Bułgaria (wynajętym) samochodem


Jak wspomnieliśmy w naszym ogólnym poście relacyjnym odnośnie wypadu do Bułgarii w kwietniu 2021 roku, ten popularny kraj bałkański postanowiliśmy zwiedzać z pomocą wynajętego samochodu. Decyzja ta była wynikiem – już któryś raz – stosunkowo ograniczonego czasu, jaki mieliśmy do dyspozycji, a także tego, że samochodem po prostu zwiedza się łatwiej. W związku z tym wypada napisać kilka słów o tym, jak po Bułgarii samochodem się jeździ, czy jest to gra warta świeczki i dlaczego tak.


Bułgaria (wynajętym) samochodem w wersji TL:DR

  • Jeśli jedziecie do Bułgarii własnym samochodem z Polski, to liczcie się z opłatami za przepłynięcie/przejazd przez Dunaj.
  • Aby wynająć samochód, skorzystaliśmy z oferty firmy Easy Rent Bulgaria. Ma ona swoje plusy (cena, pełne info o depozycie) i minusy (długi czas oczekiwania na zwrot depozytu). Jeśli jesteście niecierpliwi, to skorzystajcie po prostu z Rentalcars.com.
  • Wszystkie koszty związane z samochodem (w tym paliwo) zamknęły się w kwocie poniżej 1000 zł za 11 dni.
  • Przepisy drogowe i opłaty: przepisy są – co do zasady – podobne do polskich, poza „fotelikowymi” (dziecko do 12 lat musi mieć własne siedzisko tego typu). Na drogi płatne obowiązuje winieta, którą można kupić tutaj.
  • Stan dróg: raczej słaby, poza nielicznymi wyjątkami w okolicach stolicy. W zimniejszych miesiącach utrudnieniem na większych wysokościach może być zalegający śnieg.
  • Kierowcy na miejscu: kierowcy nie są takim problemem jak stan techniczny niektórych aut. Warto mieć oczy dookoła głowy i często stosować zasadę ograniczonego zaufania.
  • Parkowanie: najcięższy temat. W miastach BARDZO liczne zakazy postojów i ryzyko odholowania auta wymaga wzmożonej uwagi w tym temacie. Trzeba uważać zwłaszcza na zagranicznych blachach. Na szczęście parkingi płatne należą do najtańszych w Europie. Poza miastami parkujecie jak chcecie.
  • Paliwo: ceny podobne do polskich i sporo stacji (może poza środkową częścią kraju). W góry nie jedziemy na rezerwie, bo potem może być płacz.

Wynajem samochodu w Bułgarii – Easy Rent Bulgaria

Wielu naszych rodaków wybiera się do Bułgarii własnym środkiem transportu i jeżeli należycie do tej grupy, to możecie pominąć tę część artykułu. My jednak wyszliśmy z założenia, że to trochę daleko jak na niespełna dwutygodniowy wyjazd, bowiem o najmniej 4 dni musielibyśmy spędzić na dojedzie… no i mieliśmy do wykorzystania voucher „pandemiczny” LOTu.

Dość niestandardowo dla nas, przy wynajmie samochodu tym razem NIE skorzystaliśmy z oferty RentalCars.com… i nie możemy powiedzieć, że był to jedyny słuszny wybór. Wypożyczalnia, która skusiła nas swoimi cenami to Easy Rent Bulgaria – teoretycznie dość spora firma, która w tym kraju działa już jakiś czas. Poza niezłą ceną wynajmu (niższą o ponad 100 zł od najtańszej oferty na RentalCars), EasyRent przemówiło do nas możliwością (odwoływalnej) rezerwacji po zapłacie zaledwie 10% kwoty oraz pełną informacją na temat kwoty depozytu. Dość powiedzieć, że za użytkowanie samochodu przez 11 pełnych dni zapłaciliśmy 550 zł (z pełnym ubezpieczeniem), a do tego dorzuciliśmy 400 lewa depozytu. Ta ostatnia kwestia była jednak nieco problematyczna, do czego za moment wrócimy.

Sam samochód był… poprawny. Wydane nam Renault Clio było ogólnie w dobrym stanie i miało średni przebieg. Na nasze potrzeby wystarczało w zupełności. Przyczepić można się było jedynie do tego, że część akcesoriów nosiła wyraźne ślady zużycia, co tyczyło się głównie wycieraczek pod nogi. Dziurawe dywaniki tak naprawdę nie były do końca naszym problemem, bowiem ich stan po prostu dodał roboty obsłudze wypożyczalni. Bułgaria w kwietniu bywa deszczowa, a tam gdzie deszcz, to i błoto. W wyniku tego samochód był po prostu mocno ujebany w środku już po 2 pierwszych dniach, a my nie czuliśmy się w obowiązku go czyścić.

Nasze Clio w pełnej krasie

Tak czy owak, niewiele spalające Clio przeważnie robiło robotę, a na paliwo wydaliśmy łącznie 410 złotych, przejeżdżając trochę ponad 1000 kilometrów. Można więc śmiało powiedzieć, że trafiliśmy w dziesiątkę.

Mimo to, z tej dziesiątki zrobiłbym mocną ósemkę z powodu kwestii depozytowych. EasyRent – w odróżnieniu od większych wypożyczalni – nie ZAJMUJE kwoty na karcie, a po prostu ją ściąga. Nie byłoby to nic takiego gdyby nie fakt, że na zwrot pieniędzy trzeba czekać… do 60 dni roboczych. W połączeniu z faktem, że do regulowania depozytów wiele osób używa kart kredytowych, może to sprawić, że bank naliczy Wam odsetki za depozyt, co nie ma prawa mieć miejsca przy normalnej procedurze zajęcia danej kwoty. Dodatkowo, że to „do 60 dni” (termin ten jest zapisany w umowie) w praktyce oznacza 2 miesiące czekania i zastanawiania się, czy wypożyczalnia nie zrobi Was w chuja. Mimo wszystko europejski standard zwrotu depozytu to 5-7 dni. U nas zwrot pojawił się na karcie po 53 dniach, ale gdybyśmy byli trochę młodsi, to pewnie mielibyśmy mniej cierpliwości. Generalnie więc Easy Rent Bulgaria możemy polecić tylko w przypadku, kiedy możecie sobie pozwolić na czasową utratę środków z depozytu na czas circa 2 miesięcy. W innym wypadku radzimy skorzystać z bardziej legitnych firm.

Bułgaria – przepisy drogowe i opłaty

Na początek podstawy. Przepisy drogowe w Bułgarii nie różnią się szczególnie od naszych. Limity prędkości to 50 km/h (obszar zabudowany), 90 km/h (teren niezabudowany) i 130 km/h (autostrady). Poza tym powinniśmy mieć w samochodzie standardowe wyposażenie, a we krwi nie więcej niż 0,5 promila alkoholu. Jadąc do Bułgarii własnym samochodem nie musimy mieć zielonej karty – ważne będzie umowa ubezpieczenia zawarta w Polsce.

UWAGA! Jeśli jedziecie do Bułgarii z dzieckiem, to pamiętajcie, że w tym kraju każdy szkrab mający mniej niż 12 lat musi jeździć w foteliku. Cezura wzrostowa jeszcze do Bułgarii nie dotarła, więc brak odpowiedniego wyposażenia może sprawić, że Wasza wycieczka skończy się po pierwszej kontroli drogowej…

Bułgarskie drogi mają swoje uroki

Tych jednak nie musicie spodziewać się za często. My policji nie widywaliśmy prawie w ogóle, podobnie jak fotoradarów czy innych „przypominajek” o odpowiedniej prędkości. W zamian za nie mamy po prostu kiepskie drogi, które poniekąd wymuszają ostrożną jazdę (patrz niżej).

Jeśli zamierzacie korzystać w Bułgarii z autostrad, to będziecie musieli zaopatrzyć się w winietę. W wynajętym samochodzie opłata będzie za nią już uregulowana, ale jeśli jedziecie na własnych czterech kołach, to trzeba będzie ją kupić. Na szczęście nie oznacza to klejenia do szyby jakiegoś szajsu – wystarczy wejść na tę stronę i załatwić sprawę przez internet. Koszt dla standardowego samochodu osobowego to 45 euro za tydzień, ale lepiej sprawdzić to na stronie bo zależy od czasu obowiązywania i kategorii pojazdu. Winiety można również kupić w samoobsługowych kioskach na stacjach paliw i przejściach granicznych, ale polecamy raczej sieć, bo punkty owe lubią być out of order.


Przez Dunaj!

Dodatkową „frajdą” podczas dojazdu do Bułgarii na własną rękę jest przeprawa promowa przez Dunaj. W zależności od miejsca, w którym będziecie pokonywać graniczną rzekę, koszt przejazdu bądź przepłynięcia zamknie się w kwocie 2-17 euro (w jedną stronę, bo chyba zamierzacie kiedyś wrócić). Podczas trwania pandemii koronawirusa należy do tego doliczyć 2 euro za opłatę dezynfekcyjną Waszego środka transportu.


Dziurawe drogi Bułgarii

Bułgaria jest krajem bałkańskim, co dla wszystkich znających temat oznacza jedno: kiepski stan dróg. Pomimo względnej „turystyczności” kraju (chociaż głównie dotyczy to wybrzeża), nacja ta raczej nie dba za dobrze o infrastrukturę dojazdową… ani jakąkolwiek inną. Jeżdżąc samochodem po Bułgarii należy nastawić się na liczne fragmenty pełne dziur, fragmenty szutrowe (a czasem nawet „błotne”) i niestrzeżone przejazdy kolejowe, przed którymi mało kto się zatrzymuje.

Ważną sprawą, którą należy wziąć pod uwagę przy planowaniu trasy jest również pora roku. My niestety przekonaliśmy się o tym na własnej skórze. Leżący w okolicy monumentu na Bezludży śnieg co prawda nie utrudnił nam za bardzo dojazdu na miejsce (chociaż musieliśmy zatrzymać się na parkingu zlokalizowanym w pewnym oddaleniu do konstrukcji), ale BARDZO wydłużył przejazd do Wielkiego Tarnowa. Konkretnie, alternatywna droga zjazdowa z góry (kończąca swój bieg w pobliżu Pomnika Wolności na górze Stoletov) okazała się nieprzejezdna, a fakt ten odkryliśmy dosłownie na przedostatnim kilometrze tej trasy. Śnieg zalegający w górach sprawił, że musieliśmy się cofnąć, efektywnie tracąc na całą operację ponad 1,5 godziny (a nie zyskując 45 minut, jak mieliśmy w planach).

Tu jeszcze nie wiedzieliśmy, co się święci…

Jeśli chodzi o „szybsze” i pozbawione dziur trasy, to mamy z nimi do czynienia wyłącznie na liniach: Sofia – dojazd do Grecji, Sofia – Burgas oraz Sofia – dojazd do Turcji. W innych kierunkach ewentualne fragmenty autostrad są jeszcze dość krótkie i kończą się zanim zdążycie docisnąć pedał do podłogi. Można więc powiedzieć, że po Bułgarii należy jeździć raczej spokojnie i z wyważeniem.

Kawałek lepszej drogi pod Wielkim Tyrnowem

W miastach warto z kolei uważać na słabo oznaczone pasy jezdni (czasem w ogóle), brak sygnalizacji świetlnej i to, że pierwszeństwo przejazdu zazwyczaj uregulowane jest znakami drogowymi.

Bułgarscy kierowcy i ich fury

Stereotyp bułgarskiego drivera nie do końca przystaje do rzeczywistości, bowiem my osobiście nie zauważyliśmy, żeby miejscowi jeździli jak pojebani – znacznie gorzej było w Rumunii. Problemem jest tu raczej stan niektórych aut, tendencja do późnego włączania świateł (pomimo 4-godzinnego obowiązku) oraz tego, że Bułgarom „z prowincji” zdarza się wsiąść za kółko po kilku głębszych (to widzieliśmy na własne oczy). Mimo wszystko jednak radzilibyśmy, aby zawsze brać poprawkę na to, że kierunkowskazy jadącego przed nami jegomościa niekoniecznie mogą działać, podobnie jak hamulce, chłodnica i biegi od trzeciego wzwyż. Nieco lepiej jest w dużych miastach, gdzie stan aut jest wyraźnie lepszy.

Postoje i parkingi w Bułgarii

Jeżeli przyjmiemy, że każdy kraj na świecie ma swoją dziwną, samochodową specjalizację, to w przypadku Bułgarii będzie to… parkowanie. Jeszcze parę lat temu w tym kraju parkowało się tak, jak wszędzie indziej na Bałkanach. Czytaj: stawało się tam, gdzie było miejsce. Obecnie jednak samorządy i rząd centralny robią porządek w temacie, dość standardowo dla polityków wylewając dziecko z kąpielą oraz dodatkowymi czterdziestoma litrami wody – tak dla pewności.

W większości większych miast zakazy postoju namnożyły się tak, jakby były specyficznym gatunkiem królika. Najgorsze jest jednak to, że Bułgarzy mają nieprzyjemny zwyczaj nie tyle zakładania blokad, co odholowywania bez dania racji i nakładania dość wysokich mandatów. W wyniku tego nawet kilkuminutowy postój w niedozwolonym (i niekoniecznie oznaczonym jako takie) miejscu może nas nie tylko słono kosztować, ale również bardzo utrudnić życie. Nam na szczęście się to nie zdarzyło, ale zalecamy BARDZO dużą ostrożność w wybieraniu miejsc parkingowych, szczególnie w miejscach, w których ich brakuje. Co gorsza, niektóre zakazy postoju zdają się nie dotyczyć miejscowych, podczas kiedy „obce” auto w danym punkcie może zostać odholowane w ciągu kilku minut. Ot, taka drogowa mentalność.

Jak widać – zasady nie dotyczą wszystkich…

Z miejscami parkingowymi w miastach też bywa krucho. W Sofii popularne są pasy jezdni, na których można stawać tylko w wybranych godzinach albo na krótki czas. Płatne, „parkometrowe” parkingi również występują, ale raczej tylko w stolicy. W innych (zwłaszcza turystycznych) miastach popularne są parkingi grodzone, gdzie możemy zostawić auto na kilka godzin za niezbyt wygórowaną opłatą, ale czasem musimy liczyć się z dość dziwnymi praktykami…


Auto zostaw z kluczykami

Dla przykładu: w Plodivvie parkingów jest sporo, ale są one raczej małe, przez co szybko się zapełniają. Jedynym sposobem na zostawienie na nich auta bywa więc… oddanie kluczyków do samochodu właścicielowi takiego (najczęściej niestrzeżonego) przybytku, tak by mógł on w razie potrzeby przestawić nasz środek lokomocji, aby maksymalnie wykorzystać plac. My nie mieliśmy z tym problemów, bo najdroższe rzeczy – aparaty itp. – braliśmy zawsze ze sobą, ale nie jesteśmy pewni, czy wielu innych turystów ma podobne nastawienie. Bułgaria nie słynie również z nienaruszalności pozostawianych na ulicy aut, więc w wielu przypadkach to skok wiary z bardzo wysokiej wieży…


Z drugiej strony, poza miastami parkować można niemal wszędzie i do woli, a poza sezonem to już w ogóle. Przykładowo, wielki parking turystyczny w Nesebyrze pozwalał w kwietniu na darmowy postój bez żadnych konsekwencji. Poza latem wiele budek parkingowych jest po prostu pustych, choć zauważyliśmy, że dotyczy to przede wszystkim wybrzeża i środkowej części kraju. Na zachodzie – choćby w Belogradchiku czy w Rili, parkingowi pojawiali się przy samochodzie jak za skinieniem czarodziejskiej różdżki.

Ładny widoczek? Śmiało się zatrzymujcie!

Jeśli chodzi o nocowanie w kamperach, to po drodze nie naliczyliśmy zbyt wielu kempingów, ale wielbiciele stania na dziko powinni być wniebowzięci. W środkowych częściach kraju aż roi się od dogodnych polanek, opuszczonych parkingów i tego typu miejscówek, choć w większości przypadków polecalibyśmy raczej wyjazd w pełni wyposażonymi kamperami, w dużej mierze uniezależnionymi od dostępu do sieci elektrycznej czy wody.

Paliwo w Bułgarii

Ceny paliw w Bułgarii nie odstają specjalnie od naszych, więc nie będziecie płakać po każdym tankowaniu. Z drugiej strony, w środkowej części kraju bywa ciężko ze stacjami benzynowymi, więc nie zapuszczajcie się na mniej uczęszczane drogi z migającą lampką rezerwy. My staraliśmy się tankować zawsze, kiedy wskazówka na desce rozdzielczej zbliżała się do połowy wysokości i tak też radzimy robić Wam – tak dla spokoju ducha.

Zdarzają się też takie „niespodzianki”

Podobał Ci się ten wpis? Możesz poczytać inne notki o Bułgarii lub polubić nasz blog na Facebooku, gdzie na bieżąco informujemy o nowych wpisach i wrzucamy dodatkowe treści.

REKLAMA:

Skomentuj czy coś:

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

error

Podobało się? Może zostaniemy w taczu?