta: jeśli nie macie jakiegoś typu oporów moralnych przed odwiedzeniem miejsca, gdzie z różnych (w tym również bezsensownych) powodów zginęło masę ludzi, to do Czarnobyla jedźcie.

Nie ma ŻADNYCH powodów około-zdrowotnych, dla których odwiedzenie miejsca katastrofy wiązałoby się z jakimkolwiek realnym ryzykiem napromieniowania, chyba że jesteście debilami i jedziecie tam po to, aby wytarzać się w ściółce w którymś z Hot Spotów (czyli miejsc, w których promieniowanie utrzymuje się na bardzo wysokim poziomie). Jeśli natomiast jesteście trzeźwo myślącymi ludźmi, którzy słuchają poleceń tych, którzy wiedzą lepiej, to absolutnie NIC Wam nie grozi i z Czarnobyla wyjedziecie może nie zdrowsi, ale na pewno trochę smutni i bogatsi o konkretną wiedzę.

Czarnobyl - Hot Spot 1

Jeden z takich Hot Spotów

 

Z drugiej strony, jeśli planujecie jakiegoś typu wjazd na pałę, bez przewodnika czy – co gorsza – oficjalnych pozwoleń, to odpuście sobie takie eskapady. Narobicie problemów innym, a najprawdopodobniej także sobie, przy czym w tym drugim przypadku możecie dowiedzieć się o nich dopiero na USG.

Kiedy w 1986 roku pierdolnął ten nieszczęsny reaktor, nikomu pewnie nie śniło się, że za 30 lat ludzie zrobią z niego bardzo specyficzny cyrk. Ilość ludzkiej tragedii skompresowanej w każdym metrze kwadratowym Prypeci i okolic jest tak duża, że pewnie nawet komuniści mieli do tego miejsca szacunek. Niemniej, mamy teraz złoty kapitalizm i tragedie się sprzedają – po prostu. Nie dziwi więc, że do Czarnobyla i okolic każdego roku trafia coraz więcej turystów, spragnionych (częściej) przygody i (rzadziej) wiedzy. Nie będę się tutaj bawił w ocenę tego zjawiska, bo nie jestem kompetentny – sam pod pewnymi względami jestem dość konkretnie wyzuty z empatii i od uczuć targających (lol) mną na miejscu ważniejsze jest dla mnie powiększenie swojej wiedzy na dany temat. Są jednak pewne granice i jadąc pod Elektrownię należy pamiętać, gdzie się znajdujemy. Ludzie oddali życie, żebyście Ty i Twoja Szalona Ekipa mogli teraz szwendać się po Prypeci i narzekać, że nigdzie nie widać tych pieprzonych lalek, które można dostrzec na zdjęciach. Nie widać, bo jacyś debile pewnikiem już je wynieśli, albowiem przyjechali do Czarnobyla z nastawieniem podobnym do tego, jakie miał sławetny (i nie żyjący już) Amerykanin, który zerwał plakat propagandowy w Pjongjagu, za co trafił do aresztu w KRLD. The point is: jadąc do Czarnobyla warto mieć pewne podstawy merytoryczne, przeczytać parę książek i nie być totalnym dupkiem. O ile, oczywiście, nie chcecie się po prostu poszwendać po ruinach i móc pochwalić się zdjęciem spod Diabelskiego Młyna.

Czarnobyl - Diabelski młyn i Brewa

Na przykład takim…

To powiedziawszy, przejdźmy do kwestii praktycznych.

Czarnobyl – prywatnie czy w grupie?

Odpowiedź na to pytanie jest bardzo prosta: jeśli macie hajs, to prywatnie.

Firm organizujących wypady do Czarnobyla są dziesiątki i – pomimo tego, że każda z nich zapewnia o swojej wyjątkowości – oferują one mniej-więcej to samo. Jadąc z grupą godzicie się nie tylko na to, że razem z wami po ruinach pałętać się będzie kilkanaście innych osób, ale także, że zobaczycie mniej więcej to samo co wszyscy (do tego jeszcze przejdziemy). Różnice wychodzą, rzecz jasna, właśnie na gruncie „firmowym”, bo jedne biznesy dadzą Wam więcej czasu w Prypeci, a drugie w okalających ją wioskach. Jeśli więc nie macie za dużo pieniędzy, a Czarnobyl chcecie zobaczyć, to warto dokładniej zajrzeć w program wycieczki i – w razie czego – dopytać o konkretne atrakcje.

Czarnobyl - Stadion w Prypeci

Tu naprawdę fajnie byłoby zostać dłużej…

Wyjazd prywatny to oczywiście zabawa dla ludzi z większą ilością kasy, aczkolwiek nie jest to kwota rzędu 500% ceny wyjściowej. Swoboda dostosowania tej wycieczki pod siebie jest jednak – zapewniam Was – warta tego hajsu. Dlatego, jeśli nie chcecie ryzykować i zdawać się na los, to po prostu dopłaćcie i miejcie święty spokój (a także więcej miejsca na giry w samochodzie).

Czarnobyl – jeden czy dwa dni?

Przeważająca ilość ludzi wybiera wariant jednodniowy. I tu ponownie – jeśli macie trochę więcej PLN-ów, to nie popełniajcie tego błędu.

Jednodniowy wypad do Czarnobyla, o ile jedziecie z Kijowa (99% przypadków), to wymóg wstania bladym świtem, spędzenia kilku godzin w samochodzie, a następnie kolejnej godziny na checkpoincie wjazdowym. Na wspomnianym checkpoincie nikt nie będzie Was iskał i miział – spędzicie tu czas na oczekiwaniu na to, aż Wasz przewodnik odbije odpowiednie pieczątki na Waszych papierach. Główny problem polega na tym, że (przynajmniej w sezonie) podobnych grup wbija do Zony sporo i po prostu trzeba odstać swoje. Ergo, na miejscu będziecie sporo po południu… a przecież po wszystkim trzeba jeszcze wrócić do Kijowa.

Czarnobyl - checpoint wyjściowy

Okolice checkpointu wyjazdowego

Najprościej mówiąc, wariant jednodniowy to typowa wycieczka na szybciora, podczas której Wasz przewodnik często będzie stał nad Wami z zegarkiem w ręku i co 10 minut przypominał, że musicie iść dalej. Trudno nazwać to komfortowym klimatem, nie mówiąc już o osobach, które lubią pospuszczać się metafizycznie nad jakimś miejscem. Nie ma opcji na stanięcie na dachu i chwilę zadumy nad kruchością ludzkiego życia, bo za moment na ten sam dach wpierdoli się inna grupa, a poza tym w restauracji już stygnie Wam lunch, a w kompocie lądują radioaktywne muchy.

Wariant dwudniowy to opcja droższa, ale i ciekawsza. Noce zazwyczaj spędza się w jednym z dwóch hoteli/hosteli na miejscu (w jednym z nich – Dziesiątce – mieliśmy okazję zjeść obiad; zrobił na nas ogólnie pozytywne wrażenie poza tym, że alkohol sprzedawany jest tam do 20:00), a te kilka porannych godzin, podczas których dzicz z Kijowa dopiero dojeżdża na miejsce autobusami, możecie wykorzystać na znacznie bardziej ekskluzywne zwiedzanie… Nie mówiąc już o takich perełkach jak wschód słońca nad Prypecią. Dwa dni na miejscu pozwolą Wam też na realne spędzenie KILKU GODZIN w samym opuszczonym mieście. Dla porównania – my łaziliśmy po nim niecałą godzinę (sic!), a w przypadku „najszczęśliwszych” grup rzadko kiedy spędza się w Prypeci więcej niż 2 godziny.

Czarnobyl – ile to kosztuje?

Tu mam dla Was bardzo twarde dane, jako że przed wyjazdem ściągałem oferty z kilku firm. Hint na wejście – wyznacznik ceny niekoniecznie jest najlepszym doradcą. My bardzo mocno się nim sugerowaliśmy i, summa summarum, nie byliśmy zadowoleni.

Za jednodniowy wariant grupowy trzeba obecnie zapłacić od 90 do około 170 dolców. Gdybym wybierał się na miejsce drugi raz w tym wariancie (czego nie planuję), celowałbym w okolice 120 dolców. Weźcie pod uwagę, że najdroższe firmy niekoniecznie nastawiają się na turystów z Polski, a tacy, na przykład, Brytyjczy są skłonni zapłacić za wycieczkę dużo więcej niż wy.

Wariant dwudniowy – zazwyczaj ocierający się o private tour, z racji na mniejsze zainteresowanie – to koszt od około 225 do 325 dolców. 250 dolarów uznałbym za cenę rozsądną. Za te 100 dodatkowych dolców macie – poza czasem spędzonym na miejscu – także nocleg w naprawdę kripnym miejscu, śniadanie i drugi obiad. Mimo to, tę kasę opłaca się wydać głównie ze względu na większą swobodę czasową.

Jeśli jesteście zainteresowani stricte prywatnymi wypadami, to doliczcie od 50 do 100% ceny. Tu zawsze należałoby dopytać, co dodatkowo zobaczycie i zwrócić uwagę, czy nie są to jakieś bzdurne gówna. A żeby łatwiej było Wam to określić, to w następnym wpisie zaprezentuję krótkie zestawienie podstawowych atrakcji Zony.

Za cały ten hajs dostaniecie:

  • Czas na miejscu i wszystkie atrakcje przewidziane w programie (o ile wyrobicie się czasowo);
  • Załatwienie niezbędnych formalności i pokrycie kosztów wstępu do Zony;
  • Opiekę przewodnika – jej zakres i jakość jest zależna od firmy. U nas było z tym średnio w porywach do nieźle;
  • Posiłki, czyli – w wariancie jednodniowym – obiad. Co by nie mówić, żarełko w Czarnobylu jest tyleż domowe, co wcale znośne;
  • Transport z i do Kijowa;
  • Dozymetr, czyli taki dzynks do sprawdzania czy coś jest napromieniowane. Zazwyczaj jest to jeden na grupę, gdzie „grupa” oznacza wszystkie osoby na jednej rezerwacji. U nas było ich 8 i musieliśmy poradzić sobie z jednym.
Czarnobyl - obiad w Dziesiątce

Jedno z dań w restauracji hostelu Dziesiątka

Jeśli będziecie mieli szczęście, to w drodze na miejsce ktoś jeszcze opowie Wam o Czarnobylu albo puści odpowiedni film.

Przeczytaj również drugą część tego posta, dotyczącą zwiedzania czarnobylskich atrakcji!

A może Wy macie inne doświadczenia z organizacją wypadów do Czarnobyla? Podzielcie się swoimi doświadczeniami w komentarzach!

Podobał Ci się ten wpis? Możesz poczytać inne moje posty o Ukrainie i polubić mój blog na Facebooku – często wrzucam tam dodatkowe treści.

REKLAMA:

komentarze 2

  1. Evi Mielczarek 24 października 2017
    • Brewa 24 października 2017

Dodaj komentarz:

Podobało się? Może zostaniemy w taczu?

  • Facebook2k
  • YouTube4k
    YouTube
  • Instagram349
  • Google+0