Plażowanko w Lagos


Jak być może już wiecie, Brewa nie jest fanem plażowania i opalania, ale że bloga nie prowadzi już sam, to raz na jakiś czas przychodzi taka pora, że trzeba zwolnić i umożliwić Agatce wygrzanie tyłka nad jakimś zbiornikiem wodnym, najlepiej na estetycznej plaży. W Portugalii ten czas nadszedł pod koniec wyjazdu, kiedy zawitaliśmy do Lagos – stosunkowo niewielkiej, ale znanej miejscowości plażowej na południu kraju.

Lagos

Lagos (czyt. Laagosz, nie mylić z węgierskim langoszem) stoi sobie na swoim miejscu już od bardzo dawnych czasów. Port wśród klifów założyli już Fenicjanie, potem przejęli go Maurowie, by stracić go na rzecz Portugalczyków jakoś w połowie XIII wieku. To właśnie z tego miasta Henryk Żeglarz wyruszył na marokańską Ceutę, co na długo uczyniło z portu bramę na Afrykę. Niechlubną kartą w historii Lagos zapisał się fakt, że to właśnie tutaj wylądował pierwszy transport niewolników z Czarnego Lądu, ale – jak wiemy – karma wraca, w związku z czym w 1755 roku miasto zostało doszczętnie zrujnowane przez potężne trzęsienie ziemi, by na zawsze stracić swój status ważnego portu.

Port jednak nadal tu jest, a jak…

Dziś Lagos to przede wszystkim miejscowość turystyczna, znana ze spektakularnie położonych plaż. Poza nimi, miejscowość oferuje również bardzo przyjemny bulwar spacerowy oraz plątaninę uliczek w starej części, wśród których znajdziemy rozliczne bary, sklepy z pamiątkami i restauracje. Pomimo panującej pandemii, to właśnie w Lagos po raz pierwszy podczas naszego wyjazdu w pełni poczuliśmy, że jesteśmy na wakacjach. W kilku tutejszych barach w jeden wieczór wydaliśmy więcej pieniędzy niż przez kilka wcześniejszych dni z rzędu i nie boimy się przyznać, że hajs ten poszedł głównie na alkohol. Pod jego wpływem Brewa prawie kupił drewnianą tabliczkę z Volkswagenem T1 i pretensjonalnym napisem, ale na szczęście w sukurs przyszedł fakt, że w sklepie można było płacić tylko gotówką. Są takie momenty, kiedy posiadanie jej niewielkiej ilości działa otrzeźwiająco.

Początek wieczoru, zignorujcie panią po lewej…

Generalnie, jeśli szukacie miejscowości, w której można na chwilę zacumować po uczestnictwie w portugalskich aktywnościach, to Lagos wydaje się idealnym wyborem. Jest tu ciepło, imprezowo, a do tego nocleg w pewnej odległości od centrum (i do tego z basenem – gasp!) gwarantuje trochę ciszy i spokoju.

Plaże w Lagos

Inną zaletą naszego noclegu na miejscu (który zresztą bardzo polecamy – przybytek nosił nazwę Dona Ana Garden) była bliskość Ponta de Piedade. Ten charakterystyczny przylądek to najważniejsza atrakcja Lagos, bowiem to właśnie na nim znajduje się gros tutejszych, malowniczo położonych plaż. Trzy najważniejsze to Praia do Camilo, Praia da Balanca oraz Praia do Barranco do Martinho. Charakterystyczną cechą każdej z nich jest to, że na samą plażę musimy zejść po długaśnych, drewnianych schodach, z których możemy podziwiać widoki na odpowiednie zatoki.

Poranek w Dona Ana Garden

Plaże na Ponta de Piedade mają też jednak tę cechę, że są stosunkowo niewielkie, więc wielbiciele kąpieli słonecznych powinni udawać się na nie dość wcześnie rano – nawet poza sezonem. My byliśmy na miejscu w październiku i mieliśmy spore problemy ze znalezieniem przyzwoitego miejsca, które nie leżałoby w dość dużych obszarach zacienienia (nad plażami wznoszą się majestatyczne klify).

Zejście na Praia do Camilo

Na szczególną uwagę zasługuje „sekretna” Praia da Boneca, będąca de facto częścią Praia do Camilo. Dostaniemy się do niej przez wąski, wykuty w kamieniu tunel, ale nie ma co liczyć, że chociaż tam znajdziemy odrobinę spokoju. Jest tu naprawdę ładnie, ale bardzo tłoczno.

Jak widać, miejsca w cieniu nie cieszą się powodzeniem…

Sam przylądek Piedade polecamy również pilotom dronów. Tutejsze skaliste wybrzeże wygląda wybitnie dobrze z lotu ptaka, a na samym końcu tego obszaru znajdziecie mnóstwo miejsc, z których można poderwać maszynę bez strachu o to, że w kogoś wlecimy. Warto jednak uważać na mewy, bo jest ich tu sporo, a – jak wiadomo – te ptaszyska niekoniecznie dobrze znoszą towarzystwo bezzałogowych statków powietrznych.

Klify z niskiego pułapu

Bardziej „standardowe” plaże Lagos ciągną się na „lewo” i „prawo” od przylądka Piedade i też nie należą do brzydkich, ale to po prostu łachy piasku wpadającego do morza. Ich plusem jest jednak rozmiar, który gwarantuje, że przynajmniej na nie nie trzeba wbijać z parawanem o 6:00 nad ranem.

A co w okolicy Lagos?

Najbliższe okolice Lagos oferują również trochę pożywki dla oczu. Wśród najciekawszych punktów na mapie w pobliżu miasta warto wymienić:

  • Miasteczko Sagres, położone wprawdzie nieco bardziej w głąb lądu, ale dysponujące imponującą fortecą z czerwonego kamienia oraz bardzo przyzwoitą bazą gastronomiczną (my zjedliśmy tam bardzo dobą cataplanę).
  • Kawałek na wschód, w okolicy (bardzo ładnie położonego) miasteczka Carvoeiro, znajdziecie jaskinie Benagil, do której – co przyznajemy ze wstydem – my sami wreszcie nie trafiliśmy. Jaskinia jest o tyle ciekawa, że dostaniecie się do niej wyłącznie od strony morza, a więc musicie wynająć kajak, względnie jakiś inny środek wodnej lokomocji (tylko uważajcie na fale!). Pieczara nie jest bardzo wielka, ale w jej stropie zieje wielka dziura, co przydaje jej uroku.
  • Taki sam kawałek na zachód położona jest z kolei wioska Sagres, będąca domem najbardziej wysuniętej na południowy zachód twierdzy w Portugalii (a także znanego browaru). Z samej budowli zostało niewiele, ale widoki są takie, że warto się tam machnąć. Weźcie tylko jakieś nakrycie głowy, bo wieje tam jak ostatni skurwysyn.

Zainteresował Cię ten wpis? Sprawdź też inne nasze teksty na temat Portugalii albo po prostu zajrzyj na stronę zbiorczą II wyjazdu z 2020 roku. Zachęcamy Cię również do polubienia naszego bloga na Facebooku – na fanpage‘u często pojawiają się dodatkowe treści.

REKLAMA:

Skomentuj czy coś:

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

error

Podobało się? Może zostaniemy w taczu?