Me gusta Famagusta (i jej okolice)

Tak – na możliwość użycia tego suchara w tytule czekałem niemal całą cypryjską relację i jestem dumny, że ten moment wreszcie nastąpił. Pomijając jednak kretyńską rymowankę, muszę stwierdzić niezaprzeczalny fakt: Famagusta jest jednym z najfajniejszych miejsc, jakie można odwiedzić na Cyprze.

Famagusta

To przepiękne, przyjazne (wbrew niektórym twierdzeniom) i łatwe do zwiedzania miasto położone jest na zachodnim wybrzeżu Cypru, po jego (politycznie) północnej stronie. Pomimo przynależności do części tureckiej, do Famagusty z łatwością można skoczyć nawet podczas krótkiego pobytu na południu, a już na pewno, kiedy obóz rozbiliśmy w Larnace. Jeśli dysponujemy samochodem, do Famagusty dojedziemy z Larnaki w godzinę i tego samego dnia wrócimy, nie musząc martwić się o nocleg na miejscu. Pomimo bowiem tego, że Famagusta jest obłędnie wręcz ładna, to jej infrastruktura turystyczna cały czas jest w opłakanym stanie.

Famagusta przez wieki

Osiedle, które obecnie jest Famagustą, powstało w tym miejscu Cypru w cholerę czasu temu. Dość powiedzieć, że już w 3 wieku p.n.e. nosiło nazwę Ammochostos, czyli zagrzebane w piasku. Jego najlepszy „moment” rozpoczął się po opuszczeniu położonej po sąsiedzku Salaminy (patrz niżej), a szczytowy punkt osiągnął w okolicach 1291 roku, kiedy do upadła Akka. W obu przypadkach miasto otrzymało potężny zastrzyk zasobów ludzkich, pod postacią licznych uchodźców. W XIII wieku miejscowość stała się głównym regionalnym portem, kąpiąc się w bogactwie i luksusach. Dla przeciwwagi, nagabywani przez kleryków możni budowali kościół za kościołem.

Rozwój Genui był dla Famagusty początkiem historycznej jesieni. Nawet pomimo przejęcia Cypru przez Wenecję, miasto nie odzyskało nigdy dawnej chwały, do czego przyczyniła się zresztą inwazja Turków w 1571 roku. Większość z licznych kościołów popadło w ruinę, część została zamieniona w meczety, a miasto musiało czekać aż do 1960 roku, by pobliska Varosia – nowopowstały turystyczny kurort – ponownie ściągnęła do niego więcej ludzi oraz turystów.

Niestety, zaledwie 14 lat później konflikt grecko-turecki zaczął się właśnie od Varosii, z której w ciągu kilku dni zwiała cała grecka populacja. Jak łatwo się domyślić, lądujące tureckie wojska nie przybyły tu plażować, w związku z czym cała miejscowość została ewakuowana i pozostaje niezamieszkała do dziś, stanowiąc największą opuszczoną aglomeracją w strefie buforowej pomiędzy Cyprem greckim a tureckim (patrz niżej).

Dzień przed naszą wizytą w Famaguście, przypadkiem dowiedzieliśmy się od jednego z pracujących na Cyprze, polskich przewodników, że miasto jest NIEBEZPIECZNE. No cóż – jeśli ktoś wybiera się o 3:00 w nocy na zwiedzanie jakichś skrajnie położonych ruin, to może rzeczywiście tak jest. My po dojechaniu na miejscu zastaliśmy szałową, ale nieco senną starówkę, kuszącą turystów kilkoma barami i zachęcającymi uśmiechami kelnerów, którzy okazali się być jednymi z najmniej napastliwych na całej wyspie.

Famagusta - główny plac

Główny plac Famagusty

Nie to jednak stanowi największą siłę Famagusty. Tu po prostu TRZEBA przyjechać dla jej starej części.

Starego miasta nie da się nie zauważyć. Ta część otoczona jest potężnym murzyskiem, na które bez trudu dostaniemy się z kilku miejsc. Z muru jak na dłoni zobaczymy, gdzie powinniśmy skierować nasze następne kroki, a jeśli przyjechaliśmy samochodem, to właśnie stąd bez trudu namierzymy jakiś parking. Spacer murem to także świetny sposób na uwolnienie się od tych nielicznych turystów, których spotkamy w centrum starego miasta. Wydaje się, że mało kto się na niego decyduje, co jest cokolwiek dziwne.

Famagusta - mury

A nie mówiłem, że ładnie?

Jeśli mury skuszą Was na tyle, by obejść całą starą Famagustę, spacer skończcie w ich południowo-zachodniej części. Stąd najbliżej jest do granicy z Varosią.

Varosia

Varosia byłaby turbo-gradką dla wielbicieli urbexu. Byłaby, gdyby można było do niej wejść.

Po tureckiej inwazji z roku 1974, kiedy to właśnie tutaj wylądował trzon armii spod znaku półksiężyca i gwiazdy, Varosia praktycznie z dnia na dzień stała się dzielnicą wymarłą. Sklepy, liczne hotele, parki czy tutejsze Muzeum Archeologiczne (w którym pozostały liczne eksponaty) opustoszały w ciągu kilku dni, a uciekający ludzie – głównie Grecy – zostawili za sobą gros swojego dobytku. Po zakończonej wojnie ta część Famagusty nigdy nie wróciła do „normalnego użytku”, a władze Cypru najwyraźniej nie do końca miały pomysł, co zrobić z opuszczoną częścią miasta. W efekcie cała dzielnica nowej Famagusty zyskała status strefy buforowej, do której wpuszczani są tylko wojskowi oraz przedstawiciele Narodów Zjednoczonych. Sytuacja jest tu identyczna, jak w przypadku opisywanego przeze mnie wcześniej lotniska w Nikozji.

Zwyczajny turysta ma trzy możliwości bliższego zapoznania się z Varosią:

  1. Może podejść pod ogrodzenie od strony starego miasta i starać się dostrzec coś przez nie. Sami na to nie wpadliśmy, ale moja znajoma, której możecie podziękować za zdjęcie poniżej, zeznała, że dobrym pomysłem jest spacer plażą, z której widać stosunkowo najwięcej. W głębi lądu przez ogrodzenie również da się zajrzeć, ale na fenomenalne zdjęcia raczej nie liczcie.
  2. PODOBNO niewielką część dzielnicy można obejrzeć sobie podczas zwiedzania kościoła św. Jana, położonego około 120 metrów za bramą od strony północnej. Pomimo tego, że taka wizyta jest formalnie możliwa, to często turyści są po prostu zawracani. Być może powodem jest zakaz robienia zdjęć na miejscu, który ciężko byłoby skutecznie wyegzekwować.
  3. Na Varosię z daleka można spojrzeć też z południowej części Cypru, a konkretnie z miasta Deryneia. Na tamtejszym Centrum kulturalnym okupowanej Famagusty znajduje się otwarty taras widokowy, z którego roztacza się widok na całą dzielnicę. Aby coś z niego dostrzec polecam wziąć porządną lornetkę (można też pożyczyć ją na miejscu), a do zdjęć nie podchodźcie nawet bez teleobiektywu. Przy okazji w Centrum kulturalnym można lepiej zapoznać się z historią turecko-greckiego konfliktu o Cypr.
Famagusta - mury

Varosia od strony plaży. Zdjęcie: Paulina N.

Po wewnętrznej części ogromnego muru znajdziecie stare miasto, oferujące istne zatrzęsienie atrakcji, choć głównie jednego typu. BARDZO wiele z tutejszych starych budowli zamieniło się już dawno w malownicze i fotogeniczne jak Jessica Alba ruiny, po których można szwendać się godzinami. Moim faworytem pod tym kątem są pozostałości kościoła św. Grzegorza od Greków, ale podczas spaceru najlepiej wrzucić przewodnik do plecaka i po prostu szukać ciekawych miejsc na własną rękę. Stara Famagusta nie jest tak duża, żebyście się pogubili, a na interesujące ruiny natkniecie się praktycznie co krok.

Famagusta - św. Grzegorz

Kościół św. Grzegorza

Po spacerze „archeologicznym” warto udać się na główny miejski plac, nad którym góruje meczet Lali Mustafy Paszy, będący niegdyś chrześcijańskim kościołem pod wezwaniem św. Mikołaja. Gotycka budowla robi ogromne wrażenie, tym bardziej że stoi na miejscu od 1326 roku. Od placu Namika Kemala odchodzą dodatkowo dziesiątki małych uliczek, w których można złapać trochę cienia, ciapnąć kawkę lub browara, a także zaopatrzyć się w jakieś pamiątki. Jeśli chcielibyście coś zjeść, to zdecydowanie polecam nie najtańszą, ale bardzo przyzwoitą knajpę Ginkgo, zlokalizowaną pod samym głównym meczetem. Przy okazji wizyty w niej można obejrzeć sobie wnętrza tutejszej starej medresy (szkoły koranicznej), w której restauracja jest zlokalizowana.

Famagusta

Miejskie uliczki

Jeśli nie macie dość ruin, to na deser proponuję jeszcze wizytę w wieży Otella, czyli głównym bastionie famagustiańskich murów. Bastion nazywa się tak głównie ze względu na silną wiarę mieszkańców miasta w to, że Szekspir, pisząc w swojej sztuce o „cypryjskim porcie”, miał na myśli właśnie port w Famaguście. Forteca jest już otwarta dla zwiedzających, aczkolwiek my odpuściliśmy ją sobie zarówno z powodów czasowych, jak i finansowych.

Famagusta - wieża Otella

“Wieża” to dużo powiedziane

Salamina

Nie wiem, czy po wizycie w Famaguście ktoś będzie chciał jeszcze tego samego dnia oglądać kolejne kupy starych kamieni, ale bezpośrednie okolice miasta dają ku temu dobrą okazję. Parę kilometrów od miasta znajdują się bowiem ruiny starożytnej Salaminy – miasta znanego głównie z jednej z kluczowych bitew podczas wojen grecko-perskich, która zakończyła się zwycięstwem Greków.

Salamina - Gimnazjum

Ruiny Gymnazjonu

Swego czasu (czyli jakieś 2500 lat temu) Salamina była stolicą związku miast cypryjskich i w kurwę ważnym portem w regionie, w związku z czym natychmiast wpadła w oko Persom. Tych z regionu przegonił dopiero Aleksander Wielki, ale do dawnej wielkości miasto powróciło dopiero za czasów rzymskich, by ostatecznie poddać się Saracenom oraz siłom natury, głównie pod postacią irytująco potężnych trzęsień ziemi.

Salamina - Amfiteatr

Amfiteatr to najbardziej imponująca budowla na miejscu

Starożytna Salamina jest ogromna i można ją zwiedzać przez wiele godzin. Koszt biletu to 9 tureckich lirów, czyli dokładnie tyle, ile zapłacicie za zwiedzanie większości „dużych” atrakcji po tureckiej części Cypru. Główną atrakcją są ruiny rzymskiego gymnasionu, amfiteatru oraz teatru i powiem szczerze, że przejście przez te trzy budynki nam w zupełności by wystarczyło. Pozostałe zabudowania rozsiane są po dużym obszarze, po którym trzeba dymać na piechotę, a dodatkowo nie stanowią aż takiej atrakcji, o ile na samą myśl o rzymskich ruinach nie dostajecie kisielu w dolnych partiach.

Salamina - ruiny

Dłuższe spacery są wynagradzane takimi widoczkami

Jeśli jednak DOSTAJECIE, to mam dla Was wyśmienitą wiadomość. Prócz samej Salaminy „głównej” na miejscu możecie zahaczyć jeszcze o:

  • Nekropolię (7 TL) z całą masą grobów mniej lub bardziej możnych oraz podziemiami;
  • Pozostałości Enkomi (5 TL), czyli okolicznej osady powstałej jeszcze w epoce brązu;
  • Dwa kościoły – „Apostoła” Barnaby (apostrof dlatego, że formalnie nie zaliczał się do Dwunastki; 7 TL) oraz położony nieco dalej, w miejscowości Iskele, XII-wieczny Panagia Theotokos (w środku znajdziecie też muzeum ikon – 5 TL).

Od gór kamieni i ciężaru historycznego można z kolei odpocząć na plaży w miejscowości Bogaz, czyli (podobno) ostatniej racjonalnej miejscówki tego typu przed wjazdem na półwysep Karpas. Tego ostatniego nie sprawdziliśmy, bo sami z Famagusty uderzyliśmy w kierunku północno-wschodnim, Karpas zostawiając sobie na kolejną wizytę na Cyprze.

Podobał Ci się ten wpis? Możesz poczytać inne notki o Cyprze lub polubić mój blog na Facebooku, gdzie na bieżąco informuję o nowych wpisach i wrzucam dodatkowe treści.

REKLAMA:

komentarze 3

  1. marta 22 czerwca 2018
    • Brewa 22 czerwca 2018
  2. Koszmarny 23 października 2018

Skomentuj czy coś:

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.