Sekrety Evory (i okolic)


Na samym początku przyznamy, że tytuł tego wpisu jest nieco zwodniczy. Napiszemy tu wprawdzie co-nieco o portugalskiej Evorze, ale jednak skupimy się przede wszystkim na jej okolicach, które ujęły nas nieco bardziej niż samo miasteczko. Jeśli więc będąc w Portugalii zajrzycie do Evory, a do tego będziecie dysponować własnym środkiem transportu (do czego zachęcamy), to na pewno znajdziecie tu kilka miejsc wartych odwiedzenia.

Evora

Evora to nie tak znowu wielka stolica regionu Alentejo, który – podobno – od czasów pandemii przeżywa swój renesans. Oddalony od wybrzeża i położony bardziej na wschodzie kraju, Alentejo uważany jest za krainę spokoju i izolacji, w którym nie spotkamy za wielu rządnych wrażeń turystów. To raczej miejscówka dla chcących po prostu odpocząć wśród wiejskich krajobrazów i tęskniących za mityczną „wakacyjną sielanką” (z pominięciem plaż).

Evora to dobry symbol regionu. Miasteczko jest nieduże, a jego głównymi atrakcjami są XIV-wieczne mury i akwedukty, w interesujący sposób inkorporowane w miejscowość; oraz dość śladowe pozostałości po obecności Rzymian. Tu na prowadzenie wysuwa się centralnie ulokowana Templo Romano – niewielka świątynia z II-III w. n.e., będąca jednocześnie jedną z najlepiej zachowanych tego typu budowli w Portugalii. W czasach średniowiecznych konstrukcja została zabudowana i przekształcona w niewielką twierdzę, dzięki czemu dotrwała do naszych czasów w bardzo dobrym stanie.

Evora - Templo Romano
Dupy nie urywa, ale wygląda spoko

W Evorze znajdziemy również Kaplicę Czaszek – atrakcję tyleż popularną wśród turystów, co dla nas dość nieciekawą. Czaszek w ścianach naoglądaliśmy się już w innych miejscach na świecie, w tym nie tak dawno temu choćby w Czechach. Rozumiemy jednak, że dla Europejczyków z zachodu – pomijając może Francuzów – jest to widok dość niestandardowy.

Największą siłą Evory są jednak jej wąskie uliczki, w wielu przypadkach pozwalające wyłącznie na ruch pieszy. To nimi bez trudności dostaniemy się czy to do akweduktu na północnym skraju starej części miasta, czy to do przesympatycznych „ogrodów publicznych” (Jardim Publico de Evora) na południu. To właśnie w tych ostatnich natknęliśmy się na architektoniczną perełkę, która Brewie spodobała się najbardziej. Ruinas Finigadas to „sztuczne” ruiny stojące nieopodal Muzeum Pałacu królewskiego, podobne w stylu do tych, które znajdziemy choćby w podwarszawskiej Arkadii. Swego czasu miały po prostu stać i ładnie wyglądać i to zadanie spełniają znakomicie.

Evora - Ruinas Finigadas
Evora – Ruinas Finigadas

W Evorze warto również zwrócić uwagę na pozostałości po średniowiecznych i rzymskich „instalacjach”. Miejskie mury i akwedukty zostały zabudowane tak, aby względnie nie przeszkadzać w rozrastaniu się miasteczka, co czasem daje zabawne efekty.

Evora - uliczka z murem
Wygodne przejście to to nie jest

My w Evorze spędziliśmy zaledwie jeden wieczór i część dnia, bo naszym głównym celem był szybki strzał na plażowe południe Portugalii. Niemniej, to właśnie tu zjedliśmy najdroższy obiad na wyjeździe i byliśmy nawet zadowoleni (na naszym talerzu wylądowała między innymi ośmiornica). Wy też powinniście być, bo Evora jest także miastem studenckim, co pociąga za sobą fakt występowania na jej terenie zwariowanej ilości restauracji, knajp i barów, wśród których każdy znajdzie coś dla siebie.

O ile jednak Evora i cały region Alentejo znany jest przede wszystkim ze swojego spokoju, o tyle w okolicy miasta znajduje się kilka fajnych miejsc z gatunku może nie tyle „sekretnych”, co mniej znanych… ale dość niestandardowych. Oto trzy z nich:

Almendres Cromlech

15 km na zachód od Evory znajdziecie kawał pola, obstawiony… 95 stojącymi na sztorc kamulcami. Kamienie najprawdopodobniej były tu ustawiane od czasów neolitycznych, a z biegiem lat ich przybywało. Miejsce było – najprawdopodobniej – używane kiedyś jako swego rodzaju plac świętych zgromadzeń, a potem po prostu zgromadzeń. Obrobione skały najlepiej wyglądają z góry, także owo pole to must, jeśli wozicie ze sobą drona. Klimat jest naprawdę fajny, a dodatkowo istnieje spora szansa, że w tygodniu będziecie na miejscu sami.

W okolicy znajduje się jeszcze pojedynczy, 4-metrowy menhir, a także dolmen z Zambujeiro – największa konstrukcja tego typu w Europie. Niestety nie da się wejść do jego wnętrza, ale zajrzeć można. Wszystkie te atrakcje są bezpłatne.

Zamek w Montemor-o-Novo

Jeszcze kawałek dalej na zachód od Evory znajdziemy miejscowość Montemor-o-Novo, a w niej: ruiny zamku, które nadal są faktycznymi ruinami. W XV wieku to właśnie tu Vasco da Gama planował ostatnie etapy podróży do Indii, a niewiele później zamek stracił swoje znaczenie i od tej pory pozostawał opuszczony.

Czas obszedł się z zamkiem wyjątkowo dobrze. Do dziś przetrwało kilka wież i duża część murów, po których można było szwendać się do woli, bez żadnych afer w stylu biletowania. Think urbex, ale w średniowiecznej budowli (z pewnym ryzykiem wielkiego kamienia, który spadnie komuś na łeb).

Zamek w Montemor-o-Novo
My załapaliśmy się na zachód słońca

Stety-niestety, władze miasteczka chyba wreszcie zorientowały się, że na pobliskim wzgórzu stoi zamek, bo podczas naszej wizyty zauważyliśmy ewidentne przygotowania do zabezpieczenia tej przestrzeni i przygotowania jej pod cele bardziej turystyczne. Nie wiemy, ile jeszcze zamek zostanie pozostawiony samemu sobie, ale jeśli lubicie takie klimaty, to polecamy się pospieszyć.

Zamek w Evoramonte

Kolejny zamek zlokalizowany jest na północny wschód od Evory i ze wstydem przyznajemy się, że nie było nam z nim po drodze. Warto jednak uwzględnić go na trasie, bowiem jest to budowla bardzo osobliwa.

Cała twierdza zbudowana jest na planie bardzo „ściśniętego” prostokąta i zaopatrzona w 4 okrągłe wieże. Wygląda trochę tak, jakby ktoś wziął emoji przedstawiające zamek i postanowił odwzorować je „na żywo”. Budowla jest niezwykła i bardzo charakterystyczna, a do tego widziała kawał historii – jej pierwsza wersja stała w tym miejscu już ponad 700 lat temu.

Rzut beretem od Evoramonte znajdziecie jeszcze miasteczka Estremoz i Vila Vicosa. Pierwsze z nich do „marmurowe centrum” Portugalii, co wyraźnie widać po zlokalizowanej tam twierdzy; drugie to podobno najładniejsza miejscowość na „szlaku marmurowym”, biegnącym niegdyś przez tę część kraju.


Damy też jednocześnie znać, że Evora i jej okolice wyznaczają poniekąd granicę „martwej strefy”, ciągnącej się od niej aż na południe Portugalii (nie licząc wybrzeża). Jakkolwiek nie podobał by nam się ten kraj, tak jest faktem, że na tym obszarze nie będziecie mieli zbyt wielu okazji do zatrzymania się przy czymś ciekawym, chyba że zboczycie mocno ku granicy z Hiszpanią. Jeśli jednak i Wam zdarzy się podążać tą drogą, to zanotujcie sobie nazwy:

  • Entradas – fotogeniczna i kolorowa wioska „jednej ulicy”;
  • Serpa – miejscowość z licznymi pozostałościami po okresie rzymskim i średniowiecznym;
  • Mertola – tu z kolei znajdziecie kolejny zamek, a w bezpośredniej bliskości: opuszczoną kopalnię Sao Domingos, która nas akurat bardzo kusiła, ale niestety nie zdążyliśmy się z nią wyrobić.

Zainteresował Cię ten wpis? Sprawdź też inne nasze teksty na temat Portugalii albo po prostu zajrzyj na stronę zbiorczą II wyjazdu z 2020 roku. Zachęcamy Cię również do polubienia naszego bloga na Facebooku – na fanpage‘u często pojawiają się dodatkowe treści.

REKLAMA:

Skomentuj czy coś:

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

error

Podobało się? Może zostaniemy w taczu?