Co tam, Panie, w Volkswagenie: edycja wrzesień 2022


Dawno nie było update’u, jeśli chodzi o naszego „teciaka”, nad którym w sumie pracujemy już trzeci rok, także najwyższa pora to nadrobić.

Wiecie jak to jest – praca, nowe i stare projekty, do tego jakiś wyjazd tu i tam i nagle z „całeeego roku” robi się początek września i okazuje się, że trzeba zbierać tyłek w troki, żeby samochód nie stał w miejscu kolejne 365 dni.

W tym roku ogarnęliśmy się jakoś pod koniec maja i postanowiliśmy, że – choćby skały srały – domkniemy remont naszego Volkswagena i przynajmniej przejdziemy się gdzieś w weekend. Niestety, ostatnie prace, które tak naprawdę powinny być pierwszymi, wymagały tak naprawdę głownie jednego zasobu: pieniędzy. Chodziło, rzecz jasna, o roboty mechaniczne i wskrzeszenie pojazdu po długim okresie nieużywania.

Okazało się, że zadanie było prostsze, niż się tego spodziewaliśmy… a jednocześnie – jak to zwykle bywa – także nieco droższe. Kiedy nasza tetrójka wylądowała na lawecie i pojechała do mechanika na konkretny przegląd, zaczęło się nerwowe odbieranie wiadomości od specjalisty, w których to ujawniały się kolejne niedoróbki. Większość z nich spowodowana była latami zaniedbań i robienia rzeczy na tzw. patencie. Okazało się na przykład, że napędzający naszego złoma silnik diesla został wsadzony nieco na siłę, bez wymiany pozostałego osprzętu, takiego jak łapy, a nawet odpowiednie drążki. Część z nich została po prostu dogięta lub przycięta do odpowiedniego wymiaru, powodując większe lub mniejsze napięcia, które za jakiś czas mogłyby przejść w poważne usterki. Do tego doszły przeróżne pierdoły, pokroju niedziałającego czujnika wstecznego czy jakichś luzów tu i tam. Poprawki przeszła również kładziona przeze mnie elektryka, za którą zebrałem lekki opierdol. Okazało się, że nie wszystko było zabezpieczone tak, jak powinno. No, ale przynajmniej dowiedzieliśmy się o tym od mechanika, a nie ginąc w wielkiej kuli ognia.

Cały ten generalny remont kosztował nas, bagatela, jakieś 8000 zł, przy czym większość tej kwoty pochłonęła robocizna. Zacisnęliśmy zęby, zapłaciliśmy i… rozpoczęliśmy rundę II.

Runda II polegała na podjechaniu na stację kontroli pojazdów i ostatecznym sprawdzeniu, czy z samochodem wszystko jest na tyle ok, by bez zgrzytów przeszedł przegląd. Tu wyszło jeszcze kilka innych pierdół, takich jak kiepsko działające hamulce z przodu, jakieś niewielke wycieki i kolejny problem ze światłem wstecznego, które teraz migało ZA KAŻDYM RAZEM kiedy był wrzucany jakikolwiek bieg.

Jako, że w międzyczasie rozleciała się też chińska stacyjka, którą mieliśmy przyjemność instalować samodzielnie, auto po raz drugi wsiadło na lawetę i ruszyło na poprawki. Tym razem było znacznie taniej – wyszło 1000 zł z kawałkiem, a przy okazji wymieniona została część układu kierowniczego, po której to czynności okazało się, że wspomaganie kierownicy w naszym VW wcale nie jest tak niezbędne, jak nam się wydawało. Także: na plus.

Po tym wszystkim mieliśmy jeszcze jeden mikrozawał, kiedy auto znów przestało odpalać (tym razem jednak po prostu osunął się przewód zasilający rozrusznik), a sami poradziliśmy sobie z zainstalowanym przez nas sygnalizatorem włączonych świateł, który postanowił zacząć piszczeć niezależnie od tego, czy światła były włączone, czy nie (tu z kolei pomogło cierpliwe przerobienie instalacji). I tak dochodzimy do początku września.

Tak prezentowała się nasza fura na samym początku września 2022 – zdjęcie od strony Agatki

Na ten moment w samochodzie praktycznie wszystko jest już zrobione i działa, poza niewielkimi pierdołami „do doszlifowania”, którymi zajmujemy się (lub zajmiemy się) z doskoku. Do końca miesiąca powinniśmy „przebić” wóz na nowe tymczasowe blachy, po czym udamy się na przegląd ze zmianą liczby miejsc (na szczęście w dół) i – prawdopodobnie – także rodzaju pojazdu. Do tej pory nasz VW jeździ bowiem na papierach 9-osobowego ciężarowca, co jest tyleż nieprawdziwe, co po prostu głupie. Kiedy to nam się uda (a głęboko wierzę, że papierologia nie przekreśli niemal 3 lat pracy), będziemy mogli wreszcie powiedzieć, że robota została skończona i wziąć wózek na próbny objazd gdzieś blisko. Na nim sprawdzimy nie tylko to, czy w ogóle da się nim jeździć (rychło w czas), ale także to, czy zastosowane przez nas rozwiązania umożliwią zbliżone do wygodnego wyspanie się w środku i po prostu życie w jeżdżącym kawałku blachy, który w zeszłym roku skończył 30 lat.

A, no i musimy jeszcze pomalować koła.

Oczywiście doniesiemy o wynikach ostatnich starć: zarówno urzędowych, jak i tych terenowych. Mamy tylko nadzieję, że nasze polskie lato nie przejdzie w tym roku od razu w równie polską zimę

Interesuje Cię tematyka remontu naszego Volkswagena? Sprawdź inne wpisy i filmy, które powstały w związku z niekończącym się remontem naszego samochodu. Możesz również polubić nasz blog na Facebooku – często wrzucamy tam dodatkowe treści i informujemy o aktualizacjach!

REKLAMA:

Comment 1

  1. Czesław 14 września 2022

Skomentuj czy coś:

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

error

Podobało się? Może zostaniemy w taczu?