Żarełko Azji Centralnej

Pewnie wiecie, jak to jest z tym żarciem za granicą. Przed wyjazdem człowiek siada, nurkuje w internety i sprawdza, co właściwie można zjeść w danym kraju, żeby (dosłownie) łyknąć trochę jego kultury kulinarnej. Po przyjeździe jednak okazuje się, że połowa ze sprawdzonych rzeczy to dania regionalne, dostępne tylko w 3 restauracjach na terenie całego kraju, przy czym jedna z nich znajduje się w środku czyjejś dupy i dojazd do niej zajmuje dwie doby. Z tego względu w tym wpisie chcę przedstawić te potrawy, które w Azji Centralnej (z naciskiem na Uzbekistan, w którym przebywaliśmy najdłużej) faktycznie można zjeść, nie przeznaczając na ich poszukiwanie połowy dnia. Polecimy mniej-więcej chronologicznie, czyli od rana do wieczora.

Uzbeckie śniadania i lepioszka

Śniadania w uzbeckich guest house’ach to bardzo proste i stosunkowo niewielkie posiłki, złożone z kilku małych porcji różnych potraw. Prócz jajka w jakiejś formie – które często jest jedyną ciepłą składową – otrzymujemy zazwyczaj słodkawy, naturalny jogurt, dżem, trochę kandyzowanych owoców i kilka kawałków lepioszki, czyli specjalnego, „okrągłego” chleba.

Wyrób tego chleba można zaobserwować na ulicy, a służą do niego dość duże, półokrągłe piece z dziurą w górnej części. Uzbeccy piekarze najpierw wyrabiają dość pulchne ciasto, a następnie „przyklejają” je do wnętrza pieca, w którym jest już mocno nagrzane. Tak przygotowane pieczywo przypomina nieco grube ciasto do pizzy, jest delikatne, bardzo miękkie i naprawdę smaczne, zwłaszcza w połączeniu z odpowiednią porcją masła. Je się je praktycznie do wszystkiego i przy każdym restauracyjnym zamówieniu zostaniecie spytani, czy „może chleb do tego”. Odpowiedź przecząca może poważnie zdziwić kelnera, więc nie ma się co zastanawiać.

Jedzenie w Azji Centralnej - wyrób lepioszki

Lepioszka “lepiona” jest wprost na ulicy, w tradycyjnych piecach

Ostatnią częścią uzbeckich śniadań jest „coś słodkiego” na dopchanie kałduna. Ciastka są różne, zazwyczaj dość tłuste, ale czasem to po prostu jakieś herbatniki, idące zresztą w parze z zawsze serwowaną herbatą. Jakiekolwiek dodatki w śniadania w postaci plasterka szynki czy żółtego sera to raczej ukłon w stronę białego gościa, a nie część tradycyjnej szamy.

Manty i samsy

O mantach już niejednokrotnie wspominałem. Jest to nic innego jak nieco tłustawe pierogi z wkładem przeważnie mięsnym, podawane z garścią podgotowanych lub podsmażonych warzyw. To popularna przekąska w ciągu dnia, którą można napchać się w pociągu albo na jakimś ulicznym standzie.

Bliskimi kuzynami mant są samsy. To również pierożki, ale dla odmiany smażone  i jeszcze bardziej tłuste. W środku najczęściej znajdziecie dość podejrzanie wyglądające mięso, rzadziej ser lub ziemniaki.

Jedzenie w Azji Centralnej - Samsy

Nasza samsa była ciut przypalona…

Prócz mant i sams w Azji centralnej natkniecie się również na inne przekąski. Popularna jest wędzona ryba, różnego rodzaju ciastka i pierogowe wariacje. Wszystkie te rzeczy są jednak dość tłuste i najczęściej zawierają jakiś rodzaj mięsa.

Szaszłyki

Szaszłyki są KRÓLEM uzbeckiej kuchni. Dostaniecie je wszędzie, za niewielkie pieniądze, a dodatkowo możecie być niemal pewni, że jest to najbezpieczniejszy z wyborów. Umówmy się, że trudno spierdolić szaszłyk.

Występują w kilku wariantach, przy czym najczęściej zrobione są z kilkucentymetrowych kawałków wołowiny, względnie z podłużnych kawałków tego samego mięsa w formacie zmielonym. Równie popularne są szaszłyki z kurczaka, choć wielbiciele tego mięsa będą musieli pogodzić się z tym, że kilka minut trzeba będzie spędzić na wybieraniu z mięsa małych kosteczek.

Jedzenie w Azji Centralnej - Szaszłyki

Niby proste, a jakie dobre

Szaszłyki to wybór przede wszystkim dla wielbicieli posiłków w stylu all-meat. Warzywa dodawane są do nich rzadko, ale bardzo popularnym side dish jest w ich przypadków klasyczna surówka z pomidorów i ogórków, która równie dużą popularnością cieszy się choćby na Kaukazie.

Wreszcie, razem z szaszłykami serwowana jest miseczka specjalnej, ostro-słonej przyprawy, złożonej głównie z ostrej i słodkiej papryki, a także z kilku innych dodatków smakowych, zależnych od wyobraźni serwującego. Taki zestaw: szaszłyki z przyprawami, sałatka i chleb opisany wyżej, to idealny wybór, kiedy w danym lokalu nie ma angielskiego menu, tym bardziej że posiłek przygotowywany jest na bieżąco, a nie po prostu podgrzewany. Zapomnijcie jednak o uprzedzeniach związanych z tym, że mięso nie leży w lodówce.

Centralno-azjatyckie obiady

Poza szaszłykami, w Azji centralnej popróbujemy także innych potraw stricte „obiadowych”. Większość z nich jest dość tłusta i solidnie napycha bebzun. Do najpopularniejszych należą:

  • Pilaw – połączenie ryżu, warzyw i mięsa (przeważnie jagnięciny), będące symbolem uzbeckiej kuchni, a dla niektórych niemal przedmiotem kultu religijnego. Rodzajów pilawu jest tyle ile prowincji w Uzbekistanie, ale każdy z nich jest również podobno skutecznym afrodyzjakiem. Uzbecką viagrą nad viagrami jest również olej pozostały po przygotowaniu potrawy, który należy wypić z dna specjalnego kotła. Jakkolwiek to ostatnie średnio wpłynęłoby na Wasz poziom cholesterolu, to pilawu warto spróbować.
Jedzenie w Azji Centralnej - Pilaw

Pilaw nie ujął nas swoim wyglądem…

  • Lagman – powiedziałbym, że to to samo co pilaw, przy czym ryż zastąpiony jest przez gruby, domowy makaron, a jagnięcina przez baraninę. Lagman jest tak samo tłusty, również podaje się go z warzywami i – podobnie jak pilaw – nie gościł w moim żołądku zbyt często, zazwyczaj ustępując miejsca szaszłykom. Faktyczne połączenie pilawu z lagmanem nazywa się gan-fu i łącznikiem jest tutaj ryż.
  • Beszbarmak – ta kazachska potrawa to kolejne to-do dla fanów mięsa. Najbliższe skojarzenie ze znaną nam kuchnią to gulasz, o ile ktoś wkraja do gulaszu kawałki koniny. Przerażeni? Na szczęście występuje też odmiana z baraniną, znacznie popularniejsza w większych miastach (zwłaszcza tych, w których widuje się turystów). Ale dopytajcie kelnera, jeśli faktycznie wzdrygacie się przed zjedzeniem konika.

Prócz powyższych spotyka się też szerokie spektrum innych potraw, takich jak choćby tłuste zupy (shorpo z baraniną czy mastava z ryżem i warzywami), różnego rodzaju kebaby oraz potrawy z ryb. Te ostatnie można spotkać w miejscach, w których najmniej się tego spodziewacie – na przykład kilkaset kilometrów od najbliższego poważnego zbiornika wodnego. Ryby to również ostatni ratunek dla wegetarian, bo ten typ kuchni jest w Azji centralnej spotykany raczej rzadko.

Produkty na bazie mleka

Mleko – także końskie czy wielbłądzie – to w Azji centralnej baza do wytwarzania przeróżnych produktów bezpośredniej konsumpcji. Zdecydowanie najpopularniejszymi są:

  • Szubat – bezalkoholowy kefir przyrządzany z mleka wielbłądzicy. W smaku kwaskowaty, ale można zostać jego fanem, jeśli ktoś faktycznie lubi tego typu napoje. Sprzedaje się go powszechnie na bazarach i tymczasowych stoiskach, rzadko w butelce mniejszej niż 1 litr.
  • Kumys – określenie go „alkoholem” jest nieco na wyrost, bo woltażu to to ma tyle, co amerykańskie piwo. Przyrządzany jest z mleka klaczy i smakuje nieco podobnie do szubatu, choć jest na pewno „ostrzejszy” w smaku – ze względu na pewną zawartość alkoholu. Nie ma co chlać go na umór, bo to mało ekonomiczne, ale spróbować wypada.
  • Kurut – popularny zwłaszcza w Kirgistanie. Mianem „kurut” określa się różne rodzaje twardych przekąsek na bazie suszonego mleka, często pokryte dodatkami smakowymi w postaci przypraw. Najczęściej są to białe kulki, które w smaku są bardzo kwaśne i słone. Kirgizi uważają je za bardzo zdrowe (i pewnie słusznie), a przekąska jest na tyle popularna, że można ją dostać nawet w formie paczkowanej.
Jedzenie w Azji Centralnej - Kurut

Kurut dostępny jest w różnych kształtach i rozmiarach

Alkohol w Azji centralnej

Wbrew temu co można by sądzić, alkohol (i nie mówię tu o kumysie) jest w Azji centralnej dostępny szeroko i bez większych problemów. Tutejsze piwa podejrzanie przypominają w smaku te rosyjskie, co jednak nie musi być wadą. Warto jednak pamiętać, że dużą różnicą pomiędzy Rosją a Azją centralną jest zakaz spożywania alkoholu na ulicy, czego dowiedzieliśmy się od jednego z obywateli Aktau już pierwszego dnia na miejscu.

Niewątpliwie jednak królową napojów wyskokowych jest wódka, dostępna nawet w małych sklepach spożywczych i wyceniona tak, że człowiekowi żal wydawać kasę na browary. Radzę jednak unikać szczególnie tanich marek, bo te kilka zaoszczędzonych złotówek nie jest warte utraty zdolności widzenia.

Kirgistan - wódka z localesem

Nie ma to jak wódka z Kirgizem podczas krótkiego postoju

W tym kontekście warto też wspomnieć o ciekawym sposobie sprzedaży piwa. Przede wszystkim w Kazachstanie można natknąć się na małe sklepiki, w których piwo nalewane jest z kranu do plastikowych butelek i sprzedawane na wynos. Podobnych lokali jest całkiem sporo, a niektóre promują się tak popularnym ostatnio w Polsce określeniem „multi-tap”.

Kazachski multi-tap

Kazachskie multi-tapy mają się nijak do polskich

Podobał Ci się ten wpis? Możesz poczytać inne moje posty o Kazachstanie, Uzbekistanie czy Kirgistaniepolubić mój blog na Facebooku – często wrzucam tam dodatkowe treści.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

  1. Pingback: Hatgal, czyli jedna z mongolskich "metropolii" | jedź, BAW SIĘ!

  2. Pingback: Samarkanda, czyli uzbecki efekt wow | jedź, BAW SIĘ!

  3. Tak jak obiecalem 🙂
    Manty – rewelacja 🙂 probowalem z baranina, z wolowina, z konina, z krolikiem
    Samsy – najlepsze z wolowina i z tykwa (nasza dynia) – tylko tutaj sugeruje brac do jedzenia “tynderdne” czyli te z pieca sredniej wiekoaci albo duze. No i kwestia “sposobu” zjedzenia samsy 🙂 najpierw trzeba ja dobrze potrzasnac zeby sie wszystko wymieszalo, potem odkroic gore i wyjadac zawartosc powoli jedzac ciasto 🙂
    Co do “zup” – shorpo jest w sumie kirgizkie, warto jeszcze sprobowac Lagman, AszlamFu (ujgurska kuchnia), nastepnie koreanskiej “kaszanki”, koreanskich “rolli” (cos jak japonskie rolli ale z miesem wolowym ( ti nie jest sushi, tutaj sie tego nauczylem, sushi to ryz z kawalkiem ryby na wierzchu)
    Cos z kuchni rosyjskiej – solanka (wkusna 😉) albo rosolnik (leningradzki rosolnik) ewentuanie pielmeni (pierozki w rosole z odrobina smiatany – cos podbnie dobrego jadlem w turcji ale tam bylo dodatkowo z odrobina naprawde ostrej papryki dla zlamania smaku)
    I cos co zapomnialem jak sie nazywa – cos jak nasz rosol ale podawany z kawalkami “kregoslupa” (wolowy albo barani) do tego ziemniak i marchewka – rewelacja. Tez w turcji dostepny.
    BeszBermak – zajebista sprawa, teoretycznue poowinna zawierac 5 rodzajow miesa, jadlem z baranina i konina. (Baranina i plasterki казы albo sama konina w 3 rodzajach – polecam knajpke Supara w drodze z AlaArchy do Biszu. Knajpa sklada sie tylko z jurt i jest dosyc eksluzywna ale tania (relatywnie, za 4 osoby – beszbarmak, okroszka, lagman, cos tam jeszcze, borsooki ze smietana, 2 dzbanki herbaty, kumys dla dwoch osob xaloac rachunku wyszla jakies 2500 (somow)
    Szaszyki – to nie tylko wolowina, warto sprobowac szaszlyki z watrobki owinietej “slonina” – rewelacja

    Gdyby byy jakies pytania bo napewno pominalem cos to zapraszam 🙂