Słowenia na tydzień samochodem – plan, koszty, porady

W lipcu 2023 roku wybraliśmy się naszym busem na pierwszą, dalszą wycieczkę – wybór padł na Słowenię, w której to ostatecznie spędziliśmy około tygodnia, koncentrując się na zachodniej części kraju. W niniejszym wpisie znajdziecie komplet informacji, które pozwolą Wam zaplanować i „podliczyć” podobny, krótki wypad samochodowy.

Samochodem do i po Słowenii

Do Słowenii mimo wszystko jest kawałek, dlatego dobrze jest zaplanować ok. 2 dni na dojazd i tyle samo na powrót do Polski. My zorganizowaliśmy sobie po drodze nocleg pod Wiedniem, konkretnie nad samym jeziorem Nezyderskim, nad którym zresztą spędziliśmy dodatkowy dzień. Jeśli macie trochę więcej czasu, to samą miejscówkę polecamy, ale naszego konkretnego noclegu już nie, bo bez klimatyzacji był to trochę koszmar.

Nasza trasa przebiegała przez Czechy, kawałeczek Słowacji i Austrię, bo do Słowenii wjechaliśmy od północy, przez słynny tunel. Trasa jest bezproblemowa, a jedyne o czym trzeba pamiętać to winiety autostradowe, o których jeszcze wspomnimy w sekcji kosztowej… oraz o ewentualnej opłacie za przejazd wzmiankowanym tunelem.

Jazda samochodem po Słowenii również jest bardzo komfortowa, szczególnie pomiędzy głównymi miejscówkami turystycznymi, połączonymi bardzo przyzwoitymi, wielopasmowymi autostradami. Podróżując samochodem po Słowenii należy jednak pamiętać o tym, że do centrów niektórych miast nim nie wjedziemy, a z miejscami parkingowymi może być krucho. BARDZO polecamy szukanie noclegów z prywatnym parkingiem, bo to zdejmie Wam z głowy konieczność kręcenia się po jednokierunkowych uliczkach w poszukiwaniu wolnego miejsca. To ostatnie jest szczególnie ważne w Lublanie, czyli stolicy kraju. Na szczęście parkingi publiczne są przeważnie (jeszcze) bezpłatne.

Wreszcie, polecamy zatankować przed wjazdem do Słowenii. Kraj jest na tyle mały, że da się go „oblecieć” na jednym baku, a paliwo w krajach sąsiadujących (może nie licząc Austrii) jest nieco tańsze.


Słowenia w lato – tak czy nie?

Tu będzie krótko: wakacje (lipiec-sierpień) w Słowenii to potworne upały, więc polecamy ten okres tylko tym, którzy NAPRAWDĘ lubią temperatury przekraczające 30 stopni. My, także z racji na specyficzny środek transportu, nieco się umęczyliśmy i podjęliśmy decyzję, że już nigdy więcej nie będziemy pakować się na południe Europy w środku sezonu wakacyjnego. Jeśli więc wysokie temperatury nie są Waszym konikiem, to wybierzecie inny okres. Zaznaczymy też, że ilość turystów nie była aż takim problemem jak skwar, może pomijając Piran. W porze posiłku ciężko było znaleźć wolny stolik w lokalu z przyzwoitymi recenzjami. 


Słoweński tydzień – prosty plan

Poniżej przedstawiamy nasz plan wyjazdu, który zrealizowaliśmy niemal w 100%. To propozycja na krótki wypad, który, rzecz jasna, można przedłużyć w dowolnym miejscu (te lepsze zaznaczymy). Weźcie również pod uwagę, że my podróżowaliśmy z psem, co poniekąd wymusza nieco krótsze czasy przejazdu, zwłaszcza w upalne dni.

W planie pomijamy też 3-4 dni potrzebne na dojazd i powrót z Polski, skupiamy się wyłącznie na czasie spędzonym na miejscu.

Dni 1-2: Bled i okolice

Wjeżdżając do kraju z północy, niemal od razu trafiacie do miejscowości Bled, słynnej praktycznie na cały świat. Tak – jest on mocno oblegany, ale na pewno nie przereklamowany, więc w tym miasteczku zdecydowanie warto spędzić co najmniej 2 dni. My wybraliśmy się, rzecz jasna, na krótki rejs na wyspę na środku jeziora (zajmie Wam to ok. 2 godzin), a potem przeszliśmy się jeszcze jego brzegiem. Skoczyliśmy również pod zamek i zjedliśmy coś w kilku miejscowych knajpach – dość drogich, ale raczej przyzwoitych. Odwiedziliśmy również atrakcyjny wąwóz Vintgar, który dał nam na chwilę odetchnąć od upału i zapewnił trochę ładnych widoczków.

Nasz nocleg: The Jungle Apartments – mieszkanko na wyłączność, rzut większym beretem od centrum, w zasadzie tuż na granicy miasteczka. Wybraliśmy je z uwagi na dobrą relację cena/jakość, prywatny parking i lokalizację na skraju Bledu, co ułatwiało nam spacery z Marvelem (mieliśmy kawał otwartego pola dosłownie 2 minuty drogi z apartamentu).

Możliwość przedłużenia: Jeśli macie więcej czasu, to ZDECYDOWANIE warto podjechać do Parku Narodowego Triglav, do którego z Bledu jest bardzo blisko. My zaledwie „liznęliśmy go” w wąwozie Vintgar, ale Park słynie z przepięknych tras trekkingowych, a także umożliwia wejście na sam Triglav, czyli najwyższy szczyt Słowenii. Jeśli jesteście z tych bardziej trekkingowych, to ta miejscówka powinna zasadniczo zrobić Wam cały urlop.

Dzień 3: Lublana

W internetach mało kto zachwyca się słoweńską stolicą, a prawda jest taka, że to fajne, kameralne miasto z urokliwą starą częścią, świetną sceną gastronomiczną i bardzo młodym vibem, wynikającym z tego, że stolica Słowenii stoi studentami… choć może niekoniecznie w wakacje. W Lublanie być może nie znajdziecie jakichś unikalnych atrakcji (pomijając może kilka oryginalnych instalacji artystycznych, jak choćby mierzący błękit nieba Cyanometer), ale możecie odwiedzić zamek (dojedziecie do niego funicularem), bibliotekę czy pokręcić się po „starówce”, odbijając się od baru do baru. Wielbiciele mocniejszych wrażeń mogą wybrać się do Metelkovej, czyli takiego trochę squatu, a trochę dzielnicy rozrywkowej, gdzie można dostać zarówno dobre piwo, jak i w mordę – zależy jak traficie. Lublana jest jednocześnie stosunkowo niewielkim miastem, więc jeden „ekspresowy” dzień na miejscu powinien Wam wystarczyć.

Nasz nocleg: New G&P Villa – ni to hotel butikowy, ni apartament w kompleksie z parkingiem za zamykaną bramą. Pokoik mały, ale świetnie urządzony (dużo patentów świetnie sprawdzających się na krótki pobyt – np. szafa bez drzwi), a do tego wygodny, klimatyzowany i z aneksem kuchennym. Lokalizacja nieco poza centrum, ale tuż obok Metelkovej (jak ktoś lubi), a do ścisłej starówki dojdziemy w 10 minut (na skuśkę przez piszą uliczkę Vidovdanską, za którą macie mnóstwo ekonomicznych opcji gastronomicznych).

Dni 4-6: Droga na wybrzeże

Jadąc na wybrzeże (my wybraliśmy Piran) po drodze znajdziecie kolejne, najbardziej pocztówkowe atrakcje Słowenii: Zamek Predjamski, jaskinie Postojną i jaskinie Szkocjańskie (na ich temat napiszemy jeszcze oddzielny wpis, ale MEGA warto), a w bonusie możecie zaliczyć Lipice (znaną stadninę bardzo charakterystycznej rasy koni). Taki przejazd to właściwie cały dzień. Dwa kolejne dni spędziliśmy w Piranie i na wybrzeżu, smażąc się na słońcu i eksplorując okolice, ale równie dobrze mogliśmy wybrać dość duży Koper czy Portoroz – wszędzie znajdziemy piękne stare miasto i masę opcji na smaczne owoce morza.

Nasz nocleg: Apartments VIP Residence – my trochę zaszaleliśmy i wybraliśmy nocleg poza centrum Piranu, w niewielkim hoteliku z basenem czynnym 24/7 i barem prowadzonym przez właściciela. Na upał była to doskonała opcja, a do tego pod hotelem są wyznaczone miejsca parkingowe dla gości. Jest drogo, ale BARDZO przyjemnie.

Możliwość przedłużenia: Ze słoweńskiego wybrzeża macie rzut beretem do Chorwacji i Włoch. My wybraliśmy się do włoskiej miejscowości Prosecco, bo Agatka nie mogła zmarnować takiej okazji. Okazało się jednak, że „ojczyzna” jej ulubionego wina to zabita dechami dziura, która niekoniecznie potrafi zmonetyzować nośną nazwę – nie byliśmy w stanie znaleźć tam nawet jakiejś sensownej restauracji, bo wszystko było pozamykane. Po drodze jednak zrobiliśmy zakupy we włoskiej wersji Biedronki, zaopatrując się w „szklane pamiątki” i inne włoskie specjały na resztę wyjazdu.

Dzień 7: Powrót

Ostatni dzień przeznaczyliśmy na powrót przez cały, nie tak znowu wielki kraj. Po drodze można zatrzymać się choćby w Zalcu, gdzie funkcjonuje piwna fontanna, czy w urokliwej wiosce Celje, a ostatnią noc na Słowenii można spędzić w Mariborze, w którym znajdziemy… najstarszą winorośl na świecie. My jednak pojechaliśmy znacznie dalej i kolejną noc spędziliśmy już w lubianym przez nas, czeskim Brnie.

Możliwość przedłużenia: Jeśli macie więcej czasu, to z Mariboru można krótkim strzałem udać się jeszcze do miasteczka Ptuj – to kolejna miejscowość ze średniowiecznym klimatem, ale tyłka Wam raczej nie urwie.

Tydzień w Słowenii: koszty

Jeśli zastanawiacie się, ile to wszystko powinno mniej-więcej kosztować, to mamy dla Was dość szczegółową rozpiskę:

  • Transport: 4 tankowania (diesel), w sumie za ok. 1500 zł – paliwo było najdroższe w Słowenii. Do tego winiety za łączną kwotę 470 zł, ponownie najdrożej w Słowenii (290 zł za minimalną ilość 7 dni). Przejazd tunelem od strony austriackiej w kierunku Bledu: ok. 30 zł. Za miejskie parkingi zapłaciliśmy w sumie 80 zł.
  • Noclegi: ok. 2400 zł na osobę, przy czym 3 noce spędziliśmy w Piranie, co bardzo podniosło ten koszt. Wybierając bardziej ekonomiczną opcję zmieścilibyśmy się w 1500 zł. Do tego trzeba doliczyć noclegi w drodze do Słowenii, a my jeszcze gdzieniegdzie dopłacaliśmy za pieska.
  • Jedzenie: śniadania i kolacje przeważnie przygotowywaliśmy we własnym zakresie, co wyniosło nas ok. 500 zł na osobę (wliczając wieczorne piwkowanie). Jedzenie i „rozrywki” na mieście to kolejne 750 zł na osobę. Koszt dwuosobowego obiadu na mieście w Słowenii to przeważnie ok. 50 EUR i trudno zejść poniżej tego, chyba że żywicie się wyłącznie kebabami (nie osądzamy).
  • Wstępy: ok. 235 zł/osobę – głównie za jaskinie.
  • Inne: 245 zł w gotówce, „rozwalone” na różne bzdury.

Jak nietrudno policzyć, cały wypad (7 dni w Słowenii) wyniósł nas ok. 5000 zł na osobę, przy czym ponownie zaznaczamy, że bez „luksusowego” noclegu byłoby to ok. 10% mniej… Doliczając noclegi przed i po, trzeba liczyć się z „rozsądnym” kosztem na poziomie ok. 5-6k PLN na osobę, a więc nie jest to plan najtańszy… ale tragedii też nie ma.


Mamy nadzieję, że powyższy wpis pomoże Wam zaplanować Wasz krótki wypad na Słowenię, a my kiedyś pewnie jeszcze rozwiniemy temat, bo na razie tylko liznęliśmy ten kraj.

A więcej wpisów na temat Słowenii znajdziecie w tym miejscu.

Dodaj komentarz:

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

error

Podobało się? Może zostaniemy w taczu?