Gori, czyli bajeczka o wujku Stalinie

Naród gruziński jest bardzo dumny ze swojej historii, a jego legendarny upór znajduje wydźwięk choćby we wznoszącym się pod Kazbekiem klasztorze Tsminda Sameba. Z drugiej strony, Gruzja do tej pory zmaga się z typowymi problemami kraju post-sowieckiego, a jednym z nich jest – obecna także w Polsce – tęsknota za ułudnymi „starymi, dobrymi czasami”. Nigdzie nie jest to widoczne tak, jak w Gori, czyli mieście urodzin Iosifa Dżugaszwiliego, w szerszej świadomości znanego jako Józef Stalin.

Niemoty w Tbilisi

Powód, dla którego na blogu piszę od razu o Gori, zupełnie pomijając Tbilisi, jest bardzo prozaiczny: z jakiegoś powodu, pomimo spędzenia dwóch dni w stolicy Gruzji, jej zwiedzanie szło nam jak po grudzie. Z moich zapisków wynika, że pokręciliśmy się trochę po głównej ulicy, na moment zboczyliśmy na starówkę, przeszliśmy się słynnym, szklanym mostem, a następnie zrezygnowaliśmy z wjazdu do wznoszącej się nad miastem twierdzy, bo… kolejka linowa była nieczynna. Mgliście pamiętam, że ówcześnie Tbilisi nie zrobiło na mnie zbyt dużego wrażenia, co jest o tyle zabawne, że kiedy gościłem w tym mieście kilka lat później i dosłownie przez jeden dzień „turystyczny”, to moje odczucia były zgoła inne. Z tego względu pominę milczeniem nasz czas spędzony w najważniejszycm gruzińskim mieście i odeślę raczej do wpisu, który napisałem po drugich odwiedzinach na miejscu, będącym jednocześnie moimi przeprosinami z ideą rewizyt w miejscach, w których już raz się było.

Gruzja - Tbilisi

Cud, że zdołaliśmy zrobić takie zdjęcie…*

Wszyscy znamy dokonania Stalina. Poza tym, że poprowadził Związek Radziecki do zwycięstwa w II Wojnie Światowej, wsławił się także zagłodzeniem na śmierć milionów własnych obywateli oraz mniej lub bardziej dyskretnym usunięciem większości swoich przeciwników politycznych. Jakkolwiek nie można mu było odmówić skuteczności oraz pewnego specyficznego rodzaju wizjonerstwa, Stalin oceniany jest przez większość historyków (i nie tylko), jako wyjątkowy skurwysyn, morderca i potworny kutafon.

Przez większość, ale najwyraźniej nie w Gruzji.

W Gruzji bowiem, przynajmniej jeszcze kilka lat temu, postać Józefa Stalina nadal otaczana była specyficznym rodzajem kultu, porównywalnym z tym, którym u nas cieszy się choćby Józef Piłsudski (ten też miał trochę brudu za kołnierzem, ale w porównaniu z nim Stalin miał tam kopalnię węgla brunatnego). W niektórych gruzińskich miastach nadal stoją pomniki poczciwie uśmiechniętego, wąsatego wujka, który na plakatach propagandowych przyjmował bukiety kwiatów od sierot, by następnie bezwzględnie zadusić swoich konkurentów politycznych zdjętymi z nich wstążkami.

Z drugiej strony, trochę ciężko się dziwić. Stalin jest niewątpliwie najbardziej znanym przedstawicielem narodu gruzińskiego, a w myśl zasady nieważne co by mówili, ważne, żeby mówili, starsze pokolenie Gruzinów jest dumne z faktu, że to ich ziomek tak namieszał w historii nowożytnej. Wreszcie, sporą rolę odgrywa tu wspomniana tęsknota za „lepszymi czasami”, która dziś napędza nastroje nacjonalistyczne w wielu krajach byłego Związku Radzieckiego, w tym przede wszystkim w samej Rosji. Cała nadzieja w tym, że młodsi ludzie przejrzą ten bullshit i nie dadzą sobie wmawiać, że ich największym bohaterem narodowym powinien być człowiek, który zagłodził ¾ Ukrainy.

Muzeum Stalina w Gori

Abstrahując jednak od powyższych rozważań, nie ulega wątpliwości, że odwiedziny w rodzinnej miejscowości Stalina mogą wydawać się ciekawym sposobem na spędzenie przedpołudnia. My też doszliśmy do podobnego wniosku i, po wylądowaniu na tutejszym dworcu autobusowym, od razu powędrowaliśmy do odpowiedniego muzeum.

Kompleks (wbita kosztowała nas 15 lari) nie imponuje wprawdzie rozmiarem, ale oferuje kilka atrakcji. Pierwszą z nich jest samo muzeum, które w 2010 roku dało się zwiedzać jedynie z przewodnikiem (także po angielsku; ok. 45 minut). Nie wiem, jak jest teraz, ale 8 lat temu historia opowiadana na przystankach przy kolejnych eksponatach kładła nacisk przede wszystkim na gruzińskie pochodzenie głównego bohatera, by następnie szybko skupić się na jego politycznych dokonaniach o pozytywnym lub neutralnym wydźwięku. Na miejscu możemy dowiedzieć się wszystkiego o agitacyjnych działaniach Stalina w Batumi (gdzie wydawał nielegalną gazetę robotniczą), ale o Wielkim Głodzie nie usłyszymy już praktycznie ani słowa. Na szczęście krew z rąk dyktatora nie została zmyta aż tak doszczętnie, bowiem temat czystek politycznych jak najbardziej się pojawia, choć w dość delikatnych słowach. Podczas zwiedzania muzeum zobaczymy liczne fotografie młodego, przystojnego Iosifa, a później dość szybko przeniesiemy się do sekcji pamiątek po wodzu oraz podarków, które otrzymywał od znaczących osobistości z całego świata. Te ostatnie mogą robić wrażenie, chociaż późniejsza wizyta w Myohyangsan w Korei Północnej dobitnie uświadomiła mi, że kolekcja jest raczej uboga.

Gori - Muzeum Stalina

Stylowe, nieprawdaż?

W jednym z pomieszczeń zobaczymy również pośmiertną, odlaną z brązu maskę Stalina, która traktowana jest z pietyzmem należnym jakiejś relikwii. Całe szczęście że w pobliżu nie znajdziemy jego zabalsamowanych zwłok – te w końcu swego czasu znajdowały się w Moskwie.

Muzeum Stalina w Gori - maska pośmiertna

Trochę rozmazane, ale coś tam widać*

Dwoma dodatkowymi, „wolnostojącymi” eksponatami muzealnymi są: domek, w którym rodzina Dżugaszwiliego wynajmowała pokój podczas pierwszych czterech lat jego życia, a także pancerny, klimatyzowany wagon, w którym wódz podróżował do Jałty w 1945 roku. 8 lat temu w żadnym z tych dwóch miejscówek nie wolno było robić zdjęć – bogowie raczą wiedzieć, czemu.

Wizyta w Muzeum Stalina to dość niestandardowe przeżycie, które polecam przede wszystkim tym, którzy czerpią przyjemność z zestawiania faktów z wyobrażeniami. Mając świadomość tego, jakie konsekwencje działania dyktatora miały także dla naszego kraju, będziemy nieraz zmuszeni przełknąć toksyczną pigułkę wybielacza, choć szacunek, jakim Gruzini darzą Stalina, może lekko zmienić perspektywę, z której spoglądamy na jego postać. Dziwnego posmaku historycznego radzę nie zakąszać tutejszą pizzą z (być może wciąż istniejącego) Cake House. Był to jedyny wyrób tego typu w moim życiu, który był okraszony koperkiem.

Muzeum Stalina w Gori - pamiątki

Taką lampkę sam bym chętnie przygarnął…*

Forteca w Gori

Nam trochę szkoda było na to czasu, ale w Gori znajduje się jeszcze średniowieczna forteca, z której ponoć roztaczają się przyzwoite widoki. Wejście do niej jest darmowe, a fanów historii starożytnej może zachęcić fakt, że ówczesną wersję umocnień oblegała niegdyś armia nieszczęsnych Pompejów.

Wycieczkę do Gori bardzo łatwo odbyć z Tbilisi. Wystarczy udać się na stację Didube i na tamtejszym dworcu autobusowym namierzyć odpowiednią marszrutkę – w czasach naszej wizyty taki kurs kosztował 4 GEL/osobę, a przejażdżka trwała około 1,5 godziny.

*zdjęcia autorstwa Zosi K.

Podobał Ci się ten wpis? Możesz poczytać inne notki o Gruzji lub polubić mój blog na Facebooku, gdzie na bieżąco informuję o nowych wpisach i wrzucam dodatkowe treści.

REKLAMA:

Comment 1

  1. Ewa 27 listopada 2018

Skomentuj czy coś:

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.