Stół na Szwedzkiej – kulinarny park rozrywki we Wrocławiu

Uber wyrzuca nas w dziwnym miejscu. Nieco przerobiony, chyba post-PRL-owski budynek straszy źle dobraną farbą i nierównymi schodami. Wiemy jednak, że dobrze trafiliśmy – jest tylko jedna ulica Szwedzka we Wrocławiu, a pomimo lekkiego, poweselnego kaca umiemy jeszcze czytać. Po kilku chwilach wchodzimy wreszcie do lokalu, który wygląda bardziej jak kuchenne studio nagraniowe niż jak restauracja. Jeden z zaledwie trzech stolików już na nas czeka, a jakiś ubrany w fartuch gość krzyczy zza szerokiego blatu, że zaraz się nami zajmie. Wygląda na to, że bezbłędnie trafiliśmy do Stołu na Szwedzkiej – jednego z najciekawszych lokali gastronomicznych, w jakich przyszło nam kiedykolwiek jeść.

Stół na szwedzkiej - okolica

Taka okolica raczej nie kojarzy się z ekskluzywnymi restauracjami…

Jak być może wiecie, sam nie jestem foodiesem, ale Agatka ciekawe jedzenie lubi, a do tego ma smykałkę do przygód w kuchni. O Stole mówiła mi już wcześniej, ale raczej w kontekście lokalu na specjalną okazję – w końcu można się tu dostać wyłącznie robiąc wcześniejszą rezerwację. Specjalna okazja wreszcie się nadarzyła. Dzień wcześniej wzięliśmy ślub, więc trudno o lepszy pretekst, żeby wybrać się do oblężonego lokalu, który podobno spełnia wszystkie marzenia kulinarne gości.

Jak to robi? Właściciel lokalu – niejaki Grzesiek – uwija się w otwartej kuchni jak w ukropie. To jednak nie gość w typie Gordona Ramseya, który opierdala swoich pomagierów tak, że do domu wracają usmarkani, tylko zabawny facet najwyraźniej kochający gotować. Pomiędzy przysmażaniem krewetek a siekaniem warzyw, które widzieliśmy pierwszy raz w życiu, podchodzi wreszcie do naszego stolika, przedstawia się i pyta, czy jesteśmy u niego po raz pierwszy. Odpowiadamy, że tak, w związku z czym zostajemy uraczeni krótką opowieścią o tym, czym Stół na Szwedzkiej jest i jak działa. Ten lokal to nie typowa restauracja z menu pełnym dziwów, a coś w typie ekskluzywnego bufetu. Goście opowiadają kucharzowi o swoich preferencjach, gustach i lubianych składnikach (a także o tym, czego jeść nie chcą lub nie mogą), a skład Stołu przygotowuje na tej podstawie „wymarzone” danie/dania, które ma na celu podbić podniebienie zamawiającego.

Z Grześkiem rozmawiamy jakieś 10 minut. To całkiem sporo, zważywszy na to, że jest tutaj szefem, ale forma lokalu na to pozwala. W chwili obecnej Stół mieści zaledwie około 16 osób, bo przy większej ilości specyficzny sposób jego funkcjonowania mógłby zacząć zgrzytać. Sami nie wiemy, co z tej rozmowy wyjdzie, bo Agatka właściwie nie wie, na co ma ochotę, a ja strzelam randomowymi informacjami, z których summa summarum wynika, że mam ochotę na coś w typie kaukaskim. Grzesiek notuje, dopytuje o konkrety i po chwili ulatnia się, żeby przygotować jedzenie dla nas. Trochę na nie poczekamy, ale na szczęście mamy do obgadania perypetie naszych weselnych gości i nigdzie się nam nie spieszy.

Stół na Szwedzkiej - wnętrze lokalu

Wnętrze Stołu

Wreszcie na stole lądują przygotowane dla nas przysmaki. Na przystawkę wskakuje (nomen omen) kangur, czyli jedno z flagowych dań Stołu. W Australii jeszcze nie byliśmy, więc żujemy z zaciekawieniem i dochodzimy do wniosku, że z kangurem jest trochę jak z innymi „dziwnymi” mięsami. Smakuje spoko, ale nie na tyle dziwnie, by nagle stał się naszą ulubioną przystawką.

Stół na Szwedzkeij - przystawka z kangura

Kangur przed konsumpcją

Po kangurze na stół wjeżdżają dania główne. Dla Agatki ukochane przez nią krewetki z kilkoma dodatkami. Ja z kolei otrzymuję klasycznie przyrządzoną jagnięcinę, co nie jest dla mnie zaskoczeniem. Wspomniałem w wywiadzie, że lubię mniej popularne mięsa, ale zapomniałem dodać, że najlepiej bez kości. Byłem więc niemal pewien, że właśnie coś z kością otrzymam. Niemniej, potrawa przyrządzona jest świetnie, a słodko-słone dodatki pod postacią koziego sera i owoców granatu to właściwie dokładnie to, na co miałem ochotę. Do tego dostajemy mocno tajską sałatkę, która również trafia w nasze gusta.

Stół na Szwedzkiej - jagnięcina

Wzmiankowana jagnięcina

Porcje nie są ogromne, ale bez problemu się nimi najadamy – na tyle, że nie starcza nam już miejsca na deser. Nie chcemy zresztą szaleć, bo w Stole ceny nie należą do najniższych. Tak to już jest, kiedy restauracja pozwala Ci w teorii zjeść wszystko, co przyjdzie Ci do głowy. Nasze marzenia gastronomiczne, urzeczywistnione w formie 5 porcji, podlanych dwoma czy trzema kieliszkami prosecco, kosztowały nas w sumie około 300 zł.

Stół na Szwedzkiej - krewetki

Krewetki były zapewne najdroższe z całego towarzystwa

Czy to dużo? Tak, jeśli ktoś chciałby tu jadać regularnie. To jednak nie typowa „knajpa”, do której chodzi się raz w tygodniu, tylko coś na kształt kulinarnej rozrywki, która ma pokazać nam nowe smaki i pozwolić na odkrycie czegoś nowego. W Stole na Szwedzkiej płacimy nie tylko za jedzenie, ale też za całość doświadczenia oraz czas kucharzy, którzy przygotowują dla nas indywidualne, spersonalizowane potrawy, podciągnięte pod nasze gusta.

Czy nasze kubki smakowe zostały w Stole rozsmarowane na orgazmiczną pastę? Tego nie mogę powiedzieć. Wyszliśmy jednak bardzo zadowoleni, najedzeni i bogatsi o nowe przeżycie. Nie spodziewam się, że inni goście wychodząc ze Stołu błagają jego właściciela o to, by zrobił im jeszcze trochę na wynos, ale patrząc dookoła widzieliśmy samych zadowolonych, uśmiechniętych ludzi. Babcia ze stołu obok, świętująca swoje urodziny, dostała nawet specjalny, zwieńczony iskrzącą świeczką tort i ewidentnie była zachwycona.

Jeśli więc przynajmniej raz na jakiś czas lubicie zjeść coś innego albo po prostu macie ochotę na nowe doświadczenie gastronomiczne, to wybierzcie się do Stołu na Szwedzkiej. Wizytę z nim można potraktować jak wskoczenie do kulinarnego parku rozrywki, w którym atrakcje są w stu procentach dostosowane do Was… lub przynajmniej tego, co powiecie. Ja następnym razem na pewno dam znać, że chcę coś bez kości.

Podobał Ci się ten wpis? Możesz poczytać inne nasze posty o Polsce i polubić nasz blog na Facebooku – często wrzucamy tam dodatkowe treści.

REKLAMA:

Skomentuj czy coś:

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

error

Podobało się? Może zostaniemy w taczu?