Wyspy Owcze – 5x za i przeciw

Wyspy Owcze – mała terra incognita, wciśnięta (no dobra, z dużym zapasem) między Islandię i Wyspy Brytyjskie – to, według niektórych romantyków, najpiękniejsze miejsce na ziemi. O gustach się nie dyskutuje, ale sam muszę powiedzieć, że archipelag zrobił na mnie wrażenie na tyle ogromne, że przez większość spędzonego tam czasu musiałem stale pamiętać o domykaniu opadającej kopary.

Faroje doprawdy są piękne, choć pięknem zupełnie innym niż opuszczone świątynie Angkoru czy bezkresne piaski Sahary. Mimo to, wycieczka na Owce nie jest wyjazdem, który zadowoli każdego. Jej zorganizowanie nie jest co prawda specjalnie skomplikowane, podobnie jak późniejsza egzekucja planu, ale jadąc na Wyspy Owcze należy mieć świadomość pewnych konkretnych, trudno pomijalnych problemów, które można napotkać na miejscu. Ich nawarstwienie może bowiem sprawić, że z wyjazdu wrócimy po prostu niezadowoleni.

W tym wpisie postanowiłem zestawić pięć najważniejszych, subiektywnych plusów Wysp Owczych z pięcioma równie subiektywnymi minusami, o których zdecydowanie trzeba pamiętać. Oto one:

1. Widoki vs pogoda

Piękne widoki to niewątpliwie najmocniejsza strona Wysp Owczych. Czy podróżujemy samochodem, czy pieszo, dookoła nas piętrzą się klify niebotyczne niczym sobotni kac, błyszczą jeziora kryształowe jak mokre sny fanki Swarovskiego oraz zielenią się trawy, na których kończy się wskaźnik saturacji w aparacie. Jadąc farerskimi drogami, musiałem stale uważać, żeby od ciągłego rozglądania się nie skręcić sobie karku, a od ciągłego powtarzania łał prawie nabawiłem się zwichnięcia szczęki. Tak naprawdę nie ma przy tym znaczenia, w której części Farojów jesteśmy, bo każda wyspa ma swoje momenty, a najczęściej więcej niż kilka.

Wyspy Owcze - widoki

Pierwszy lepszy widok w drodze na Streymoy

Jednakowoż, to wszystko można o chuja potłuc, jeśli trafi nam się zła pogoda. Zalegająca pomiędzy przewyższeniami mgła, siąpiący (albo lejący) deszcz i śliskie ścieżki zdolne są totalnie popsuć każdy wypad, ale są szczególnie uciążliwe na Wyspach Owczych, gdzie praktycznie każda ważniejsza aktywność zależna jest od dobrej widoczności. Jeśli trafi nam się niesprzyjająca, utrzymująca się przez kilka dni aura, możemy równie dobrze zapakować dupę do samolotu i modlić się o to, żeby skurwiel dał radę wystartować. Jeśli na Farojach leje przez kilka dni pod rząd (a podobno jest tam 300 dni deszczowych w roku), to po prostu nie bardzo jest tu co robić, może poza prowadzeniem długich rozmów o życiu z innymi, równie wkurwionymi podróżnikami. Ba! Może być nawet gorzej. Słoneczna pogoda może w ciągu kilku godzin zamienić się w wietrzne piekło, przez co turysta może, przykładowo, na parę (w porywach do kilkudziesięciu) godzin utknąć na jakimś zadupiu, odcięty od głównych wysp – choćby na Mykinesie. Wyjście jest jedno: na Wyspy Owcze najlepiej lecieć pomiędzy kwietniem a sierpniem, kiedy statystyczne opady są najniższe, a do tego nie zabierać ze sobą nikogo, kto znany jest z przyciągania złej pogody. Faroje naprawdę nie potrzebują dodatkowej zachęty.

Wyspy Owcze - pogoda

Te chmury zostały z nami przez dobrych parę godzin

2. Owce vs ptaki

Farerskie owce są super. Przede wszystkim – jest ich wszędzie pełno, a ich wełniste ciałka dostrzeżemy nawet na najwyższych klifach, skąd bezczelnie meczą w twarz sprawom tak przyziemnym jak grawitacja czy prawa własności gruntu. Lokalne przedstawicielki rodziny wołowatych są znane z totalnej wyjebki jeśli chodzi o… właściwie wszystko. Potrafią spać na drodze, włazić pod koła samochodów i spadać ze skał, kiedy mocniej powieje, wydając z siebie ostatnie, długie beczenie. Przed ich najazdem farerskie miasta chronione są specjalnymi pomostami, skonstruowanymi tak, by były dla tych zwierząt nie do przejścia. Owce dla Farojów są tym, czym 24-godzinne sklepy z alkoholem dla Polski – docierają wszędzie, a ich widok zawsze budzi uśmiech.

Wyspy Owcze - pogoda

Wychillowany baran z Wysp Owczych

Same w sobie ptaki na Wyspach Owczych nie są poważnym problemem. Można wręcz powiedzieć, że maskonury czy głuptaki są jedną z najważniejszych atrakcji Wysp, w „polowaniu” na którą dziesiątki turystów udają się z aparatem na Mykines i kilka innych miejscówek. Jeśli jednak tak się składa, że lubicie sobie polatać dronem, to kwestia niektórych latających skurwysynów może stać się bardzo żywotna. Mi najbardziej dały się we znaki ostrygojady – niewielkie ptaszęta o zabawnie jaskrawym dzióbku, które najchętniej wyłapywałbym i grillował na miejscu. W okresie lęgowym te ptaki bronią swoich gniazd z ogromnym zacięciem, atakując wszystko co lata i zanadto zbliży się do ich terytorium. Z tego względu kilkukrotnie byłem zmuszony lądować swoją maszyną w trybie zbliżonym do awaryjnego, modląc się o to, by zdążyła usiąść przed poszatkowaniem któregoś z tych zawziętych pojebańców. Co gorsza, Wyspy Owcze to także jedno z siedlisk rybitwy popielatej, czyli gatunku, który zdążył mnie wybitnie wkurwić już dwa lata wcześniej na Svalbardzie. Tym razem jednak los oszczędził mi spotkania z nim.

Wyspu Owcze - ostrygojad

Ostrygojad uchwycony w locie

3. Lot śmigłowcem vs jazda samochodem

Jeśli nigdy do tej pory nie zdarzyło Wam się latać śmigłowcem, to Wyspy Owcze będą idealną okazją, żeby wykreślić tę pozycję z bucket listy. Z racji stałego dofinansowania tego środka lokomocji przez farerski rząd (głównie z uwagi na to, że niektóre wyspy byłyby bez niego w czarnej dupie), loty śmigłowcem między Owcami są śmiesznie tanie (od około 50 zł), a do tego odbywają się w (stosunkowo) cichych, komfortowych maszynach. Latanie dronem to jedno, ale trudno zestawić to z możliwością ujrzenia Farojów z wysoka na własne oczy, zwłaszcza jeśli – tak jak my – traficie na dobrą pogodę. W całej tej latającej beczce miodu jest wprawdzie łyżeczka dziegciu (głównie pod postacią niemożliwości przelotu w dwie strony), ale i tak zdecydowanie warto. Będę zresztą jeszcze o tym pisał. Mały bonus: warto wskazać, że wszelkiego typu rejsy również są na Owcach bardzo tanie, nie licząc tych wycieczek wodnych, które są przeznaczone stricte dla turystów.

Wyspy Owcze z pokładu śmigłowca

Widok na Vagar z pokładu śmigłowca

O ile droga powietrzna i morska to na Wyspach Owczych sam cud, miód i wesołe popierdywanie, o tyle standardowe drogi to już inna sprawa. Jasne – widoki są wspaniałe, a nawierzchnia zazwyczaj gładka jak łono gwiazdy porno, ale wystarczy udać się z głąb mniej turystycznych rejonów, by momentalnie zatęsknić za polską A-czwórką. Poza najważniejszymi, drogi na Farojach są wąskie, wymagają koncentracji amerykańskiego snajpera, a noktowizor tego ostatniego przyda się, kiedy stajemy przed niektórymi tunelami. SPORA część konstrukcji tego typu to jednopasmowe odbyty zagłady, w które zapuszczamy się na długie minuty, modląc się, by nic nie nadjechało z naprzeciwka. Jeśli nie mamy szczęścia, będziemy musieli stać w ciemnościach po kilka minut, czekając aż miną nas samochody nadjeżdżające z kierunku uprzywilejowanego. Jeśli dodatkowo brakuje nam zdecydowania za kółkiem, to spędzimy w ten sposób naprawdę sporo czasu. Na otwartej przestrzeni wcale nie bywa lepiej. Na Owcach zauważyłem niepokojącą zależność, że im wyżej położona jest dana droga, tym jest węższa. Oznacza to, że czasem będziemy musieli wlec się na wstecznym skrajem urwiska do najbliższej mijanki, by przepuścić delikwenta zjeżdżającego z góry. Nie jest to nic AŻ TAK strasznego, ale – jeśli ktoś planuje wynajęcie na Wyspach Owczych samochodu – to dobrze by było, żeby był pewien swoich umiejętności za kółkiem.

Wyspy Owcze - tunel

Jednopasmowy tunel na Kalsoy

4. Białe noce vs dostęp do alkoholu

Lato na Farojach to długie dni, zakończone nocami, podczas których po prostu lekko się ściemnia. Dzięki temu zaprawiony podróżnik może kontynuować swoje eskapady do późnych godzin wieczornych, bez strachu o to, że wróci do bazy w egipskich ciemnościach. Prawdziwych białych nocy doświadczyłem już na Svalbardzie, ale czerwiec na Wyspach Owczych wcale nie jest gorszy. Jeśli tylko los pobłogosławi nam pogodowo, do dyspozycji dostaniemy kilkanaście słonecznych godzin, które możemy wykorzystać do cna, przyjmując nieprzyzwoitą wręcz dawkę witaminy D (co zazwyczaj kończy się kryzysem dnia trzeciego, kiedy nasz organizm ma serdecznie dość i musi odespać). Osobiście uważam, że niemal 20-godzinny dzień to jedna z najfajniejszych rzeczy na świecie, a już zwłaszcza na urlopie.

Późny wieczór na Wyspach Owczych

Godzina 23:00 na Vagar – trzecia godzina złotej godziny

Niestety, jako osoba lubiąca chlapnąć sobie wieczornego, zasłużonego browarka (albo cztery), nie byłem ukontentowany faktem, że taka możliwość jest na Wyspach Owczych bardzo ograniczona. Dostęp do alkoholu mocniejszego niż 2% jest tu ściśle kontrolowany – nabędziemy go tutaj, po zbójnickich cenach, wyłącznie w siedmiu dedykowanych, funkcjonujących w konkretnych dniach (i godzinach) sklepach. Jeśli nie zdążymy kupić piwa, pozostaje nam żłopanie sików dostępnych na niektórych stacjach benzynowych. Dla polskiej wątroby to rzecz niesłychana, a poza tym kupowanie 6 piw tylko po to, żeby wypić 2, jest skrajnie nieekonomiczne. Co gorsza, o te lekkie piwka będziemy musieli niejednokrotnie walczyć z farerską młodzieżą, zainteresowaną nimi równie mocno jak my. Aha. Dobrego jedzonka również będziemy musieli sobie odmówić, chyba że mamy wyjątkowo głębokie kieszenie. Ekonomiczna gastronomia na Wyspach Owczych jest – po pierwsze – nie tak ekonomiczna, jakby się chciało; a po drugie – zdecydowanie poniżej europejskich standardów.

Wyspy Owcze - piwo

Wybór też nie jest jakiś specjalnie przerażający

5. Mało turystów vs drożyzna

Pomimo tego, że Wyspy Owcze podobno zyskują na popularności, to nadal pozostają dość niszowym celem podróży. W szczycie sezonu rzadko zdarza się, by w najpopularniejszych miejscach przebywało więcej niż kilkudziesięciu turystów na raz. Jeśli dodatkowo weźmiemy pod uwagę, że owe atrakcje to najczęściej trasy trekkingowe, to problem „tłoku” w ogóle przestaje istnieć – a już zwłaszcza w miejscach bardziej oddalonych od centrum archipelagu. Jeśli szukacie spokoju, ciszy i widoków niezmąconych kolorowymi polarami niemieckich turystów, to nie da się trafić lepiej. Szczególnie dobrze zdają się to rozumieć nasi rodacy, bowiem język polski słyszy się na Farojach wyjątkowo często.

Wyspy Owcze - ilość turystów

Dzikie ilości turystów na Streymoy

To ostatnie jest tym bardziej dziwne, że na Owcach jest po prostu KUREWSKO drogo. Walić Norwegię, gdzie da się załatwić racjonalnie wyceniony nocleg, nie mówiąc już o wyobrażalnych cenach za wynajęcie samochodu. Na Owcach nocleg w HOSTELU to koszt najmarniej 100 zł za osobę na dzień, a nigdy wcześniej nie zdarzyło mi się, żebym za dzień wynajęcia fury musiał płacić więcej niż za łóżko w przyzwoitym hotelu. Posiłek w zupełnie zwyczajnej knajpie? Co najmniej 60-70 zł. Piwo w puszce? 12 PLN. Dość powiedzieć, że gdybym spędził na Owcach tyle samo czasu, co na Svalbardzie, to koszty byłyby podobne, a na norweskim archipelagu większość hajsu pochłonęły zorganizowane atrakcje, w tym dwa całodniowe rejsy na solidne odległości. Co gorsza, sytuacja będzie się pogarszać. W jednej z lokalnych gazet przeczytałem, że coraz więcej właścicieli prywatnych gruntów zaczyna brać kasę za przejście na punkty widokowe. Niby normalna rzecz, ale 100 zł za możliwość zobaczenia jeziora Leitisvatn to naprawdę przesada, a właśnie taką kwotę trzeba poświęcić, żeby udać się na trzygodzinny trekking do jego krańca.

Wyspy Owcze - ryba z frytkami

Porcja zwyczajnej ryby z frytkami – 50 zł


Zdecydowanie nie chodzi mi o to, żeby tym tekstem kogoś zniechęcać. Miejcie jednak świadomość, że Wyspy Owcze to nie tylko zieleń, brykające baranki i cała doba pierdolonego słoneczka. Pomimo tego, że archipelag jest obecnie łatwo dostępny (dolecimy nań z Warszawy już za niecały 1000 zł, a da się nawet taniej), to należy mieć świadomość, że kilka rzeczy może na miejscu pójść nie tak. Warto być przygotowanym.

Podobał Ci się ten wpis? Możesz poczytać inne moje posty o Wyspach Owczych i polubić mój blog na Facebooku – często wrzucam tam dodatkowe treści.

REKLAMA:

Comment 1

  1. FUKO 7 sierpnia 2019

Skomentuj czy coś:

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.