Park of Poland: Suntago – nasza opinia

20 lutego 2020 roku miało miejsce otwarcie parku wodnego Suntago – Wodny Świat, będącego pierwszą z serii inwestycji, które łączy marka Park of Poland. O otwarciu zlokalizowanego pod Warszawą (30 minut jazdy, więc tyle co nic) „wodnego raju” było głośno w całej Polsce. Bilety wyprzedały się na pniu, co nie przeszkadzało dziesiątkom Januszów i Grażyn szturmować kas od samego ranka w sobotę, w nadziei, że może jeszcze coś zostało. Park narobił również szumu w internecie, zapraszając na otwarcie różnorakich celebrytów/influencerów i umożliwiając im spędzenie czasu na miejscu w warunkach idealnych, czyli bez towarzystwa „zwykłych” odwiedzających. To zaowocowało entuzjastycznymi relacjami na Instagramie czy YouTubie, dodatkowo napędzając cały hype.

Nasza opinia Was nie interesuje, a wy szukacie poradnika odnośnie „korzystania” z najnowszego polskiego parku rozrywki? Nie ma problemu! Odpowiedni tekst na blogu znajdziecie tutaj. Na naszym blogu znajdziecie również relację filmową z wizyty w Suntago. Obejrzycie ją w tym miejscu.

My swoje bilety do Suntago kupiliśmy z dużym wyprzedzeniem. Agatka od początku miała wątpliwości, czy słusznie robimy jadąc na miejsce w pierwszy weekend po jego otwarciu, ale ja argumentowałem – przyznajmy to szczerze – głównie kwestią szybkości pojawienia się materiału na blogu. Teraz, kiedy już wróciliśmy, możemy śmiało powiedzieć, że wizyty w Suntago może nie żałujemy, ale tylko i wyłącznie dlatego, że potraktowaliśmy ją częściowo jako wypad „dziennikarski”. Gdybyśmy jednak pojechali tam po prostu odpocząć, zapewne wrócilibyśmy niezadowoleni. Poniżej przeczytacie, dlaczego tak sądzimy.

Zanim przejdziemy do zasadniczej części tekstu, musimy zaznaczyć, że poniższa opinia odnosi się do okresu od około tygodnia po otwarciu Suntago do jakiegoś bliżej nieokreślonego punktu w przyszłości (oby niedalekiej). Wskazujemy, że na miejscu byliśmy w weekend, więc część z naszych zarzutów (ale na pewno nie wszystkie) może wypływać z faktu, że było tam więcej odwiedzających niż w tygodniu. Umówmy się jednak, że większość ludzi woli wybierać się w takie miejsca w dni wolne od pracy.

Na wstępie zaznaczymy od razu, że sporo pośród wymienionych niżej (głównie) wad może zostać wkrótce naprawionych. Suntago to twór nowy, w momencie publikacji tego tekstu otwarty zaledwie od kilku dni. Niemniej, nasz główny zarzut dotyczy właśnie tego i brzmi:

Budowa parku nie została jeszcze ukończona, a obiekt został otwarty o miesiąc za wcześnie… CO NAJMNIEJ.

Doskonale rozumiemy, że za decyzją o szybszym otwarciu Suntago stał najpewniej motyw biznesowy i chęć jak najszybszego rozpoczęcia odcinania kuponów od potężnej inwestycji. Niemniej, taka decyzja już teraz zwraca się negatywnie nie tylko wśród odwiedzających (takich jak my), jak i w środkach masowego przekazu, zasypującymi świadomość masową ostrzeżeniami przed wizytą na czymś, co śmiało można nazwać utajonym placem budowy. Zresztą, podejście „na chybcika” widać nawet po stronie internetowej kompleksu, w dużej mierze niekompletnej, stosującej mało eleganckie rozwiązania (mapa parku jako plik PDF… serio?) lub zapowiadającej, że wiele z jej funkcjonalności pojawi się „wkrótce”.

Jeśli chodzi o nasze zastrzeżenia, to zwróciliśmy przede wszystkim uwagę na:

  • TOTALNY brak zadbania o klimat. W oczy momentalnie rzucają się: gigantyczne połacie nagich, niezagospodarowanych ścian, brak jakiegokolwiek wystroju w restauracjach (rozpoznawaliśmy je tylko po stolikach ustawionych jak na szkolnej stołówce i logotypach umieszczonych na ścianach), czy wreszcie brak zadbania o jakikolwiek element dekoracyjny poza palmami. Te nieszczęsne palmy to coś, z czego Suntago jest niezwykle dumne, ale to o wiele za mało, żeby na miejscu poczuć się jak w raju. Kwestię „nastrojową” nadrabiają nieco baseny termalne w strefie Relax oraz cała strefa Saunaria, ale – paradoksalnie – to właśnie te dwie strefy, do których nie są wpuszczane dzieci. Hala zjeżdżalni to, dla kontrastu, ogromne pomieszczenie kojarzące się z jakąś fabryką, a nie z miejscem przeznaczonym do zabawy. Wreszcie, całe „spokojne” przestrzenie w Relaxie bardziej kojarzą się z jakimś MOSiRowym basenem czy halą sportową. Leżaki na panelach podłogowych wyglądają po prostu żenująco źle.
Suntago - Strefa Relax

Zagadka: MOSiR czy Suntago?

  • Z jednej strony mamy wielkie, puste przestrzenie na Relaxie, a z drugiej klaustrofobiczne korytarze na klatce schodowej prowadzącej do zjeżdżalni, czy okolice największych basenów, gdzie właściwie cały czas musimy manewrować tak, by nie wleźć na którąś z tych cholernych palm. Przez nagromadzenie drzew i wody w pewnych miejscach duchota jest po prostu nie do wytrzymania, ale przesiąść możemy się co najwyżej na leżaki pod gołymi ścianami, bardzo oddalone od wody. Apogeum tego wszystkiego jest wąskie gardło przy wejściu do hali ze zjeżdżalniami, gdzie panuje ogromny ścisk. Chaos potęguje brak „podręcznych” szafek, bo ludzie, nie mając gdzie trzymać ręczników czy klapek, rzucają je po prostu gdzie popadnie. O wąziuteńkich korytarzach przy samych zjeżdżalniach nawet nie wspomnimy. Nie chcemy myśleć co będzie, kiedy park zacznie przyjmować planowane ilości odwiedzających. Kolejki będą najprawdopodobniej kończyć się na schodach…
Suntago - chaos w Jamango

Wystawa ręczników w strefie Jamango

  • Wszelkie niedoróbki są zrozumiałe w projekcie in progress. Natomiast to, ze w parku brakuje jakichkolwiek kierunkowskazów czy opisów, gdzie mamy się kierować żeby coś zjeść, jest niedopuszczalne w momencie jego otwarcia. Podczas naszego pobytu 2 albo 3 razy słyszeliśmy z głośników komunikaty (zresztą też mało zrozumiałe) o zagubionych dzieciach i zupełnie nas to nie dziwiło – sami mieliśmy problem z przemieszczaniem się między strefami, bo zdarzało nam się trafiać w ślepe zaułki czy „tymczasowo zamknięte” przejścia. Laminowane, przyklejone taśmą do ściany kartki sprawdzają się może na etapie testów, ale już nie po oficjalnym otwarciu. Wisienką na torcie było to, że jedna z największych zjeżdżalń była podczas naszej wizyty wyłączona z użytku, podobnie jak zimna sauna (jedyna, na jakiej nam zależało) oraz… podajnik do pontonów. Aż dziw, że nikt nie zginął na schodach, pełnych ludzi wtaczających największe pontony na szczytowe piętra klatki schodowej.
Suntago - restauracja Arizona

Słupki ograniczające restauracje-stołówki też wyglądają słabo…

  • Obsługa, pomimo iż miła i entuzjastyczna, bywała niedoinformowana, a ponadto było jej po prostu za mało. Na jedzenie czekaliśmy 45 minut, a wybraliśmy chyba najmniej oblężoną restaurację w strefie Relax (chodzi o Arizonę). Wymiana beczki z piwem, na którą w swoim pechu trafiliśmy, pochłonęła 10 minut, nie mówiąc już o tym, że nasze piwo z 2 minuty stało na ladzie poza naszym zasięgiem, czekając tylko na to, by ktoś je nam podał. Przy tym wszystkim ceny jedzenia wydają się wyjątkowo wygórowane, nawet pomimo tego, że szama była faktycznie całkiem niezła.
Suntago - kolejki w Arizonie

W oczekiwaniu na piwo…

Mamy szczerą nadzieję, że te problemy zostaną szybko dostrzeżone przez inwestora i w jakiś sposób naprawione. Sporo z nich załatwią pieniądze (kierunkowskazy, zbyt mała ilość obsługi), ale z innymi będzie ciężej. Nie chcę wyobrażać sobie pandemonium, jakie będzie panowało przy zjeżdżalniach w sezonie letnim.

Żeby nie było, są też plusy. Niewątpliwie należy do nich to, ze wszystko w Suntago jest jeszcze nowe i czyste. Szatnie wręcz pachną, a nie śmierdzą, a cała strefa przebieralni jest bardzo komfortowa. Zwróciliśmy uwagę na ogromną dostępność suszarek do włosów. Bardzo mocno przemówiły też do nas bary w wodzie, atrakcje położone na zewnątrz budynków (zwłaszcza Rwąca rzeka) oraz to, że obsługa naprawdę bardzo, ale to BARDZO się stara, żeby każdemu było miło. Świetne wrażenie robi również część recepcyjna, chyba najlepiej w całym parku przygotowana na przyjęcie spodziewanych tłumów. Nie doświadczyliśmy też żadnych problemów z opaskami płatniczymi, jak również z dużą ulgą przyjęliśmy fakt, że do wnętrz mniejszych zjeżdżalni wskakiwaliśmy niemal z miejsca, większe oddając amatorom czekania w długaśnych kolejkach.

Suntago - szatnie

Szatnie w Suntago to kawał dobrze zaprojektowanej przestrzeni

Najprościej mówiąc: na ten moment NIE POLECAMY udawania się do Suntago.

Wydaje nam się, że kompleks wymaga jeszcze sporo pracy, w tym także przy kwestiach związanych z bezpieczeństwem. O ile sami potrafiliśmy o siebie zadbać, to z ewentualnymi własnymi dziećmi raczej byśmy się tam nie udali, chyba że chcielibyśmy się ich pozbyć – czy to przez zgubienie w tłumie, czy przez stratowanie przez osiłków ścigających się po schodach z pontonami nad głową.

Jeżeli po lekturze powyższego wywodu nie przeszła Wam chęć na jak najszybsze odwiedziny w Suntago, to już jutro zapraszamy do lektury naszego poradnika, który powinien maksymalnie ułatwić Wam stawianie pierwszych kroków na miejscu. Przypominamy, że możecie również obejrzeć film, który powstał po naszej wizycie na miejscu i w którym opisaliśmy nasze wrażenia bardziej „na gorąco”. Znajdziecie go w tym miejscu.

A wy? Byliście już w Suntago, planujecie czy może ponownie rozważacie swoją decyzję po lekturze naszego tekstu? Dajcie znać w komentarzach!

REKLAMA:

Brak komentarzy

Skomentuj czy coś:

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

error

Podobało się? Może zostaniemy w taczu?