Samochodem (z psem) na Bornholm – co i jak?


Bornholm to niewielka, ale przepiękna duńska Wyspa leżąca jakieś 500 km w linii prostej od Warszawy. Mimo to, aby dostać się na nią samochodem, przyszło nam przemierzyć ponad 2 razy większą odległość i po drodze „zaliczyć” także Niemcy. Można by tu rzucić kliszą: tak blisko, a tak daleko, ale zamiast (czy może oprócz) tego po prostu napiszemy Wam, jak szybko i względnie łatwo dostać się na Bornholm z własnym środkiem transportu, dodatkowo mając na pokładzie szczekającego czworonoga.

Na Bornholmie jest NAPRAWDĘ ładnie

Samochodem (z psem) na Bornholm w wersji TL:DR:

  • W tej chwili najbliższy prom samochodowy na Bornholm wypływa z niemieckiego Saasnitz – miasta zlokalizowanego na Rugii. Jednostka dopływa do Ronne – „stolicy” Bornholmu.
  • Szybki dojazd z Warszawy na granicę niemiecką wiąże się z opłatami autostradowymi w wysokości ok. 100 zł w jedną stronę; nie zapomnijcie też zapłacić online za odcinek Stryków-Konin. Zachód Polski ma taniej.
  • Dojazd do Sassnitz spod granicy pozbawiony jest łatwodostępnych stacji benzynowych.
  • Ewentualny nocleg na Rugii polecamy spędzić blisko portu w Saasnitz; względnie możecie też coś pozwiedzać, ale szczęki Wam raczej nie opadną.
  • Bilet na prom kupicie online. Nastawcie się na wydatek ok. 1000 zł od osoby. Zmiana terminu rejsu jest bezproblemowa i względnie tania.
  • Rejs Saasnitz-Ronne trwa ok. 3,5 godziny. W porcie warto pojawić się 30-40 minut wcześniej. Do rejsu przygotujcie się zawczasu, bo podczas jego trwania nie zejdziecie do samochodu.
  • Psy mają na promie swój specjalny kącik, a także miejsce do załatwiania potrzeb fizjologicznych. Jeśli Wasz zwierzak mocno się stresuje, nie powinniście mieć problemów ze znalezieniem spokojnego miejsca na zewnątrz, ale przygotujcie się na ewentualność deszczu.

Ogólnie rzecz biorąc, obecnie (wakacje 2022) najprostsza droga „samochodowa” na Bornholm z Polski wiedzie przez Niemcy, a konkretnie przez miasto Saasnitz na Rugii, z którego wypływa prom do Ronne – bornholmskiej „stolicy”. Oto szczegóły dotyczące tej trasy, wraz z garścią tipów dotyczących jej pokonywania:

Etap 1: przez Polskę

Jeśli mieszkacie gdzieś w zachodniej części naszego kraju, to właściwie nie ma o czym mówić – z Wrocławia dalej na zachód jedzie się moment, nie mówiąc już o Poznaniu. My jednak – jak zwykle – wyruszyliśmy z Warszawy, co wiąże się z pewnymi niedogodnościami.

Przede wszystkim, jadąc na północ Niemiec (o czym zaraz) z Warszawy, najlepiej przebić się przez Poznań, a potem skierować się „w górę”. Niestety, ta trasa obfituje w płatne odcinki polskich autostrad, co obciąży Was budżet dodatkową kwotą ok. 100 zł (w jedną stronę) za samochód. Dodatkowo, odcinek autostrady pomiędzy Strykowem a Koninem opłacimy obecnie wyłącznie w aplikacji e-TOLL PL BILET (koszt przejazdu to 10 zł). Warto pamiętać zwłaszcza o tym ostatnim detalu, bo potem może być problem przy ewentualnej kontroli.

Jeśli planujecie zwiedzać Bornholm na budżecie (co samo w sobie jest dość ciężkie), to do Niemiec warto przebić się wolniejszą, ale bezpłatną drogą. W ten sposób stracicie ok. 1-1,5 godziny w jedną stronę, ale w kieszeni zostanie Wam 100 zł. Sami sobie przekalkulujcie, co wolicie. My, ze względu na znajdującego się na pokładzie Marvela, woleliśmy jechać autostradą, jako że nasz pies znacznie lepiej znosi przejazdy, kiedy są one jednostajne, a po przeciwległym pasie nie ciągną ciężarówki (które Marvel chce zjeść). Wybór był prosty.

Etap 2: na Rugię

Jeszcze jakiś czas temu na Bornholm dało się dopłynąć ze Świnoujścia, bez potrzeby opuszczania naszego kraju. Pomijając fakt tego, czy wzmiankowany prom zabierał samochody, czy też nie, teraz i tak nie ma tematu, bo jednostka ta przestała pływać. O ile wiemy, jest to efekt pandemii i mniejszej popularności (drogiego) Bornholmu wśród naszych rodaków.

W związku z powyższym, najszybszą obecnie metodą dostania się na duńską wyspę samochodem z Polski jest wykupienie biletu na prom kursujący z niemieckiego Sassnitz – miasta zlokalizowanego na Rugii (największej wyspie naszego zachodniego sąsiada).

Kiedy wyjedziecie z Polski, dostanie się na Rugię nie stanowi większego problemu, ale warto pamiętać o jednym: tamtejsze odcinki niemieckich autostrad należą do zagadkowego typu dróg, na których… nie ma stacji benzynowych. Co więcej, za zatrzymanie się na niemieckiej autostradzie z powodu braku paliwa grozi MANDAT, także zanim przekroczycie granicę, koniecznie zatankujcie furę pod korek – tak na wszelki wypadek.


Przystanek Rugia

Niemiecka Rugia jest jednym z najpopularniejszych niemieckich celów podróży, jeśli chodzi o nadmorski wypoczynek. Stosunkowo niskie ceny (w porównaniu z zachodnią częścią kraju) oraz sielskie krajobrazy sprawiają, że wielu Niemców wybiera się tam w sezonie, aby odpocząć na zatłoczonych plażach Binz albo innego miasteczka.
My nasz przystanek na Rugii potraktowaliśmy po macoszemu i… Wam doradzamy to samo. Wprawdzie region ten ma swoje momenty, ale jeśli zestawicie je z finałowym celem wyprawy, jakim jest Bornholm, to niemiecka wyspa niestety nie wytrzymuje porównania.
Jeśli mimo to chcielibyście zatrzymać się przez kilka dni na Rugii, to możecie zahaczyć o następujące atrakcje:
Park narodowy Jasmund ze słynnymi, kredowymi klifami. Tu przygotujcie się na przynajmniej pół dnia łażenia, bo na teren parku nie można wjechać samochodem.
– Najdłuższe w Niemczech molo w miasteczku Binz. Nastawcie się na tłumy ludzi na plażach, o ile – oczywiście – będziecie tam w sezonie wakacyjnym.
Przylądek Arkona z latarnią morską i klifami – tu może być stosunkowo spokojnie, bo to już prawdziwe zadupie.
„Truskawkowy” park rozrywki Karl’s – to przede wszystkim dla dzieciaków, ale dorosłym również polecamy, z uwagi na prawdziwie niemiecki wybór przeróżnych, truskawkowopochodnych alkoholi.
Ścieżkę w koronach drzew w pobliżu Prory. Samej Prory natomiast polecić nie możemy, bo ten niegdyś nazistowski ośrodek wypoczynkowy stracił już swój urbexowy vibe – został dość mocno odrestaurowany.
Na Rugii znajdzie się też kilka mniej znanych atrakcji, a także całe kilometry ścieżek spacerowych i rowerowych, ale uwierzcie nam na słowo: na Bornholmie jest po prostu ładniej.

Binz widziany z molo

Jeżeli macie już wykupiony bilet na prom płynący z Sassnitz do Ronne (o tym niżej), to istnieje niezerowa szansa, że będziecie zmuszeni spędzić przynajmniej jedną noc na Rugii. W takim wypadku bardzo polecamy aparthotel Konigslinie, zlokalizowany dosłownie kilkaset metrów od portu, z którego ruszają promy na Bornholm. Hotel znajduje się w pewnej odległości od samego Sassnitz (niewiele tracicie, trust us), ale serwuje śniadania i dysponuje otwartą do 22:00 restauracją – w sam raz na spędzenie nocy i poranka przed wypłynięciem. Jedynym minusem miejscówki jest brak klimatyzacji w pokojach, co może być problematyczne, jeśli traficie na duży upał. My niestety trafiliśmy.

Ale Marvelowi to nie przeszkadzało

Etap 3: prom na Bonrholm

No dobra: czas na najważniejsze, czyli sam prom na duńską wyspę.

Bilet na jednostkę Bornholmslinjen (trasa Sassnitz-Ronne; możliwe są także rejsy ze Szwecji i Danii) zarezerwujecie na stronie przewoźnika i bardzo polecamy bezpośredni booking, bo wiąże się on z możliwością bardzo łatwego przesunięcia terminu rejsu, jeśli wystąpi taka potrzeba. Uśredniając, za standardowy bilet w OBIE strony zapłacicie ok. 1000 zł od osoby, wliczając w to Wasz środek transportu. Ewentualny zwierzak płynie gratis i od razu damy znać, że najpewniej nie będzie jedyny na statku. W razie czego, procedura zmiany daty rejsu jest bardzo prosta i kosztuje niewiele, nawet w przypadku wykupienia najtańszej wersji biletu. My musieliśmy z niej skorzystać i wyniosło nas to ok. 100 zł od osoby.

My mieliśmy taką miejscówkę

Podczas rezerwacji biletów nie zapomnijcie od razu wbić numeru rejestracyjnego Waszego pojazdu (jest to możliwe także później)  – to powinno bardzo ułatwić check-in po niemieckiej „stronie”. Na tenże musicie stawić się najpóźniej na 20 minut przed wypłynięciem promu, ale BARDZO zalecamy podwojenie tego czasu, jeśli nie chcecie stać na samym końcu sznura samochodów (tu pomoże ewentualny nocleg blisko portu). Samo miejsce w kolejce nie ma aż takiego znaczenia jak to, że wjeżdżając jako ostatni podczas „ludnego” rejsu możecie nie załapać się na dobre miejsca w  środku, względnie będziecie musieli spędzić całą podróż obok rodzinnego pikniku, na którym brakuje tylko ogniska (true story – niektóre rodziny organizują sobie na statku wielodaniowe uczty).

Na czystej i zadbanej jednostce Bornholmslinjen spędzicie około 3 do 4 godzin, w zależności od warunków pogodowych. Na pokładzie znajdziecie sporo miejsc do siedzenia, a także całkiem nieźle zaopatrzoną restaurację bufetową, aczkolwiek nastawcie się na duńskie ceny: cola i frytki będą Was kosztować jakieś 50 zł. Sama podróż nie należy do szczególnie zachwycających, chyba że lubicie podziwiać elektrownie wiatrowe.

Bufet na promie

Na promie z psem

Jednostka płynąca na Bonholm jest dobrze przystosowana do przewozu psów. Wewnątrz znajdziecie specjalne, wydzielone miejsca siedzące dla zwierzaków z ich opiekunami, choć w praktyce korzystają z nich raczej właściciele mniejszych czworonogów. Większe psy i ich opiekunowie spędzają raczej czas na zewnątrz, najczęściej w okolicy rufy jednostki, gdzie znajduje się zresztą „kuweta”, do której zwierzaki mogą załatwiać swoje potrzeby (chociaż mamy wrażenie, że zdarza się to raczej rzadko).
Marvel nie znosił rejsu szczególnie dobrze, dlatego w drodze powrotnej musieliśmy dać mu kilka tabsów na uspokojenie. Niemniej, starsze czworonogi zdawały się raczej spokojne i zrelaksowane – psie awantury wybuchały raczej rzadko. Jeśli Was pies również nie reaguje najlepiej na sytuacje stresowe, dobrze jest pojawić się na promie relatywnie szybko i zająć miejsce, w którym będzie czuł się najbezpieczniej – polecamy okolice wspomnianej wyżej „kuwety”.

Jest i miejsce na sikanko

Dodamy jeszcze, żebyście zawczasu przygotowali się do przeprawy promowej. Podczas rejsu nie można wracać na pokład samochodowy, więc na górę warto wziąć ze sobą jakiś koc, cieplejszą bluzę (na wiatr), poduszkę pod tyłek (w razie siedzenia na zewnątrz), coś do czytania (na statku nie ma Wi-Fi, a zasięg komórkowy jest ograniczony, więc internety odpadają), prowiant i – ewentualnie – coś, co pozwoli Wam przetrwać deszcz, jeśli będziecie zmuszeni siedzieć na zewnątrz.

Tak czy owak, po (średnio) 3,5 godziny powinniście otrzymać sygnał do zejścia na pokład samochodowy (są dwa – zapamiętajcie, na którym stoicie), a po 10-15 minutach będziecie już wyjeżdżać z ładowni.

Ostatnia rzecz: WRACAJĄC z Bornholmu tą samą trasą bardzo polecamy pojawienie się w porcie w Ronne odpowiednio wcześniej, bo po tej stronie check-in może wymagać od Was wpisania numeru biletu, a dojazd na sam prom jest bardziej zawiły i oznaczony gorzej niż w Niemczech. Mając te 10-15 minut zapasu powinniście jednak ogarnąć wszystko na relaksie.

I potem już tylko takie widoki…

Sprawdźcie także inne nasze wpisy dotyczące Bornholmu, a także całej Danii (oddzielnie pisaliśmy też o Wyspach Owczych) – na pewno znajdziecie w nich masę innych, przydatnych informacji.

REKLAMA:

Skomentuj czy coś:

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

error

Podobało się? Może zostaniemy w taczu?